Nasze dorosłe dzieci wymyśliły, że będą “niezależne” – wpakowały się w kredyty, straciły własne mies…

Kiedyś, lata temu, nasze dzieci postanowiły, że chcą być samodzielne. Byli młodzi i pewni siebie, a ich marzeniem była pełna niezależność. Gdy Weronika i Mateusz wzięli ślub, my rodzice z obu stron uzgodniliśmy, że pomożemy im z mieszkaniem. Mieliśmy z mężem trochę oszczędności, teściowie też nie pozostali w tyle. Złożyliśmy pieniądze razem i wystarczyło na niewielkie, dwupokojowe mieszkanie w Warszawie.

Planowaliśmy kupić mieszkanie od razu na nasze dzieci, lecz oni uparcie twierdzili, że chcą wszystko zrobić sami, bez naszej pomocy. Podkreślali, że sobie poradzą, że nie chcą być uzależnieni od rodziców.

Jakiś czas później dowiedzieliśmy się, że rzeczywiście kupili mieszkanie, ale… aż trzypokojowe. I jakim sposobem? Wzięli spory kredyt w banku, żeby sfinalizować zakup. Kto miał spłacać raty? Oczywiście, według nich, sami sobie poradzą, stać ich, bo przecież pracują.

Wkrótce zapragnęli mieć samochód. Mieszkanie nie znajdowało się blisko pracy, a dojazd komunikacją był kłopotliwy. Kupili więc auto nowe, prosto z salonu, i znowu na kredyt. Przekonywali nas, że wiedzą lepiej, chociaż mówiliśmy, że lepiej byłoby kupić używany samochód. Zbywali nas, podkreślając swoją niezależność i zaradność.

Potem zapragnęli dziecka, a Weronika koniecznie chciała rodzić za granicą, aby zapewnić dziecku lepszy start i możliwość podwójnego obywatelstwa. Znowu zaciągnęli kredyt na poród i opiekę lekarską w prywatnej klinice.

Dziecko przyszło na świat. Niedługo potem postanowili odnowić pokój dziecięcy, a to oznaczało kolejny kredyt. Na pytanie kto to wszystko spłaci?, zawsze była ta sama odpowiedź: my sami, jesteśmy niezależni.

No i przyszło nieszczęście. Mateusz stracił pracę, Weronika była na urlopie macierzyńskim nagle zabrakło pieniędzy. Rat kredytowych uzbierało się tyle, że we dwoje nie byli w stanie już tego udźwignąć. Poprosili nas, abyśmy sprzedali działkę pod Warszawą, naszą dumę z tylu lat pracy. Nie chcieliśmy, ale nie mieliśmy wyjścia musieliśmy to zrobić, aby im pomóc i ratować ich przed poważniejszymi problemami finansowymi. Niestety, to nie wystarczyło.

Mieszkanie musieli sprzedać. Samochód też odszedł w niepamięć. Zamieszkali w końcu u rodziców Weroniki, bo nie mieli już niczego własnego. Dziś narzekają, że wszędzie są zależni, że nie mają własnego miejsca. Nic dziwnego nie słuchali naszych rad. Kredyty jeszcze długo będą spłacać. Z pozostałymi długami walczą do dziś. Zostały tylko żal i łzy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − dwanaście =

Nasze dorosłe dzieci wymyśliły, że będą “niezależne” – wpakowały się w kredyty, straciły własne mies…