Wynocha z mojego mieszkania! powiedziała mama.
Wynocha powtórzyła spokojnie matka.
Aleksandra uśmiechnęła się krzywo i oparła wygodnie na oparciu krzesła była pewna, że to do jej koleżanki, nie do niej.
Wynocha z mojego mieszkania! tym razem Anna odwróciła się do córki.
W tym momencie do kuchni wpadła Ewa, nawet nie zdejmując kurtki.
Ola, widziałaś wpis na Facebooku? Basia urodziła! Trzy i czterysta, pięćdziesiąt dwa centymetry!
Kopia ojca, taki sam zadarty nos. Obiegłam już wszystkie sklepy, nakupiłam śpioszków! Czemu ty taka markotna?
Gratulacje, Aniu. Cieszę się bardzo Ewa podniosła się, żeby nalać herbaty przyjaciółce. Siadaj, kurtkę chociaż zdejmij.
Oj, nie mam czasu na siedzenie narzekała Anna, opierając się tylko lekko o stołek. Tyle rzeczy do zrobienia. Ola taka dzielna, wszystko sama robi, wszystko ciężką pracą.
Mąż jej złoto, kupili na kredyt mieszkanie, remont już na finiszu. Jestem dumna z mojej dziewczyny, dobrze ją wychowałam!
Ewa bezgłośnie postawiła filiżankę przed Anią. Taaa… dobrze… Gdyby tylko Anna wiedziała…
***
Dokładnie dwa lata temu córka Anny, Aleksandra, przyszła do Ewy bez zapowiedzi, cała we łzach ze ściśniętymi dłońmi.
Ciociu Ewciu, proszę, nie mów mamie! Błagam! Ona nie przeżyje, jak się dowie wyła Ola, ściskając przemoczony chusteczkę.
Spokojnie, powiedz, co się stało Ewa wtedy naprawdę się przeraziła.
Ja… W pracy… Aleksandra łkała. Koleżance zginęły z torebki pieniądze. Pięćdziesiąt tysięcy złotych.
A kamery zarejestrowały jak wchodziłam do biura, gdy nikogo nie było. Nie brałam tych pieniędzy, ciociu Ewciu! Przysięgam!
Ale powiedzieli, że jeśli nie oddam im tych pieniędzy do jutra do południa, zgłoszą sprawę na policję.
Mają jeszcze świadka, który niby widział, jak chowam portfel.
To podstęp, ciociu Ewciu! Kto mi uwierzy?
Pięćdziesiąt tysięcy? Ewa zmarszczyła brwi. Czemu nie poszłaś do ojca?
Byłam! Aleksandra zaniosła się jeszcze gorszym płaczem. Powiedział mi, że sama sobie winna, nie da mi ani grosza, jak jestem taka głupia.
Powiedział: Idź na policję, może cię czegoś nauczą.
Nawet mnie do mieszkania nie wpuścił, wykrzyczał wszystko przez drzwi.
Ciociu, nie mam do kogo iść. Mam dwadzieścia tysięcy, uzbierałam sama. Brakuje mi trzydziestu.
A mama? Dlaczego jej nie powiesz? Jest twoją matką.
Nie! Mama mnie zniszczy. I tak ciągle mówi, że ją tylko zawstydzam, a tu jeszcze kradzież…
Pracuje w szkole, wszyscy ją znają.
Proszę, pożycz mi te trzydzieści tysięcy. Błagam! Będę oddawać po dwa-trzy tysiące tygodniowo, już znalazłam inną pracę!
Proszę cię, ciociu Ewo!
Ewie wtedy zrobiło się niewyobrażalnie żal dziewczyny. Dwadzieścia lat, życie dopiero się zaczyna, a tu taki ciężar…
Ojciec odmówił pomocy, matka naprawdę by ją zjechała…
Kto w życiu nie popełnia błędów? pomyślała wtedy Ewa.
Aleksandra ciągle łkała.
Dobrze, mam odłożone te pieniądze na leczenie zębów, zęby poczekają.
Tylko obiecaj, że to ostatni raz i nie wspomnę twojej mamie zgodziła się Ewa.
Dziękuję! Dziękuję! Uratowała mi ciocia życie! Ola rzuciła się jej na szyję.
W pierwszym tygodniu rzeczywiście przyniosła dwa tysiące. Przyszła uśmiechnięta, powiedziała, że wszystko załatwione, policja nie jest potrzebna, a w nowej pracy jest dobrze.
Potem przestała odpowiadać na wiadomości. Miesiąc, dwa, trzy. Ewa widywała ją u Anny podczas rodzinnych uroczystości, ale Aleksandra zachowywała się chłodno tylko zdawkowe dzień dobry.
Ewa nie naciskała. Myślała jest młoda, pewnie jej wstyd, dlatego unika kontaktu.
Stwierdziła, że te trzydzieści tysięcy to nie powód, by rujnować wieloletnią przyjaźń z Anną. Po prostu spisała dług na straty.
***
Ty mnie w ogóle słuchasz? Anna pomachała ręką przed twarzą Ewy. O czym tak zamyślona?
Ach, tak tylko, myślę o swoich sprawach otrząsnęła się Ewa.
Słuchaj, spotkałam ostatnio Kingę, naszą byłą sąsiadkę. Wczoraj zagadnęła mnie w Biedronce. Jakaś dziwna. Zaczęła wypytywać o Olę, niby jak sobie radzi, czy oddała jakieś długi. Nie zrozumiałam, o czym mówi.
Odpowiedziałam, że Ola jest samodzielna, sama zarabia. Kinga tylko krzywo się uśmiechnęła i poszła.
Wiesz coś o tym, pożyczała kiedyś od niej Ola?
Ewa poczuła, jak coś w środku się napina.
Nie wiem, Aniu. Może jakieś drobne…
Dobra, lecę, muszę jeszcze wstąpić do apteki powiedziała Anna, ucałowała Ewę w policzek i wyszła w pośpiechu.
Wieczorem Ewa nie wytrzymała. Odnalazła numer Kingi i zadzwoniła.
Cześć, Kinga. To ja, Ewa. Pytałaś dzisiaj Anię o długi Oli. O co chodziło?
Po drugiej stronie długi wydech.
Ach, Ewka Myślałam, że ty już wszystko wiesz, jesteś im najbliższa.
Dwa lata temu Ola przybiegła do mnie cała roztrzęsiona. Powiedziała, że oskarżają ją w pracy o kradzież.
Twierdziła, że musi oddać trzydzieści tysięcy albo pójdzie do więzienia. Błagała, by nie mówić mamie, płakała.
Ja, głupia, pożyczyłam jej pieniądze. Obiecała oddać w miesiąc i przepadła.
Ewa ścisnęła telefon w ręce.
Trzydzieści tysięcy? Akurat tyle cię prosiła?
Tak. Potem po pół roku oddała pięćset złotych i słuch po niej zaginął.
A potem dowiedziałam się od Małgosi z klatki, że do niej Ola przyszła z tym samym i pożyczyła czterdzieści tysięcy.
I jeszcze pani Halina, nasza dawna nauczycielka, też pomogała Oli. Tej dała aż pięćdziesiąt tysięcy.
Czekaj Ewa usiadła ciężko na fotelu. To znaczy, że wszystkich nas prosiła o te same pieniądze, z tą samą historią?
Na to wychodzi głos Kingi stwardniał. Dziewczyna zebrała haracz od wszystkich przyjaciółek swojej mamy. Od każdej po trzydzieści-czterdzieści tysięcy.
Wymyśliła historię, grała na naszej litości. Przecież wszyscy lubimy Anię, więc milczeliśmy, by jej nie martwić.
A Ola wydała te pieniądze na swoje zachcianki miesiąc później na fejsie już zdjęcia z Egiptu.
Ja jej też dałam trzydzieści tysięcy szepnęła Ewa.
No widzisz, Ewka, zebrało się nas już z pięć-sześć osób. To już nie błąd młodości, tylko oszustwo. A Anna dumna z córki, a córka złodziejka!
Ewa odłożyła telefon. W uszach jej dzwoniło. Nie było jej szkoda pieniędzy już dawno się z nimi pożegnała.
Była za to obrzydliwie rozczarowana, jak dwudziestoletnia dziewczyna mogła tak cwanie, bez skrupułów wykorzystać zaufanie dorosłych kobiet.
***
Następnego dnia Ewa poszła do Anny. Nie chciała robić awantury. Po prostu chciała spojrzeć Oli w oczy.
Ola akurat wróciła z dzieckiem ze szpitala, a póki w ich hipotecznym mieszkaniu trwał remont, mieszkała u matki.
O, ciocia Ewa! Aleksandra uśmiechnęła się sztucznie, widząc przyjaciółkę mamy. Wejdzie pani, herbaty zaparzyć?
Anna krzątała się przy kuchence.
Usiądź, Ewciu. Czemu nie zadzwoniłaś?
Ewa usiadła naprzeciw Oli.
Ola zaczęła spokojnie. Widziałam się z Kingą. I z Małgosią. I z panią Haliną. Wczoraj wieczorem długo rozmawiałyśmy. Założyłyśmy, powiedzmy, Klub Pomocy Oszukanym.
Ola zamarła, pobladła i rzuciła niepewne spojrzenie na mamę.
O czym ty mówisz? spytała Anna, odwracając się.
Ola wie, o czym mówię Ewa patrzyła prosto na dziewczynę. Pamiętasz tę przykro sprawę sprzed dwóch lat? Gdy poprosiłaś mnie o trzydzieści tysięcy? I Kingę o trzydzieści? Małgosię o czterdzieści? A panią Halinę o pięćdziesiąt?
Każda z nas cię ratowała od więzienia. Każda sądziła, że jest jedyna, która zna twoją mroczną tajemnicę.
Czajnik w ręku Anny zadrżał, wrzątek syknął na kuchence.
Jakie pięćdziesiąt tysięcy? Anna odłożyła czajnik. Ola, pożyczałaś pieniądze od moich przyjaciółek? Nawet od pani Haliny?
Mamo… To nie tak Ja wszystko oddałam prawie…
Nic nie oddałaś, Ola ucięła Ewa. Przyniosłaś dwa tysiące na pokaz i zniknęłaś.
Wyłudziłaś od nas wszystkich prawie dwieście tysięcy pod wymyśloną historię. Milczałyśmy, bo szkoda nam było twojej mamy.
Ale teraz wiem, że szkoda było raczej nas.
Ola, patrz mi w oczy. Wyciągnęłaś pieniądze od moich przyjaciółek?! Wymyśliłaś bajkę o kradzieży, by oskubać tych, którzy do mnie przychodzą?
Mamo, bardzo potrzebowałam pieniędzy na przeprowadzkę! wybuchła Ola. Niczego mi nie daliście!
Ojciec nie dał złotówki, a ja musiałam zacząć jakoś żyć!
Co w tym złego? One mają tych pieniędzy mnóstwo, nie zabrałam przecież ostatniego!
Ewie zrobiło się niedobrze ze złości. Tak to wygląda…
Wszystko jasne. Aniu, wybacz, że wywaliłam to teraz, ale nie mogę tego już dłużej ukrywać.
Nie będę udawać, że akceptuję takie postępowanie. Ola ma nas wszystkich za idiotki!
Anna stała skulona nad stołem, trzęsła się.
Wynocha powtórzyła bez emocji.
Ola się uśmiechnęła, myśląc, że to do Ewy.
Wynocha z mojego mieszkania! Anna zwróciła się do córki. Zbieraj manatki i idź do męża! I żebym cię tu więcej nie widziała!
Ola zbladła.
Mamo, mam dziecko! Nie mogę się denerwować!
Nie masz już matki, Ola. Matka była dla tamtej dziewczyny, którą uważałam za uczciwą. Ty jesteś złodziejką.
Pani Halina… Boże, dzwoniła do mnie codziennie, pytała, jak sprawy, a nic nie powiedziała Jak ja jej teraz spojrzę w oczy? Jak?!
Ola złapała torbę, rzuciła ręcznik na podłogę.
Udławcie się tymi pieniędzmi! krzyknęła. Stare dewoty! Spadajcie obie!
Ola wybiegła z pokoju, zabrała dziecko, zamknęła za sobą drzwi.
Anna opadła na krzesło i zakryła twarz dłońmi. Ewie zrobiło się szalenie przykro.
Przepraszam, Aniu
Nie, to ja ciebie przepraszam, Ewka Za to, jaką córkę wychowałam. Naprawdę wierzyłam, że dała sobie radę, a ona Boże, jaka hańba
Ewa pogłaskała przyjaciółkę po ramieniu, a Anna zaczęła płakać.
***
Po tygodniu mąż Oli, blady i załamany, objechał wszystkie wierzycielki, przepraszał, patrząc w podłogę. Obiecał, że odda wszystko do ostatniego grosza.
I rzeczywiście, Anna spłaciła pięćdziesiąt tysięcy pani Halinie za córkę.
Nie czuję się winna tej sytuacji. Oszustka zasłużyła na konsekwencje. I dziś już wiem nie wolno pozwalać nikomu wykorzystywać twojego zaufania, nawet jeśli to czyjeś dziecko.



