Ja, Piotr Kowalski, patrzę, jak w naszym małym domu w okolicy Krakowa codziennie rozgrywa się walka o każdy grosz.
Mamo, a tata znowu wziął pieniądze powiedział Michał, najmłodszy z naszych trojga.
Anna zrzuciła się do szafy, przeszukała rękawy ubrań i wyjęła ukryte tam banknoty. Policzła je: brakuje dwustu złotych! To nie wielka suma, ale to właśnie na drewno do kominka miałam odłożone. Staś mój brat, znany z tego, że nigdy nie wkłada nic do skarbonki doskonale to rozumiał.
Anna zebrała wszystkie monety, zwinęła je w kłębek i schowała pod dywan w pokoju dziecięcym.
Chodźcie na kolację zawołała, rozkładając talerze z zupą i nalewając herbatę. Każde dziecko dostało po dwie herbatniki.
Mamo, a dlaczego jej nie dajesz? zapytał poważnie Michał.
Po pierwsze nie lubię słodyczy, po drugie muszę dbać o sylwetkę odparła, uśmiechając się.
Michał spojrzał na nią i dodał:
Mamo, ale i tak jesteś piękna!
Anna roześmiała się i kazała jeść do syta. Po obiedzie umyła naczynia, po czym weszła do pokoju dzieci. Jan czytał bajkę Zuzannie, a Michał rysował coś na kartce.
Daję wam dziesięć minut, żeby skończyliście swoje sprawy. Potem odliczam! powiedziała i pocałowała wszystkich. Musi jeszcze podszypać kurtkę Janowi, bo pokłócił się w szkole, a potem sama może się położyć.
Wzięła igłę i nitkę.
***
Dziesięć lat temu poślubiła mnie Staś. Miał wtedy osiemnaście lat, brak mu było zarówno rozumu, jak i doświadczenia. Był przystojny i rozrzutny pieniądze leciały z obu stron. Ja, naiwna jak dziecko, myślałam, że potrafi je zarabiać.
Po ślubie dowiedziałam się, że Staś wydaje środki pochodzące ze sprzedaży mieszkania, które dostał od rodziców.
Masz jeszcze jakieś lokum? zapytałam.
Po co? Masz przecież dużą kawalerkę.
To znaczy, że sprzedałeś jedyne co miałeś, żeby tylko rozrzucać pieniądze? namieszałam.
Staś tylko się roześmiał:
Nie bądź taka sztywna! Żyje się raz!
Przez długi czas szukałam innego wytłumaczenia, bo nie mogłam uwierzyć, że normalny człowiek postąpi tak.
Kiedy urodziły się Michał i Jan, Staś krótkotrwale podjął pracę, ale nie utrzymał się w niej długo. Po dwóch latach znów szukał zatrudnienia, bo nigdzie nie cenili go tak, jak on sam chciał.
Pojawiła się Zuzanna. Marzyłam o dużej rodzinie, ale po jej przyjściu zrozumiałam, że muszę zaczynać oszczędzać, bo inaczej nasz dom się rozpadnie.
Postanowiliśmy wynająć mieszkanie i przeprowadzić się na wieś, do domu, który odziedziczyłam po ciotce i stał pusty od pięciu lat. Staś przyjął tę propozycję z niechęcią:
Nie, nie… Proszę, jedź. Ja i tak mam się w mieście.
Rozgniewałam się:
Możesz zostać, ale nie w tym mieszkaniu. Jutro wchodzą nowi lokatorzy.
Co? Jak to wchodzą? pytała się.
Muszę pytać? To moje mieszkanie!
W końcu Staś pojechał na wieś. Przez pół roku szukał pracy w okolicy jest gospodarstwo, młyn i składowisko drewna, więc możliwości były, lecz nic mu nie pasowało. Zamiast tego spędzał czas na flirtach.
Marzena, koleżanka Anny, ciągle mówiła, że Staś się rozwodzi. Anna odrzucała to:
Może kiedyś mnie zostawi i znajdzie nową.
Marzena tylko potrząsała głową:
Co ty robisz z trojgiem dzieci?
Jednak Anna czuła, że bez Stasia będzie łatwiej…
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem. Na progu stał mężczyzna w płaszczu. Bez słowa zdjął kurtkę i usiadł przy stole, a Anna wciąż szyć.
Nie zrozumiałem Przyszedłeś do domu? zapytała.
Staś, po co wziąłeś te pieniądze? zapytała.
A, już się stały? odparł, pijąc piwo. Czyżbyś chciała darmowego jedzenia?
Zarób, a niech rodzina cię podtrzyma! krzyknął.
Kiedy mogę przyjść na kolację? dopytał, patrząc na stół.
Tylko to, co sam kupiłeś. Muszę kupić drewno, a kurtka Jana się rozdarła!
Staś spojrzał zdziwiony, po czym wstał i z krzykiem Zobaczysz! zniknął w nocy.
Dziesięć lat minęło, a Staś wciąż wyglądał jak w dniu ślubu przystojny i młody. Anna spojrzała na swoje ręce: krótkie paznokcie, szorstka skóra. Jak w zimnej wodzie się myć! pomyślała.
Po przyjeździe do wsi odkryła, że najwięcej płacą dojarki. Nigdy nie miała doświadczenia z krów, ale musiała się nauczyć.
Jednak najbardziej kochała malować. Położyła płótno przy piecu, a dzieci patrzyły na jej pracę, chcąc, by skończyła. Przykryła je prześcieradłem i położyła się spać.
Następnego dnia, wracając do domu, zobaczyła dwa duże walizki na środku pokoju, dzieci siedzące spokojnie na kanapie, a Staś na krześle.
Co, skończyłaś się z nami? Teraz będziesz łamać łokcie, bo spóźniłaś się, a dzieci zostawiłaś bez ojca, wszystko przez twój charakter! rzucił.
Anna uśmiechnęła się i odpowiedziała:
Czyżby znalazł się głupsi od mnie?
Staś zaczerwienił się z wściekłości, podniósł walizki i ruszył w stronę drzwi, ale zahaczył o starą deskę, o której tyle razy mu przypominała.
Wszedł do domu z hukiem, a Zuzanna podeszła do matki:
Mamo, czy tata już nie wróci?
Raczej nie, kochanie.
Dziewczynka zastanowiła się, po czym zapytała:
Czy już nikt nie będzie jadł moich cukierków?
Teraz już nikt nie będzie.
Anna poczuła, że to ona, a nie Staś, je słodycze.
Następnego dnia dowiedziała się, że Staś wyjechał z wsi. Dobrze, przynajmniej powietrze będzie czystsze. Nie wie, gdzie teraz jest, ale to już nie jej sprawa.
Minął tydzień, a Anna zaczęła się niepokoić, że od sąsiadów nie przychodzą pieniądze. Dwa dni opóźnienia, a telefon nie odbierają. Musi pojechać do miasta po wolne. Wtedy Michał mówi:
Mamo, patrz, coś się zepsuło przy nas.
Anna zerka przez zimne okno i widzi przy drodze samochód, przy którym stoi mężczyzna, drżąc z zimna.
Zamarznie… Nie działa mu silnik? pyta.
Nie, nie odpala. Patrzę już pół godziny. Może zaprosimy go na herbatę? proponuje.
W ciągu dwóch minut Michał wprowadził do domu młodego mężczyznę, około trzydziestopięcioletniego, który drżącymi wargami szepnął:
Dziękuję, mogę się trochę ogrzać. Nazywam się Maksymilian.
Anna podała mu herbatę. Dzieci siedziały na kanapie i przyglądały się nowemu gościowi.
Jesteście młodzi, to wasze? zapytał.
Tak, to nasze.
Szczęście wam! Ja zawsze marzyłem o wielkiej rodzinie.
I jak? Nie wyszło? spytała Anna.
Maksymilian pokręcił głową.
Żona nie chciała dzieci, rozwiedliśmy się, a potem już nic nie układało się.
Wtem zadzwonił telefon.
Co? To ja, przyjeżdżał holownik, ale burza, więc nie ruszy. odebrał Maks.
Anna:
Nie martw się, położę ci materac na kanapie, a rano wyjedziesz.
Maksymilian:
A co powie twój mąż?
Mąż nic nie powie, bo uciekł.
Maksymilian był tak zaskoczony, że otwarty uśmiech zamienił się w milczenie.
Następnego ranka obudził go szelest przy poduszce mała dziewczynka, Zuzanna, położyła mu pod poduszkę cukierka. Maksymilian prawie płakał, bo po raz pierwszy poczuł, co oznacza słodycz w rodzinie z trojgiem dzieci i jedną mamą.
Wszyscy pożegnali go, a on był pewny, że znajdzie powód, by wrócić.
Dwa dni później przy bramie zatrzymał się znajomy samochód. Michał, jak zwykle, zauważył wszystko od razu.
Dziadek Maks przyjechał! krzyknął.
Maks przyszedł nie tylko z konsolą do gier, ale i z dwoma paczkami prezentów. W domu czekała już żona Anny, która z zaciekawieniem spojrzała na przybysza. Anna ubrała się nie na pracę, a na spotkanie.
Maksymilianie Przepraszam, nie mogę cię napić herbatą, Marzena się zajmie, bo spóźnię się na autobus.
Jedziesz do miasta? zapytał.
Tak.
To herbata odwołana. Zawożę cię.
Marzena delikatnie odsunęła zdezorientowaną przyjaciółkę.
W drodze Anna niepostrzeżenie opowiedziała Maksowi, że jedzie do miasta po sprawy. On odpowiedział:
Pojadę z wami. Nie szkodzi, potrzebuję wsparcia.
Dziękuję, naprawdę Ludzie są dobrzy, ale…
Anno, przechodźmy na ty!
Kobieta roześmiała się.
Dobrze! A wiesz, co robiłam w tej okolicy?
Nie uwierzysz. Mam warsztat stolarski z meblami, mały, ale znany w mieście. Wszystko z naturalnego drewna. Jechałem zobaczyć działkę, którą miałem kupić. Właściciel kupił ją po cichu.
Dojechali do domu Anny. Wcisnęła klucz, drzwi otworzyły się. W progu leżały buty Stasia, dalej damskie szpilki, a sam Staś, owinięty ręcznikiem, kierował się w stronę pokoju z butelką szampana.
Anno Skąd? zapytał, ledwo nie upuszczając butelki.
Skąd? Gdzie mieszkańcy? Co robisz w moim mieszkaniu?
Mieszkańcy wyjechali, oczywiście. Potrzebuję dachu nad głową!
A moje mieszkanie?
Właściwie to i moje!
Jak to?
Żyłem z tobą dziesięć lat! Nie mam własnego kąta!
Anna weszła do pokoju. Z łóżka wyskoczyła młoda kobieta.
Stasiku! Kto to?
Anna podała jej sukienkę.
Wyrzuć Stasia z mieszkania! I złapcie go!
Kobieta szybko się ubrała i wybiegła. Staś usiadł na kanapie.
Nie pójdę. A ty, jeśli chciałaś mnie przywrócić, musiałaś wymyślić coś ciekawszego. Myślisz, że nie rozumiem, że przyjechałaś błagać? A kto z tobą?
Staś spojrzał surowo na Maksymiliana, który uśmiechnął się:
Ochrona. Masz pięć minut na zebranie się, potem przypomnimy ci, że nie trenowałem boksu piętnaście lat.
Anna wyszła na kuchnię. Pomysł z pomocą Maksymiliana nie był elegancki, ale nie było innej drogi.
Wkrótce grzmotnęły drzwi. Maksymilian wszedł, rozmawiając przez telefon, i podał adres Anny.
Musimy chwilę poczekać. Zaraz przyjedą, wymienią zamki.
Dziękuję, Maksymilianie. Nie wiem, co bym zrobiła bez ciebie. Los sam cię zesłał!
Anno, mieliśmy przejść na ty, pamiętasz? dodał.
Anna zamrugała, rumieniąc się.
***
Minęły trzy lata. Marzena i Anna siedzą przy herbacie.
No, przyjaciółko, masz szczęście, że ten dom rozpadł się! mówi Marzena.
To prawda Maks robi wszystko dla nas.
To cudowne!
Marzena spojrzała na portret dzieci, który Anna od lat dopinała.
Posłuchaj, mogłabyś no narysować mnie?
Marzono! Oczywiście, że mogęAnna w końcu odetchnęła, wiedząc, że mimo burz i rozpadów jej rodzina wciąż trzyma się razem w jednym, ciepłym domu.



