Przeklęty stary dom
Dojechaliśmy! Wysiadamy! kierowca zatrzymał ciężarówkę przy starym, drewnianym płocie i wyłączył silnik.
Jagoda delikatnie potrząsnęła Małgosię, która smacznie spała z głową opartą o jej ramię.
Córeczko, jesteśmy na miejscu. Otwórz oczka.
Senny głos Małgosi zabrzmiał cichutko, gdy przecierała piąstką oczy i wpatrywała się w dom.
Mamo, to tutaj będziemy teraz mieszkać?
Tak, kochanie. Chodź. Trzeba rozpakować rzeczy i obejrzeć, jak to tu wygląda.
Jagoda zeskoczyła z wysokiego stopnia na ziemię i uniosła córkę na rękach. Zza ciężarówki wyszedł Jacek, który przyjechał swoim samochodem.
Wszystko w porządku?
Tak. A gdzie są klucze?
Trzymaj były mąż podał jej pęk kluczy. Dokumenty do domu zostawiłem na stole, znajdziesz je. W sobotę przyjadę po Małgosię, jak rozmawialiśmy.
Dobrze.
Pomogę tylko z rzeczami i lecę dalej, mam sporo na głowie.
Jagoda skinęła głową. W środku miała niepokój, ale wiedziała, że skoro nie da się nic zmienić, trzeba żyć dalej i to najlepiej bez łez.
Z Jackiem spędziła pięć lat. Miesiąc temu Jagoda dowiedziała się, że mąż ma inną. Nie jakąś przelotną miłostkę, ale układa sobie tam już życie. Planuje rodzinę
W pierwszym momencie świat zawirował. Wszystko wydawało się inne, przygaszone. Jak żyć? Co robić? Nie potrafiła myśleć o przyszłości. Wczoraj miała stabilny grunt pod nogami, oddanego męża, rodzinny spokój; dziś nie zostało nic. Zniknęła też wiara w ludzi. Skoro nawet najbliższy człowiek tak zawodzi, to jak ufać innym? Z Jackiem rzadko się kłócili, żyli po cichu, spokojnie tym bardziej niczego nie zauważyła.
Ta wiadomość odebrała jej siły.
Jagoda automatycznie zajmowała się codziennością: córka, praca, dom. Nie mogła się jednak pozbierać ani planować nawet najmniejszego kroku do przodu.
Mieszkanie, w którym żyli z Jackiem, należało do jego rodziców.
Jagoda miała tylko starszą ciotkę, która mieszkała w sąsiednim mieście jedyną bliską osobę. Ponieważ nie mogła jej często odwiedzać, zatrudniła sąsiadkę, by robiła zakupy, przynosiła leki i pilnowała cioci Zosi. Jagoda dziedziczyła mieszkanie po rodzicach. Wynajmowała je na stałe, a pieniądze z najmu dzieliła na pół: połowę wpłacała sobie, połowę na konto cioci Zosi. Wielokrotnie proponowała jej przeprowadzkę bliżej siebie, ale ciocia odmawiała.
Jacek, oświadczając jej, że odchodzi, był pewien, że nie będzie krzyków. Znał charakter żony zamknie się w sobie. Gdy pogłoski nie dawały się dłużej ukryć, życzliwi wszystko Jagodzie opowiedzieli. Po powrocie do domu, gdy córka zasnęła, Jacek zaprosił ją do kuchni.
Wiem już, że wszystko wiesz. Nie będę się tłumaczył. Tak wyszło. Mamy dziecko i trzeba sprawić, żeby Małgosia przeszła przez to jak najłagodniej. Jak zamierzasz żyć dalej?
Na razie nie wiem Jagoda ściskała w dłoniach kubek i nie odrywała wzroku od stołu.
W środku kłębiły się pytania: dlaczego?, za co?, które nie dawały spokoju. Z zewnątrz nic nie było widać nie chciała, by Jacek poznał jej ból. Na duszy narastała uraza, ale wiedziała, że ma rację: trzeba myśleć o córce.
Trzeba chyba zerwać umowę z najemcami?
Nie. To moja wina wobec ciebie i Małgosi. Porozmawiałem z rodzicami i Jagoda, co powiesz na przeprowadzkę?
Gdzie? spojrzała w oczy mężowi.
Wiesz, że mama ma po rodzicach dom na obrzeżach miasta. Stary, wymaga trochę pracy, ale solidny i ciepły. Poza tym, ciocia Zosia mieszka niedaleko, zaraz za rogiem. Mama chce przepisać dom na ciebie i Małgosię. Co o tym myślisz?
Odstępne? uśmiechnęła się gorzko i zamyśliła.
To był najbardziej racjonalny wybór. Nie chciała spotykać Jacka i jego nowej partnerki na ulicach. Wszystko, co dotąd znała bolało ją. Spacery z córką po parku przypominały, jak byli razem szczęśliwi.
Teraz musiała myśleć o przyszłości Małgosi przede wszystkim.
Co traciła? Miasteczko małe, ale była szkoła, przychodnia, wszystko blisko. I jedyna krewna, zdolna pomóc w razie potrzeby. Małgosia była mała, potrzebowała opieki, Jacek pewnie nie będzie się starał jak dawniej. Trzeba będzie szukać pracy
Jagoda zdecydowanie skinęła głową:
Zgadzam się.
Załatwione! Jacek wstał. Jutro dogadacie z mamą termin u notariusza. Zadzwoni do ciebie. Jadę już.
Przy wyjściu zawahał się na progu; bez patrzenia na Jagodę, cicho powiedział:
Przepraszam. Nie chciałem, żeby tak wyszło.
Jagoda nie odpowiedziała. Skinęła tylko głową, zamknęła za nim drzwi, osunęła się po ścianie i, zagryzając rękaw swetra, cicho wyła, żeby nie obudzić córki.
Nie był to płacz, a raczej zwierzęcy skowyt, jak u zranionej wilczycy. Po długim czasie doznała ulgi jakby złość na męża wypłynęła razem ze łzami. Została pustka, i jedna myśl: trzeba ją wypełnić czymś dobrym, inaczej nie wyjdzie z czarnej otchłani rozpaczy.
Kolejne tygodnie były tak trudne, że Jagoda myślała tylko o przeprowadzce i związanych z nią sprawach.
I oto teraz stoi przy przekrzywionym płocie nowego domu, patrzy na wielki, zaniedbany ogród, zza którego ledwo widać dom. Między drzewami przebija się tylko kawałek dachu i werandy.
Małgosia szarpnęła ją za rękę:
Mamo, chodź już! No chodź!
Ruszyły ścieżką; mijając starą jabłoń, zobaczyły dom.
Nie, poprawiła siebie w myślach Jagoda: dom. Stary, ale solidny, z małym poddaszem i piękną, przestronną werandą z kolorowymi szybkami. Pośród jesiennego ogrodu aż prosił się o zdjęcie. Jagoda wyjęła aparat, zrobiła kilka fotografii. Patrząc na nowe miejsce, poczuła, że jej się tu naprawdę podoba. Ilość pracy nie przerażała wręcz przeciwnie, była jej potrzebna. Małgosia stała obok z palcem w buzi. Jagoda pociągnęła ją za pompon na czapce:
Wyjmij palec z buzi, skarbie! Podoba ci się domek?
Mamooo! On jest śliczny!
Zgadzam się. Ale zobaczmy najpierw, co w środku i gdzie będziesz spała.
Tak, chodźmy!
Weszły po schodach przez werandę do środka. Przestronny korytarz, z niego drzwi do kuchni i pokoi. Jagoda obejrzała wszystko, planując rozstawienie mebli.
Dom nie był duży: kuchnia, dwie sypialnie na dole i jedna na poddaszu oraz spory salon z okrągłym stołem, nad którym wisiał stary abażur osłonięty szydełkowaną chustą. Było wilgotno dawno nikt tu nie palił, ale dziwnie ciepło i przytulnie.
Jagoda! Wszystko wypakowane i zapłaciłem za przeprowadzkę Jacek zajrzał do dużego pokoju. Chodź, pokażę, jak odpala się ogrzewanie i piec.
Pokazał krótko, pożegnał się i pojechał.
Jagoda poszła do kuchni, nastawiła czajnik, wyjęła z torby pojemniki z jedzeniem, by nakarmić córkę. Podgrzała gulasz i zabrała się za czyszczenie stołu.
Kuchnia była mała, lecz przytulna. Dwa duże okna wychodziły na ogród. Przy jednym z nich stał stół, który zaczęła porządkować. Małgosia na krześle machała nogami, rozglądając się po szafkach i kolorowym abażurze.
Nagle coś głośno uderzyło w okno. Małgosia pisnęła, Jagoda podskoczyła i spojrzała w szybę. Na parapecie siedział ogromny rudy kot.
Dzień dobry, nie można inaczej się przywitać? Jagoda odetchnęła. Małgosiu, patrz, jaki piękniś!
Kot świdrował ją spojrzeniem.
No i co się gapisz? Wchodź, skoro już przyszedłeś! Zaraz znajdę coś na poczęstunek.
Rudzielec zeskoczył z parapetu i zniknął.
Trzeba było zaprosić uśmiechnęła się Jagoda. Małgosiu, myć ręce! Będziemy jeść.
Jagoda odwróciła się i zamarła. W progu siedział kot.
Jak tu wlazłeś?! Przecież zamknęłam drzwi!
Kot obojętnie siedział i patrzył na domowników tymi wielkimi, złotymi oczami, mrużąc je rozbrajająco. Jagoda musiała się uśmiechnąć.
Wyjęła kawałek gotowanego kurczaka, podzieliła i wyłożyła na stare spodeczko:
Proszę, częstuj się!
Kot z godnością podszedł i zaczął trochę się posilać.
Jagoda sprawdziła drzwi. Wszystko zamknięte jak zostawiła, ale na drzwiach wejściowych zauważyła mały otwór pewnie dawno wycięty specjalnie dla kota.
A więc gość wie, jak wejść.
Wracając do kuchni, zobaczyła Małgosię siedzącą koło kota i coś mu opowiadającą. Rudzielec słuchał z powagą. Jagoda pierwszy raz od dawna roześmiała się głośno:
Rozmówcy!
Córka i kot równocześnie podnieśli głowy i Jagodzie przez chwilę zdawało się, że kot również wzruszył ramionami, zupełnie jak Małgosia.
Ktoś zapukał. Jagoda pogroziła córce palcem:
Siedź tu! i poszła otworzyć.
Dzień dobry! Jestem pani sąsiadką, Stefania Gromadzka możesz mówić: ciocia Stefcia. Proszę, tu masz litrowy słoik mleka od mojej kozy! Pijcie na zdrowie!
Dzień dobry! Jagoda trochę się zmieszała, ale szybko przypomniała sobie o dobrych manierach. Ja jestem Jagoda. Miło mi panią poznać! O, jeszcze ciepłe! Bardzo dziękuję! Jagoda przyjęła słoik i zaprosiła gościa do środka. Wejdźcie!
Ciocia Stefcia weszła bez oporów. Jagoda postawiła mleko na stoliku przy kuchni, a Małgosia się odezwała:
Dzień dobry! Jestem Małgosia.
Dzień dobry, Małgosiu. A ja ciocia Stefcia.
Miło mi! A czyj to kot?
Jak to czyj? Mój rozrabiaka! Nazywa się Gustaw. Jak będzie za dużo jadł, to go przeganiaj, bo w domu też dobrze karmiony. A jak się leni, to o myszach zapomina.
A wy macie myszy? Małgosia otworzyła szeroko oczy.
Pewnie! U was też się znajdą, w każdym domku się plączą. Zwłaszcza na jesień.
Mamo, musimy mieć swojego kota! Gustaw by się przydał!
Jagoda uśmiechnęła się:
Poczekamy, zobaczymy. Ciociu Stefciu, zna pani kogoś do pomocy przy domu? Przydałaby mi się męska ręka do ogrodu i drobnych spraw.
Mam pomysł. Idź do Staszka, mieszka trzy domy dalej, zielone ogrodzenie. Złota rączka, we wszystkim pomoże i nie policzy za dużo.
Dziękuję! Może napijemy się herbaty? Dopiero się urządzamy, ale mam jakieś słodycze i trochę ciasteczek.
Z chęcią uśmiechnęła się ciocia Stefcia.
Piły herbatę, a ciocia Stefcia opowiadała o miasteczku i swojej rodzinie, po czym niespodziewanie zapytała:
Jak to się stało, Jagódko, że trafiłaś do tego domu?
Spadek Jagoda ukryła emocje, nie chciała zdradzać szczegółów życia.
Ten dom stał zamknięty prawie dwadzieścia lat. Młodsi zapomnieli, ale starsi pamiętają, że to nie jest szczęśliwy dom.
Proszę pani, niech mnie pani nie straszy! Co się tu działo?
Nic takiego! Po prostu ludzie tu długo nie wytrzymywali. Raz ktoś chorował, raz kogoś stracił, raz szczęścia nie miał Przylgnęła do tego domu taka fama. Zbudował go przed wojną bogaty handlarz dla narzeczonej. Było wesele, a ona nie przeżyła roku, zmarła na gorączkę. Sprzedali dom, i się zaczęło. Stoi już niemal wiek. Remontowali go nie raz, ale nikt tu nie wytrzymał na stałe.
Jagoda kręciła w dłoniach łyżeczką.
Cóż Jaki mam, taki będzie! Zobaczymy. My się łatwo nie damy! Prawda, Małgosiu? Chyba nie takie domy się ogarnęło!
Minęło kilka miesięcy.
Jagoda świetnie zaaklimatyzowała się w nowym miejscu. Małgosia chodziła do przedszkola, a ona pracowała w lokalnym zakładzie fotograficznym. Coraz lepiej zarabiała robiąc zdjęcia na rodzinnych uroczystościach. Fotografia była jej pasją, potem przeszło to w zawód. Już będąc w ciąży z Małgosią, skończyła specjalny kurs i dorabiała na zleceniach: fotografowała dzieci, robiła zdjęcia w studiu. Teraz te umiejętności się bardzo przydały.
Krok po kroku uporządkowała dom i ogród. Pomocnik się jej trafił nie byle jaki.
Wysoki, silny mężczyzna, którego przyprowadziła ciocia Stefcia, przedstawił się krótko:
Mów mi Staszek, wszyscy tak mówią.
Wysłuchał jej potrzeb i wziął się do roboty.
Razem oczyścili ogród, okazało się, że jest tam mnóstwo drzew i krzewów. Jagoda zrozumiała, że jeśli będą o nie dbać, Małgosia będzie miała owoce i jagody bez potrzeby chodzenia na targ. Potem zrobili razem dach, werandę oraz schody. Poszło sporo czasu, ale warto było.
Dom odżył. Rano, wychodząc na ganek z kubkiem gorącej herbaty, Jagoda głaskała nowe poręcze i czuła, że tu jest jej miejsce, jej spokój.
Wzięła na siebie opiekę nad ciocią Zosią. Teraz codziennie po przedszkolu odwiedzały ją choć na chwilkę. Jagoda wiedziała, że decyzja o przeprowadzce była słuszna. Uspokoiła się, wreszcie wybaczyła Jackowi.
On często przyjeżdżał, kontaktował się z córką, co Jagodę trochę pogodziło z losem. W końcu, nie zostawił dziecka, pomagał A to, że między nimi już koniec bywa. Jagoda przestała roztrząsać winy. Wiedziała, że i ona popełniała błędy, czasami zatracała się tak w opiece nad dzieckiem, że nie starczało jej uwagi dla męża. Postanowiła nie rozdrapywać przeszłości. Najważniejsze, by Małgosia wiedziała, że ma wsparcie i mamę, i tatę, nawet jeśli nie mieszkają razem.
Ciocia Zosia często ją pocieszała:
Dobrze mówisz, Jagódko. Nie noś w sobie żalu. Nawet mała chmurka, noszona w sercu za długo, może urosnąć do wielkiego nieszczęścia. Zapomnij, co złe. Pamiętaj, co dobre! W końcu masz cudną córeczkę. To jest najważniejsze. A resztę zostaw losowi. Nie warto się zadręczać! Dziecku jesteś potrzebna pogodna i uśmiechnięta! Tak ciekawe są dzieci Wszystko widzą, wszystko zapamiętują… Pomyśl, jaką mamę twoja Małgosia zapamięta z tego czasu?
Jagoda przytakiwała z wdzięcznością.
Powoli poznała sąsiadów. Z czasem to jedna, to druga sąsiadka wpadała z wizytą. Przychodziły dziewczyny z dziećmi Małgosia zyskała towarzystwo. Starsi ludzie też nie omijali jej domu.
Jagoda zaprzyjaźniła się z panią Marysią, mieszkającą kilka domów dalej, która nauczyła ją piec domowy chleb. Małgosia była tym zachwycona. Rano nie kaprysiła przy mleku wystarczyła chrupiąca skórka z gorącego bochenka i problem z głowy. Szklanka znikała, a Jagoda śmiała się widząc mleczne wąsy u córki.
Jagoda polubiła też sąsiada pana Jana. Przyszedł któregoś dnia z miską ogromnych truskawek:
Angielka, taki gatunek. Jak się zadomowisz, pokażę jak sadzić i pielęgnować.
Po remoncie werandy, Staszek pomógł jej ustawić duży stół, umyć kolorowe szybki i wyszorować drewnianą podłogę. W kącie postawiła fotel bujany, który był ulubionym miejscem Małgosi. Co wieczór układała się tam w objęciach rudego Gustawa, który od pierwszego dnia wybrał sobie dom Jagody za swój drugi. Jagoda musiała rano uważać, bo raz stanęła na jednej z myszy, które Gustaw z dumą kładł na schodach. Mimo wszystko był mile widziany, Małgosia przepadała za kotem.
Nie przypadła jej tylko jedna sąsiadka Zofia. Była nieco starsza i bardzo wścibska oraz gadatliwa. Na dodatek złośliwie plotkowała o wszystkich. Jagoda początkowo tego nie dostrzegała, później próbowała jak najszybciej kończyć rozmowę, by nie słuchać jej opowiastek.
Ciociu Stefciu, jak mam się od niej uwolnić? To jakaś plaga!
Jagódko, nic z nią nie zrobisz. Jak przestaniesz wpuszczać, to tak cię obgada, że wszyscy tylko jej będą słuchać. Ja ją od domowych rozmów odstraszyłam.
Jak?
Łatwo! Mam w domu koty, a ona ma alergię.
Założyć kota albo psa zamyśliła się Jagoda.
Zofia zorientowała się, że Jagoda to wdzięczna słuchaczka. I że nie wyprosi jej, bo taka już jest z natury. Dlatego wciąż nachodziła.
Jagoda parzyła jej herbatę i cicho w myślach podśpiewywała, by nie słyszeć tych plotek. Zofia opowiadała, nie zauważając, że mówi w próżnię.
Z czasem Jagoda zauważyła coś dziwnego. Kiedy Zofia przychodziła, zawsze coś jej się przydarzało.
Za pierwszym razem podarła nową spódnicę o tajemniczy gwoździk. Jagoda była pewna, że tam go nie było Staszek dopiero co skończył schody i przez dwa dni szlifował poręcze i framugi.
Następnym razem Zofia nie trafiła w krzesło, choć trudno było się na nim nie usiąść.
Może dzięki temu prezenty plotkarki ustały; może znalazła inną słuchaczkę w każdym razie, bywała coraz rzadziej.
Kiedyś, przycinając krzewy przy bramie, Jagoda usłyszała rozmowę Zofii z ciocią Stefcią:
Ty, Stefka, nie rozumiem tego. Sama z dzieckiem, bez faceta? Nie wierzę! Dom wypieszczony, ogród też pewnie ktoś tu się kręci. Tylko dobrze się ukrywa.
Zofio, co ty opowiadasz! Przecież Staszek jej pomagał, a ona normalnie mu płaciła. Weź się ogarnij!
Ale ten dom Wszyscy wiedzą, że przeklęty! Powinna stąd uciekać, a ona co? Ludzie ją odwiedzają, do mnie nie przychodzą. Dlaczego?
Bo to człowiek miejsce tworzy, nie odwrotnie! Jagoda jest dobra, więc inni ją lubią. Zajmij się sobą, bo mi mleko wykipi!
Jagoda uśmiechnęła się pod nosem: ależ ludzie są różni.
Mamooo! Gdzie jesteś? zawołała Małgosia z werandy.
Już idę! Obudziłaś się?
Jeszcze nie, zobacz!
Jagoda spojrzała tam, gdzie córka wskazała palcem. Wzdłuż ścieżki z ogrodu szedł Gustaw, niosąc w pysku małego, rudego kociaka. Dochodząc do Jagody, patrzył wyczekująco. Jagoda przykucnęła i przyjęła puchaty prezent, który głośno wyrażał swój sprzeciw.
Dzięki, Gustaw. Uważasz, że tak trzeba?
Kot zamruczał z dezaprobatą i pobiegł do domu cioci Stefci miał wyraźnie dość.
No to co, Małgosiu, widocznie tak musi być. Jak go nazwiemy?
Gustawem!
Jagoda uniosła kociaka do oczu:
Witaj, panie Gustawie Gustawowiczu! Dzieci, do domu! Czas na śniadanie.
Małgosia roześmiała się, popchnęła drzwi na werandę i dom powitał ich ciepłem.


