Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć o czymś, co wczoraj mnie naprawdę poruszyło. Wpadła mi w oko historia na Facebooku, wiesz jak to czasem coś się przewinie w feedzie i nie możesz się oderwać. Ta dotyczyła pierścionka po babci, więc od razu zareagowałam, bo mam słabość do takich rodzinnych spraw.
Wyobraź sobie dziewczyna, nazwijmy ją Małgorzata, dostała od swojej mamy pierścionek należący kiedyś do jej babci, pani Janiny. Ale to nie był żaden stylowy pierścionek w starym stylu, żaden kunszt czy antyk. Małgorzata mówiła, że pierścionek jej się w ogóle nie podoba, do tego był za duży, no i szczerze mówiąc, chyba nigdy by go nie założyła. Pomyślała sobie, że skoro oficjalnie jest już jej własnością, to może z nim zrobić co chce. Poszła do jubilera w Warszawie, dorzuciła trochę złotówek i wymieniła go na taki, który faktycznie ją zachwycił.
Szczęśliwa dzwoni do mamy, myśląc, że podzieli z nią radość a tu totalna drama. Mama zaczęła krzyczeć, że jak ona mogła, jak się nie wstydzi sprzedawać rodzinnej pamiątki bez żadnej konsultacji. To nie był tylko pierścionek, ale cała historia rodziny, wspomnienie dawnej Warszawy, i z tego powinno się być dumnym. Małgorzata próbowała się tłumaczyć Mamo, przecież to jest już mój pierścionek, sama mi go podarowałaś, więc mogę z nim zrobić co chcę. Ale tam nie było już miejsca na rozmowę wybuch emocji, rozłączone telefony.
Potem jeszcze mama wysłała smsa, że pierścionek to nie był dla niej prezent, tylko coś w rodzaju depozytu rodzinnego miała go przechować i nie ruszać. Dla Małgorzaty to było absurdalne: po co jej taka rzecz, której nie może ani używać, ani zmienić? Cała sytuacja zrobiła się bardzo niezręczna i w sumie dość dziwna. Albo się coś komuś daje, albo nie; przecież takie pół-gesty są kompletnie nie w naszym stylu.
Babcia Janina nadal żyje, ale relacje między nią, córką, a wnuczką są napięte no, nie jest to typowa polska rodzinna sielanka. Więc ten pierścionek jako pamiątka? Może w teorii, ale w praktyce trzymanie go przy sobie nie ma dla Małgorzaty żadnego znaczenia.
I właśnie powiem Ci szczerze ja bym chyba nie umiała pozbyć się takiej pamiątki, nawet jeśli babcina biżuteria to jakiś metalowy potworek z PRL-u, a nie och ach unikat z Mokotowa. Przecież to nie chodzi o styl, ale o kawałek historii rodziny. Nikt nie musi go nosić, ale kiedyś, za lat dwadzieścia, trzydzieści, wnusio znajdzie w szufladzie i pomyśli, kto tyle przeżył, kto to nosił na jakiejś rodzinnej uroczystości. Moda błyskawicznie się zmienia, wszystko wraca, więc kto wie? A dla Małgorzaty, kiedy już jej mamy nie będzie, zostanie tylko to wspomnienie.
A tu ona wymieniła pierścionek na coś nowoczesnego, który pewnie za pięć lat wyjdzie z mody. Nie wspomnę nawet, jak teraz robią złoto dwadzieścia karatów na papierze, a w rzeczywistości dwadzieścia procent Wiesz, z takim rodzinnym kruszcem najlepiej iść do dobrego jubilera na Starym Mieście, przeprojektować tak, żeby i pamięć została, i nosić się chciało. Taki kompromis pamiątka z nowym życiem.
Albo po prostu kupić nową biżuterię, a starą zostawić w spokoju, niech sobie leży w szkatułce i czeka na lepsze czasy.
Powiem Ci, że ja totalnie rozumiem mamę Małgorzaty, serio. Nigdy bym nie pomyślała, że ktoś mógłby nie poczuć tej wartości, tego ciężaru symbolicznego. Przecież nawet zwykłe prezenty, jeśli są od bliskiej osoby, nie wypada opchnąć na Allegro czy na targu pod Halą Mirowską, a co dopiero rodzinny pierścionek babci Janiny!
Z drugiej strony, Małgorzata jest zupełnie inną osobą nie przywiązuje się do rzeczy, nie lubi mieć zapchanej pamięci i stu bibelotów dookoła. Raczej ceni użyteczność niż sentyment. No a takich rodowych pamiątek na targu staroci w Łodzi leży dziesiątki w końcu każda historia gdzieś dobiega końca Może lepiej podążać za swoim tempem, żyć tu i teraz, bez tysięcy śladów rodzinnych sprzed lat? Jeśli ktoś faktycznie nie potrzebuje tych wspomnień, może faktycznie nie ma sensu mu ich narzucać.
Wychodzi na to, że mama Małgorzaty nigdy jej nie wyjaśniła, po co takie pamiątki się w ogóle trzyma I mam wrażenie, że w polskich domach bywa podobnie. Niby tradycja, niby sentyment, ale wystarczy jeden konflikt i całe pokolenia się spierają o jeden pierścionek.



