Dżem z mniszka lekarskiego Skończyła się śnieżna zima, w tym roku nie było żadnych większych mrozów…

Konfitura z mniszka lekarskiego

Przyszła już wiosna, zima była w tym roku łagodna, sporo śniegu, ale poważnych mrozów nie odnotowaliśmy. Jednak taka monotonia też się potrafi znudzić już człowiek zatęsknił za zielenią, za kolorami, za tym, żeby w końcu móc zdjąć te grube kurtki i płaszcze.

W małym, powiatowym mieście pojawiły się pierwsze oznaki wiosny. Hania uwielbia tę porę roku, długo wyczekiwała przebudzenia wszystkiego do życia, no i się doczekała. Patrząc przez okno z trzeciego piętra, mówiła do siebie:

Takie ciepłe, wiosenne dni aż się wydaje, że miasto obudziło się z długiego, zimowego snu. Nawet samochody dźwięczą inaczej, targ tętni życiem. Ludzie spacerują w kolorowych kurtkach, w płaszczach, każdy gdzieś pędzi, a ptaki zaczęły nas budzić o świcie, zanim jeszcze dzwonek zadzwoni. Ach, co za przyjemność a latem będzie jeszcze lepiej…

Hania mieszka w tym bloku od lat, teraz tylko z wnuczką Elżbietą, bo jej wnuczka chodzi do czwartej klasy. Rok temu rodzice Elżbiety wyjechali na kontrakt do Kenii oboje są lekarzami, a córkę oddali pod opiekę babci.

Mamuś, zostawiamy Ci naszą Elę na przechowanie, przecież nie będziemy jej ciągnąć ze sobą, wiemy, że najlepiej zaopiekujesz się ukochaną wnuczką mówiła córka Hani.

No właśnie, przyjrzę, a z nią to mi weselej na emeryturze, przynajmniej będę miała jakieś zajęcie. Jedźcie spokojnie, damy sobie radę z Elą odpowiadała.

Hura, babciu, będzie nam razem dobrze, do parku częściej pójdziemy, a rodzice ciągle zajęci cieszyła się Ela.

Nakarmiwszy wnuczkę śniadaniem i wyprawiwszy ją do szkoły, Hania zabrała się za domowe obowiązki czas minął niepostrzeżenie.

Skoczę do sklepu, a niedługo Ela wróci ze szkoły pomyślała, szykując się do wyjścia.

Wyszedłszy z klatki, zobaczyła na ławce dwie sąsiadki z bloku, które podłożyły sobie poduszki bo ławka jeszcze zimna. Pani Zofia tajemnicza kobieta, wiek ukrywa przed wszystkimi; mieszka na parterze w kawalerce. Pani Jadwiga, energiczna, czyta dużo książek, zna mnóstwo ciekawych historii, śmieje się głośno, bardzo optymistyczna. Zofia raczej wiecznie niezadowolona z wszystkiego i wszystkich całkowite przeciwieństwo.

Ledwo śnieg zniknie, a słońce mocniej przygrzeje ławka nigdy nie jest wolna. Zofia i Jadwiga siedzą tu od rana do wieczora, czasami tylko idą do domu na obiad i zaraz wracają wszystko mają pod kontrolą, żadna plotka im nie umknie.

Hania też czasem się dosiada razem komentują nowinki: kto co przeczytał, co ciekawego puścili w telewizji, a Zofia lubi wspominać o swoim ciśnieniu.

Dzień dobry, panie uśmiechnęła się Hania na posterunku widzę!

Dzień dobry, Haniu, na dyżurze jak zawsze; a Ty pewnie do sklepu się szykujesz? rzuciła Zofia, widząc torbę w jej ręce.

Tak, idę po coś słodkiego dla Eli obiecałam jej nagrodę za dobre oceny powiedziała Hania i ruszyła dalej.

Dzień minął jak zwykle odebrała Elę ze szkoły, nakarmiła ją, mała zasiadła do zadań, Hania wzięła się za swoje sprawy, potem odpoczywała przy telewizorze.

Babciu, idę na taniec dobiegł do niej głos.

Ela już stała ubrana z plecakiem w ręku i telefonem. Na tańce chodzi od sześciu lat, uwielbia występować na różnych wydarzeniach, a Hania bardzo jest dumna ze swojej wnuczki.

Dobrze, Elu, leć odpowiedziała ciepło i pomachała jej na pożegnanie.

Wieczorem Hania znowu usiadła przy klatce na ławce, czekając na Elę wracającą z treningu.

Nudzisz się? przysiadł obok sąsiad z drugiego piętra, pan Edward.

Gdzie tam się nudzić w taki piękny dzień? Wiosna, pogoda cudowna odparła Hania.

No właśnie, słońce świeci, ptaki świergocą, wszystko wokół zielenieje, żółto od mniszka. Wyglądają te kwiaty jak małe słońca mówił z uśmiechem, a Hania kiwnęła głową.

W tym momencie zza pleców wyskoczyła Ela i rzuciła się babci na szyję krzycząc:

Hau hau!

Ty łobuziaku, przestraszyłaś mnie, umrzeć ze strachu można zaśmiała się Hania.

Oj, jeszcze nie ten czas na takie żarty wtrącił Edward, klepiąc ją po ramieniu.

Chodź, łobuziaro, przygotowałam Ci starcie marchewki z cukrem, pewnie się umęczyłaś na tańcach, a Twoje ulubione kotleciki już czekają zawołała wnuczkę.

Edward też wstał z ławki razem z nimi.

A co, uciekacie z dworu? zdziwiła się Hania.

Tak smacznie opowiadasz o kotletach, aż zgłodniałem. Pójdę coś zjeść, a potem jeszcze wyjdę na ławkę, może pospacerujemy zaproponował.

Nie obiecuję, robota czeka, ale zobaczymy…

I tak wieczorem Hania jednak wyszła na ławkę. Pożegnała sąsiada na wszelki wypadek i z uśmiechem weszła z Elą do klatki, a Edward tuż za nimi.

Babciu, pani Edward to się chyba stara o Twoje względy zażartowała Ela, gdy weszły do mieszkania.

Ale z Ciebie dowcipna machnęła ręką Hania.

A widzisz, jak na Ciebie spojrzy, już nie raz to zauważyłam. Gdyby tak Marcin z klasy równoległej patrzył na mnie tak samo, to wszystkie dziewczyny by mi zazdrościły…

Siadaj do stołu, bystra z Ciebie obserwatorka. A Marcin niech patrzy, jeszcze zdąży uśmiechnęła się babcia.

Wieczorem na ławce faktycznie siedział Edward i czekał na Hanię. Dziwne, ale Zofii i Jadwigi już nie było.

Zofia z Jadwigą dopiero co poszły, na kolację powiedział zadowolony sąsiad.

Od tego wieczoru coraz częściej spotykali się Hania z Edwardem, czasami chodzili razem do parku obok. Czytali prasę, komentowali artykuły, nowe przepisy, rozmowy o artystach, dzielili się historiami.

Edwarda życie nie rozpieszczało. Miał żonę, córkę i wnuka, ale został wdowcem dużo za wcześnie. Córkę wychowywał sam, pracował na dwa etaty, żeby Weronika miała wszystko, co potrzebne. Czasu dla niej miał niewiele, bo gdy wychodził do pracy, ona jeszcze spała, a gdy wracał, już znów spała.

Weronika dorosła, wyszła za mąż, wyjechała do innego miasta. Urodziła syna, kilka razy przyjechała w odwiedziny i kontakt się urwał. A te wizyty nie przynosiły z jej strony rodzinnego ciepła. Po piętnastu latach rozwiodła się, synem zajmuje się sama.

Haniu, wyobraź sobie, córka zapowiedziała odwiedziny, za dwa dni będzie. Dziś rano zadzwoniła. Coś mi się wydaje, że czegoś chce, bo przecież tyle lat nie rozmawiamy zwierzył się Edward, z Hanią już są od dawna na ty, rozmawiają o wszystkim.

Może zatęskniła, człowiek z wiekiem chce być bliżej bliskich zasugerowała Hania.

Nie wiem, nie jestem pewien…

Weronika przyjechała dalej szorstka, zamknięta, nie uśmiecha się, wszystko zostawia dla siebie. Edward przeczuwał poważną rozmowę faktycznie, długo nie czekał.

Tata, ja w sumie dlatego przyjechałam, żeby rozwiązać pewną sprawę zaczęła Weronika. Sprzedajmy Twoje mieszkanie, przeprowadzisz się do nas. Będziesz mieszkał ze mną i Rafałem, więcej rozrywki dla Ciebie mówiła zdecydowanie, wyraźnie z nią już wszystko ustalone.

Edward poczuł się nieswojo, nie chciał wyrywać się ze swojego domu do obcego miasta, pod nadzór oschłej córki. Odmówił, tłumacząc, że przyzwyczaił się do samotności.

Weronika nie dawała za wygraną. Dowiedziała się, że ojciec zaprzyjaźnił się z Hanią, więc poszła do niej na herbatę. Usiadła w kuchni, Hania nalała herbaty, postawiła cukierki, swoje domowe konfitury.

Słucham Cię, Weroniko odezwała się spokojnie.

Widzę, że jest Pani bardzo blisko z moim tatą zaczęła Weronika. Mogłaby mi Pani pomóc go przekonać w ważnej sprawie?

O co chodzi?

Proszę Go namówić, żeby sprzedał mieszkanie Po co mu tyle miejsca w pojedynkę, nie można pomyśleć o innych? zakończyła ostro.

Hania aż zmarszczyła brwi, patrząc na Weronikę takiego chłodu i wyrachowania się nie spodziewała. Odmówiła. Weronika się zmieniła nie do poznania czerwona ze złości, zaczęła krzyczeć:

Aha, już rozumiem… może sama chcesz tę kawalerkę przejąć, znalazłaś samotnego staruszka i robisz posag dla wnuczki… Słodko sobie siedzicie, wieczorami spacerujecie, rozmawiacie o zaletach mniszka, oboje jak takie dwa mniszki! Może już w urzędzie zgłosiliście się po ślub? Ostrzegam, nic z tego nie będzie, wiesz, stara babo, i trzasnęła drzwiami na odchodnym.

Hania była poruszona, bała się, żeby sąsiedzi nie słyszeli tego krzyku. Niedługo Weronika wyjechała. Hania zaczęła unikać Edwarda omijała go, jeśli tylko zobaczyła, spieszyła do domu.

Ale jak to w życiu bywa, nie uciekniemy przed wszystkim. Pewnego dnia Hania wracała ze sklepu, a Edward siedział pod blokiem, wyraźnie na nią czekał, trzymając w dłoniach żółte mlecze, z których plotł wianek.

Haniu, nie uciekaj poprosił. Usiądź choć na chwilę. Przepraszam za moje dziecko. Wiem już słyszałem, co Ci powiedziała. Miałem z nią poważną rozmowę, wnukowi zawsze będę pomagał. A ona nie potrafi zrozumieć. W końcu wyjechała, powiedziała, że nie ma już ojca… A ja… zamilkł, a potem podał jej prawie gotowy wianek z mleczy: Proszę, a ja przecież zrobiłem konfiturę z mniszka zdrowa i przepyszna! Musisz koniecznie spróbować! Nawet do sałatki świetnie się nadaje mówił z uśmiechem.

Po tej rozmowie o właściwościach mniszka zrobili razem wiosenną sałatkę. I Hania napiła się herbaty z konfiturą z mniszka bardzo przypadła jej do gustu. Wieczorem znów poszli do parku:

Mam świeży numer naszego ulubionego czasopisma powiedział Edward. Poczytamy na ławce pod naszą lipą kiwając głową na ławkę.

Hania przysiadła obok i roześmiała się; rozmowa popłynęła, zapomnieli o całym świecie. Dobrze im razem.

Cieszę się, że słuchasz moich opowieści. Życzę Ci dużo szczęścia!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 − dwa =

Dżem z mniszka lekarskiego Skończyła się śnieżna zima, w tym roku nie było żadnych większych mrozów…