Mój syn od mniej więcej roku mieszkał z Kingą, ale jakoś tak wyszło, że jej rodziców nie mieliśmy przyjemności poznać. Ciągle mi to chodziło po głowie coś mi tu zgrzytało. W końcu postanowiłam sprawdzić, co tam się właściwie dzieje.
Zawsze wychowywałam syna w duchu szacunku do kobiet babci, matki, żony, córki no i ogólnie do wszystkich. Według mnie to najważniejsze, co facet może wynieść z domu: szanować kobiety. Mąż i ja zrobiliśmy co w naszej mocy, żeby miał solidne wychowanie i dobre wykształcenie. Zawsze staraliśmy się, żeby łatwiej mu było w życiu. Oczywiście nie chodziło o to, żeby mu wszystko pod nos podstawiać, ale mimo to kupiliśmy mu dwupokojowe mieszkanie. Pracował, starał się, pewnie by i sam coś uskrobał, ale do własnego „M” trochę złotych jednak brakowało.
Swoją drogą od razu mu tej kawalerki nie oddaliśmy, nawet nie wspomnieliśmy, że kupiliśmy mieszkanie. A czemu? Ano, bo mieszkał już z dziewczyną. I to właśnie z Kingą. Mijał prawie rok, a my wciąż nie znaliśmy jej rodziców, co wydawało mi się niepokojące.
Jak to w Polsce, przypadkiem wyszło szydło z worka: okazało się, że mama Kingi to była sąsiadka koleżanki z pracy mojej bratowej. Któregoś dnia podczas kawy puściła mi farbę o rodzinie Kingi i szczerze powiedziawszy, aż mi ciśnienie skoczyło. Bo się okazało, że matka Kingi, jak tylko jej mąż zaczął zarabiać mniej, od razu wyrzuciła go za drzwi. Ale to dopiero początek potem związała się z bogatym facetem, tyle że żonatym. A na dokładkę babcia Kingi też romansowała kiedyś z żonatym panem. Mało tego, obie mama i babcia regularnie zabierały Kingę na wieś do tego „kochanka”, żeby pomagała na gospodarstwie.
Muszę przyznać, że przez tę rodzinną sielankę mój syn miał już parę nie do końca komfortowych przygód ze swoją przyszłą teściową. Ale wiecie, co mnie najbardziej drażni w tej całej układance? Że mama i babcia uwzięły się, żeby nastawić Kingę przeciwko ojcu.
Widać, że dziewczyna bardzo kocha ojca, ale przez te dwie wszędzie wtykające nos panie relacje z ojcem wiszą na włosku. Jakby tego było mało wisienka na torcie Kinga postanowiła rzucić studia. Uznała, że to facet ma utrzymywać rodzinę. No jak, pod jakimś względem się zgadzam, w końcu do tego przygotowywałam syna, ale no wiecie, życie swoje pisze scenariusze. A co, jeśli przyjdą trudniejsze czasy? Co ona wtedy zrobi, jak pomoże mężowi? Ot, ciekawostka: mieszkanie przepisałam na siebie. Wiem, że „chowałam sarenkę”, jak to się mówi. Teoretycznie wszystko, co jest sprzed ślubu i na moje nazwisko, nie podlega podziałowi przy rozwodzie. Ale Kinga to taka przebiegła dziewczyna, że mojego dżentelmena najchętniej wysłałaby po rozwodzie w samych skarpetkach.



