Pamiętam, że pewnego letniego popołudnia, kiedy zza okna wpadł delikatny deszcz, a słońce już nieśmiało wyłaniało się zza chmur, Polona stała przy kuchennym parapecie i patrzyła na krople spływające po szybie. Właśnie wróciła z pracy i zamierzała przygotować kolację, gdy w jej myślach zaczęły się mieszać wspomnienia o dorosłej córce.
Kiedy Jadwiga dorośnie, będzie już mieć własnego chłopaka, pomyślała Polona, choć nie podobało jej się to, co słyszała o jego imieniu Dariusz. Mężczyzna był starszy, miał w sobie coś niejasnego i unikał spojrzeń. Co mam jej powiedzieć? krążyło w głowie Polony. Jeśli zniszczę jej związek, zostanę jej wrogiem numer jeden. Próbowałam już subtelnie zasugerować, że Dariusz nie jest dla niej, ale nic nie usłyszała.
Polona wychowywała Jadwigę sama, nigdy nie była mężatką. Los tak jej zapisał. Na trzecim roku studiów poznała wtedy Władysława, również studenta, który jednak nie ukończył uczelni został wydalony pod koniec trzeciego roku. Polona była w tym czasie przekonana, że spodziewa się dziecka i postanowiła mu to powiedzieć.
Nic więcej nie wymyśliłam odparł Władysław, skąd mam wiedzieć, że to moje? Nie chcę mieć dzieci rzucił surowo i zniknął.
Polona nie zdążyła mu wyjaśnić, że oprócz niego nie miała nikogo, a on po prostu odszedł. Na uczelni już nie zwracał na nią uwagi, kręcił się w towarzystwie innych dziewczyn, a w końcu został wydalony.
Pewnego wieczoru, gdy Jadwiga płakała w swoim pokoju, ich matka, Anna, zapytała:
Co się stało, córeczko?
Władysław mnie zostawił, a ja jestem w ciąży wyszeptała dziewczyna.
Co?! wykrzyknęła Anna. Mówiłam ci, byś myślała rozważnie! Jesteś na trzecim roku, musisz skończyć studia, nie wychowywać dzieci. Nie poradzisz sobie, a ja ci nie pomogę. Idź do szpitala, porozmawiaj z lekarzem jesteś już dorosła i musisz sama decydować o swoim losie.
Anna spojrzała na Polonę zimnym, bezlitosnym wzrokiem, który zranił ją bardziej niż słowa. Polona pojąła, że nie może liczyć na wsparcie matka odrzucała ją w najtrudniejszym momencie.
Następnego dnia Polona udała się do przychodni. Kolejka była prawie nieobecna, a przed nią siedziała młoda kobieta z ciężkim brzuchem i sześcioletnią córeczką. Gdy drzwi się otworzyły i weszła kolejna pacjentka, matka dziewczynki wstała, trzymając się za brzuch:
Poczekaj tu chwilę, kochanie, zaraz wracam rzekła.
Kiedy kobieta weszła do gabinetu, mała dziewczynka przyglądała się otoczeniu, patrzyła na plakaty, a potem skupiła się na Polonie. Dziecko miało piegi na nosie, kręciło nóżkami i spojrzało w oczy matki, uśmiechając się szeroko.
Ciociu, dlaczego jesteś smutna? Czy jesteś chora? zapytała.
Nie, nic mnie nie boli odpowiedziała Polona, nie chcąc tłumaczyć cierpienia.
A masz już dzieci? dopytała.
Nie
Szkoda, bo moja mama mówi, że dzieci to szczęście. Ja jestem jej szczęściem zaśmiała się dziewczynka. Czasem się wygłupiam, a mama mnie karci, lecz wciąż mówi, że jestem jej największym skarbem. Wczoraj Mikołaj ciągnął mnie za warkocz i płakałam, a mama kazała mi się uśmiechnąć. Uśmiechnęłam się, a on dał mi cukierka. Teraz znowu się przyjaźnimy.
Polona poczuła, jak ciepło rozlewa się po sercu. Dziecięca szczerość potrafi rozproszyć najgłębszy smutek. Zrozumiała, że nie może już dłużej stać w miejscu.
Co ja tu robię? pomyślała. Niech Władysław mnie zostawił, niech Anna przeciwstawia się, ale ja nie zdam się tak łatwo.
W tym momencie wychodzącą z gabinetu pojawiła się matka dziewczynki; przywitały się, trzymały się za ręce i uśmiechnęły. Ciepło tej sceny porwało Polonę, która nagle podbiegła i opuściła przychodnię. Nogami poprowadziła ją ku domu babci Kasi, matki ojca Jadwigi. Po rozwodzie z ojcem Ania nie utrzymywała kontaktu ze teściową, lecz Polona regularnie odwiedzała Kasię, bo babcia kochała swoją wnuczkę.
Przyjdź, kochanie. Jeśli mama cię sprzeciwia, pomogę ci, możesz u mnie zamieszkać. Dam radę, nie bierz na siebie winy powiedziała, całując czubek głowy Jadwigi.
Polona wytrząsnęła wspomnienie i szepnęła:
Babcia miała rację. Jadwiga jest moim szczęściem, życiem, radością, wszystkim. Nie wyobrażam sobie, jakby to było bez niej.
Wtem usłyszała stukanie klucza w drzwiach. Jadwiga weszła, spojrzała na korytarz i zaniemówiła. Płakała, ocierając łzy.
Co się stało? zapytała Polona, wskakując ją na krzesło przy stole kuchennym.
Dariusz? wyszeptała Jadwiga, rozpalając kolejną falę płaczu.
Polona podała szklankę wody, a matka położyła dłoń na ramieniu dziewczyny i mocno ją przytuliła. Łzy w końcu uspokoiły się, choć oczy wciąż były spocone.
Jadwiga w końcu wyznała:
Mamo, on jest żonaty wyznała pośród łez.
Nie wiedziałaś? zdziwiła się Polona. Nie objawił ci tego?
Nie. Jego żona przyjechała niespodziewanie, a on nie miał odwagi przyznać się, że ma rodzinę w innym mieście. Kiedy był w łazience, żona wzięła jego telefon, przeczytała naszą korespondencję i zapisała mój numer.
Polona nie odczuła w tym tragedii, a jedynie ulgę, że intuicja nie zawiodła. Czuła, że Dariusz był niejasny i w końcu Jadwiga znajdzie prawdziwą miłość.
I co? spytała Polona.
Zadzwoniła, chciała się spotkać. Spotkaliśmy się w kawiarni niedaleko jego mieszkania. Jego żona była miła, spokojna, poprosiła, by zostawił nas w spokoju, bo ma dwoje dzieci. To było jak grom z jasnego nieba! opowiadała Jadwiga, już nie płacząc.
Nie obwiniaj się, kochanie pocieszyła ją Polona. To on był podstępny. Gdybyś wiedziała, że jest żonaty, nie spotkałabyś się z nim.
Mamo, jestem w ciąży wyznała w końcu, łamiąc się.
Jaki masz termin? spytała Anna, starając się zachować spokój. Jadwiga odpowiedziała szepcząc, że to około dwóch miesięcy.
Te słowa przebiły serce matki. Wszystko się powtarzało. Patrzyła na swoją dorosłą córkę, na tę, której nie pozwoliła się złamać, i rozumiała, że potrzebuje teraz jej wsparcia bardziej niż kiedykolwiek.
Nic się nie martw, kochanie. Pomogę ci. To twój syn, mój wnuk, będziemy go kochać. obiecała Polona.
Mamo, jesteś najwspanialszą wyszeptała Jadwiga.
Lata później Polona przywitała Jadwigę z małym chłopczykiem w beżowym kartonie przewiązanym niebieską wstążką. Wrócili do domu, który przyozdobiono balonami i kwiatami. Babcia Kasia przygotowała dla wnuczka i ukochanej córki wszystko, co najlepsze. Stała już kołyska, wózek i grzechotki. Polona i Jadwiga uśmiechały się, bo szczęście wypełniło ich dom. A szczęśliwi zawsze się uśmiechają.



