Przygotowana przez żonę walizka pełna rzeczy, które czekają na nasze wspólne przygody

Otrzymała od męża spakowaną walizkę pełną rzeczy Nie gadaj bzdur! wykrzyknął, a ona właśnie wtedy, po raz pierwszy, pomyślała o kamerze wideo. Nie tylko pomyślała zamontowała ją wszędzie. Nikt o tym nie powiedział Witekowi, bo miał to być niespodzianka. I niespodzianka faktycznie się spełniła.

Jakże dobrze, że wzięła za mąż Witeka, a nie tego niezdarnych Szymona Kolicha! mruknęła pod nosem ciężko spocona w krześle w ciąży Łucja. Gdyby wybrała go, mieszkałaby teraz w kamienicy za obwodnicą! Według niej Kolich nigdy nie mógłby zrobić nic większego. Nie bez powodu wszyscy nazywali go nie Szymkiem, a Szymonem jak statek, tak i wypłynie.

Kto pomyślałby, że przywódcy wojskowi będą zwą się Szymonem Macedońskim? Nikt! To tak, jakby Lenin nazywać Wojtkiem po prostu nie do pomyślenia. A Szymon Bąkowski brzmi jak najbardziej naturalnie!

Tytuł Operacja Ż i inne przygody Aleksandra byłby po prostu żartem, a film nie miałby szans, gdyby nie nazwisko Szurika.

Spotkali się jeszcze w szkole: obaj chłopcy kochali piękną Łucję i chodzili razem we trójkę. Szymon zawsze przegrywał z przystojnym i dowcipnym Wiktorem, choć zdawało się, tego nie zauważać. To porażka nie burzyła ich przyjaźni, bo Szymon potrafił przyjaźnić się doskonale.

Po balu maturalnym Łucja w końcu zdecydowała się na Witeka. Trzeci miał odejść. I tak Szymon został trzecim.

Trzy miesiące później, po rozpoczęciu studiów, Witek ją porzucił zakochał się w koleżance z roku. Wtedy Łucja zadzwoniła do Szymona, po raz pierwszy nazywając go Szymkiem. Przyjaciółka Agata, wierna i szybka, przybyła, by rozweselić jej samotność i wyciągnąć z depresji.

Nie było nic między nimi, nie mogło być. Szymon pozostał tylko przyjacielem, a tego wystarczyło wystarczyło być blisko ukochanej.

Wiosną Łucja zakochała się w Wiktorze, który wypchnął z serca Szymona. Wybrała jednak studenta ze swojego wydziału starszego o kilka lat, Arta. Poznali się w bibliotece uniwersyteckiej, gdzie jeszcze nie wszystko było cyfrowe. Szymon od razu został zapomniany, a Łucja myślała tylko o Arturze.

Szymon, nieudany po szkole, poszedł na politechnikę architektoniczną, ciągle nosząc ze sobą jakąś nieprzydatną rzecz. Jeszcze rok nauki i będę miał zawód! wołał, pochodząc z dużej rodziny, w której pieniądze mają wagę złota.

Łucja nudziła się przy tym niezdarnym, ale solidnym młodzieńcu. Chciała miłości i przytulenia, nie od niego. Wkrótce znalazła wszystko, czego pragnęła, w Arcie. Temu, trochę starszemu, ale doświadczonemu, otworzyła drzwi do świata uczuć. Ich serca połączyły się tak, jakby w niebie rozbłysło słońce zamierzali nawet wziąć ślub po roku, bo Artur kończył studia, a Łucja była na drugim roku.

Zdobędę dyplom, a potem się pobierzemy! obiecał Artur.

Wtedy zadzwonił Szymon: Wszyscy się spotkamy na zjeździe absolwentów! Idziesz, Łucjo? Łucja, podnosząc się z fotela, odpowiedziała: A czemu nie? Niech Witek zobaczy, kogo stracił! Chciała pochwalić się przed byłym zalotnikiem nadchodzącym ślubem.

Szymon już pracował w prestiżowej firmie budowlanej, zarabiał przyzwoicie, a z Witekiem pozostali przyjaciółmi. Dzięki Szymonowi Łucja dowiedziała się, że jej dawny adorator jest wolny i też planuje przyjść na spotkanie.

Wieczór ustalono na pierwszą sobotę lutego. Łucja starannie dobrała stroje piękną sukienkę i futrzany półpłaszcz, a Szymon odebrał ją własnym samochodem. Gdy zobaczyła starego kochanka, zrozumiała, że oszukiwała samą siebie. Nic w niej nie przeszło, tylko gdzieś w środku czaiła się niewypowiedziana tęsknota, gotowa wybuchnąć.

Witek także cieszył się, widząc Łucję piękniejszą niż kiedykolwiek. Nic nie powiedział o tym Szymonowi! Szymon nie zauważył, że Łucja zawsze była najpiękniejsza w jego oczach nie potrzebowała więcej urody.

Zerknęli na siebie, nie rozmawiając, po czym wyruszyli razem do domu, nadrabiając stracony czas. Szymon został po raz kolejny trzeci.

Ślub z Arturem zrezygnował, bo w sierpniu ciężarna Łucja poślubiła Witeka. Wiktor, który wciąż pamiętał ich pierwsze chwile, oświadczył się jej i od razu po ślubie rozpoczął pracę wieczorową jako kurier zawód teraz dobrze płatny.

Łucja zaliczyła egzamin za drugim semestrem trzeciego roku, dzięki pomocy rodziców i swojej determinacji. Tak zwykłe, a jednak szczęśliwe życie rodziny potoczyło się dalej. Po upływie czasu przyszedł na świat piękny chłopczyk, a w kolejnych miesiącach nadszedł czas, gdy zaczęła uczęszczać na zajęcia, a jej córka rosła i zaczęła chodzić.

Zdecydowano, że nie odda ją do żłobka nie wiadomo, co tam się dzieje, a małe dziecko nie potrafi się odezwać. Zatrudniono nianię, bo babcie były jeszcze młode i pracowały. Kandydatki przeglądała Łucja, a w końcu wybrała dwudziestoletnią Agnieszkę, studentkę zaocznych studiów, którą polecali znajomi. Agnieszka nie była szczególnie atrakcyjna, ale to właśnie ją podobało Łucji nie chciała budować grobu pod własnym życiem.

Agnieszka zgodziła się na nieco niższą stawkę niż ustalono, więc wszystkie puzzle ułożyły się idealnie. Łucja wróciła do studiów, a Agnieszka zaczęła pracę. Dziecko szybko polubiło nianię i podążało za nią na ręce. Gdy Łucja kąpała córkę, zauważyła odparzenie nie w czasach poduszek jednorazowych, a w nowoczesnym świecie zmiana pieluszek w sekundę. Nie chciała mówić Agnieszce o odparzeniu, bo bała się, że to spowoduje niepotrzebny stres.

Zanim się obejrzała, pojawił się pediatra i stwierdził alergiczny zapalenie skóry. Łucja przypomniała sobie, że Agnieszka była jej pierwszą miłością z pierwszego roku studiów, ale po zerwaniu Agnieszka wzięła dokumenty i zaczęła pracować jako niania. Łucja nie mogła tego pojąć, ale Agnieszka wściekle broniła się: Na Boga przysięgam, nic nie dałam! Mam kursy pielęgniarskie!

Mąż wtrącił: Nie gadaj bzdur! Zróbmy testy alergiczne i dowiemy się, co jest nie tak.

Wtedy Łucja po raz pierwszy pomyślała o kamerze wideo, zamontowała ją wszędzie i, jakby przypadkiem, nie powiedziała o tym Wiktorowi miał być to kolejny niespodziewany zwrot.

Okazało się, że mała Zuzia była praktycznie sama, bo po wyjeździe żony na studia zaczęła się prawdziwa akcja. Wiktor i Agnieszka w sypialni prowadzili własne sprawy, a dziewczynka wędrowała z pokoju do pokoju w domu były dwa pokoje poza sypialnią.

W domu, w nieobecność Łucji, leżały rozrzucone chipsy i niezdrowe przekąski, które kochał Wiktor, a także Agnieszka. Mała Zuzia pożerała je bez namysłu.

Kiedy Łucja wróciła, wszystko było posprzątane choćby niania dostała miłe słowa z odrobiną wulgaryzmu i obietnicą wypłaty. Mąż podał spakowaną walizkę z rzeczami i wyjaśnił, że nie zamierza już się z nią godzić.

Oni odjechali razem, a Witek nie próbował przeprosić. Łucja poczuła się jak po raz kolejny przygnieciona przez los. Przypomniała sobie niezdarnego, ale wiernego Szymona to właśnie on miał jej pomóc.

Zaraz przyjadę! krzyknął Szymon, ale po chwili dodał: Nie dam rady, Łucjo, jedziemy do szpitala rodzeniowego mój syn przyszedł na świat. I rozłączył się. Łucja nie mogła uwierzyć: Syn? Jakim synem? Którą żonę? Przecież kochał mnie, Łucję! pomyślała, ale fakt pozostawał faktem: przyjaciel Kolich miał właśnie nowego potomka.

Zrozumiała, że nie ma już nikogo, kto by jej przywrócił szczęście ani mąż, ani przyjaciel. Tylko Szymon mógłby kiedyś nie zdradzić jej.

Jednak tym razem Szymon nie przyjechał. Nie uda się, Łucjo! usłyszała w miejsce swojego zwykłego Jadę, Łucjo! słowa przyjaciela po raz pierwszy brzmiały inaczej.

Dlaczego? spytała, a on odpowiedział, że jedzie do żony w porodni, bo właśnie urodził syna i nie ma czasu na gadanie. Po tych słowach rozłączył się, a Łucja poczuła w sercu przypływ goryczy i zdrady.

Co miałby zrobić dorosły mężczyzna, skacząc przed mną aż do emerytury? myślała. Witek ostatnio wspominał, że dostał awans i zarządza jakimś działem.

Łucja przeżyła gwałtowny wstrząs, czuła się zdradzona przez wszystkich męża, przyjaciela, którego uważała za bratnią duszę. Szczególnie Witek, co za zdrada! I to, że nie dba o własne dziecko!

Zastanawiała się, czy niepokojąca sytuacja w żłobku, gdyby Zuzia się zadławiła, nie zostanie usłyszana. Myślała, że Szymon nigdy by nie zdradził…

W tej chwili, kiedy myśli szaleją, na ekranie w tle pojawia się migotliwy obraz kamera, a Łucja stoi w pustym salonie, patrząc w przeszłość, której już nie da się odwrócić.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 + 6 =

Przygotowana przez żonę walizka pełna rzeczy, które czekają na nasze wspólne przygody