Krzysztof, jesteś prawdziwym odkryciem! Człowiek, który zna się zarówno na samochodach, jak i na kuchni, to już coś niesamowitego. Alicjo, masz szczęście jak w bajce z mężem, powiem ci szczerze.
Wiktoria odchyliła się w oparciu krzesła, rozpościerając śnieżnobiałą uśmiechniętą twarz. Alicja złapała wzrok, który przyjaciółka rzuciła na jej męża, i coś nieprzyjemnego zadrżało gdzieś pod jej żeberkami. Zaraz potem się uspokoiła: głupie, po prostu nowa w Warszawie, próbuje wtopić się w naszą paczkę.
Wiktoria pojawiła się w ich życiu miesiąc temu. Nowa przyjaciółka wydawała się miła, nieco zagubiona w nieznanym mieście. Jakże nie pomóc?
Nie łaskocz go, uśmiechnęła się Alicja do męża. Krzysztof nauczył się gotować barszcz dopiero w siódmym roku małżeństwa.
A jaki to barszcz! wpadła do przodu Wiktoria, dotykając łokcia Krzysztofa. Za takiego kucharza poślubiłabym się od razu.
Krzysztof zmarszczył brwi, dumnie rozkładając ramiona. Alicja zauważyła, że jego uszy lekko się rozrosły znak, że komplement trafił w samo sedno.
No cóż, starałem się.
Pierwsza wizyta Wiktorii przeciągnęła się do późnego wieczora. zachwycała się remontem w mieszkaniu, zdjęciami dzieci, kolekcją płyt winylowych Krzysztofa. Do każdego tematu znajdowała pretekst, by znowu zwrócić się do niego: Krzysztof, skąd to wziąłeś?, Krzysztof, jaki masz gust!, Krzysztof, opowiedz więcej.
Alicja dolewała herbatę i wpatrywała się w scenę. Wiktoria siedziała bardzo blisko jej męża, śmiała się głośno nad jego nieudanymi żartami, dotykała jego ręki podczas rozmowy.
Mamusiu, a kto to jest ta ciocia?
Szymon, dwunastoletni syn, zerknął do kuchni, gdy Alicja zmywała naczynia po odejściu gości.
To moja przyjaciółka. Nowa.
Trochę dziwna. Patrzyła wciąż na tatę.
Alicja stanęła w miejscu z talerzem w ręku. Nawet dwunastoletni chłopiec zauważył
To się tylko wydaje, odparła synowi.
Sobą powtarzała to w kolejnych tygodniach. Wydawało się, że tylko się wydaje. Przesadzała. Wiktoria po prostu była otwarta, towarzyska.
Przyjaciółka pojawiała się raz po raz. Raz wpadła po przepis, raz przyniosła bilety na wystawę, które niespodziewanie dostała, raz po prostu przeszła obok. Za każdym razem Krzysztof był w domu. Za każdym razem Wiktoria rozkwitała w jego obecności.
Jesteś wyjątkowy, Krzysztof, nie taki jak wszyscy, mówiła przy kuchni. Alicjo, skąd go znalazłaś? Takich mężczyzn z ogniem nie znajdziesz w dzień.
Poznaliśmy się w metrze, odpowiedziała spokojnie Alicja. Piętnaście lat temu, przy schodach ruchomych.
Romantycznie!
Wiktoria klasnęła w dłonie, Krzysztof uśmiechnął się, a Alicja zmusiła się do uśmiechu.
Po jednej z wizyt mąż zatrzymał się w korytarzu, odprowadzając gościę. Alicja słyszała ich stłumiony śmiech zza drzwi.
Dlaczego tak długo? zapytała, gdy Krzysztof wrócił.
Opowiadała żart. Był zabawny.
Hmm.
Nie zagłębiała się w temat, bała się wyglądać jak zazdrosna histeryczka
Dwóch tygodni później telefon Krzysztofa leżał na stoliku, ekran skierowany w górę, kiedy mąż brał prysznic. Alicja nie zamierzała patrzeć. Przeszła obok, a ekran rozbłysł nową wiadomością.
Tęsknię. Jesteś przystojny i ciekawy rozmówca. od Wiktorii.
Alicja usiadła na brzegu łóżka. Ręce same podniosły telefon. Znała kod nigdy nie ukrywali przed sobą nic.
Rozmowa ciągnęła się już tygodniami. Wiktoria narzekała na samotność, na trud w nowym mieście, na to, jak szczęśliwa jest, że spotkała takiego rozumiejącego człowieka jak Krzysztof. A Krzysztof odpowiadał, pocieszał, pisał, że jest wspaniała i na pewno znajdzie szczęście. Wysyłał mnóstwo emotikonek.
Alicja odłożyła telefon. Z łazienki dochodził plusk wody i fałszywe nucenie mąż był w doskonałym nastroju.
Krzysztof.
Wyszedł z wanny, ocierając głowę ręcznikiem. Spojrzał na twarz żony i zamarł.
Co się stało?
Czytałam twoje wiadomości z Wiktorią.
Cisza. Krótka, ale wystarczająca.
Ach, to nic specjalnego, Alicjo.
Nic specjalnego?
Ona po prostu towarzyska. Samotna dziewczyna w nieznanym mieście. Ty sama ją do nas przyprowadziłaś.
Alicja patrzyła na męża, szukając choćby odrobiny winy w jego spojrzeniu. Krzysztof wydawał się naprawdę zdziwiony.
Zazdrościsz? Na poważnie? Mamy dwunasta lat razem, dwójkę dzieci, a ty zazdrościsz swojej przyjaciółce z powodu kilku emotek?
Ona flirtuje z tobą.
Ona tak rozmawia ze wszystkimi. Przegadzasz.
Alicja chciała się sprzeciwić, chciała powiedzieć, że normalni przyjaciele nie piszą mężom po nocach, nie nazywają ich przystojniakami, nie tęsknią. Ale Krzysztof już włożył koszulkę i wyszedł z sypialni.
Wiktoria nie ustępowała. Wręcz przeciwnie pojawiała się coraz częściej. Znajdowała wymówki: opiekować się dziećmi, kiedy Alicja pracowała, gotować kolację, gdy Alicja się spóźniała. Zosia, ośmioletnia córka, z zachwytem opowiadała o nowej ciociu Wiki, która piecze pyszne naleśniki i pozwala oglądać kreskówki do późna.
Po prostu chciałam pomóc, mówiła Wiktoria niewinnym spojrzeniem. Ci ciężko samemu.
Mam męża.
Oczywiście, Krzysztof to wspaniały tata. Macie szczęście, że jesteście razem.
W słowach tych brzmiało coś fałszywego, niejasnego. Alicja nie potrafiła dokładnie określić, co, ale uczucie pozostawało.
Krzysztof nie rozstawał się z telefonem. Zabierał go do toalety, wkładał pod poduszkę, wyciągał przy każdym powiadomieniu. Przy kolacji coraz rzadziej brał udział w rozmowie oczy utkwione w ekranie, usta wykrzywione w półuśmiech.
Tato, słuchasz mnie?
Szymon powtórzył pytanie trzy razy, zanim Krzysztof odciął się od telefonu.
Co? Ach, tak, synku. Co tam?
Mówiłem o zawodach pływackich. Przyjdziesz?
Oczywiście. Kiedy?
W sobotę. Mówiłem ci już trzy razy.
Krzysztof grzecznie pogłaskał syna po głowie i znów zatopił się w ekranie. Alicja cicho zmywała talerze. Szymon patrzył na ojca z rozczarowaniem. Zosia kombinowała w kotle i nie rozumiała, dlaczego przy stole tak cicho.
Flirt stawał się coraz bardziej otwarty. Wiktoria nie chowając się już pod maską niewinnych komplementów, dotykała Krzysztofa przy każdej okazji poprawiała kołnierzyk, zdmuchiwała niewidzialny pyłek z ramienia, chwytała go za rękę, gdy się śmiała. Patrzyła mu w oczy zbyt długo, wąchała usta, patrząc na niego
Alicja obserwowała to przedstawienie, siedząc w kącie własnej kuchni. Wiktoria zachowywała się, jakby Alicji nie było. Albo jakby była jedynie tymczasową, irytującą przeszkodą, którą można zignorować.
Krzysztof, pokażesz mi ten program do edycji zdjęć? Obiecujesz.
Teraz?
Dlaczego zwlekasz?
Poszli do pokoju Krzysztofa, zamykając za sobą drzwi
Tego samego dnia Alicja postanowiła zrobić mężowi niespodziankę. Przygotowała jego ulubiony obiad faszerowane papryki, które nigdy nie odmawiał, sałatkę z krewetkami spakowała wszystko w pojemnik i pojechała do jego biura.
W biurze panował spokój. Przerwa obiadowa, większość pracowników w kawiarniach. Sekretarka przy recepcji skinęła Alicji znały ją tutaj.
Krzysztof Andrzejewicz jest w swoim gabinecie. Tylko…
Alicja nie dosłyszała dalszych słów. Przeszła korytarzem do gabinetu męża. Drzwi były lekko uchylone.
Popchnęła je i zatrzymała się na progu.
Krzysztof siedział na krawędzi biurka. Wiktoria stała między jego rozstawionymi kolanami, obejmując jego szyję ramionami. Całowali się głęboko, chciwie, jakby nie był to pierwszy raz.
Pojemnik z jedzeniem wyślizgnął się z rąk Alicji i rozpadł się na podłodze. Oboje odskoczyli. Wiktoria wyglądała bardziej rozdrażniona niż zakłopotana. Krzysztof nabrał bladego koloru.
Alicjo to nie to, co myślisz.
Nie to?
Usłyszała własny, suchy, pęknięty śmiech.
Alicjo
Powiedz, Krzysztof. Wyjaśnij. Jak to, że przypadkowo wpadła ci na pierś?
Wiktoria poprzestawiając bluzkę sięgnęła po torebkę siedzącą na krześle.
Chyba pójdę.
Stój.
Alicja postawiła jej się na drodze. Wiktoria spojrzała na nią wyzywająco bez skruchy, bez winy.
Wiedziałaś, że jest żonaty. Jeździłaś w moim domu, jadłaś przy moim stole, bawiłaś się z moimi dziećmi.
Dorośli ludzie sami odpowiadają za swoje czyny.
Wiktoria wzruszyła ramionami i przeszła obok, stukając szpilkami. W drzwiach odwróciła się:
Zadzwoń, kiedy będziesz wolny, Krzysztof.
Alicja spojrzała na męża. Dwanaście lat. Dwanaście cholernych lat budowała tę rodzinę. Nocne godziny przy noworodkach, awanse świętowane wspólnie, remont rozciągnięty na trzy lata, wakacje nad Bałtykiem, kiedy Zosia po raz pierwszy popłynęła sama, świąteczne choinki, urodziny, choroby dzieci. Wszystko to jakby na wiatr.
Krzysztof, jestem winna. Wiem. Ale możemy to naprawić.
Naprawić?
Ja ona zatoczyła mi głowę. Ale kocham cię, kocham dzieci
Kiedy wrócisz do domu rzeczy będą spakowane. Możesz je zabrać i iść do swojej Wiki.
Alicja odwróciła się i wyszła. Nie płakała nie było już siły na łzy. Wewnątrz zamieniło się w lód.
W domu działała metodycznie. Walizka z piwnicy. Koszule z szafy. Skarpetki, bokserki, krawaty wszystko w jedną stertę. Maszynka, szczoteczka, dezodorant. Dwanaście lat upakowano w jedną walizkę i trzy torby.
Kiedy dzieci wróciły ze szkoły, rzeczy ojca leżały już przy drzwiach.
Mamo, a gdzie tata? zapytała Zosia, zaglądając do sypialni.
Tata będzie mieszkał osobno.
Szymon milczał. Spojrzał na matkę, na pustą szafę ojca i odszedł do swojego pokoju…
Wieczorem Alicja zadzwoniła do matki.
Mamo
Chciała opowiedzieć spokojnie, po kolei. Lecz głos przerwał się przy pierwszym słowie, a łzy spłynęły gorące, wściekłe, bezsilne.
Córeczko, jadę. Czekaj.
Helena przyjechała po godzinie. Przytuliła córkę, zaparzyła herbatę, usiadła przy kuchennym stole.
Opowiadaj.
Alicja mówiła o Wiktorii, o wiadomościach, o dzisiejszym dniu. Matka słuchała w ciszy, nie przerywając.
Zrobiłaś słusznie, powiedziała, gdy córka ucichła.
Słusznie?
Oczywiście. Zdrady nie wybacza się. Można wybaczyć błąd, słabość, głupotę. Ale nie to.
Alicja opierała się o ramię matki.
Rozwód ciągnął się pół roku. Dokumenty, sądy, podział majątku. Krzysztof próbował wrócić przychodził, dzwonił, pisał.
Alicja nie otwierała drzwi.
Dzieci zostały z nią. Szymon jeździł do ojca niechętnie, co dwa tygodnie, bo tak trzeba. Zosia tęskniła, ale szybko zajmowała się tańcem i rysowaniem.
Dwa lata przeszły szybciej, niż się wydawało. Alicja wróciła do pracy, zapisała się na kursy, straciła sześć kilogramów, po prostu przestała podjadać stres. Życie powoli wracało do normy.
Dariusz pojawił się przypadkowo. Na zebraniu rodziców w szkole Szymona okazało się, że jego brat to uczeń tej samej klasy. Rozmawiali w korytarzu, cW ciszy porannych ulic, gdy słońce rozlewało się po szklanych dachówkach, Alicja otworzyła oczy i po raz pierwszy od dawna poczuła, że jej serce bije w rytmie własnych marzeń.



