To dziecko Igora…

To dziecko Piotra…

Ta historia wydarzyła się niedawno w Poznaniu, w zadbanym mieszkaniu na czwartym piętrze dziesięciopiętrowego bloku z wielkiej płyty. Mieszkała tam młoda, pracująca emerytka, samotna kobieta, którą nazywano Jadwiga.

Jej życie płynęło spokojnie, bez większych zrywów i nieprzewidzianych wydarzeń. Wszystko ułożone: emerytura, praca, koleżanki, wyjazdy do wnuków i codzienna pomoc schorowanej matce, która mieszkała samotnie w starej kamienicy dwie przecznice dalej.

Dzień jak co dzień.

Rano Jadwiga zadzwoniła do mamy, dopytała o zdrowie.

Sobota. Pracowała na dyżury jako rejestratorka w prywatnej przychodni dawało to niezłą emeryturę i rytm. Miała grafik, więc dziś miała wolne: trzeba było coś ugotować, iść do mamy codzienny rytuał, już trochę męczący.

Zamieszkać blisko mamy nie chciała, ale dwie kamienice dalej nie było żadnym problemem. Gorzej z piątym piętrem bez windy

Do tego ciągłe mamy narzekania na zdrowie relacje o bólu w różnych częściach ciała, przerywane cytatami z telewizji albo porad Ewy Drzyzgi. Diagnozy zmieniała częściowo pod wpływem doświadczeń sąsiadek a rada córki była mało warta, choć przecież Jadwiga przepracowała czterdzieści lat jako pielęgniarka operacyjna w jednej z poznańskich klinik.

Co ty tam wiesz! Igłę podać, to i owszem, ale z chorobami nie masz pojęcia! odgryzała się matka.

Tego dnia Jadwiga zebrała śmieci, ustawiła je przy drzwiach, podeszła do lustra w przedpokoju, by lekko poprawić makijaż. Jak na ponad sześćdziesiąt lat wyglądała świeżo: przyjemna, jasna cera, krótko przystrzyżone, popieprzane siwizną włosy, ładne kolczyki. Jedynie lekko opadnięte policzki zdradzały wiek.

Trzeba kupić mamie jeszcze chleb razowy i masło przemknęło jej przez głowę, gdy poprawiała kontur ust, kiedy rozległ się domofon.

Spojrzała może Halinka z sąsiedztwa? Czasem wpadała na herbatę

Mimo pomadki w ręku podeszła do drzwi.

Przed nią stała jasnowłosa dziewczyna w dresowej bluzie, paskowanej koszulce i dżinsach, z plecakiem. Później Jadwiga przypomniała sobie każdy szczegół, ale wtedy zobaczyła tylko spięte nerwowo rysy twarzy i niemowlę, zawinięte w brązowy kocyk.

To dla pani! powiedziała dziewczyna, wciskając dziecko w ręce Jadwigi.

W pierwszym odruchu wzięła maleństwo w drugiej ręce dalej trzymała szminkę. Poczuwszy wagę dziecka, spojrzała w dół.

Panika.

A gdy podniosła wzrok, dziewczyna już zbiegła na dół.

Jadwiga stanęła na półpiętrze, nie rozumiejąc, czemu ktoś dał jej dziecko.

To dziecko Piotra, a ja muszę się uczyć… rzuciła na schodach dziewczyna i szybko zniknęła za drzwiami klatki.

Drzwi trzasnęły.

Cisza.

Jadwiga została z dzieckiem na rękach, jeszcze przez chwilę czekała, łudząc się, że dziewczyna wróci. Potem weszła do mieszkania i przywołała się do porządku: śmieci, mama, sklep.

Obok drzwi stała siatka należąca do tamtej dziewczyny zupełnie nie zauważyła, kiedy została postawiona.

A potem dotarło: to naprawdę dziecko! Co ona powiedziała? Piotra?

Piotrek? Jadwiga miała jednego syna, Michała wyjechał z rodziną do Krakowa. Jadwiga została w Poznaniu sama mąż zmarł kilka lat wcześniej.

Trzymała maleństwo, usiadła na kanapie i próbowała zebrać myśli. Dziecko w brązowym kocyku, ubranko niezwykle czyste, smoczek z żabką przy buzi. Taka okruszyna, może miesiąc.

Malutka, malutka pogładziła buzię, dziecko przełknęło ślinkę i znowu zasnęło.

Spojrzała do siatki: dwie butelki z mlekiem, słoik mieszanki, paczka pampersów i ciuszki.

Dalej dziwnie się czuła, jakby zaraz miało zadzwonić do drzwi i wszystko wróci do normy.

Spojrzała w okno, szukając dziewczyny.

Minęło kilkanaście minut dziecko zaczęło popłakiwać. Jadwiga stała niezręcznie nad kanapą. Czy powinna je przewijać? Karmić? To nie jej dziecko. Nie miała prawa.

Ale w końcu musiała je przebrać pod śpioszkami i kaftanikiem okazało się, że to dziewczynka.

Poraził ją nagle strach dziewczynkę jej podrzucono! Piotrek Piotrek Przyszło jej do głowy, czy syn miałby coś na sumieniu? Przecież by jej powiedział.

Wyjęła telefon i zadzwoniła do wnuka, Janka dowiedziała się, że tata pojechał do pracy na budowie gdzieś pod granicą, gdzie nie ma zasięgu. Dopiero pojutrze wróci. Mama Basia mówiła, że mąż często rozmawia z dziećmi wieczorami, wszystko u nich w porządku.

Oj, Janeczku, moglibyście mi chociaż wcześnie powiedzieć, gdy ktoś wyjeżdża! burknęła do słuchawki, ale wiedziała, że dzieci dorosły i rozmawiają ze sobą częściej niż z nią.

Zadzwoniła jeszcze do synowej, z prośbą, by Michał zadzwonił też do niej wieczorem.

Potem musiała okłamać matkę: Noga mnie rozbolała, dziś nie przyjdę. Ale barszcz ugotowany, chlebek jest…

Mama narzekała, prosiła, obiecywała zabrać się sama, ale piąte piętro zwykle ją powstrzymywało.

Jadwiga umyła dziecko, przewinęła, nakarmiła mlekiem ze smoczka. Siadła przy łóżeczku.

Nie powiadomiła policji. Bała się co, jeśli to naprawdę dziecko Piotra, a ona doniesie? Chciała poradzić się kogoś. Zadzwoniła do przyjaciółki Ani, lekarza rodzinnego z sąsiedniej ulicy.

Aniu, zgadniesz, co się stało? Podrzucili mi dziecko!

Na razie żadnych głupstw, Jadwiga. Sprawdź, czy w bloku nie ma jakiegoś Piotra. Może pomyliły się drzwi.

Okazało się, że na szóstym piętrze jest Piotr, informatyk, który mieszka z babcią żadnych dzieci, żadnej byłej dziewczyny.

Michał, syn, nie odbierał. Jadwiga krążyła po mieszkaniu, pielęgnując dziewczynkę.

Dzień minął na zmianie pieluch, przygotowaniach mleka, kąpaniu, nuceniu odżyły w niej macierzyńskie instynkty.

Wieczorem zadzwonił wreszcie synowa:

Wiesz, zapracowany dzień Staszek miał trening, Julka uczyła się na maturę, Michał dzwonił, wszystko dobrze.

A ja tu mam zupełnie inne atrakcje pomyślała Jadwiga.

Zdecydowała: jutro zawiadomi policję.

Na noc spała z dziewczynką przy sobie, co jakiś czas się budząc głównie przez hałasy z bloku.

Rano zadzwoniła mama, polecenia zwyczajne: Przynieś gruszki, ale nie te twarde, tylko te z czerwonym boczkiem!. Jadwiga się uśmiechnęła.

Zawinęła dziecko w chustę, wyszła po zakupy, wstąpiła do matki z torbą pełną owoców, a dziewczynkę usprawiedliwiła: Halinka poprosiła mnie, bym chwilę posiedziała z wnuczką.

Matka oglądała niemowlaka z zachwytem, zadawała pytania, chciała poznać imię Jadwiga udawała, że nie pamięta.

W drodze do domu wybrała dla dziewczynki imię: Hania.

Gdy tylko wróciła do domu, przyszła wiadomość: Tata w zasięgu! Chwyciła za telefon, szybko opowiedziała synowi całą historię.

Mamo, przecież ty mnie nazwałaś Michałem, a nie Piotrem! Idź od razu na policję! był wstrząśnięty.

Już się za to zabieram. Wszystko wytłumaczę.

Ale odwlekała, bo trzeba było nakarmić dziewczynkę, przewinąć, utulić. Później wykąpać. Taka dobra jest tylko już się przywiązałam myślała, patrząc na śpiące dziecko.

Wtedy ktoś zadzwonił do drzwi. Jadwiga ostrożnie zerknęła przez wizjer i zamarła.

Przed mieszkaniem stała ta sama młoda dziewczyna, roztrzęsiona, z zapuchniętymi oczyma, ubrana byle jak.

Gdzie ona jest? Zabrali ją pani? Dlaczego nie powiedziała pani od razu?

Chodź, wejdź do środka zmęczonym tonem powiedziała Jadwiga.

Dziewczyna weszła, łamiąc się w pół, spojrzała na Jadwigę błagalnie.

To pani? Pani ma moją córeczkę? szepnęła jakby nie wierząc.

Śpi w pokoju. Nic jej nie brakuje. Uspokój się Jadwiga poprowadziła ją do łóżeczka.

Gdy tylko dziewczyna zobaczyła dziecko, opadła na kolana przy łóżku i wybuchnęła płaczem. Jadwiga zaparzyła jej herbatę, podsunęła kawałek ciasta, sama nie wiedząc, czym bardziej ją nakarmić słowem czy czymś konkretnym.

Gdy dziewczyna się nieco uspokoiła, w kilku zdaniach opowiedziała historię. Miała na imię Renata, a córeczka Haneczka.

Była studentką medycznego liceum, z wioski z okolic Leszna. Ojciec dziewczynki Piotr, student UAMu, zostawił ją, choć obiecywał pomoc. Kontakt się urwał. Wszystko się posypało: eksmisja z wynajmowanego pokoju, kłopoty z pieniędzmi, nie mogła zdać egzaminu, bo opiekować się dzieckiem nie miał kto.

Wpadła w panikę. Przypomniała sobie adres Piotra, jego obietnice: Moja mama ci pomoże. Pod wpływem zmęczenia pomyliła jednak bloki i oddała dziecko Jadwidze.

Resztę wieczoru przepłakała nie spała, żałowała, pisała do Piotra przez internet, ale dowiedziała się, że on nie słyszał o dziecku. Zrozumiała błyskawicznie, że zostawiła córeczkę u nieznajomej osoby.

Jadwiga patrzyła na Renatę z czułością i smutkiem.

To cud, że wróciłaś. Miałam oddać dziecko na policję, ale poczekaj tu dziś ze mną. Później jakoś ułożysz życie, a póki co odpoczniesz, wykąpiesz się, prześpisz jak człowiek.

Renata nie chciała, tłumaczyła, że nie ma za co płacić, może zabrać dziecko i wrócić do akademika lub do ciotki na wieś. Jadwiga się uśmiechnęła.

Nie myśl o tym teraz. Zobaczysz, jeszcze wszystko się ułoży. Mam dużą kanapę, wnuki przyjeżdżają rzadko. Pomogę ci, choćby przez miesiąc, aż się ogarniesz. Masz tu kołdrę, poduszkę

Wieczorem zadzwoniła do Anny.

To nie dziecko Piotra, nie kolegi, ani syna Zadzwonił! Wszystko jasne. Ulga, Aniu, że nie musiałam dzwonić na policję!

**

Mleko się nie zmarnowało. Renata zdała egzaminy na dobry i bardzo dobry. Codziennie była u mamy Jadwigi, bo tylko ona potrafiła się wdrapać na piąte piętro z dzieckiem na ręku.

Mama była zachwycona. To mądra dziewczyna, zna nowoczesne metody, nawet mój lekarz tak nie umie!

Po sesji Renata podjęła pracę jako dyżurna pielęgniarka; Jadwiga zorganizowała wszystko po znajomości. Piotr, informatyk z szóstego piętra, korzystał z pomocy Haneczki nawet jego babcia doczekała się nowoczesnej opieki.

A ja? Minęło parę miesięcy i wiem, że życie nawet w moim wieku potrafi zaskoczyć. Najważniejsze to nie bać się czyjejś obecności i nie zamykać drzwi przed cudem bo czasem szczęście pojawia się w najmniej oczekiwanej chwili. Tak było tego dnia: zwyczajny dzień zmienił się w lekcję miłości i ufności do ludzi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście − 1 =

To dziecko Igora…