Opiekowałem się nim przez osiem lat. Nikt nie podziękował mi za to.

Pamiętam, że przez osiem lat troszczyłam się o niego, a nikt nie podziękował. Wiecie, jak ciężko jest opiekować się chorym człowiekiem zwłaszcza jeśli to bliski krewny. Ja jednak przez osiem lat pielęgnowałam ojca mojej synowej, który właściwie był mi zupełnie obcy, i nie otrzymałam ani słowa wdzięczności. Ta sprawa pozostawiła mnie na długo w rozpaczy.

Mam siedemdziesiąt dwa lata i opowiadam o wydarzeniach sprzed prawie piętnastu lat. Mój mąż od dawna nie żyje. Mam syna, synową i wnuczka. Ojciec mojej synowej, pan Janusz Kowalski, był bardzo miły i szanowany. Pracował jako nauczyciel matematyki, aż nagle zachorował ciężko.

Lekarze i lekarze, a przede wszystkim my, wydawaliśmy na jego leczenie koszty sięgające kilku tysięcy złotych. Ja również wkładałam pieniądze, jak mogłam. Kiedy choroba go przytłoczyła, został przywiązany do łoża. Nie było już nikogo, kto mógłby go opiekować. Syn miał mnóstwo obowiązków i często wyjeżdżał w delegacje, wnuk był jeszcze studentem, a synowa pracowała w warszawskim biurze. Jej starsza córka mieszkała w Łodzi i mogła jedynie dzwonić, wyrażając współczucie.

Synowa nie mogła wziąć zwolnienia lekarskiego. Szef stwierdził:
albo pracujesz normalnie, albo od razu odchodzisz!
Oczywiście wybrała pracę, a ja zostałam przy jego łóżku.

Na początku synowa poprosiła mnie, żebym przynajmniej raz dziennie przychodziła, gotowała i podawała mu jedzenie. Zgodziłam się, nie myśląc, że będę musiała to robić przez osiem lat.

Początkowo zostawałam na dwie godziny, po czym wracałam do domu. Stopniowo synowa zlecała mi coraz więcej obowiązków, aż w końcu spędzałam przy nim cały dzień, wracając do domu dopiero wieczorem, a rano wędrowałam pieszo.

Mój syn litościł się mną. Widząc, jak ciężko mi było, namawiał mnie, żebym przestała pomagać, ale nie odważył się sprzeciwić żonie, bo mieszkał w jej mieszkaniu.

Szczególnie dręczyła mnie starsza siostra synowej, która telefonicznie wydawała mi rozkazy: co mam robić, jak mam dbać o jej ojca. Gdy nie miałam czasu, synowa gniewała się, mówiąc:
Jeśli ci nie pasuje, weź syna i odejdź! Sam sobie poradzę! Zatrudnię nianię!
Te słowa słuchałam przez osiem lat, a potem ojciec umarł. Żadna z córek nie podziękowała mi za lata troski, a najstarsza twierdziła, że nie zmuszała mnie do opieki, tylko samą wolę miałam.

Tak to wygląda: czynisz coś dobrego, a ludzie są tak bezlitosni, że nie potrafią nawet podziękować. To zostawiło we mnie głęboki cień, który noszę po dziś dzień.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + piętnaście =

Opiekowałem się nim przez osiem lat. Nikt nie podziękował mi za to.