Wiesz co, muszę Ci się zwierzyć, bo miałam ostatnio prawdziwą jazdę z życiem. Wyobraź sobie 55 lat na karku, a los serwuje mi przygodę jak z filmu. Wyjechałam z Warszawy, bo już nie dawałam rady patrzeć na te same cztery ściany, zwłaszcza w salonie, który nagle zrobił się obcy po tylu latach. Dziwnie się patrzy na pęknięty kubek z napisem Na zawsze razem w jednej ręce, a w drugiej walizka, którą próbujesz ledwo domknąć. Taka nostalgia mnie wtedy złapała, naprawdę.
Przeszłam po kanapie, myśląc: Żegnaj niedzielny poranku z kawą, kłótnie o szynkę na pizzy Wspominki krążyły mi w głowie jak upierdliwe muchy, których nie da się przegonić. W sypialni jeszcze gorzej, ta druga część łóżka patrzyła na mnie z wyrzutem. Próbowałam sobie wmówić, że nie tylko moja wina.
Pakowanie to było szukanie resztek znaczenia. Chyba tylko mój laptop był wtedy moim prawdziwym kompanem w nim miałam rękopis mojej książki, którą przez dwa lata chodziłam spać i budziłam się myśląc tylko o niej. Jeszcze nie była gotowa, ale dzięki niej czułam, że jeszcze się nie zgubiłam do końca.
I wtedy napisała do mnie Lena: Warsztaty kreatywne. Ciepła wyspa. Nowy start. Muchy i wino! Wino, oczywiście. Znając Lenę, nawet apokalipsę potrafiłaby sprzedać jako ciekawą alternatywę. Brzmiało szalenie, ale, wiesz, może właśnie takiej szansy potrzebowałam?
Miałam już powiadomienie z lotu, ale w głowie zamiast ekscytacji kołatało się tysiąc obaw: a co, jeśli będzie mi tam źle, jeśli nie znajdę wspólnego języka z tymi ludźmi? Co jeśli zginę w Bałtyku, a potem będą mnie szukać we wszystkich Faktach? No ale… co jeśli akurat znów poczuję to coś?
Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam walizkę. Dobra, na ucieczkę śmiałam się do siebie. Ale przecież to nie była ucieczka raczej wyruszenie w coś nieznanego.
Wyspa przywitała mnie chłodnym powiewem od morza i szumem fal. Przez chwilę wciągnęłam ten powietrze, jakby miałam się nim nasycić na całe życie. Tego mi było trzeba. No, ale cisza nie potrwała długo. W ośrodku, w którym miały być warsztaty, czekał już solidny chaos muzyka, śmiechy, młodsi ode mnie o dobre dwie dekady leżeli na kolorowych leżakach, popijając drinki z palemką.
Patrzę i myślę: To nie benedyktyńskie rekolekcje i już wiedziałam, że będzie ciekawie. Ekipa przy basenie lała się śmiechem tak, że wróble uciekały z drzew. Westchnęłam słysząc w głowie głos Leny: Kreatywność, poważnie, Lenuś?
Zanim zdążyłam uciec gdzieś w cień, Lena z szalonym uśmiechem, wielkim kapeluszem i margaritą w dłoni podbiegła do mnie. Joanna! krzyknęła, jakbyśmy się nie widziały od dekady. Ty tu naprawdę jesteś! Już żałuję! mruknęłam, choć ustami uciekał mi uśmiech.
Daj spokój, musisz to zobaczyć! Tu się dzieje magia! ciągnęła mnie przez tłum, zanim zdążyłam protestować jak matka prowadziłam się przez klapki i torebki rzucone wszędzie gdzie się dało.
Stanęłyśmy przed facetem, który wyglądał, jakby urwał się prosto z okładki magazynu. Opalona skóra, len koszula rozpięta akurat tak, by wyglądać zadziornie a nie żenująco. Joanna, poznaj Krzysztofa Lena była wniebowzięta.
Miło Cię poznać, Joanno powiedział, a ja starałam się odganiać własną nerwowość. Lena świeciła podekscytowaniem. Krzysztof też pisze a gdy mu opowiedziałam o Twojej książce, od razu chciał Cię poznać!
Aż się zarumieniłam. No, ona jeszcze daleka do końca
To nie szkodzi odpowiedział, pracować nad jedną rzeczą dwa lata to imponujące! Z przyjemnością usłyszę więcej.
Lena zaczęła przynosić kolejne margarity, mnie trochę wkurzało jej naganianie, ale potem, czy to przez urok Krzysztofa, czy to przez ten morski klimat zgodziłam się na spacer.
Przebrałam się w najlepszą sukienkę, bo skoro już się wystawiam, to niech się dzieje! Krzysztof zabrał mnie w zakamarki wyspy, których nie było na żadnym TripAdvisorze ukryta plaża z huśtawką na sośnie, leśna ścieżka, klify widokowe… Miał ten dar, by sprawić, że zapominasz, gdzie jesteś.
Masz talent śmiałam się.
W czym? zapytał, siadając na piasku.
W tym, żeby człowiek przestał się czuć tak bardzo nie na miejscu, jakby tu nie pasował.
Uśmiechnął się szerzej. A może jednak pasujesz bardziej, niż myślisz?
Złapałam się na tym, że od dawna się tak nie śmiałam. Opowiadał o swoich podróżach, miłości do polskiej literatury, śmiał się z moich żartów. Wydawał się taki szczery. Kiedy powiedział, że kiedyś powiesi mój autograf na ścianie, poczułam przyjemne ciepło, już dawno tego nie czułam.
Tylko, że pod tym wszystkim było dziwne uczucie niepewności trochę za piękne wszystko, żeby było prawdziwe.
Rano wstałam z niesamowitą energią głowa pełna pomysłów, gotowa do pisania. Wzięłam laptopa i, gdy go otworzyłam, zatrzymało mi się serce. Plik z książką dwa lata pracy, kawa, noce bez snu zniknął. Przekopałam cały komputer. NIC. Dziwne mruknęłam. No ale, spokojnie, może mam gdzieś kopię?
Nie miałam. Przyciśnięta do muru, poszłam do Leny. Po drodze usłyszałam rozmowę zza uchylonych drzwi i zamarłam.
Musimy to tylko pokazać odpowiedniemu wydawnictwu to był głos Krzysztofa. Chciałam nie wierzyć własnym uszom.
Przez szparę widzę Lenę, pochyloną i podejrzanie miłą. Jej rękopis jest genialny cedziła słodko. Wystarczy zrobić z tego moją książkę. Ona nawet się nie zorientuje.
Serce podeszło mi do gardła gniew i zawód walczyły we mnie z szokiem. Krzysztof ten, który był tak czarujący, wkręcał się w mój świat był w to zamieszany.
Nie patrząc za siebie, wróciłam do pokoju i błyskawicznie spakowałam walizkę. To miała być nowa szansa powiedziałam sama do siebie ze łzami w oczach. Ale nie płakałam już nie wierzyłam w nowe początki.
Wyjeżdżając z wyspy, Słońce wydawało się już tylko złośliwe. Nie oglądałam się za siebie. Wcale nie musiałam.
Minęło kilka miesięcy. W palmiarni literackiej w Krakowie bo tylko tam czuję się naprawdę dobrze odbywało się moje spotkanie autorskie z premierą książki. Było pełno ludzi, ciepło, a we mnie jednak coś bolało.
Kiedy wszyscy już poszli, usiadłam zupełnie wyczerpana. I wtedy zobaczyłam: na stoliku czekała złożona karteczka.
Jesteś mi winna autograf. Kawiarnia na rogu, jak znajdziesz czas.
Pismo natychmiast rozpoznałam. Krzysztof.
Długo się wahałam, miałam ochotę podrzeć ten skrawek, ale po chwili no cóż, byłam tylko człowiekiem. Wzięłam płaszcz i poszłam na spotkanie.
Siedział w kącie, jakby od lat na mnie czekał. Nieźle, że odważyłeś się zostawić mi tę wiadomość powiedziałam z ironią. Odważnie albo rozpaczliwie wzruszył ramionami. Nie wiedziałem, czy przyjdziesz.
Też nie wiedziałam przyznałam.
Muszę Ci wszystko wyjaśnić. To, co się wydarzyło na wyspie… Na początku uwierzyłem Lenie mówiła, że wszystko dla Twojego dobra, że potrzebujesz impulsu Gdy zrozumiałem, o co naprawdę chodzi, zabrałem Twój pendrive i wysłałem Ci go.
Milczałam przez długą chwilę.
Ona zawsze Ci zazdrościła, nawet w czasach studenckich czuła się przyćmiona przez Ciebie. Tym razem chciała Ci odebrać coś najcenniejszego. Gdy nie zgodziłem się grać z nią w tę grę, zerwała ze mną kontakt uciekła.
A Ty? zapytałam.
Postawiłem na prawdę i na Ciebie.
I co teraz?
Może dasz mi jeszcze jedną szansę?
Jedną randkę. I nie schrzani jej. powiedziałam, machając palcem.
Uśmiechnął się najszerzej od dawna. Umowa stoi.
Wyszliśmy razem. Z tej jednej randki zrobiła się następna, potem jeszcze jedna A potem znowu poczułam, jak można się zakochać i tym razem nie byłam w tym sama.
Coś, co się zaczęło od rozczarowania, zamieniło się w coś więcej zaufanie, odwaga, wybaczenie I, no wiesz prawdziwą miłość.


