Dwadzieścia lat po rozstaniu spotykam chłopca, który jest moim odbiciem z młodości – historia Artura…

Dwadzieścia lat później patrzę na tego chłopca i widzę jakby własne odbicie sprzed lat, choć wszystko dzieje się jak przez szybę, niby znajome, a jednak obce.

Na dzień przed ślubem Jan podejrzewał Zuzannę o zdradę. Nawet kiedy przysięgała mu, że jest mu wierna zamykał serce na jej słowa, nie słuchał, jakby mówiła przez szum deszczu padającego na dach w starej kamienicy w centrum Łodzi. Mimo jej łez i przysięg dwadzieścia lat później los niespodziewanie postawił przed nim jej syna, a tamten chłopiec był niczym lustro odbijające jego własną młodość…

Łączyło ich uczucie, którego pozazdrościć mogliby bohaterowie polskich powieści ogromna, szalona miłość, od której wirował świat. Tylko że wokół nich, jak w rozmokłej ziemi po burzy, ludzie zaczęli szeptać i rozsiewać podejrzenia. Przeznaczenie pokrzyżowało ich ślubne plany, jakby ktoś zamienił pierścionki na garść bursztynów rozsypanych po podłodze mieszkania w starej kamienicy.

Na krótko przed ślubem Zuzanna powiedziała nagle, że spodziewa się dziecka. Zamiast radości, Jan wybuchł złością, unosił się emocjami, jakby wiatr na rynku w Krakowie zrywał mu kapelusz z głowy. Mówił, że to niemożliwe, by była w ciąży, że ktoś inny musiał być ojcem. Uwierzył we własne wyobrażenia, a nie w jej łzy przepływające po policzkach jak rzeka Wisła pod śniegiem.

Komitet przyjaciół mówił mu, że jest ślepy. Wszyscy widzieli, jak bardzo Zuzanna do niego lgnęła, jakby chciała schować się przed zimną zawieruchą. On jednak nie ustąpił. Zerwali ze sobą, biel sukni i czerwień maków na ślubie pozostały w marzeniach, a nie w rzeczywistości. Jan sugerował jej, by pozbyła się dziecka, ale ona, jak stara wierzba nad Wisłą, trwała przy swoim.

Ona nie zamierzała do niego dzwonić. On nawet nie czuł takiej potrzeby był przekonany, że cały świat się myli, a on jeden ma rację. Życie rozdzieliło ich na dwa brudne perony, po których krążyły różne pociągi.

Zuzanna sama musiała się zmierzyć z losem. Spotykali się czasem, przypadkiem on nieraz mijał ją na krakowskim targu wśród stoisk z oscypkami i kwiatami. Unikał jej wzroku, wyciszał wspomnienia, jakby były tylko głosem w starym radiu.

Bycie samotną matką nie było dla niej powodem do smutku. Choć nosiła ciężar codzienności jak kramarka dźwigająca skrzynie jabłek z sadu pod Łodzią, to jedno spojrzenie jej syna dawało jej siłę. Michaś był dla niej całym światem. Dla niego przesuwała granice własnych możliwości pracowała na nocnych zmianach w piekarni i sprzątała klatki schodowe, by miał wszystko, czego mu potrzeba. Michaś był nie tylko jej podporą, ale też najwierniejszym towarzyszem.

Chłopak kończył studia na uniwersytecie, przebył kurs wojskowy i znalazł pracę, która dawała skromne, ale pewne pieniądze złote i grosze brzęczały w jego portfelu, choć czasem śniły mu się banknoty, które pachniały lasem.

Gdy dorastał, Michaś coraz rzadziej pytał o ojca. Przeszłość stała się jak mgła na polach pod Krakowem wiadoma, ale nieuchwytna. Zuzanna opowiadała mu czasem bajki o nieistniejącym tacie, ale czy chłopak w nie wierzył? Wiadomo, że nie. Sam czuł, że coś jest nie tak.

Michaś był żywym obrazem Jana. Kiedy skończył dwadzieścia lat, Zuzanna patrząc na niego widziała znowu chłopaka, w którym kiedyś była zakochana. Pewnego letniego popołudnia, kiedy na niebie grały obłoki i rozlegały się kościelne dzwony, los splotł ich ścieżki. Trzech ludzi Zuzanna, Jan i Michaś stanęło naprzeciw siebie w niedzielnym słońcu. Chłopak znowu był w centrum uwagi, bo Jan nie mógł uwierzyć oczom; zobaczył w młodzieńcu starego siebie, rozpoznając w nim zaginione kawałki młodości.

Patrzyli na siebie długo, jakby czas zatrzymał się na minutę. Słowa jednak nie padły, gdzieś się zawieruszyły, jak pieniądze gubione w kieszeni.

Dopiero po trzech nocach, gdy księżyc zawisł nad dachem bloku w Warszawie, Jan odszukał Zuzannę. Zapytał szeptem:
Czy mogłabyś mi przebaczyć?
Przebaczyłam dawno temu odpowiedziała jej cicho, głosem, który był jednocześnie obcy i bliski.

Wtedy wszystkie opowieści o tacie, układane przez lata z fragmentów marzeń, zaczęły ożywać snem w tym śnie Michaś po raz pierwszy zobaczył swojego ojca, a świat przewrócił się na drugą stronę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × jeden =

Dwadzieścia lat po rozstaniu spotykam chłopca, który jest moim odbiciem z młodości – historia Artura…