Chociaż Lucyna była wzorową synową i żoną, zniszczyła nie tylko swoje małżeństwo, ale także siebie s…

Chociaż Marcela była wzorową synową i żoną, rozłożyła na łopatki nie tylko swoje małżeństwo, ale i siebie samą.

Marcela była wychowanką domu dziecka we Wrocławiu. Wyszła za mąż w wieku lat osiemnastu, z głową pełną romantycznych wyobrażeń, a pojęcia o życiu rodzinnym miała tyle, co o naprawie silnika samochodowego. Ani jednej zamężnej koleżanki, zero lekcji praktycznych. Kiedy zamieszkała w ciasnym mieszkaniu męża na Ołbinie, połknęła haczyk idealnej żony. Główną nauczycielką była oczywiście jej świeżo upieczona teściowa, Pani Wiesława.

Marcela, jak większość Polek, znała już dowcipy i zasłyszane historie o teściowych-potworach. Mimo to naiwnie wierzyła, że skoro nie ma własnej mamy, to Wiesława zastąpi ją idealnie, niczym babcia z reklamy pierogów. W sumie dużo się nie pomyliła Wiesława źle jej nie życzyła, tylko jakby nie umiała inaczej. Z zapałem przystąpiła do edukacji i przekazała swojej synowej pierwszą złotą myśl rodzinnej filozofii: To żona jest winna, jak mąż skacze w bok.

Marcela aż podskoczyła myślała, że winny jest ten, kto przynosi wstyd w rodzinie, czyli ten, kto zdradza. Ale nie. Według Wiesławy, mąż zdradza, bo żona coś zawaliła: nie dbała o siebie, przestała być atrakcyjna, coś zaniedbała Wiesława zaleciła trzymać talię osy nawet po sześćdziesiątce, więc Marcela od razu zanotowała w zeszycie nie przytyć i ruszyła na siłownię, choć ważyła niewiele więcej niż przedszkolak po obiedzie.

Marcela była szczupła, więc w głowie miała strach przed każdym kawałkiem szarlotki. Gdy teściowa uznała, że dieta wchodzi, przeszła do kolejnego tematu: W normalnej polskiej rodzinie obie pracują.

Marcela nie dyskutowała chciała pracować. Była gotowa chwycić każdą robotę, nawet na kasie w Biedronce. Zapytała więc niewinnie o urlop macierzyński, a Wiesława machnęła ręką: Urlop wychowawczy? Twój problem, sama go sobie organizuj!.

Tego mądrością nie nazwała, ale po kilku latach, gdy na świat przyszły bliźniaki i przeszła na wychowawczy, dorabiała opiekując się sąsiadką dzieci. Miała z tego jakieś 750 zł miesięcznie, ale i tak słyszała, że za mało wnosi do domowego budżetu. Gdy postanowiła wydać zarobione na wizytę u fryzjera, Wiesława skomentowała: Po co Ci fryzjer na wychowawczym?! Jak wrócisz do pracy, to sobie zrobisz balejaż! Na razie oszczędzaj, dziewczyno!.

Marcela przekazywała każdą złotówkę mężowi, bo zgodnie z kolejną mądrością: Dobra żona sama wszystko ogarnia!.

Więc ogarniała co się dało: dom, dzieci, rachunki, żarcie. Padała twarzą na kanapę ze zmęczenia, a jej mąż Paweł zaliczał dziesiątą drzemkę, przecież pracuje, to ma prawo! Zresztą raz na jakiś czas nawet śmietnik wyniósł.

W końcu padła tak, że zamiast na kanapę, trafiła prosto do szpitala. Ignorowała bóle, bo kiedy miała o siebie zadbać? Spędziła tam ponad dwa tygodnie, a Paweł z Wiesławą nie pojawili się ani razu, bo szpital nie jest miejscem na rodzinne wycieczki. Dobrze, że miała telefon i zadzwoniła do przyjaciółki Justyny, która przyszła z siatkami jedzenia i czystą piżamą.

Gdy tylko Marcela wróciła ze szpitala, podała pozew rozwodowy. Tak więc zrujnowała swoje małżeństwo, siebie wyczerpała do granic Ale przynajmniej nauczyła się jednej rzeczy: fryzjer jednak lepszy od złotej myśli teściowej.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem − jeden =

Chociaż Lucyna była wzorową synową i żoną, zniszczyła nie tylko swoje małżeństwo, ale także siebie s…