Hej, muszę Ci się wyrzucić z całej tej sytuacji z mamą i Zuzanną. Wszystkie moje znajome mają mamy, które bez problemu opiekują się ich pociechami. Moja mama natomiast uważa, że opieka nad wnuczką to dla niej niemożliwe. Zawsze powtarza to samo: To twoje dziecko, ja wychowałam swoje. Moja córka ma pięć lat, uczęszcza do przedszkola w Krakowie. Dwa lata temu po urlopie macierzyńskim musiałam wrócić do pracy jestem nauczycielką w klasach wczesnoszkolnych, więc rzadko mogę wziąć wolne. W takich momentach byłoby pięknie, gdyby moja mama mogła przyjść i pomóc.
Zimą mam sporo wolnego czasu, bo nie mam domku nad jeziorem. Mama siedzi cały dzień w domu, jedynie przed telewizorem albo przy telefonie rozmawiając z koleżankami. Poza tym nie ma nic, co mogłaby robić. W zeszłym tygodniu byliśmy u okulisty i dowiedzieliśmy się, że Zuzanna ma problemy ze wzrokiem. Zadzwoniłam do mamy i powiedziałam, że musimy na dziesięć dni zabrać Zuzannę do kliniki. Odbieramy ją o 13:00 z przedszkola i rano musimy zawieźć do lekarza. Wszystko jest blisko przedszkole, klinika i dom mamy leżą po jednej stronie ulicy.
Moje dziecko jest dobrze wychowane, a mama o tym wie. Nie jest zrzędliwa, nie hałasuje, nie robi zamieszania, je to, co jej daję. Mimo to ma do tego wielką niechęć. Pewnego dnia potrzebowałam pomocy mamy, bo zarówno ja, jak i mój mąż musieliśmy iść do pracy.
Byłoby super, gdyby mogła przyjechać i kilka dni nam pomóc, ale po prostu nie jest w stanie. Na szczęście mamy rodzinę w pobliżu, na którą możemy liczyć. Moja babcia Stasia mieszka obok i ostatnio nie ma zbyt wiele na głowie, więc mogłaby zająć się Zuzanną, kiedy my pracujemy. Nic nam to nie kosztuje, bo mieszka w sąsiedztwie, a ona odciążyłaby nas naprawdę sporo, zmniejszając stres.
Od kiedy moja mama przeszła na emeryturę, wspieram ją finansowo. Przekazuję jej pieniądze regularnie i płacę całe mieszkanie dwa razy w miesiącu. Jak idziemy na zakupy, zabieram ją ze sobą i sama płaci za wszystko. Na wszystkie święta kupuję mamie drogie i ładne prezenty. Ona traktuje tę pomoc jako rzecz oczywistą liczy się, że to mój obowiązek jako córki zapewnić jej jedzenie i czynsz, bo jestem jej dzieckiem. A ja tego w ogóle nie rozumiem! Moje dziecko to mój problem, nie jakaś rzecz, którą muszę zrobić dla mamy.
Wydaje się, że babcie nie są zobowiązane do pomagania swoim córkom, a jednak to robią. Czy to jest w porządku? Naprawdę boli mnie to staram się o mamę jak mogę, a ona tego nie docenia.



