Niebo w Twoich Niebieskich Oczach: Sekrety Duszy

Jasne, letnie słońce piekło nad małą wsią w sercu Mazur. Szymon szedł od przystanku autobusowego, w ręku trzymając wielką sportową torbę pełną zwykłych gratów drugiego roku studiów. Na sobie miał tanie dresy, które kupił sam po kilku nocnych nocnych zmianach jako rozładunek w wagonach kolejowych tak, właśnie za te kilka złotych udało mu się wyciągnąć trochę pieniędzy na nowe ciuchy i drobne upominki dla bliskich.

Szymon minął stary klub ludowy i skierował się prosto na drogę prowadzącą do domu. Przy bramie podjechała sąsiadka Antonina Kowalska, starsza pani o siwych kosmykach rozwiewanych wiatrem. Spojrzała na niego jakby chciała zajrzeć prosto w duszę. Czuję, że patrzy mi w oczy! pomyślał Szymon, drżąc lekko.

– Dzień dobry, Antonino! zawołał.
– Witaj, Szymonie odezwała się niczym szelest jesiennych liści. Starsza kobieta śledziła go wzrokiem aż do zakrętu, gdzie przy domu stały stare brzozy ojca.

– Synu! krzyknęła matka, rzucając się w objęcia Szymona. Młodsza siostra podskoczyła, a babcia podeszła, by go przytulić. Jak cię widzę, dorósł i powstał!

– Mamo, widzieliśmy się dopiero miesiąc temu przed sesją! zaśmiał się chłopak, podnosząc na ręce dziesięcioletnią Zosię. Dziewczynka piszczała ze śmiechu.

– Czy już wszystko oddałeś? zapytała mama.
– Tak, teraz trzeciego roku! oznajmił dumnie Szymon. A stypendium wciąż wysokie!

– Co za przystojniak! pochwaliła go babcia, gładząc po głowie. Naprawdę wyrośnięty.

– Babciu, nie jestem już mały! zarumienił się Szymon. Gdzie jest tata? dodał, wyciągając z torby upominki dla rodziny.

– W pracy, jak zwykle! odrzekła matka, przyglądając się delikatnej broszce, którą jej syn podarował. Dzięki, kochany!

– Mamo, spójrz, jaka piękna nowa bluzka! obracała się Zosia przed lustrem, przymierzając nowy sweter. Wszystkie dziewczyny w klasie będą zazdrościć. Szkoda, że właśnie wakacje!

– Na pewno! uśmiechnęła się babcia, owinięta w nowy puchowy szalik.

Rodzina zebrała się przy stole na obiad. Głośne rozmowy i śmiechy wypełniały pokój, aż Szymon nagle zapytał:

– Mamo, czemu sąsiadka, pani Toncia, tak na mnie patrzy? Gdziekolwiek pójdę, wychodzi przy furtce i nie przestaje mnie obserwować. Dziś znowu tak było. Nie wiedziała, że przyjadę, a jednak zdawała się czekać.

– To ci babcia lepiej opowie mruknęła matka. Po prostu przypomina cię twój ojciec, a on twój dziadek. Antonina kochała twojego dziadka.

– My wtedy właśnie budowaliśmy ten dom, razem z całą wsią. Poznaliśmy sąsiadów: młode małżeństwo Toncię i Władka. Pomagaliśmy sobie, trzymaliśmy się razem.

Toncia wyszła za mąż w wieku osiemnastu lat. Dorastała bez rodziców, a ciotka wychowywała ją jak służącą: od dziesięciu lat sprzątała, gotowała i opiekowała się dziećmi ciotki. Sama w szkole nie była czasu brakowało. Ciotka była surowa, biła ją za najdrobną przewinę. Raz, kiedy zobaczyłem, Toncia zdjąła kurtkę, na rękach miała stare blizny.

– Co to? zapytałem.
– To nie zdążyłam złapać krowy, zanim zaczęła wyrywać chwasty w ogródku odpowiedziała, kręcąc się.

Opowiadała, że kiedy była mała, pożyczyła się do grobu matki, prosząc, by przyjęła ją do siebie. Ciotka wtedy usłyszała, że ktoś ją widział, prawie ją zamordował. Wszystko to wydarzyło się, bo matka Antoniny, siostra ciotki, w młodości poślubiła mężczyznę, który potem zginął, a jego żona nie mogła żyć bez ukochanego i popełniła samobójstwo. Tak Toncia została sierotą.

Ciotka poślubiła Władka, który był o dziesięć lat starszy od Tonci i miał trochę pieniędzy. Dom był dobry, Antonina wciąż w nim mieszkała, prowadząc gospodarstwo i uprawiając ziemię. Nikt nie pytał, czego naprawdę chce dziewczyna.

Ciotka sprzedała Toncię i powiedziała, że lepiej wie, za kogo ma się wyjść. Co mogła zrobić osiemnastolatka bez rodziny? Poślubiła.

Antonina była dobrą gospodynią: nauczyła się wszystkiego od ciotki, choć nie kochała męża. On też nie miał do niej uczuć podobało mu się, że ma młodą, piękną i zaradną żonę.

Szymonie, nie patrz na Antoninę, bo choć jest mała i szara, kiedyś była pięknością smukłą, bladą, z niebieskimi oczami i kasztanowymi włosami splecionymi w warkocz sięgający pasa. Każdy, kto ją zobaczył, nie mógł przejść obojętnie, mawiał jej dziadek, Kolya.

Często widziałam jej siniaki:
– To Władek? pytałam.
– Nie, to życie odpowiadała, a w jej niebieskich oczach tlił się ból i niepłacone łzy.

Mój ojciec, Piotrek, nie mógł mieć dzieci, więc z Toncią nie udało się zajść w ciążę. Władek wtedy gniół się, bił ją i krzyczał, że nie zostanie mu syna. Antonina nie płakała, nie narzekała od dziecka wiedziała, że nikt nie przyjdzie jej z pomocą. Czułam jej cierpienie, ale co mogłam zrobić?

Wieczorami przychodzili do nas, śpiewali i rozmawiali. Toncia miała głos, który mógł przyspieszyć dreszcze. Ja też nieźle śpiewałam, ale nie dorównywała jej. Dziadek Kolya też miał piękny głos śpiewał w chórze przy kościele.

Wszyscy w duecie brzmieli jakby latami trenowali. Władek natomiast nie śpiewał. Zajmował się tylko rozmowami o tym, że krowa daje mniej mleka, albo że w tym roku pszenica lepsza niż w zeszłym. Po jedzeniu kręcił się po kuchni i pilnował, by miska nie była pusta. Jedz, co daję, i poproś o dokładkę mawiał.

Toncia patrzyła na niego i łkowała, a on nawet nie zauważał. Na Kolę, twojego dziadka, spoglądał z góry, a potem odwracał się, jakby coś go podniecało.

– Kolya, spójrz na Toncię, ona nie może przestać o tobie myśleć mówiłam. A on tylko krzyczy, że ją rozdzierze. On nie rozumie, że wcale jej nie potrzebuje.

– Dlaczego wy nie słuchaliście się, Antonino i Kolyo? zastanawiał się Szymon, wychodząc po opowieści babci. Dlaczego nie zostali parą, skoro czuli siebie?

– Bo wtedy nie byłbyś tutaj! szumiały stare brzozy.

Z daleka dobiegł głos sąsiadki przy furtce:

– Szymonie, chodź tu!

Szymon podszedł do Antoniny Kowalskiej. Wiedział, że życiem się już uporządkowało: syn dorósł, poślubił się, wnuki przyjeżdżają w odwiedziny, a ona nie chce przeprowadzić się do miasta. Odrzuciła propozycję, bo jej niebieska dusza nie mogła pożegnać dom rodzinny.

Antonina spojrzała mu prosto w oczy:

– Jesteś jej podobny! powiedziała, przechodząc dłonią po jego włosach. Dziękuję i idź do domu.

Szymon długo krążył po podwórku, słuchając szumu liści. Nagle poczuł, że w ogrodzie ktoś stąpa to była Toncia, której nieodkryta jeszcze dusza wędrowała pośród brzozowych szelestów.

– Miłość nie starzeje się i nie umiera pomyślał Szymon, patrząc w niebo nad polami.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 3 =

Niebo w Twoich Niebieskich Oczach: Sekrety Duszy