Skarpetki
O mój kochany słodziaczku! Mój cudowny chłopczyku! No powiedzcie, dlaczego te dzieci są takie do schrupania, co? Barbara Małgorzata rozpływała się nad wnukiem, dumnie pozując do kamery.
Półroczek Jasia świętowano z przytupem. Animatorzy, balony, tort większy niż lodówka. Babcia z dziadkiem stanęli na wysokości zadania. Nina była do całego zamieszania nastawiona raczej chłodno. Oczywiście, było jej miło, że rodzice tak się starają, żeby sprawić radość jej i synkowi, ale jak zawsze od dzieciństwa hałas i tłum ją szybko męczyły. Jaś, najwyraźniej, odziedziczył po niej temperament, bo ledwo minęło pół godziny i już rozpaczliwie darł się wniebogłosy, więc Nina zabrała go do domu. Zamknęła szczelnie okna, usiadła z maluchem w fotelu i po kilku minutach Jaś spał.
Widzisz, mój skarbie, zmęczyłeś się okrutnie. Za wcześnie dla ciebie takie wesela.
Do pokoju dziecięcego weszła Barbara, dzierżąc prezent własnej roboty.
Śpi?
Ukołysany. Mamo, mówiłam, że to dla niego za dużo.
Nie ma sprawy, niech się przyzwyczaja! Córciu, możemy sobie pozwolić na fetę dla naszego wyczekanego wnuczka. Zobacz co mu kupiłam! Przeurocze to jest!
Odgłos szeleszczącego papieru zerwał małego z drzemki i znowu zaczęło się marudzenie.
Mamo, może potem, dobrze? Nina zaczęła delikatny, powolny taniec po pokoju, tuląc synka.
No nie! Tyle się nagłowiłam, wybierając, a ty nawet nie jesteś ciekawa! Barbara zrzuciła pudełko na stolik z charakterystycznym westchnieniem.
Oj mamuś, bardzo jestem ciekawa. Jestem pewna, że prezent cudny! Nina uśmiechnęła się pojednawczo. Przyniosłabyś mi coś do picia? Suszy mnie niemiłosiernie!
To połóż dziecko i sama zejdź na dół.
Obudzę go.
No i co z tego? Chodź, znowu pójdziemy do gości.
Mamo, jak się obudzi, będzie krzyczał pół godziny, sama wiesz. Chyba lepiej nie?
Ninka, dziecko trzeba wychowywać od małego. Jak to będzie krzyczał? Dobrze wychowane dzieci nie zawodzą!
Nina prychnęła i na moment się zatrzymała, po czym wróciła do hipnotycznego kołysania. Czuła się jakby całe życie trenowała balet tego typu: gracja, precyzja, łagodność. Dobrze wychowane dzieci nie robią tego, co dorosłym nie pasuje. Dobrze wychowane dziewczynki są bez zarzutu. Plecy proste, podbródek wysoko, pierwsza pozycja! Żadnych sprzeciwów!
Ja wracam do gości. Ty się ogarnij i zejdź. Gospodyni powinna być na własnym przyjęciu.
Zmień mnie, mamo, proszę…
Barbara opuściła pokój, a Nina znowu siadła w swoim ulubionym fotelu, tuląc do piersi synka. Tyle się naczekała na tego chłopczyka…
Nina pochodziła z bardzo porządnej rodziny. Jej dziadek był profesorem uniwersytetu, babcia zaś czołową lekarką w znanej warszawskiej klinice. Ojciec, trzymając się rodzinnej tradycji, także został lekarzem. Nina nigdy nie rozumiała, jak to się stało, że ten bystry, stanowczy człowiek momentalnie zamienił się w plastelinowego męża w rękach swojej żony. Barbara bowiem ze światem nauki miała wspólnego tyle, co kot z kasztanami. Ledwo przemęczyła się przez studia, dyplom schowała na dno szafy i rozpoczęła polowanie na męża. A konkretnie, to babcia Niny, Krystyna, szukała już wtedy męża dla wnuczki. Plan się powiódł: znajomość z rodzicami Barbary na bankiecie, ślub z Andrzejem ładna, towarzyska Basia podbiła go w trzy minuty. Dostała wianek mieszkanie od rodziców i dziecko w gratisie dwa lata po ślubie. Nina od małego trafiła pod skrzydła babci, która miała pod kontrolą wszystko: od niani po kółka zainteresowań (czyli dwa języki, balet, muzykowanie a jak!). Dziecko musi być doskonałe!
Weekendami Nina z musu chodziła do muzeów i teatrów pod okiem babci-cerberki. Rodziców widywała raczej sporadycznie tata pracował, a mamie starczało tylko na to, by ją obcałować i pędzić na ważne sprawy.
Babci starania nie poszły na marne: Nina dostała się najpierw do szkoły baletowej, potem do znanego teatru. Kariera się kręciła, wszystko szło dobrze, aż na jednym z przedstawień poznała przyszłego męża. Michał nie przypadł do gustu nikomu oprócz ojca.
Matko, jaki mezalians! Babcia Krystyna leżała wśród poduszek, sekując wnuczkę spojrzeniem. Dziecko, przemyśl to. Po co ci on? Co zrobisz z tym prostakiem? On ledwo się wysławia!
Babciu, przy tobie mało kto cokolwiek z sensem z siebie wydusi Nina siedziała w fotelu, podwinęła nogi, co normalnie wywołałoby babcine kazanie, ale dziś Krystynę wkurzał tylko przyszły zięć.
Chcesz powiedzieć, że nikt nie dorównuje mojemu poziomowi intelektualnemu? Babcia spojrzała podejrzliwie.
Dokładnie tak chcę powiedzieć. A Michała nie tylko lubię, ale kocham. I chyba nie zaprzeczysz, że to miłość napędza sztukę, babciu?
Niech sobie napędza teatr… Ale jak ty z nim chcesz żyć?!
Długo. I jeśli się uda szczęśliwie.
Ślub przeforsowała z trudem, przy akompaniamencie jęków i apeli opamiętaj się. Stanęła przed Michałem, spojrzała mu w oczy i powiedziała tak urywając wszelkie babcine rozważania. Dla Michała Nina była jak estradowa bogini, która nagle zeszła na ziemię. Krucha, delikatna, a jednocześnie twardsza niż niejedna stal. Chciał ją tulić, chronić przed światem, zamknąć w bezpiecznym kokonie.
Niewiele mogę ci dać. Ale zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa. Na pewno mogę cię kochać.
Te słowa wystarczyły. Nina po raz pierwszy poczuła, że ktoś chce ją taką, jaka jest. Żadnych oczekiwań. Koniec z musisz dorównać.
Ich start był daleki od bajki. Michał nie miał bogatej rodziny ani znajomości. Wychowywała go mama, Teresa, polonistka, później wicedyrektorka szkoły, uwielbiana przez uczniów i syna. Na jej skrupulatnej wierze w Michała oparły się wszystkie późniejsze sukcesy syna. Pomogła mu po studiach, przekazując oszczędności ze sprzedaży mieszkania, co wystarczyło, by Michał rozkręcił firmę. Był bystry, pracowity i po kilku latach interes się rozkręcił. Jeszcze zanim Jaś się pojawił, nawet babcia Krystyna musiała przyznać, że zięć jest niezły. Po narodzinach prawnuka zupełnie zmiękła.
Nina o dziecku marzyła gorąco. Wielkie artystki podobno nie mają czasu na dzieci, ale ona nie chciała być wielka. Chciała zwyczajnie być szczęśliwa. Tymczasem natura wyraźnie uznała, że Nina się do macierzyństwa średnio nadaje. Lata badań, dwie operacje, rezultat żaden. Po nocach cicho płakała nie chciała męża zasmucać, a jednak wiedziała, że Michał ma prawo zostać ojcem. Kiedy postanowiła z nim o tym porozmawiać, usłyszała tylko śmiech…
Ninula, zwariowałaś? Michał ją tulił, kiedy próbowała się wyrwać. To, że cię kocham, nie zależy od potomstwa. Jesteś sensem mojego życia!
Nina ryczała z ulgi i złości zarazem.
Zrozumienie przyszło łatwo, ale akceptacja z oporem. Chciała odpuścić, ale nie mogła. Przecież mama utyskiwała, że jej koleżanki już są babciami, tylko ona sama już nie, bo młodość ją trzyma. Koleżanki zapraszały Ninę na dziecięce urodziny, więc przez godzinę dobierała prezenty. Czas działał na jej korzyść. Przestała śledzić maluchy na placach zabaw, a w końcu otworzyła własną szkołę baletową.
Muszę się czymś zająć, bo zwariuję!
Michał do końca nie rozumiał żony, na szczęście wtrąciła się Teresa.
Michał, ty wiesz, jak jej ciężko? Chyba nie. Ona cię kocha, i dla każdej kochającej kobiety dać dziecko to największe szczęście. Podtrzymuj ją, pozwól na wszystko, o czym marzy.
Rozumiem, mamo.
Sam znalazł odpowiednią salę. Nina aż klasnęła z radości, widząc jasny, przestronny lokal.
Idealnie! Michał, jesteś super!
Sprzęty, zapisy, lekcje wciągnęło ją to na dobre. Objawy ciąży początkowo zignorowała bo już wcześniej miała cykliczne zamieszania.
Ninka, spytam, ale możesz nie odpowiadać Teresa przyjrzała się jej uważnie w ulubionej kawiarni Ale… spodziewasz się dziecka?
Nina aż zesztywniała. Trafia w najsłabszy punkt! Wie doskonale!
Proszę cię, nie denerwuj się! Po prostu mi się wydawało…
Tylko ci się wydawało burknęła, próbując wstać, ale prawie runęła z powrotem na kanapę. Ostatnio wszystko ją mdliło. Siedziały tu często kawa, dobre ciacho, a dziś na samą myśl było jej słabo.
Teresa zamówiła wodę.
Posiedź.
Po chwili wręczyła Ninie małe pudełeczko.
A po co się domyślać?
Kelnerzy patrzyli lekko zdezorientowani, kiedy parę minut później obie kobiety, popłakując i chichocząc, zaczęły tańczyć obok stolika. Radość biła z kart ich twarzy cała kawiarnia się uśmiechała.
Jaś urodził się zdrowy i silny, chociaż lekarzom napsuł sporo nerwów.
Pani baletnica? Nawet się nie dziwię, chłopak wyszedł wyśmienity!
Dni Ninie upływały z taką ilością szczęścia, że aż się martwiła.
Halo, ty już nie jesteś sama, podziel przez dwa Michał patrzył na maleństwo zawinięte w koronkowy kokon wyprawkowy, który na wyjście ze szpitala kupiła Barbara.
Wyjście ze szpitala było dla Niny prawdziwą szkolną traumą. Choć Michał próbował protestować, Barbara urządziła to po swojemu: tłum fotografów, rodzina, sąsiedzi skandujący pod drzwiami. A w domu stół uginający się pod ciastami.
Nina marzyła tylko o prysznicu i świętym spokoju.
Mamo, czy to naprawdę konieczne?
Jasne, że tak! oburzyła się Barbara. Wszystko musi być z pompą! Przecież to jest okazja!
Zrozumiała szybko, że nie ma sensu się spierać. Z trudem wdrapała się po schodach i niemal zawyła na widok kolejnej fali gości.
To są nasi najbliżsi!
W holu spotkała spojrzenie Teresy, która lekko się skrzywiła. Stać coraz trudniej, a tłum cały czas napływa.
Eb, może uda się na chwilę zwinąć Ninę z wnusiem? Teresa zadecydowała stanowczo i chwyciła Ninę pod ramię. Na chwilę musimy się rozmówić.
Skinęła Michałowi i zabrała Ninę do sypialni.
Leż. Zaraz wszystko ogarnę i pójdziesz pod prysznic. Głodna?
Nina kiwnęła głową, patrząc jak mąż rozwija Jasia i odkłada do kołyski.
Muszę zejść na dół…
Musisz? Teresa uniosła brwi. Już swoje protokolarne dziesięć minut odstałaś. Bezbłędnie dadzą radę bez ciebie.
Nina westchnęła z ulgą. I nagle, cichcem, uświadomiła sobie, że strasznie chce spać. Zwinęła się w kłębek i patrzyła przez moment na krzątającą się po pokoju Teresę.
Zmęczona?
Bardzo… Teresa zarzuciła Ninie na nogi puchaty koc Śpij, popilnuję wnuka.
Jasia… ale już zasypiała, nie widząc nawet czułego uśmiechu, który posłała jej Teresa. Ojciec Michała też był Janem.
Barbara, która przyszła po chwili, była bardzo rozczarowana, że córka śpi zamiast przyjmować gości.
Jak to tak?
To się nazywa młoda, karmiąca matka. Teraz liczy się wyłącznie spokój. Jeśli coś zaburzy koniec karmienia.
Co z tego? Ja Ninę dwa dni nie karmiłam, a wyrosła zdrowa. Barbara zbliżyła się do drzwi sypialni, gotowa obudzić córkę, ale Teresa stanowczo ją zatrzymała.
Może uczcimy nasz nowy status w babskim gronie? W końcu ile czekałyśmy!
Michał z ulgą zamknął za nimi drzwi. Z teściową miał relację dość trudną. I choć korzystała z jego dobrodziejstw bez cienia skrupułów, to nawet nie próbowała dopuszczać jego zdania. Cichy, spokojny, Michał ledwo powstrzymywał się przed wybuchem jedynie w towarzystwie teściowej. Z teściem od razu się dogadał, ale o matriarchacie milczał.
Próby przemiany Barbary? Szkoda zachodu. Skończy się awanturą.
Nina obudziła się po półtorej godziny. Najpierw nie wiedziała, gdzie jest, ale Jaś już się wiercił, ktoś głośno śmiał się w kuchni. Po karmieniu zdołała wyprosić męża, by mógł zająć się dzieckiem, a ona doczłapała do łazienki. Po kąpieli wsunęła się pod kocyk i wciągała pyszny rosół zrobiony przez Teresę.
W szpitalu coś tam pokazywali, ale strach mnie zżera! Nina machnęła łyżką.
Jedz i się nie przejmuj! Nina, dzieci są bardziej wytrzymałe, niż myślisz. Ty jesteś ich mamą, zaufaj sobie. Ja jak urodziłam Michała, nie miałam nikogo do pomocy. Przeżyliśmy. Popełniłam błędy, ale kto ich nie popełnia? Teresa uśmiechnęła się szeroko Sama zobaczysz, że wszystko to ogarniesz.
I rzeczywiście teściowa miała rację. Nina szybko połapała się w temacie, a choć lęk nie zniknął całkiem, to był już do wytrzymania.
Sześć miesięcy zleciało w mgnieniu oka. Teresa wpadała co kilka dni pomagać przy wnuku, ale kończyło się tym, że gotowała i sprzątała, podczas gdy Nina chłonęła każdą nową minkę Jasia.
Barbara przychodziła rzadko, ale jak już, to robiła show.
Zobacz, co znalazłam za wózek! Majstersztyk!
Mamo, mamy super wózek!
Przestań! Bierz dziecko, idziemy testować nowe ścigacze!
Imienia Jaś Barbara długo nie była w stanie przełknąć.
Gdzieście wykopali to imię?! Jan no bez przesady.
Mamo! Przecież królewskie imię.
Chłopaka wyśmieją w dobrej szkole!
To pójdzie do zwykłej, o!
Barbara tylko prychała i zabierała wnuka na spacer. Bujała się z wózkiem, dumna, że ludzie biorą jej wnuka za własnego syna. Usłyszawszy Jaki piękny chłopczyk! I mama taka młoda!, była wniebowzięta. Ale wieś szybko się połapała i spacery się skończyły. Teraz wpadała na kawę, całowała wnuka i leciała załatwiać sprawy.
Ja będę jego babcią-świętem! kolejna pstrokata zabawka lądowała w pokoju.
W rodzinie w końcu każdy odnalazł swoje miejsce.
Półroczek Jasia i impreza Babci Barbary prawie doprowadziły do trzęsienia ziemi.
Nina uśmiechnęła się do przebudzonego synka i wyjęła pudło od Barbary. Prześliczna srebrna grzechotka aż sprawiła, że krzyknęła z zachwytu.
Jasiu, zobacz, jakie to cudne!
Maluch machał grzechotką i pokazywał pierwsze ząbki. Nina sięgnęła po paczkę od Teresy.
Biały sweterek własnoręcznie zrobiony przez Teresę był tak mięciutki, że Nina przyłożyła go do policzka.
I skarpetki! Jaś, babcia jest artystką dziergania!
Barbara weszła akurat wtedy i aż jęknęła z zachwytu:
O rany! Jakie cudeńko! Jakaś znana marka?
Nie, Teresa własnoręcznie wydziergała.
Barbara przez chwilę przyglądała się sweterkowi.
Nie można było kupić czegoś porządnego? Dziecku pierwsza ważna data, pora na coś ekstra. Skąpstwo na prezentach. Tego nie ogarniam!
Mamo!
Co ja mama? Przecież mam rację.
Nina nie wiedziała, gdzie się schować, gdy zobaczyła stojącą w drzwiach Teresę, która usłyszała cały wywód. Skinąwszy Ninie, postawiła kompot i wyszła. Nina się zagapiła Jaś płakał. Gdy zeszła po chwili na dół, okazało się, że Teresa już wyszła.
Michał! Ale wstyd! Strasznie mi głupio!
Przecież to nie ty, a mama też nie jest z tych, co się obrażają o bzdury.
Nina parę razy próbowała poruszyć temat z Teresą, lecz ta zbywała ją: Nie ma o czym mówić, przestań się gryźć. Naprawdę się nie obraziłam.
Ale Nina czuła, że coś się popsuło. Z całych sił próbowała naprawić sytuację.
Kiedy źle się poczuła, w domu nikogo nie było poza śpiącym u góry Jasiem. Zakleszczona w bólu, dzwoniła do Michała telefon wyłączony, dziadek w pracy. Dzwoni do Barbary:
Cześć, kochana, jak Jaś? Nie widzieliśmy się od imprezy! Wszyscy byli zachwyceni przyjęciem!
Mamo…
Nie dziękuj! To mój obowiązek jako babci! O, przepraszam, mam drugi telefon! rozłączyła się. Próby połączenia trwały chwilę, ale bezskutecznie.
Ból narastał jak lokata w złych czasach. Przerażona, wykręciła numer po pogotowie, a potem zadzwoniła do Teresy.
Ninka?!
Proszę… świat zawirował, Nina wiedziała, że zaraz odpłynie Jaś…
Teresa nigdy nie była tak szybka. W kapciach, z torebką, wybiegła na ulicę i łapała pierwszy lepszy samochód.
Chcesz się zabić?! wrzasnął kierowca, ledwo hamując.
Na litość, córce źle! Szybko, proszę!
Wsiadaj!
Teresa trzymała się kurczowo torebki, a taksówkarz pruł przez miasto.
Spokojnie, jeżdżę trzydzieści lat, nigdy nie miałem wypadku. Złapiemy czas.
Karetka wpadła pod bramę chwilę po nich.
Tędy! Teresa machała do ratowników.
Nina ocknęła się po kilku minutach.
Musimy panią zabrać.
Po co, gdzie? Nina zaczęła odpływać.
Ninka, tak trzeba. Spokojnie! Jasiem się zajmę. Michał już jedzie.
Po operacji Nina musiała leżeć dwa tygodnie w szpitalu. Strasznie ją nosiło chciała do syna ale ojciec kazał jej odpoczywać: Twoje zdrowie to nie żarty, jesteś potrzebna Jasiowi!
Ledwo wróciła do domu, pierwsze co zrobiła, to przytuliła synka i zadzwoniła do mamy.
Mamo!
Ninka, jak się czujesz?
Słabo. Potrzebuję twojej pomocy.
Ale jak mam ci pomóc? głos Barbary brzmiał jakby z daleka.
Musisz u nas chwilę pomieszkać! Nie wolno mi nic ciężkiego, potrzebuję pomocy przy Jasiu.
Oczywiście, ale… wiesz, kupiłam właśnie wycieczkę, wyjazd za dwa dni, niewymienialny bilet. Tak marzyłam o tym urlopie!
Nina na moment przymknęła powieki, potem bez słowa odłożyła telefon. Trudno, dam radę sama. Nakarmiła syna i położyła się, starając się nie myśleć o bólu.
Obudziła się, słysząc kroki.
Jeju, obudziłam cię? Teresa podniosła Jasia i uśmiechnęła się szeroko Głodna? Ugotowałam twoją ulubioną zupę, jest jeszcze kisiel i świeże drożdżówki. Teraz odniosę Jasia Michałowi i wszystko przyniosę. Zostanę u was parę tygodni, jeśli nie masz nic przeciwko, aż dojdziesz do siebie.
Nina popatrzyła na teściową i rozryczała się.
Cicho tam! Żadnych łez! Lekarz zalecił pozytywne emocje! Więc patrz!
Teresa postawiła Jasia na podłodze i ostrożnie go puściła. Nina natychmiast zapomniała o łzach: jej synek sam idzie w jej stronę! Rzuciła się mu na szyję i spojrzała na Teresę.
No jak? Pozytywne emocje są? No to siup, idziemy jeść. Musisz nabrać sił, bo za dwa dni biegania za tym młodym człowiekiem nie ogarniesz nawet w super formie!


