Nie nasza sprawa

Nie nasze sprawy obojętność przybiera różne oblicza usłyszałam w przelocie z kobiecego głosu, który brzmiał tak: Czasem zamyka się oczy i udaje, że się czegoś nie dostrzega, że to nas nie dotyczy. A innym razem to już przestępstwo.
Och, Marto, to tylko filozofia odpowiedziała druga kobieta. Weronika odwróciła się w stronę okna, spoglądając na mijające domy, samochody i przechodniów. Mały Gródek wreszcie się obudził i rozkręcił.

Dzisiaj trochę nie było przyjemnie jechać komunikacją miejską. Jerzy zadzwonił wieczorem i ostrzegł, że zostanie w pracy na całą noc, więc po co się martwić? Praca to praca. Weronika niejednokrotnie dostawała propozycję podwózki od kolegi młodego mężczyzny, który patrzył na nią zbyt uważnie ale odrzucała. Niewłaściwe dla zamężnej kobiety, by jeździć z nieznajomymi mężczyznami

Znowu wybrała numer męża, wsłuchała się w niekończące się sygnały i z westchnieniem odłożyła słuchawkę, chowając smartfon do torebki. Znów spojrzała w okno. Zajęty, pewnie. Zawsze w najmniej odpowiednim momencie Z brzuszkiem zaczęła się nudności, wczesna ciąża dawała o sobie znać. Nagle po nierównej drodze poczuła ból w podbrzuszu.

W pracy Weronika starała się nie zwracać uwagi na złe samopoczucie, bo dyrektor sieci miał nieprzerwaną pracę. Mimo wymiotów i zawrotów głowy nie było czasu na zwłokę. Dziś miał przyjść kontroler z centrali. Zestresowana Weronika pociągnęła z kasy białą, kręconą sprzedawczynię Darię:

Dario, idź do Anny i pomóż umyć lodówkę, bo nas zjedzą! Ja muszę raporty układać!

I poszybowała do swojego gabinetu. Daria, widząc, że Weronika uciekła na zaplecze, nachyliła się do koleżanki, która układała butelki mleka, i szepnęła:

Aniu, słyszałaś, że mąż Weroniki ją zdradza?

Anna otworzyła szeroko oczy i przerażona spojrzała na Darię:

Co ty mówisz? To prawda?

Tak, sama widziałam, jak rano wyszedł z domu naszej koleżanki, Lidy. A ona go pożegnała pocałunkiem! Niezły numer, co?

Trzeba to Weronice powiedzieć. Dlaczego mi to mówisz?

Daria roześmiała się i położyła palec przy skroni:

Jesteś głupia, Aniu. Dlaczego? Wszyscy czasem kombinują, a i tak się rozstają!

Anna zamyśliła się i odpowiedziała:

Czy się rozstają, czy nie, to ich wybór. Ale Weronika ma prawo znać prawdę Może i lepiej, bo rodzina nie buduje się na zdradzie.

Daria znowu zachichotała, patrząc lekko złośliwie na rozmówczynię:

Nie, naprawdę nie jesteś w pełni przytomna. To nie nasze sprawy. Dobrotliwi tacy jak ty zawsze zostają w roli winnych.

Anna westchnęła i nie kontynuowała dyskusji. Coś jednak nie dawało jej spokoju. Weronika i Anna były bliskimi przyjaciółkami, prawda, że tak? Od dziecka wmawiano im, że gorzka prawda lepsza jest od słodkiego kłamstwa, a bolesne wyjawienie szczersze niż iluzja pomyślności.

Administrator sklepu, Dariusz, zauważył w gabinecie wyczerpaną Weronikę. Pochłaniał kawę, jednocześnie dopisywając raport na laptopie.

Weroniko, nie przejmuj się tak, wszystko będzie dobrze uśmiechnął się.

Weronika machnęła ręką i westchnęła:

Nie przejmuję się. Jerzy nie odbiera telefonu, więc się martwię.

Dariusz milczał. Weronika od pierwszego dnia w sklepie mu się spodobała najpierw zwykły sprzedawca, a wkrótce sprytny i pracowity chłopak awansował na administratora.

Może jest zajęty wymamrotał Dariusz, nie mając prawa wtrącać się w cudze sprawy, choć widział, że mąż chłodno podchodzi do żony.

Weronika uśmiechnęła się, schowała telefon do kieszeni i pospieszyła wyjść. W sali zaczęło się zamieszanie przyjechali kontrolerzy

Kolejny tydzień Anna, patrząc na Weronikę, nie mogła znaleźć spokoju. Z opowieści przyjaciółki wiedziała, że mąż coraz częściej zostaje w pracy, a ciążąca Weronika zmuszona jest jeździć autobusem, mimo że Jerzy mógłby ją podwieźć, a w ich małym mieście autobusy jeżdżą z przerwami.

Postanowiła sprawdzić swoje domysły. Rano zadzwoniła, że się spóźni, i pojechała pod dom domniemanej kochanki. Matka Anny zawsze mawiała, że serce może boleć za tych, których kochamy. Tego dnia Anna poczuła prawdę w słowach matki zobaczyła szczęśliwego Jerzego w ramionach jasnowłosej blondynki, całującego ją i obiecującego przyjazd wieczorem. Serce Anny pękło. Weronika żyła z takim zdrajcą! dobrą, pomocną, zawsze gotową wesprzeć, a tu taki łotr!

Wieczorem podjęła decyzję. Nie powie mu słowami, zrobi to inaczej. Gdy Weronika wyjechała, Anna weszła na zaplecze, gdzie właśnie miał wyjść Dariusz.

Dariuszu, mamy sprawę szelmowsko powiedziała.

Mężczyzna spojrzał na nią z niedowierzaniem.

To Weroniki sprawa wyjaśniła. Widziałam własnymi oczami, że jej mąż z nią wędruje.

Dariusz zastanowił się i spuścił wzrok:

To ich życie rodzinne Czy to przyzwoite, by się wtrącać?

Przyzwoite, niewłaściwe uśmiechnęła się Anna. Ona musi znać prawdę.

Ona jest w ciąży, a co, jeśli coś się stanie? zaprotestował.

To los odparła Anna. Prawda ważniejsza niż kłamstwo. Zawieź mnie do mojej wioski, tam jest babcia, która zna się na takich sprawach. Nie powiemy Weronice nic, prawda sama znajdzie prawdę.

Dariusz zamarł.

Weronika ci się podoba, prawda? rzuciła ostatni argument. Czy nie dasz jej szansy dowiedzieć się, co jest prawdziwe?

Po długim westchnieniu Dariusz zgodził się.

Babcia Zofia przywitała młodych gości ciepło. Nie wyglądała na wiedźmę zwykła staruszka z siwą grzywą, w rozciągniętym swetrze i długiej spódnicy, pod którą wystawały wygięte przez artrozę nogi w ciepłych rajstopach. Jej szare oczy były przeszywające, patrzące prosto w duszę.

Anna podała Zofii zdjęcie Weroniki. Babcia uśmiechnęła się, zapaliła świecę i przepuściła płomień nad ekranem telefonu.

Widzę, że jej mąż nie jest dla niej przeznaczony. Rozstanie przyjdzie, ale nie od razu. Nie jest dobry, kłamie i knuje. A ona ma duszę czystą i dobrą.

Czy można to przyspieszyć? szepnęła Anna.

Nie mogę przyspieszyć, nie odważę się. Pomogę jej ujrzeć prawdę, a potem sama zdecyduje, co zrobić

Zofia wstała, ruszyła na zimny taras, przyniosła lniany worek i duży garnek. Wyciągnęła z garnka garść zmielonych ziół i szepnęła, wkładając je do worka:

Zioła polne, wiatry łąkowe, pomóżcie Weronice odkryć prawdę. Niech tak będzie Anno, dodaj je do jedzenia. Smak słaby, nie poczuje. Są nieszkodliwe.

Dariusz spytał niepewnie:

Ona jest w ciąży?

Zofia zmrużyła oczy i spojrzała przebiegłym wzrokiem:

Nic jej nie zaszkodzi. Są to rumiank, krwawnik i kilka innych, nie toksycznych roślin. A ty, synu, gotów będziesz wziąć jej dziecko jako własne, jeśli wyrzuci tego zdrajcę?

Dariusz połykał ślinę i skinął:

Gotowy. Nie ma obcych dzieci.

Wieczorem, tuż przed zamknięciem sklepu, Weronika nagle popadła w silną ochotę na błyskawiczne jedzenie.

Zrobię ci zupę, usiądź! rzuciła Anna i pobiegła do magazynu. Chwyciła paczkę z makaronem, poklepała kieszeń, gdzie miał worek Zofii, odetchnęła i pobiegła z powrotem.

Dariusz siedział przy stole, milcząc. W głębi serca miał nadzieję, że Weronika odejdzie od zdrajcy, ale nie był pewny, czy ich plan jest słuszny. Czy wtrącać się w tak osobistą sprawę?

Anna odetchnęła z ulgą, gdy Weronika pożerała ostatnią łyżkę. Ona i Dariusz również drżeli, ale poczucie obowiązku przeważyło.

Następnego ranka Weronika zajęła miejsce przy oknie autobusu, zapatrzona w mijającą okolicę. Nie słyszała, co kierowca mówi przez telefon, dopóki głośno nie oznajmił:

Szanowni pasażerowie, proszę się nie martwić, ale będziemy musieli objąć objazd. Na drodze duże korki, prace przy przejściu kolejowym.

Potem wszystko potoczyło się jak w koszmarze mąż wychodzący z cudzych drzwi, blondynka w ramionach, ich nieprzyjacielski pocałunek na pożegnanie Weronika rzuciła się do okna, nie mogąc uwierzyć własnym oczom, głowa wirowała, w podbrzuszu zadrżało I mrok.

Obudziła się w szpitalu. Pierwsze, co zobaczyła, to przerażona twarz Anny.

Weronko wybacz, to chyba moja wina

O czym mówisz? wymamrotała Weronika. Widziałam Jerzego z Lidią Kwiatkowską. Czy on

Do pokoju wkroczył Jerzy, podniósł wzrok pełen winy, ale nie zdążył nic powiedzieć.

A od kiedy pracujesz nocami u Kwiatkowskiej? zapytała Weronika.

Weroniko, przepraszam, ale lekarz cię ostrzegł, a ja muszę, żebyśmy przetrwali wymamrotał z podstępnym uśmiechem.

Odejdź! Gdy tylko wypiszę się, wystąpię o rozwód! krzyknęła Weronika.

Jerzy zbłądził i wyszedł, nie próbując już przeprosić.

A co z dzieckiem, nie wiesz? zapytała Weronika.

Lekarz powiedział, że wszystko w porządku. Było ryzyko poronienia, ale się udało zapewniła Anna.

Wtedy do pokoju nieśmiało wszedł Dariusz, niosąc duży worek z owocami. Lekarka,Wszyscy razem, trzymając się za ręce, spojrzeli w przyszłość z nadzieją, że prawda i miłość w końcu przywrócą spokój ich życiom.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście − 9 =

Nie nasza sprawa