A tak mówią, że przynosi szczęście ludziom!

Mówi się, że przynosi szczęście.

Bogna wracała z wsi pod Łukowicami późnym wieczorem. Celowo wyjechała w drogę, gdy na niebie zaczęło przygasać, i samochód nie pędził, jak zwykle, lecz sunął leniwie najdłuższą okrężną trasą wokół wsi. Gdyby jutro nie musiała iść do pracy, po prostu zostałaby nocować w domku przy sadzie.

Dlaczego nie pośpieszała? Bo nie chciała wracać do domu. A dokładniej nie chciała zobaczyć męża. Wewnętrzny głos od dawna szeptał Bognie, że pod jednym dachem oni z mężem nie zamieszkają długo. Ich relacje stały się zimne, nerwowe, co chwilę zamieniające się w kłótnie.

Siedząc w samochodzie, wpatrzona w mglistą dal, rozmyślała o tych absurdalnych, niezdrowych więzach. W pewnym miejscu okrężna droga przecinała małą wioskę. Bogna zwolniła, a przy przystanku kolejki, w świetle reflektorów, dostrzegła dziwną starszą kobietę. Stojąc przy sznurze, trzymała w ramionach coś owiniętego w szmatę, przyciskając to do klatki piersiowej, niczym noworodka. Spojrzała na nadjeżdżające auta z taką nadzieją, że Bogna bez namysłu przycisnęła hamulec.

Zatrzymała się, wysiadła i pospieszyła do staruszki. Pod jej stopami leżała wózki z torbą na kółkach.

Dlaczego tu stoicie? zapytała z troską Bogna. Czy potrzebujecie pomocy? Co macie w ramionach? Dziecko?

Dziecko? staruszka zamknęła się w zakłopotaniu i z wyrzutem się uśmiechnęła. Nie, to nie dziecko To chlebek

Co? Bogna uniosła brew. Jaki jeszcze chlebek?

Domowy, z pieca Sprzedaję go

Jak to sprzedajecie? Skąd go bierzecie?

Sama go piekę i sprzedaję Mam małą emeryturę, więc dorabiam, kiedy pieniędzy brak. Niektórzy kupują, mówią, że mój chleb smakuje jak szczęście.

Co masz na myśli, mówiąc szczęście?

Nie wiem dokładnie. Jeden facet ciągle mi go kupuje i tak mówi. Może dziś też wyjdzie szczęście. A chlebek jeszcze ciepły, nie potrzebujesz?

Chleb? Bogna poczuła, że starszej kobiecie naprawdę potrzeba pieniędzy, i skinęła głową. Tak, potrzebuję. Ile kosztuje bochenek?

Pięć złotych ostrożnie podała staruszka, obserwując reakcję potencjalnej klientki. Czy to nie drogo?

A ile macie bochenków?

Dziesięć. Jeszcze nic nie sprzedałam, dopiero przyjechałam. Ile chcesz?

Wezmę wszystkie! zdecydowanie odpowiedziała Bogna, kierując się do auta po pieniądze.

Nie! Nie oddam wszystkiego! wykrzyknęła przerażona.

Dlaczego? Bogna zamarła w zdumieniu.

Bo wiem, że kupujesz nie dla chleba, a po to, by mi pomóc.

I co z tego?

A gdyby dziś ktoś inny go potrzebował? A ten facet znów przyjedzie, a ja będę pusta?

Bogna poczuła się oszołomiona taką naiwnością.

Dobrze, powiedz, ile możesz sprzedać?

Pięć bochenków niepewnie odpowiedziała.

Może więcej?

Nie Nie wolno potrząsnęła głową. Kupujesz ze współczucia. Ten chleb to jedzenie, prosto z pieca.

W porządku Bogna uśmiechnęła się, poszła po pieniądze, włożyła do torby pięć jeszcze ciepłych bochenków i wróciła do auta.

Po chwili ruszyła w drogę. Nagle zapach świeżego chleba wypełnił całą kabinę, aż zrobiło się nie do zniesienia. Nie wytrzymała, odłamała kawałek, włożyła do ust i poczuła, że nie jadła nic lepszego w całym życiu.

Wtedy zadzwonił telefon komórkowy. Bogna zobaczyła, kto dzwoni, i zmarszczyła brwi, podnosząc słuchawkę.

Bogusiu zaczął podenerwowany mąż, wpadnij do sklepu i kup chleb do domu.

Co? spojrzała na chleb leżący na przednim siedzeniu. Dlaczego nagle myślisz o chlebie?

Bo go nie mamy! Ani okruchu! A do tego przybijały się twoje przyjaciółki!

Jakie przyjaciółki?! jeszcze bardziej zaskoczona. O której mówisz? Noc już prawie!

Zapytaj ich sama. Trzy twoje koleżanki wpadły do nas na kuchnię, piją herbatę i czekają na ciebie.

O rany Bogna wbiła gaz.

Po pół godziny pojawiła się w domu, wniosła ze sobą ten szalony zapach chleba.

Aniu, jaki cudowny zapach! krzyknęły przyjaciółki, dawne współlokatorki z uczelni, i rzuciły się w objęcia.

Mąż, wyczuwając aromat, chwycił torbę, odłamał niemal pół bochenka, przyłożył go do nosa, a potem, zszokowany, spojrzał na żonę.

Skąd taki niesamowity chleb?

Gdzie go kupiłam, tam już nie ma wzruszyła ramionami.

Mąż z kawałkiem w ręku pospieszył do pokoju, a Bogna została w kuchni wśród przyjaciółek. Spędziły do północy, popijając wino, przegryzając nieziemsko smaczny chleb i skarżąc się na mężów, które okazały się nie tymi, o jakich marzyły. Gdy nadszedł czas pożegnania, Bogna każdej podarowała po bochenku babciowego chleba.

Gospodyni zamknęła za nimi drzwi, przeszła obok sypialni, gdzie już spał mąż, i położyła się na kanapie w salonie.

Rano zaczęły się dziwne cuda. Ledwie się obudziła, a przy niej na kanapie usiadł mąż, ironicznie mówiąc:

Bogusiu, chyba wczoraj zjadłem twój chleb i dostałem objawienie. Uznajemy się za głupców.

Co? otworzyła oczy w półśnie.

Jesteśmy głupcami, i musimy się poprawić. Dlatego zapraszam cię dziś wieczorem na randkę do tej samej restauracji, w której kiedyś cię oświadczyłem.

Po co?

Bo chcę wszystko naprawić. Myślę, że naszą miłość jeszcze można uratować. Spotkajmy się o szóstej.

Mąż odszedł, a Bogna poczuła, że poranek jest inny niż zwykle. Na dworze jasno, jakby nie była jesień, a wczesna wiosna już rozkwitała. Z niecierpliwością czekała na to dziwaczne, wieczorne spotkanie.

Wtedy zadzwonił telefon. Dzwoniła jedna z wczorajszych przyjaciółek, z zapartym tchem:

Bogusiu, uwierz! Rozmawiałam wczoraj z moim facetem i znów wszystko się ułożyło. Myślałyśmy, że się rozwodzimy, a po trzech godzinach nocnych jedliśmy twój chleb i pogodziliśmy się. Dziękujemy ci!

A ja w tym co? zamieszana Bogna.

Po obiedzie zadzwoniła druga przyjaciółka, a potem trzecia, każda opowiadając, że w domu nagle wszystko się ułożyło. I jakże były głupie, kiedy krzyczały na mężów.

Bogna podeszła do chlewnika, wyjęła z koszyka ostatni, już zaczęty bochenek, wdychając ponownie jego zapach. Złapała mały kawałek, włożyła do ust i poczuła, że nie jest to zwykły smak w nim tlił się delikatny posmak miłości Miłości do wszystkich ludzi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × jeden =

A tak mówią, że przynosi szczęście ludziom!