Były kiedyś takie czasy, gdy wiele rzeczy trzeba było załatwiać natychmiast, bez większego namysłu. Doskonale pamiętam sytuację, w której znalazła się wtedy Marta.
Mój synek miał wtedy cztery lata. Nie zamieniłabym go na nikogo innego na świecie, mimo że nie zawsze był aniołkiem. Wiem jednak, że żadne dziecko nie jest idealne. Każdy jest czasem niesforny. Wtedy byłam już w zaawansowanej ciąży z drugim dzieckiem i właśnie o to wszystko chodziło.
Gdy przyszło mi udać się na kolejne badanie do ginekologa w Krakowie, dowiedziałam się, że muszę zostać w szpitalu na obserwacji. Lekarz nie dał mi wyboru coś wymagało natychmiastowej troski. Pojawił się więc problem: kto zajmie się moim synkiem?
Mój mąż wyjechał wtedy służbowo do Warszawy i miał wrócić dopiero za dziesięć dni. Moi rodzice również pracowali mama i tata byli wtedy w swoich firmach do późna. Nie było nikogo innego z rodziny, kto mógłby pomóc. Wtedy moja babcia, pani Helena, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Obiecała, że zajmie się wnukiem do czasu mojego powrotu. Miałam wiele wątpliwości, czy poradzi sobie z takim żywiołem babcia miała już siedemdziesiąt lat, a mój synek był naprawdę energiczny! Trudno było przewidzieć, jak sobie poradzą.
Tak więc decyzja zapadła. Rodzice zaoferowali, że po pracy będą wpadać i spędzać wieczory z wnukiem, a w ciągu dnia babcia Helena zajmie się wszystkim. Tak ustaliliśmy, choć wciąż się niepokoiłam. Przecież chodziło o moje dziecko! Jednak nie było innego wyjścia. Dzwoniłam do babci codziennie, pytając, jak sobie radzą. Ku mojemu zaskoczeniu, znaleźli wspólny język. Tydzień szybko minął. Gdy tylko mąż wrócił z Warszawy, przejął opiekę nad synem.
Lada moment miałam opuścić szpital. Wtedy zadzwoniła do mnie siostra, Zuzanna, wyraźnie zdenerwowana. Jej córeczka, Małgosia, miała wtedy dwa lata i bez względu na to, jak bardzo Zuzanna prosiła babcię, żeby została z Małgosią na weekend, babcia Helena się nie zgodziła. Tłumaczyła, że Małgosia jest jeszcze zbyt mała, a ona nie czuje się na siłach.
Siostra niemal błagała babcię, by pomogła jej choć na chwilę, ale ta odmawiała.
Wykorzystałaś babcię! powiedziała mi siostra z żalem.
Odpowiedziałam jej spokojnie: Byłam wtedy w trudnej sytuacji. Przecież nie mogłam zabrać synka do szpitala. Ty również odmówiłaś, gdy prosiłam o pomoc. A przecież chciałaś tylko, aby Małgosia poszła do babci, żebyś ty mogła odpocząć albo się pobawić. Rozumiesz, jaka to różnica? No i jak możesz zostawiać taką malutką dziewczynkę tylko z babcią? Lepiej zabierz ją do rodziców.
Moi rodzice nie chcą jej pilnować. A ja muszę non stop się nią zajmować! uskarżała się dalej Zuzanna.
Mam wrażenie, że siostra była wtedy niesprawiedliwa. Jest przecież wielka różnica między dwulatką a czterolatkiem. Gdybym miała do wyboru, sama nie chciałabym oddawać synka pod opiekę komuś innemu. Ale ona uważała, że to ja źle postąpiłam wobec babci. Dziś, patrząc na to z perspektywy czasu, wiem, że każdy sytuację ocenia po swojemu lecz babcia zrobiła, co mogła, dla wszystkich.



