Ustąpcie, pomieszkamy tu z dziesięć lat
Teściowa przez chwilę milczała, a potem powiedziała:
Oj, Jagódko, Danuta to taka kobieta z charakterem… Jak sobie coś wbije do głowy, nie ma zmiłuj.
Ale zrozum ją też: bardzo chce, żeby Martynka się wykształciła, dostała dobrą edukację
Za moje pieniądze? Jagoda zatrzymała się przed lustrem.
Z naprzeciwka patrzyła na nią blada kobieta z potarganymi włosami.
Pani Tereso, zatrzymajcie je. Niech wysiądą na najbliższej stacji i wracają. Ja ich nie powitam. Nie dam im mieszkania.
Jak mam to niby zrobić? rozżaliła się teściowa. Przecież już jadą. Danuta wzięła kredyt na studia, na mieszkanie nie mają ani złotówki.
Tak liczyła na twoją pomoc. Jadźka, no wyrzuć tych lokatorów, co ci szkodzi? Przecież to bliska rodzina
Rodzina? Tę waszą Martynę widziałam dwa razy w życiu! Mam wyrzucić ludzi na bruk, odebrać rodzicom wsparcie, a córce zajęcia, bo twoja siostra tak sobie wymyśliła?
W kieszeni zapiszczał komunikator. Jagoda, nie zdejmując płaszcza, wyciągnęła telefon. Wiadomość była od Danuty, siostry teściowej.
Cześć, Jagoda! Już jedziemy pociągiem. Bilety na 19:40, jutro rano jesteśmy na Dworcu Głównym. Odbierz nas, mnie i Martynkę.
Podaj adres tego swojego M-2, bo ostatnio nie zapisałyśmy. Gdzie odebrać klucze?
Jagoda zamarła. Przeczytała wiadomość trzy razy, mając nadzieję, że to pomyłka. Jaki M-2? Jaka Martyna?
Mamo, czemu tak stoisz? Ksenia wychyliła się z korytarza. Głodna jestem.
Zaraz, kotku Jagoda pogłaskała córkę po głowie, nie odrywając wzroku od telefonu.
Wybrała numer Danuty. Odebrała praktycznie od razu, w tle słychać było stukot kół i jakiś śmiech.
Halo, Jadźka! głos ciotki aż dźwięczał sztuczną radością. No co, dostałaś mój sms? Chciałyśmy zrobić niespodziankę, żebyś się nie przejmowała gotowaniem, wszystko sobie kupimy!
Danusia, zaczekaj przerwała Jagoda. O co chodzi? Dokąd wy jedziecie?
Jak to gdzie? Do Warszawy! Martynka się dostała, przecież ci wiosną mówiłam. Na bezpłatne się nie udało, ale jakoś damy radę.
Spakowałyśmy się, wszystko gotowe, jedziemy zasiedlić twoją kawalerkę.
Moją… co? Jagoda oparła się o ścianę. Do tego mieszkania, które od sześciu lat wynajmuję? Danuto, chyba zwariowałyście?
Oj, daj spokój! ton Danuty od razu się zmienił. Przecież jak dostałaś tę kawalerkę po babci, siedzieliśmy przy stole, pamiętasz?
Powiedziałam wtedy: Martynka będzie miała gdzie zamieszkać na studiach. Nie zaprzeczyłaś! Więc liczyłyśmy na to od lat.
Nie zaprzeczyłam, bo uznałam to za głupi żart! prawie krzyknęła Jagoda. Nie zamierzałam nikogo tam wpuszczać.
Mieszka tam rodzina z dzieckiem. Płacą terminowo czynsz. Z tych pieniędzy utrzymuję rodziców-emerytów, Ksenia chodzi na zajęcia pozalekcyjne.
O czym wy myślałyście, kupując bilety?
Myśleliśmy, że jesteśmy rodziną! krzyknęła Danuta. Warszawiacy już całkiem bez serca?
Chcesz zostawić siostrzenicę na dworcu? A mężowi mówiłaś? Wie, że jego rodzinę wyrzucasz na bruk?
Mąż jest w delegacji pod Suwałkami, zasięg ledwo działa. Poza tym to moje mieszkanie, Danusia. Moje. Rozumiesz?
Kupione przez moją babcię, zapisane mnie. Piotr nie ma z tym nic wspólnego.
Ach tak, to już się wypierasz? Martynka, słyszysz? Żona brata nie chce nas znać! Do zobaczenia na peronie, pogadamy osobiście.
Do jutra, zła łączność, kończę.
W słuchawce odpowiedziały tylko krótkie sygnały. Jagoda była w szoku.
Kseniu, idź do kuchni, zapiekanka jest w lodówce, podgrzej sobie powiedziała i z trzęsącymi się rękami zadzwoniła do teściowej.
Teresa Olszewska odebrała dopiero po chwili.
Tak, Jadźka, słucham.
Pani Tereso, wiedziała pani, że siostra z córką jadą do Warszawy z zamiarem zamieszkania w mojej kawalerce?
No Danusia coś przebąkiwała Myślałam, że się dogadałyście wymamrotała teściowa.
Z kim ja się dogadałam? Jagoda zaczęła chodzić po korytarzu. Sześć lat wynajmuję to mieszkanie.
Połowa pieniędzy idzie na leki dla rodziców. Pani wie, jak im trudno zostać na samej emeryturze.
Druga połowa na zajęcia dla Kseni.
Czemu im pani nie powiedziała, że to niemożliwe?
Nie krzycz na mnie obraziła się teściowa. Ja niczemu nie winna. Radźcie sobie same.
Tylko nie dzwoń do Piotra, nie martw go, ma ważne spotkania.
Jagoda rzuciła telefon na kanapę. Jej mąż zwykle trzymał się z dala od rodzinnych kłótni, ale jeśli chodziło o jego mamę lub ciocię, stawał się zaskakująco uległy.
No Jagódko, oni ze wsi, mają inne spojrzenie na świat powtarzał. Lepiej czasem odpuścić
Próbowała zadzwonić do męża. Abonent poza zasięgiem. Oczywiście. Gdy naprawdę potrzeba, zawsze poza zasięgiem.
***
Afera wybuchła o świcie. Danuta zaczęła dzwonić już o piątej rano, domagając się, by Jagoda natychmiast po nie przyjechała.
Jesteśmy zmęczone, głodne! Zimno tu, zmarzłyśmy. Jeszcze śpisz? Wstawaj! Natychmiast! Za piętnaście minut chcę cię widzieć!
Jagoda półprzytomna nie od razu zrozumiała z kim rozmawia. Ocknąwszy się, odparła ostro:
Dajcie mi spokój! Nigdzie nie przyjadę! I mieszkania wam nie dam. Koniec rozmowy. Mam dosyć.
Po dziesiątym telefonie numer ciotki poleciał na czarną listę.
Danuta zaczęła wydzwaniać z telefonu córki też zablokowała.
Cały dzień dokuczała jej później teściowa prosiła, przekonywała, straszyła, że opowie wszystko Piotrowi
A wieczorem wrócił Piotr mąż niespodziewanie z delegacji.
Co wyście tu narobiły? zapytał od progu. Mama dzwoni, płacze, mówi, że wyrzuciłaś ciocię Danutę na bruk.
Jagoda, przerywając przytulanie, tłumaczyła:
Przyjechały bez zapowiedzi. Natychmiast kazały mi wyrzucić lokatorów i wprowadzić Martynę za darmo minimum na pięć lat.
Piotrze, czy to normalne zachowanie? Gdzie sumienie?
Poza tym, z tego co wiem, już wygodnie rozgościły się u twojej mamy.
A po co ty wróciłeś?
Mama mnie ściągnęła westchnął Piotr. A ciocia Danuta zawracała mi całą głowę
Jagodo, może ustąpmy im? Do czasu, aż dostaną akademik
Jagoda pokręciła głową:
Piotrek, nie ma żadnego akademika. Nawet nie złożyły papierów, Danuta była pewna, że już mają mieszkanie. MOJE!
Widzisz ich tupet? Nawet nie szukały pokoju, tylko jechały jak do własnego.
Mama mówi, że obiecałaś sześć lat temu
Zamilkłam wtedy podczas stypy, Piotrze. Nie miałam głowy do głupot, puściłam mimo uszu.
Ciocia awanturuje się, że nas już nie zna. Zresztą u mamy nie zostały za daleko do uczelni.
Przelałem cioci dziesięć tysięcy, coś tam wynajęły
I niech mieć szczęście! Jagoda klasnęła w stół. Najlepsza wiadomość dnia. O tę kasę nawet się z tobą nie pokłócę. Odczepiły się, i dobrze!
Piotr westchnął i spuścił głowę.
Jagódko, wynajęły pokój w starej kamienicy. Ciocia krzyczy, że karaluchy, sąsiedzi piją…
Niech się przyzwyczajają. Jak się chce żyć w stolicy, trzeba kombinować, a nie liczyć na łaskę krewnych, których się nie widziało od lat. I nawet, swoją drogą, nigdy nie złożyły życzeń na urodziny!
Jagoda poszła do sypialni, Piotr ruszył za nią.
Zrobiło się przykro… Wyszło, że naprawdę zostawiliśmy ich na pastwę losu?
Co, jeśli coś się stanie? Jeśli sąsiedzi są agresywni? Jeśli na nie napadną?
Nie żal ci cioci Danuty?
Jagoda gwałtownie odwróciła się:
Piotr, mam córkę, mam rodziców, za których odpowiadam. I mam mieszkanie, które babcia wypracowała ciężko przez lata.
Nie oddam go lekką ręką tylko dlatego, że komuś, 600 kilometrów stąd, zachciało się łatwiej.
Dlaczego mam je żałować? Wytłumacz mi!
Mąż milczał. Jagoda dodała:
Jesteś głodny? Chodź, odgrzeję kolację. I skończmy ten temat. Jeżeli chcesz im pomagać rób to ze swojej pensji.
Mieszkanie nadal wynajmuję, nikogo nie wyrzucam. I kropka.
Masz rację. Chyba ja też bym się nie cieszył, gdyby twoi rodzice przyjechali do moich na działkę i powiedzieli: „Ustąpcie, pomieszkamy tu z dziesięć lat”.
Po kolacji, gdy Piotr poszedł pod prysznic, Jagoda znów wzięła telefon. Wisiała nieprzeczytana wiadomość od teściowej:
Jagoda, nie można tak. Danuta jest chora przez nerwy. Zawieź im chociaż jedzenie.
Kup więcej, żeby starczyło na kilka tygodni.
Koniecznie mięso, warzywa, owoce, czekoladki. Kawa, herbata, środki higieny, olej rzepakowy.
Może też rybę. Konserwy nie, Danuta nie jada. Adres:.
Jagoda zablokowała teściową. Niech sobie parę dni posiedzi w czarnej liście.
***
Noc minęła spokojnie krewni nie wydzwaniali.
Danuta pojawiła się bladym świtem, dokładnie o siódmej.
Jagoda obudziła się przez nagłe pukanie do drzwi.
Piotr spał, więc otworzyć musiała ona.
Siostra teściowej od razu zaczęła oburzeniem:
Śpisz sobie w cieple, pod kołderką, na czystym prześcieradle?
A ciekawaś, jak my z Martyną nocowałyśmy?
Okropnie, powiem ci! Karaluchy na głowę spadają, zimno, brudno, podłoga lodowata!
Po prawej cały czas ktoś wył Szła dzieweczka do laseczka, po lewej kłócili się całą noc.
Masz w ogóle sumienie? Pozwolisz najbliższej rodzinie żyć w takich warunkach?
Słuchaj, ja z tobą kłócić się nie chcę. Nie chcesz wyrzucać lokatorów? To nie! To my z Martyną przeniesiemy się do ciebie!
Macie trzypokojowe, więc chyba jednego pokoju dla nas nie pożałujesz? Większego, w końcu jesteśmy we dwie!
Macie wygody, miejsca wystarczy.
Nie martw się, długo nie zabawimy. 3-4 miesiące, pół roku. Potem wrócę do siebie, jak córka się urządzi.
Jagoda stanęła jak wryta.
Zapomnijcie drogę tutaj! Nie niszczmy z kretesem relacji.
Chcecie, żebym zadzwoniła na policję? Zadzwonię bez problemu.
Po co wam te kłopoty?
Ciotka momentalnie poczerwieniała do granic Jagoda się nawet przestraszyła.
Ty Ty Niech cię szlag, rozpuszczona warszawianko!
Niech twoja córka całe życie haruje jako sprzątaczka bez wykształcenia!
Jeszcze będziesz prosić o pomoc!
Świat jest mały, ale pewne rzeczy są śliskie!
Zapamiętam ci to do końca życia!
Jagoda po prostu zamknęła jej drzwi przed nosem. Danuta jeszcze przez kilka minut krzyczała po klatce, w końcu poszła.
***
Awantura z Danutą popsuła stosunki z teściową pani Teresa już z Jagodą nie rozmawia.
Piotr matkę odwiedza, wspiera ją, wnuczkę czasem przyprowadza, ale do mieszkania syna pani Teresa już się nie wtrąca.
Jagoda nawet się cieszy jeden problem mniej.



