Halo, proszę pana – pańska żona urodziła bliźnięta! – Ale… mam 52 lata… i nie mam żony! – No nie wiem… proszę przyjechać i zobaczyć, mówi, że są pańskie…

Halo? Pana żona urodziła bliźnięta! Ale… ja mam 52 lata… i nie mam żony! No nie wiem… proszę przyjechać, mówi, że to Pana dzieci

Gdy usłyszałem te słowa, pomyślałem, że to na pewno pomyłka. Przecież mam już 52 lata o jakich dzieciach mowa? Jednak ciekawość wygrała. Wsiadłem w samochód i pojechałem do szpitala.

Po wejściu na salę aż mnie zamroczyło. Przede mną leżała moja była żona, Barbara. Obok niej, po obu stronach łóżka, spały dwa maleńkie kłębuszki szczęścia.

Basia, skąd te dzieci? Czyje one są?

Twoje odpowiedziała spokojnie.

Zaniemówiłem, próbując pojąć sens jej słów.

Przecież masz 49 lat. I rozstaliśmy się już dawno

Siedem miesięcy temu. Ale wtedy nie wiedziałam jeszcze, że jestem w ciąży.

Jak to w ogóle możliwe?

Myślałam, że mam już menopauzę. Nikt by nie przypuszczał, że to nasze ostatnie, pełne emocji pożegnanie skończy się taką niespodzianką. Ale niczego nie oczekuję. Po prostu musiałam ci powiedzieć.

Bliźnięta naraz Przez tyle lat próbowaliśmy i nic.

Szczerze, sama byłam w szoku. O ciąży dowiedziałam się dopiero w piątym miesiącu. Myślałam, że zwariowałam przez te ruchy w środku

Prawdę mówiąc, wcale mnie to nie zdziwiło. Basia zawsze była okrągłą kobietą, przez co nikt nawet nie zauważył, że się zmieniła.

Poznaliśmy się, gdy już była przy kości i bardzo mi się to podobało. Nigdy nie przepadałem za chudymi kobietami. Żyliśmy nieźle, ale zawsze marzyliśmy o dzieciach. Basia leczyła się, przejmowała się, a wszystko na próżno.

Z czasem postanowiliśmy żyć dla siebie. Dużo pracowaliśmy, ale też odpoczywaliśmy Mazury, Tatry, wycieczki po europejskich stolicach. Ale ostatnich pięć lat coś zaczęło się psuć. Oboje pogodziliśmy się z myślą, że dzieci mieć nie będziemy. A z wiekiem przychodzi taka samotność, kiedy człowiek myśli: kto w ogóle zapali znicz na moim grobie

Kłóciliśmy się coraz częściej. Basia przytyła jeszcze piętnaście kilo. Aż pewnego dnia powiedziała:

Męczymy się nawzajem. Myślę, że powinniśmy się rozstać. Może jeszcze będziesz ojcem.

Szczerze mówiąc, nie chciałem tego rozstania. Ale Basia już podjęła decyzję. Bolało jak diabli. Odszedłem.

Dopiero potem przyznała, że długo bała się mi powiedzieć o ciąży. Nie wiedziała, czy ją donosi, czy dzieci będą zdrowe. I… taka niespodzianka.

Tego samego dnia odwiedziłem jubilera, kupiłem pierścionek i ogromny bukiet tulipanów. Wróciłem na oddział, oświadczyłem się. Minęły dwa lata. Jesteśmy razem. Dzieci rosną zdrowo, a my szczęśliwi. Może nie młodzi rodzice, ale młodzi duchem.

A Wy? Zdecydowalibyście się na dziecko w tym wieku? Czy naprawdę szczęście ma termin ważności?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 + 9 =

Halo, proszę pana – pańska żona urodziła bliźnięta! – Ale… mam 52 lata… i nie mam żony! – No nie wiem… proszę przyjechać i zobaczyć, mówi, że są pańskie…