Mój mąż myśli tylko o sobie – zjada wszystko, nie zostawiając nawet synowi kromki chleba. Każdy jogu…

Mój mąż myśli, że jest królem lodówki. Wciąga wszystko, co znajdzie, jakby jutro sklepy miały zniknąć. Nawet dziecięcych bananków nie oszczędzi.

Piotr, gdzie są banany? pytam go rano.
No zjadłem je, miałem ochotę.
Nie mogłeś zostawić chociaż jednego dla naszego synka na podwieczorek?
Przecież robisz z igły widły. Banany są na każdym rogu, nie?
To leć do sklepu i kup nowe, skoro takie to proste.
Nie mogę, Lech gra dziś ważny mecz, nie dam rady!

U nas to codzienność. Raz twarożek, raz ciasteczka, innym razem jabłka znikają, zanim synek zdąży pomyśleć o jedzeniu. Muszę chować jedzenie jak za PRL-u, bo przy takim tacie dziecko nam umrze z głodu.

Jesteśmy małżeństwem od pięciu lat. Nasz Michaś niedługo skończy dwa lata. Spłacamy kredyt hipoteczny na mieszkanie, więc każdy grosz się liczy. Piotr uważa, że wykarmił rodzinę, bo sprzedał swoją kawalerkę na wkład własny. Moi rodzice również dorzucili się sporo, ale oczywiście on jest bohaterem. Moja mama twierdzi, że jest kompletnym egoistą. Częściowo trudno jej nie przyznać racji.

Ostatnio szykowałam przyjęcie urodzinowe. Uwijałam się w kuchni, a Piotr zamiast mi pomagać, krążył wokół jak czapla, wyjadając po cichu to z półmiska, to z miski. Kulminacją bezczelności był tort zostawiłam go na balkonie, bo lodówka ledwo zipie. Przynoszę go z powrotem, zaglądam a tam prawie połowa zjedzona! Jeszcze ozdoby z czekolady zgarnął na raz. Wstyd aż mówić, a goście już dzwonią domofonem.

To u nas norma. Piotr zarabia, pewnie, ale przecież można to jakoś ogarnąć z głową. Przecież nie o to chodzi, żeby żyć jak szarańcza. Ma tylko jedną radę: Kupi się drugie, nie panikuj!. Ja rozumiem, mnie możesz olać, ale własne dziecko? Przy naszych budżetach zakupy na tydzień starczają ledwie na cztery dni.

Jeszcze moją teściową ma po swojej stronie:
Co się go czepiasz, to chłop, niech sobie zje! Przynosi pieniądze do domu. Ty gotuj więcej, a nie narzekaj stwierdziła pewnym głosem.

Śmieszne, im więcej ugotuję, tym szybciej zniknie i tak się z tego do końca miesiąca nie wykaraskamy. Kredyt, pampersy, rachunki życie.

W końcu powiedziałam Piotrowi jasno: jeszcze raz wyjesz rodzinny zapas, rozwiedziemy się i będziesz dzielił się z sobą samym. Obraził się, pobiegł poskarżyć mamusi. Teraz teściowa nawet przez domofon się nie odzywa. Ale ja uważam, że mam rację. Co o tym sądzisz, bo już sama nie wiem czy tylko u nas takie historie?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × dwa =

Mój mąż myśli tylko o sobie – zjada wszystko, nie zostawiając nawet synowi kromki chleba. Każdy jogu…