Nie patrz na mnie takim wzrokiem!
Katarzyna spojrzała na kota tak surowo, jak tylko potrafiła. Nawet brew uniosła choć mama zawsze jej powtarzała, żeby tego nie robiła, bo z tymi ich gęstymi, krzaczastymi brwiami wyglądała wtedy naprawdę groźnie. Brwi miała po tacie, a wolałaby po mamie cieniutkie i zadbane, wąziutkie niczym niteczki. Katka już dawno je ogarnęła zgodnie z własnym gustem, a i lat jej było już niemało. Kot o tym doskonale wiedział i właśnie dlatego nawet nie próbował reagować na jej groźną minę. Siedział na parapecie i patrzył na nią ze zdziwieniem i lekką pogardą, czasem błyskając zielonym okiem, kiedy światło nocnej lampki z przedpokoju wpadało na kuchnię. Drzwi, przymknięte przez Kasię tak, by zostawić sobie iluzję odwrotu, czasem lekko się poruszały, ale zamknąć się zupełnie nie chciały. Przez to Kasia była zła najchętniej zatrzasnęłaby je na głucho i mogła wtedy spokojnie otworzyć inne drzwi. Lodówki
Usadowiła się na zimnych kafelkach przy ścianie, gdzie kwitła już od ponad godziny, i patrzyła hipnotyzującym wzrokiem na lodówkę. Znała jej wnętrze na pamięć każdą parówkę i ser żółty, bo to ona robiła zakupy i zaopatrzenie, co było powodem do żartów w rodzinie.
Kaśka, po co nam te kapary? Kto to w domu je?! dopytywał się czasem Adam, jej mąż, kręcąc małym słoiczkiem. Czemu to kupiłaś?
Bo dobre są.
Jasne I co, wymyślisz teraz jakieś danie, by ich spróbować i się nie przejeść?
No i Kasia wymyślała. Nigdy nie potrafiła gotować według przepisów, więc powstawały z tego naprawdę dziwne potrawy, nad którymi rodzina się początkowo krzywiła, a zaraz potem wylizywała talerze i prosili o dokładkę.
Rodzina cała. Poza Kasią.
Ona nie potrafiła jeść tego, co sama zrobiła. Serio. Gotowanie wciągało ją totalnie dawało jej poczucie sensu, szczęścia, ale jak już coś porządnie przyrządziła, los płatał jej figla! Przychodziła jakaś tajemnicza babcia, której Kasi wcale nie znała, szeptała i psioczyła pod nosem, syczała na pożegnanie i zostawiała Kasie, która była potem autentycznie głodna, na nic nie mogła już patrzeć z własnej kuchni.
Kasia przez to wszystko ratowała się czymś, czego nie trzeba było gotować. Ulubiona krakowska, ser, domowa drożdżówka, ptasie mleczko, wafelki i ciasteczka, które czasem nawet podkradała synowi. Dziecięce ciasteczka wydawały jej się zdrowsze był pretekst, żeby nie mieć wyrzutów sumienia. Uspokajała się, że dba w ten sposób o siebie.
A zdrowia Kasi brakowało.
Nie była gruba; wszystko szło w obrót codziennego młyna, bo trójka dzieci, mąż, kot i dom wymagały ciągłej uwagi. Do tego miała pracę, którą szanowała, czasem nawet lubiła, szczególnie jeśli nie przeszkadzała jej dbać o najbliższych.
O zdrowie narzekać nie zwykła mama zawsze powtarzała: Samo przejdzie!. Takiej filozofii się trzymała od dziecka.
Kaśka, nie wymyślaj! Nie masz gorączki! komentowała, nawet kiedy termometr pokazał inaczej. Dobra! Wypij herbatę z malinami i spać! Przejdzie samo!
Takie cudowne zaklęcie matki prowadziło Kasię przez całe dzieciństwo i trwało w niej nawet wtedy, gdy już wiedziała, że to nie działa. Po pierwszym dziecku nie zauważyła narastających problemów zdrowotnych czasu zwyczajnie brakowało.
Przy drugim synu było dużo trudniej. Budziła się ledwo na dziecięcy płacz, ale nawet wtedy mężowi się nie skarżyła. Bo jaka z niej matka, jeśli nie daje rady?
Adam szybko wszystko pojął.
Kasia, ja wezmę młodego, a Ty idź spać! zabierał chłopca i wypraszał starszego. My sobie, faceci, poradzimy! Odpocznij!
Kasia zasypiała na długie godziny, ale po przebudzeniu była jeszcze bardziej zmęczona i miała ogromne poczucie winy że jest bezużyteczna.
Zastanowiłaby się choć raz, czemu ma takie wątpliwości do siebie, może by jej coś wreszcie rozjaśniało. Trudno być zadowoloną z siebie, gdy w domu ciągle słyszysz: Ty to zawsze trochę nie taka…
Tak jej powtarzały mama z babcią.
Kasiu, prosto siedź! Wyprostuj się, co się tak garbisz?! narzekała babcia, dobrze ubrana Lidia, rozkładając ręce.
Mamo, przecież ona mnie i tak nie słucha! Wszystkie dzieci normalne, a Kaśka ciągle swoje. Ja muszę jedzenie przed nią chować! Wszystko je! I kara próbowałam, nic!
A Kasię, pięciolatkę o wadze kota, aż ściskało z żalu i wstydu przy stole.
Czemu ich pokolenie tak czciło szczupłość i wagę, Kasia zrozumiała w liceum. Jako nieco pulchna i zakompleksiona, znalazła stare zdjęcia. Tam jej mama Była do Kasi podobna jak dwie krople wody i trochę grubsza nawet! I do tego piegi! Więc o co chodziło?
Odpowiedź przyszła sama.
Popatrz na siebie! Kto cię weźmie za żonę?! Ja z ojcem na diecie całą rodziną byliśmy, dopóki się nie ogarnęłam, dzięki mamie. Nawet nie gotowałam dla taty, by go nie kusić!
A kiedy dziadek odszedł od babci?
A co to za pytanie?! To nie ma nic wspólnego! Po prostu ludzie czasem się rozchodzą!
A jak można kogoś nie rozumieć po tylu wspólnych latach?
Kasia, ile razy mam powtarzać Idź, zrób coś pożytecznego!
Tu się domyślała, co to znaczy. Wkładała stare adidasy i szła na szkolne boisko, ale nie po to, by biegać. Siadała pod lipą i rozmyślała o życiu. Dopiero gdy chłopaki kończyli grać w piłkę, kręciła kilka kółek, zlękniona swoją powolnością.
Te rozmyślania dały efekt skoro i tak nie jest piękna i nikt się nią nie zainteresuje, to musi być w czymś najlepsza, by ludzie mimo wszystko ją cenili. Jeśli jesteś komuś potrzebny, to już, jak wyglądasz, nie ma zupełnie znaczenia.
Mamo, będę lekarzem.
Z jakiej racji? Ty?
Uczę się dobrze
No Może być. Lekarz nie najgorszy zawód. Rób, jak chcesz.
Została lekarzem. I bardzo dobrym. Miała tyle wolnego czasu, że mogła się poświęcić nauce z pasją.
Mama, nawet jeśli nie była zachwycona, nie wtrącała się za bardzo. Babcia wtedy chorowała i wymagała opieki, więc dali Kasi spokój.
Ale nie na zawsze.
Nigdy męża nie znajdzie! ogłaszała babcia. Trzeba jej pomóc.
No i pojawiła się swatka. Szerzej nieznana, krótko mówiąc była osobą praktyczną i wykonała swoje zadanie błyskawicznie.
Świetna dziewczyna! I bystra, i ładna!
Kasia się zdziwiła. Ładna?! Ona?! No tak, schudła, buzia się oczyściła, ale Do piękności daleko.
A jednak szybko pojawił się kandydat.
Kasia na widok kandydata ledwo się powstrzymała niski, trochę niezdarny, ciągle spuszczał oczy, gadał tylko ze swatką i jej mamą.
Ale była dobrze wychowaną dziewczyną, więc się starała. Poznawcza herbatka minęła spokojnie i mieli się spotkać po raz pierwszy sami. Spóźniła się, bo zatrzymali ją na zajęciach do kawiarni wpadła spocona, trochę nagrzana, wypatrując znajomej sylwetki, ale nie znalazła. Wzruszyła ramionami i już miała wychodzić, kiedy zaczepił ją kelner.
Pani Katarzyna? Tu jest dla pani wiadomość. Chłopak, co panią czekał, tak się denerwował, że nawet szklankę stłukł, a potem sobie poszedł.
Wiadomość była krótka: Nie szukaj mnie.
Kasia parsknęła śmiechem.
Nawet nie zamierzałam!
Poczuła ulgę teraz miała doskonałą wymówkę dla mamy. Dość tego, nie będzie się więcej ustawiać na pokaz. Chciał histeryzować? Jego sprawa. Ona już nie musi.
Kelner oczywiście przeczytał, co było w liście, zmarszczył brwi, a potem się uśmiechnął.
A co robisz dzisiaj wieczorem?
Sama nie rozumiała, co ją podkusiło spojrzała na niego i pyta:
Jak się pan nazywa?
Adam.
Pan mnie chyba nie żałuje, co?
Nie, skąd ten pomysł? spoważniał Adam.
A ona, szukając jakiejś oznaki, czy ten człowiek też uzna ją za nie taką, mówi:
Czekam wieczorem przy wejściu do parku obok uniwersytetu medycznego.
Wiem, gdzie to! Dzięki! uśmiechnął się jak dzieciak, a Kaśka mu uwierzyła.
Pierwszą randkę pamiętała do dziś. Było łatwo i naturalnie. Odkryli, że oboje uwielbiają jazz i nie cierpią twarogu. Marzą o kocie i nie chcą mieć psa, bo nie daliby rady go wychować. Oboje chcieli mieć dom i robić coś pożytecznego, a nie tylko zarabiać. Idealnie dopasowani.
Kasia i Adam byli razem ponad rok.
A mama Kasiny łapała się za głowę.
On nie dla ciebie!
Dlaczego?
Bo zawahała się Bo kelner!
Przecież wiesz, że Adam studiuje, a kelneruje tylko, żeby dorobić.
Ma chorą mamę i pięcioletnią siostrę na głowie. Po co ci taki balast?!
A nie uważasz, że przez to właśnie jest świetnym facetem? Skoro dba o nich, zadba i o mnie.
Kasia! Co to za gadanie! Kobieta powinna mieć trochę szacunku dla siebie!
Ja teraz uczę się, jak szanować siebie, mamo.
Ślub przesunęli.
Kasiu, nie wiem, co zrobię, jeśli mama odejdzie
No co? dziwiła się Kaśka. Będziesz wychowywał Irkę!
Dasz radę?
No co, masz wybór?
Kasia pomagała w opiece nad przyszłą teściową, ale niewiele mogła już zrobić. Gdy zostało niewiele czasu, poszli z Adamem do urzędu stanu cywilnego, nie informując prawie nikogo. Jedynym świadkiem była Irenka.
To wy jesteście teraz rodziną? pytała poważnie Irenka.
Tak.
A ja?
Też jesteś.
Dobrze.
Teściowa Kasiny to doceniła.
Dziękuję ci, dziewczyno! I za Irkę, i za Adama. Przepraszam, że zostawiam ci taki ciężar. Chciałabym być jeszcze tu długo
Nie o tym myślimy! pogładziła ją Kasia za chudą dłoń. Zdrowiejemy czy się litujemy? Zdrowiejemy!
Zmarła miesiąc po ślubie. Kasia zadbała o całą rodzinę. Gdy Irenka wpychała się w ramiona Kasi pytając: Mamie już nie boli?, Kasia ledwo powstrzymała łzy.
Mama Kasi, gdy się dowiedziała o ślubie po cichu, poczuła się dotknięta.
Po co ja cię wychowywałam?! Żeby bez ślubu, bez zabawy się pobrać?!
Mamo, przecież wiesz, jak było
Nie obchodzi mnie to! Moja jedyna córka wychodzi za mąż i mnie nie informuje.
Próbowała się tłumaczyć, pogadać, ale przez długi czas wyszło chłodno i formalnie, jakby miały ze sobą tylko sprawy urzędowe.
W końcu Kasia nie wytrzymała.
Mamo, masz inne dzieci?
Co za pytanie? Jasne, że nie!
To czemu tak się starasz stracić jeszcze i mnie? odłożyła ciśnieniomierz i westchnęła.
Reakcja mamy ją zaskoczyła. Zwykle surowa nagle się rozpłakała.
Kasiu, kocham cię… Po prostu nigdy nie umiałam wyrażać uczuć. Mama zawsze mówiła, że z dziećmi trzeba szczerze i bez ogródek, bo inaczej w życiu sobie nie poradzą. I tak wyszło, że więcej straciłam niż zyskałam Wyrosłaś na porządnego człowieka, właściwie sama
Pierwszy raz mama pozwoliła sobie na słabość. Kasia długo nie mogła uspokoić głowy po tej rozmowie. Zaczęła się bać, że powtórzy jej błędy wobec dzieci choć i Irenka, i synowie bardzo ją kochali i byli z nią blisko, zawsze miała poczucie, że robi za mało.
Adam widział, że coś ją gryzie, próbował rozmawiać, ale ona uparcie siedziała z tym sama. Może dlatego wieczorami najłatwiej jej było rozmyślać w kuchni, przy lodówce, z kotem pod łokciem. Lodówka była symbolem czegoś, co przez lata było na zakazie…
Analizowała życie i relacje z rodziną. Wiedziała, że gdyby tylko zaczęła wcześniej mówić o swoich uczuciach, pewnie wiele spraw potoczyłoby się lepiej. Może nie byłaby dla wszystkich tą zawsze grzeczną dziewczyną, ale miałaby więcej pewności siebie…
To ją smuciło i cieszyło na zmianę, bo ile lat musi upłynąć, by dojść do takich prostych prawd?…
Drzwi się uchyliły i wszedł Adam, nie patrząc na Kasię ani na kota. Otworzył lodówkę, wyjął ser, pomidory i natkę. Usiadł obok i podał jej kanapkę.
Jedz!
Adam, zaraz w żadną spódnicę się nie zmieszczę, jeśli w nocy będę pałaszować.
Proszę jeść! pokazał jak i mrugnął do kota. Ty zjesz?
Kot nie protestował zeskoczył z parapetu, zgarnął kawałek sera i ułożył się Kasi na kolanach.
I tak cię kocham Adam patrzył na żonę i się uśmiechał. Nawet jakbyś ważyła tonę nie ma znaczenia. Kasia, powiesz, co jest nie tak?
Kasia przełknęła kęs, wtuliła się w znajomą szyję męża i pogłaskała kota.
Wszystko w porządku w końcu powiedziała i chyba nawet w to uwierzyła. Tylko tonę, błagam, nie. Czterdzieści sześć przy moim wieku, to naprawdę nieźle.
No pewnie! Nigdy nie widziałem piękniejszej kobiety!
Powtarzaj mi to częściej, dobrze?
A przestaniesz wtedy nocami chodzić do lodówki?
Adam!
Co ja powiedziałem?! No! Idziemy spać, kobieto!
I Kasia chętnie dała mu się podnieść, objąć, dziękując mu w myślach, że ją rozumie bez słów. I postanowiła sobie, że koniecznie opowie mu o tym, co ją gryzło przez te wszystkie lata.
Kasiu?
No?
Czekamy na kolejnego malucha?
Skąd wiesz?! spojrzała zaskoczona.
Znam cię przecież nie od dziś! I te nocne posiadówki są mi znane. Który to tydzień?
Trzeci.
Ale ekstra! Adam przytulił żonę, a ona pacnęła go po ustach.
Cicho, bo obudzisz dzieciaki!
Kot odprowadził swoich do sypialni, wskoczył z powrotem na parapet i wsłuchał się w ciszę. Jeszcze trochę i nocna cisza stanie się rzadkością Kaśka będzie miała nowe sprawy na głowie, a kot przeniesie się do dzieci tam, gdzie świeżo pachnie mlekiem i snem, a nie na twardym parapecie.


