Włodzimierz jest już na emeryturze i od dłuższego czasu mieszka sam. Kiedy był chory, nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Kto to mógł być?

Włodzimierz, dawno temu pochował swoją żonę. Po odejściu Ludwiki, mężczyzna został z jej ulubionym ogrodem. Rosły tam krzewy żurawiny, maliny i wiele drzew owocowych. Włodzimierz  niestrudzenie opiekował się każdym drzewem, jakby to były jego dzieci, których on i jego żona nigdy nie mieli.

Mężczyzna jest już od dawna na emeryturze, a teraz każdego ranka, zabiera świeżo zebrane plony na targ. Czasami przechodnie rzucali pod jego adresem złośliwe komentarze:

– Teraz jestem na emeryturze, a wciąż nie ma wystarczająco dużo pieniędzy! I na co je wydaje!

Mężczyzna usłyszał te słowa, ale nie poczuł się urażony. Miał świadomość, że ludzie źle oceniają, więc nie reagował. W rzeczywistości, Włodzimierz nie chciał sprzedawać dla pieniędzy. Chciał po prostu być wśród ludzi, dyskutować o czymś, obserwować rodziny, leczyć witaminami małe dzieci.

Mężczyzna nie przywykł do bezczynności, więc zimą sprzedaje owoce i konfitury. Wiele osób zna już dziadka Włodka i tylko u niego kupuje smakołyki. Tomek, hydraulik i jego dzieci, przychodzą do niego co weekend, aby kupić kolejny słoik dżemu jabłkowego, lecz następnym razem, przyjechał bez dzieci.

– O, Tomek, witaj! A gdzie są wojownicy? – zapytał Włodzimierz.

– Są chorzy. Wczoraj zachorowały, bawiły się śnieżkami. – Powiedział ze smutkiem ojciec.

– Zaczekaj. – Mruknął mężczyzna i pogrzebał w swojej torbie. – Tutaj możesz przygotować dla swoich dzieci dżem z karmazynów i malin.

– Och, nie, wujku Włodku! Wczoraj zostawiłem w aptece połowę swojej wypłaty! Naprawdę, nie mam za co kupić dżemu. – Ubolewał Tomek.

– To nic nie kosztuje, zapraszam! – Dziadek uśmiechnął się ciepło.

– Bardzo dziękuję, nie wiem czy powinienem. – Zawahał się Tomek.

Ojcien przyniósł chłopcom pyszne lekarstwo, którego żadne dziecko by odmówiło. Być może to właśnie lekarstwo sprawiło, że dzieci szybko stanęły na nogi.

Dziadek Włodek wkrótce sam zachorował, ale nie było nikogo, kto mógłby się nim zająć: ani przygotować śniadanie, ani zaparzyć herbaty. Nadąsany, bez apetytu, wylegiwał się w łóżku, czytając gazety, gdy ból głowy ustąpił, a jego oczy mogły już śledzić litery.

Tomek poszedł na targ, ale dziadka z dżemem tam nie było. Dowiedziawszy się od sprzedawców, że dziadek Włodzimierz jest chory, mężczyzna poprosił ich o adres chorego. Razem z dziećmi kupili miód i wiele zdrowych mieszanek ziołowych. Tomek postanowił przyjechać z dziećmi do dziadka, aby go odwiedzić i pomóc w gospodarstwie domowym, dobrze wiedział, jak trudno jest samotnemu, choremu człowiekowi utrzymać porządek w domu.

Włodzimierz czytał gazetę, gdy nagle usłyszał dzwonek do drzwi.

– Od ilu lat nikt mnie nie odwiedza? – Wspomina.

Po odejściu Ludmiły, został zupełnie sam. Jego żona stanowiła nić, która wiązała tego nietowarzyskiego człowieka ze społeczeństwem. Dziadek czuł się jak kra lodowa, pływająca samotnie po morzu. Rozpaczliwie brakowało mu komunikacji i ludzkiego ciepła.

Sięgając bosymi stopami po stare kapcie, wgramolił się do środka, aby otworzyć drzwi.

– Witaj, dziadku! Jesteśmy tu, aby Cię zobaczyć! – Krzyknęli radośnie Mirek, Michał i Witek, a Tomek dodał:

– Nie masz nic przeciwko takiej niespodziance?

– Bardzo się cieszę, wejdźcie! – Włodzimierz odpowiedział podekscytowany i poszedł do kuchni, żeby nastawić czajnik.

Tomek rozejrzał się dookoła i powiedział dzieciom, że przekąski będą później, teraz muszą pomóc dziadkowi w sprzątaniu i przygotować dla niego kolację. Starsi bracia pobiegli do sklepu po artykuły spożywcze, a młodszy pomagał ojcu. Dwie godziny później, mieszkanie było posprzątane, a na kuchence gotowała się pyszna zupa grzybowa i gulasz.

Wszyscy razem zjedli obiad, po którym dziadek pokazał dzieciom zabawki, którymi bawił się w dzieciństwie.

– Moja mama zachowała je dla mnie. Czy pamiętacie swoje ulubione zabawki?

Chłopcy dzielili się swoimi, przerywając sobie nawzajem. Mężczyzna zapomniał już, że niedawno był chory.

Kiedy zaczęli się pakować, dziadek pożegnał się z nimi:

– Dziękuję za troskę. W ogóle nikt mnie nie odwiedza, a tu taka miła niespodzianka! Przyjeżdżajcie częściej i przynieście swoje albumy ze zdjęciami! Mam dla Was wiele opowieści!

Tego wieczoru, Włodzimierz poczuł się znacznie lepiej. Gdy spotkał Tomka na targu, podziękował mu:

– Dziękuję Ci Tomku, za przybycie z dziećmi!

– Nie ma za co! Jak się czujesz? – Zapytał mężczyzna.

– Dobrze! Wiesz, ludzie nie wierzą, że można zachorować z nudów, a tak właśnie jest. Kiedy nikt nie czeka w domu, w duszy panuje przeciąg i to tak zimny, że można się przeziębić! Otoczyłeś mnie swoją troską, jakbyś mnie przykrył ciepłym kocem. Tomku, dbaj o swoją rodzinę, dbaj o nią! Nie daj nawet szansy, aby ten nieszczęsny przeciąg pojawił się w Twojej duszy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 − sześć =

Włodzimierz jest już na emeryturze i od dłuższego czasu mieszka sam. Kiedy był chory, nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Kto to mógł być?