Dwadzieścia lat później dostrzegam w tym chłopaku własne, młode życie.
Dzień przed naszym ślubem podejrzewałem Justynę o zdradę. Chociaż zapewniała mnie o swojej wierności i miłości, nie chciałem jej słuchać. Jednak po upływie dwóch dekad spotkałem jej syna był jak moje odbicie w lustrze
Łączyła nas taka miłość, o której opowiada się w starych polskich powieściach pełna pasji, niezwykła, bardzo silna. Ludzie patrzyli na nas z lekką zazdrością i nieraz próbowali narozrabiać między nami. Szykowaliśmy się powoli do ślubu. Niestety, ten dzień nigdy nie nadszedł.
W przeddzień ceremonii Justyna przyznała się, że spodziewa się dziecka. Nie ucieszyłem się z tej nowiny wręcz przeciwnie, poczułem złość i frustrację. W głowie rodziły mi się czarne myśli: oskarżyłem ją o zdradę, twierdząc, że to niemożliwe, aby tak szybko zaszła w ciążę. Powiedziałem jej wprost, że nie wierzę w jej słowa. Mimo tego, urodziła syna.
Moi koledzy pukali się w czoło, mówiąc, że jestem ślepy. Wiedzieli, jak bardzo Justyna mnie kochała. Ale ja pozostałem nieprzejednany. Wszystko się rozsypało uroczystość została odwołana. Zaproponowałem jej nawet usunięcie ciąży, lecz ona nie miała takiego zamiaru. Do końca miała nadzieję, że przeproszę, lecz telefonu ode mnie się nie doczekała.
Ona również postanowiła nie dzwonić. Byłem przekonany, że postępuję słusznie. Poszliśmy w swoje strony, budując osobne życia. Cały ciężar zmartwień spadł na nią. Nawet jeśli kiedyś minęliśmy się gdzieś na ulicy, udawałem, że jej nie znam. Zdążyłem ją czasem zobaczyć z synkiem na warszawskim placu zabaw, ale zawsze odwracałem głowę.
Justyna miała pod górkę. Wychowywała syna bez niczyjej pomocy, lecz odnajdywała w tym szczęście. Co prawda, wyrzekła się własnych pragnień, lecz dla swojego małego Skarba, była gotowa na każde poświęcenie.
Robiła wszystko, by jej syn, Tomek, czuł się spełniony i niczego mu nie brakowało. Pracowała po nocach, w dwóch miejscach naraz, by mógł mieć lepszą przyszłość. Tomek doceniał jej trud był jej dumą, wsparciem, najwierniejszym obrońcą.
Ukończył dobre studia, służył w wojsku, potem znalazł porządną pracę. Z wiekiem przestał wypytywać o ojca, bo prawdę rozumiał od dawna. W dzieciństwie chętnie słuchał zmyślonych opowieści Justyny, ale czy tak naprawdę w nie wierzył? Odpowiedź jest oczywista.
Tomek był moim żywym odbiciem. Gdy kończył dwadzieścia lat, Justynie przypominał mnie z młodych lat, chłopaka, którego tak mocno kochała. I pewnego dnia los znów zetknął nasze ścieżki moją, Justyny i Tomka. Ojcostwo uderzyło we mnie jak grom, nie dało się nie zauważyć podobieństwa. Długo patrzyłem na nich z oddali, nie potrafiąc wydusić żadnego słowa.
Dopiero po kilku dniach zebrałem się na odwagę i zapukałem do drzwi Justyny. Zapytałem cicho:
Czy potrafisz mi jeszcze wybaczyć?
Już dawno odpowiedziała szeptem.
Wtedy powróciły opowieści o tatusiu Tomek po raz pierwszy spojrzał w oczy swojego ojca.



