Jadwiga, biorę ślub powiedziała Wanda z niepewnym uśmiechem, ceremonia w najbliższy piątek. Przyjdziesz? Bardzo chciałabym cię zobaczyć.
Żartujesz? Ty? Z kim? Tak nagle? w Gardłach Jadwigi zamarzło od tej nowiny, jakby przyjaciółka ją zdradziła.
Nie przypuszczała, że tak bolesne będzie to usłyszeć. Zawsze patrzyła ze smutkiem na nieurodą Wandę i wątpiła, że znajdzie się ktoś, kto weźmie ją za żonę.
Dlaczego nagle? My już pół roku znamy się z Wiktorem odparła Wanda.
A ty milczałaś? Kto on? Nie widziałam go. Gdzie go chowałaś?
Chować? roześmiała się Wanda. Pracujemy razem. W biurze, głównie, rozmawiamy. Nie spodziewałam się, że się uparuje A on zaproponował i zgodziłam się!
On też malarz, jak ty? zgryźliwie zmarszczyła usta Jadwiga.
Wiktor potrafi wszystko. Prowadzi firmę budowlaną, w której pracuję.
W sercu Jadwigi zadrżał oddech. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Patrzyła na przyjaciółkę, szukając oznak żartu. Wanda jednak wydawała się spokojna, nie widać było w niej zamiaru żartować.
Uczyły się razem w jednej szkole od szóstej klasy. Jadwiga zawsze była lepsza: nauka szła jej łatwiej, była ładniejsza, szczupła, lepiej się ubierała, a chłopcy kręcili się wokół niej. Na Wandę nikt nie zwracał uwagi. Jadwiga ją litościła, sądziła, że los i przyroda zadręczyły biedną dziewczynkę. Nie mogła pochwalić się ani twarzą, ani figurą. Uczyła się słabo i po dziewiątej klasie poszła na szkutnicęmalarza.
Nie ma ciekawszego fachu? zdziwiła się Jadwiga. Może da się zmienić specjalność?
Po co? Matka pracuje całe życie jako malarka na budowie. Tak po prostu poszłam.
Całe życie w brudnej robocie? Nie chcesz nowoczesnego zawodu, przytulnego biura, kultury? Ja wybiorę projektowanie.
Nie rozumiem projektowania. Malować i tynkować pomagałam mamie, podoba mi się. Mam już w tym swoje sztuczki. Poza tym nie dostanę się na studia ze swoimi ocenami.
Jadwiga też nie dostała się od razu. Najpierw skończyła technikum, potem dzięki wynikom wstąpiła na wydział designu. Choć ich drogi edukacyjne się rozeszły, dziewczyny wciąż spotykały się i pielęgnowały przyjaźń.
Jadwiga była towarzyska, często wciągała Wandę w wesołe towarzystwa, bo przy niej czuła się atrakcyjna i przyciągała chłopców. W swych marzeniach była pewna, że znajdzie przystojnego, zamożnego i perspektywicznego mężczyznę.
I nagle taka nowina! Gdzież sprawiedliwość? Brzydka Wanda postanowiła ją przeskoczyć!
Czy przyjdziesz na wesele? znów spytała.
Oczywiście. Na pewno! odparła Jadwiga z determinacją. Poznasz mojego narzeczonego?
A jakże? potwierdziła.
***
Jadwiga liczyła, że Wiktor wyjdzie na okropnego łysiejącego grubego staruszka, który chce poślubić Wandę, by zaoszczędzić na wykończeniach w nowym domu. Wszyscy pieniądze miałby w rodzinie.
Lecz przeciwko oczekiwaniom, Wiktor nie był szczupły, ale był sympatyczny i wesoły, z gęstą brodą. Patrzył z zachwytem na swoją narzeczoną, nie zwracając uwagi na nikogo wokół.
Na weselu Jadwiga kręciła się przy przyjaciółce, próbując przykuć uwagę narzeczonego. Młodzi patrzyli tylko na siebie, nie dostrzegając jej starań, lecz zauważyła to matka panny młodej.
Co z oczyma grasz? popchnęła Jadwigę Tatiana Wiktoria. Ja jestem zwykłą robotnicąrolniczką, szybko podkręcę ci nadmiar włosów.
Nie rozumiem, o co chodzi?
Ty wszystko rozumiesz. Nie będę dwa razy ostrzegać.
Mój narzeczony nie jest twój szwagier, mentiła Jadwiga, i my też wkrótce się ożeniamy.
To graj z nim, uśmiechnęła się Tatiana, pilnując szczęścia swojej córki.
Jadwiga nie mogła się uspokoić. Jej ego zostało mocno zranione. Niedawno zerwała z chłopakiem, nie zdołała wciągnąć nawet tego bezrobotnego syna mamy w Urząd Stanu Cywilnego. Wanda natomiast przyciągnęła przystojnego chłopaka, ale on wybrał ją tylko dlatego, że przy Jadwidze nie było! Gdyby Jadwiga stała przy stole, nie siedziałaby teraz Wanda.
Po weselu młodzi wprowadzili się do mieszkania Wiktora. Jadwiga stała się częstym gościem w ich domu, starając się okazać troskę o przyjaciółkę, choć w sercu chciała przyciągnąć uwagę jej męża.
Wiktor często znikał w pracy, Wanda cierpiała na silny toksem. Jadwiga czuła się coraz pewniej w ich mieszkaniu.
Przygotuję obiad proponowała, wyprowadzając Wandę z kuchni. Jeśli tak reagujesz na zapachy.
Naprawdę nie mogę patrzeć na jedzenie przyznała Wanda. Prosiłam już Wiktora, żeby poszedł do kawiarni, dopóki ten toksem nie minie.
Kawiarnia nie jest zła, ale jest droga, a domowy posiłek lepszy. Nie martw się, ja wszystko zrobię.
Właśnie w terminie Wanda urodziła córeczkę Małgosię. Znów pomoc Jadwigi okazała się niezbędna. Babcie były jeszcze młode i pracowały, przychodziły tylko w weekendy. Jadwiga wciąż studiowała, zrywała się z wykładów, by wykorzystać okazję i zdobyć serce Wiktora.
On jednak pozostawał obojętny na jej czary, co podsycało ją jeszcze bardziej.
Odpocznij, pójdę popłazikować z maluchem namawiała przyjaciółkę. Wózkiem po świeżym powietrzu.
Wanda nie sprzeciwiała się. Po porodzie była bardzo słaba, a Jadwiga dobierała spacery do powrotu Wiktora z pracy.
O, patrz, Małgosiu, kto idzie? Twój tata. Musi się uśmiechnąć.
Wiktor podszedł, zajrzał do wózka.
Nie śpisz? Cześć, Małgo! Cześć, Jadwiga, a gdzie jest Wanda?
Pewnie śpi. Poród był trudny, wąskie biodra, sylwetka nie sprzyjała. Pomogę, jesteśmy przyjaciółkami. Zróbmy obiad, zrobiłam gulasz.
Mimo starań Jadwiga, relacja z Wiktorem pozostała jedynie przyjacielska. On wciąż patrzył ukochanie na żonę, a wobec Jadwigi był jedynie uprzejmy. Zwiększyła częstotliwość wizyt, zostawała dłużej. Pewnego dnia natknęła się na Tatianę.
Co tu szukasz? wykrzywiła się matka Wandy, wchodząc do pokoju po pracy. Wanda, kto ona jest?
Mamo, kocham ją, nie dam sobie rady sama.
Zatrudniłaś ją jako pomoc domową? Nie wymyśliłaś nic mądrzejszego? Chcesz bez męża zostać?
Dlaczego ciągle mnie obrzydzasz? podniosła się Jadwiga. Chcę tylko pomóc.
Wiem, czego chcesz. To nie wczoraj się urodziła. Widziałam na weselu, jak oblizała Wiktora. Idź, póki możesz
Matka wypchnęła Jadwigę z mieszkania.
Nie bądź naiwną głupcą upominała córkę. Nie rozumiesz, jak to się skończy? Mężczyźni to słabi. Zanim się obejdziesz, matkasamotnica cię przytłoczy.
Jeśli odejdzie, to nie kocha. Nie będę trzymać siłą. Twoje zdanie jest błędne, obraziłaś Jadwigę. Pomagała mi naprawdę.
Głupia dziewczyno. Nie słuchaj matki, nie płacz później. Zdejmij ją!
Wanda westchnęła smutno.
Jednak kilka dni później Jadwiga pojawiła się nie pod koniec dnia, jak zwykle, lecz wcześnie, kiedy wszyscy byli w pracy i nikt nie mógł przeszkodzić jej planowi. Wanda właśnie kołysała córkę i prasowała biel w dużym pokoju, starając się nie hałasować.
Bałam się, że nie przyjdziesz. Nie gniewaj się na mamę, ona jest panikarką przyznała się Wanda, czując się winna po kłótni wywołanej przez matkę.
Jadwiga usiadła na kanapie, skrzyżowała nogi.
Twoja matka mówi prawdę, zmrużyła oczy. Tylko ty tego nie widzisz. Albo udajesz, że nie widzisz.
My z Wiktorem kochamy się od dawna. On boi się przyznać ci prawdę. Żałuje cię, biedna, kulejąca. Myślisz, że ktoś może cię pokochać? Spójrz na siebie! Trzy włosy w pięciu rzędach, nogi jak kozie rogi. To wszystko o tobie. Piękna! Ha! i nie masz rozumu. Malarka!
Kto cię potrzebuje? Wziął cię za żonę tylko z litości, a jeszcze i z korzyści mieć własną malarkę w domu, prowadząc firmę budowlaną.
Boże mój Zatrzymaj się, Jadwigo szepnęła Wanda bladą wargą. Proszę, milcz.
Milczałam długo, ale nie mogę już dłużej. Wkrótce będziemy mieli dziecko. I on kocha tylko mnie, naprawdę! Puść go, nie dręcz go.
Wanda spojrzała bezradnie na drzwi sypialni. Jadwiga odwróciła wzrok. W chaosie nie wiedziała, gdzie biec.
W drzwiach stał Wiktor. Przyszedł na obiad, chciał zdrzemnąć się i niespodziewanie stał się świadkiem szorstkiej sceny. Cicho podszedł do Jadwigi, objął ją za ramiona i poprowadził do wyjścia. Posłusznie podążyła za nim, osłupiała jego nagłym pojawieniem się. Poczekał, aż założy buty, otworzył drzwi i wyciągnął rękę, wskazując kierunek. Jadwiga wyszła, rozejrzała się zdezorientowana.
Nie chodź tu więcej rzekł. Nie wracaj.
Zamykając drzwi, wrócił do pokoju, gdzie płakała Wanda.
Nie wierz żadnemu słowu powiedział surowo, jak nigdy przedtem. Nie było nic między nami, nie mogło być. Nie potrzebuję jej, nie jest w moim guście.
Ja też nie wierzę szlochała Wanda. Dlaczego mnie tak nienawidzi?
Zazdrość, to proste odparł, podnosząc ją na ręce i niosąc do sypialni, by pocieszyć i udowodnić swoją lojalność.
Dokładnie po dziewięciu miesiącach w tej szczęśliwej rodzinie urodził się Szymon, jak dwa kropelki wody, podobny do ojca. Gdzie jest Jadwiga? Wanda już nie wie i nie interesuje się. Nie potrzebuje już pomocników.



