PROSZĘ, PUŚĆCIE MNIE WOLNO

Nie wyjedę nigdzie wymamrotuje kobieta, łamiąc słowa. To mój dom, nie opuszczę go. W jej głosie brzęczą niesłyszane łzy.

Mamo mówi mężczyzna. Wiesz, że nie dam rady o ciebie się troszczyć Musisz to zrozumieć.

Aleksander jest przygnębiony. Widzi, że matka cierpi i bardzo się niepokoi. Siedzi na starej, wypukłej kanapie w domu rodzinnym w małej wiosce Podlesie.

Lustra podświetlone

Aleksander jednak wie, że nie da rady. To udar. Stanisława Janina od lat chorowała. Przypomina sobie, jak musiał wziąć kilka miesięcy urlopu, by opiekować się mamą po złamaniu nogi. wtedy, choć starała się być odważna, nie potrafiła zrobić nawet kroku sama.

Od niedawna Aleksander dobrze zarabia i planuje latem odnowić rodzinny dom, by matce było wygodniej. Nagle jednak doszło do udaru. Naprawa nie ma już sensu, trzeba zabrać mamę do miasta.

Jadwiga spakuje twoje rzeczy skinie Aleksander do żony. Powiedz jej, jeśli czegoś potrzebujesz.

Stanisława Janina milczy, wpatrując się w okno, przez które lekki jesienny wiatr zrywa żółknące liście starych drzew, które zna od dziecka. Jej sprawna prawa ręka mocno zaciska drugą, bezwładną.

Jadwiga grzebie w szafie, ciągle pytając teściową, co wziąć, a co zostawić. Teściowa tylko patrzy w okno. Wydaje się, że jej myśli nie dotyczą sukni, starych szlafroków ani połamanych okularów.

Stanisława Janina urodziła się i przeżyła sześćdziesiąt osiem lat w tej małej wiosce, która z czasem się opróżniła. Całe życie pracowała jako krawcowa, najpierw w lokalnym zakładzie krawieckim, który zamknięto, kiedy mieszkańców zostało coraz mniej.

Wtedy zaczęła pracować w domu. Z czasem zleceń było coraz mniej, więc poświęciła się ogrodowi i domowi, wkładając w to całe serce. Nie mogła wyobrazić sobie porzucenia gospodarstwa i wyprowadzki do wielkiego, obcego mieszkania w Krakowie

Lecz, Jadwiga, on znowu nic nie je westchnie Jadwiga, wchodząc do kuchni i znużona kładąc talerz z jedzeniem na stół. Nie dam rady dalej tak żyć. Nie mam sił

Aleksander milczy, patrzy na żonę, potem na nieporuszony talerz i kiwa głową. Głęboko wzdycha i wchodzi do pokoju matki.

Stanisława Janina siedzi na kanapie, wpatrzona w okno. Nie mruga. Szare, przygasłe oczy patrzą w dal. Sprawna ręka leży na drugiej, ściskając ją, jakby próbowała ją ożywić.

Pokój wypełniają sprzęty rehabilitacyjne, ręczne elastyczniki, a na stoliku sterta leków. Gdyby Aleksander nie nalegał, matka nie dotknęłaby ich.

Mamo?

Stanisława Janina nie reaguje.

Mamo?

Synku? szepcze kobieta, ledwo słyszalnie.

Po udarze ledwo mówi, słowa są niewyraźne. Teraz jest lepiej, ale wciąż trudno ją zrozumieć.

Dlaczego znowu nic nie jesz? Jadwiga się stara, gotuje. Przez kilka dni prawie nic nie przyjmujesz.

Nie chcę, synku odpowiada Stanisława Janina cicho. Obraca się powoli w stronę Aleksandra. Naprawdę nie chcę. Nie zmuszaj mnie.

Mamo Czego chcesz? Powiedz

Aleksander siada obok matki, a ona chwyta go za rękę.

Wiesz, co chcę, Łezka. Chcę wrócić do domu. Boję się, że już go nie zobaczę.

Mężczyzna wzdycha i kiwa głową.

Wiesz, że codziennie pracuję, a Jadwiga biega od lekarza do lekarza. Zima na dworze, nie da się pojechać gdziekolwiek Poczekajmy przynajmniej do wiosny. Jadwiga skinie głową, Aleksander się uśmiecha i wychodzi.

Niech nie będzie za późno, synku Niech nie będzie za późno.

Przykro mi, procedura in vitro znowu nie przyniosła efektu smutno mówi lekarka, zdejmując okulary i patrząc na młodą kobietę.

Jadwiga przerażona przyciska dłonie do twarzy:

Jak to możliwe? Dlaczego innym się udaje? Mówiliście, że po pierwszym podejściu nie zawsze wychodzi i to normalne. Czterdzieści procent par zajdzie w ciążę po pierwszym cyklu. To już trzecia próba, a nie ma rezultatu! Co się dzieje!

Aleksander siedzi w ciszy, trzymając żonę za rękę. Czuje nerwowość. W sąsiedniej sali kliniki Stanisława Janina leży na masażu, a już nadchodzi pora, by ją zabrać.

Słuchajcie zaczyna lekarka cicho. Rozumiem, że marzycie o dziecku, ale skupiacie się wyłącznie na tym. Ciągle jesteście pod stresem. Organizm nie jest w stanie

Oczywiście, że jestem pod stresem! Muszę pracować z domu, by płacić za tę drogą procedurę in vitro, kosztującą setki tysięcy złotych! Chodzić na zabiegi, codziennie brać leki, które niszczą mój organizm, opiekować się teściową i znosić jej humory. Nie je, nie pije leków! Tak! Chcę dziecko, może wtedy mąż poświęci mi więcej uwagi, nie tylko matce!

Jadwiga milczy, zdając sobie sprawę, że powiedziała za dużo. Chwyta torbę i rzuca się z gabinetu, trzaskając drzwiami.

Przepraszam szepcze Aleksander.

Nic nie szkodzi odmawia lekarka. Nie miałam takiej histerii. Wszystko w porządku.

Aleksander cicho podąża za żoną. Jadwiga siedzi na małej kanapie w poczekalni, płacząc, trzymając dłonie przy twarzy. Ciało trzęsie się od szlochu. Podnosi czerwone, mokre oczy i patrzy na męża, szlochając.

Wybacz mi Przepraszam Nie chciałam rozmawiać o twojej mamie. Po prostu jestem zmęczona. Zmęczona patrzeniem, jak człowiek umiera przed oczami. Zmęczona jedną kreską na teście i wydawaniem fortuny na kolejną próbę. Nie mogę już dłużej

Gdybym mógł, zrobiłbym wszystko, by pomóc wam obojgu, ale to poza moją mocą

Wiem mówi Jadwiga przez łzy, uśmiechając się. Rozumiem.

Kilka minut siedzą w milczeniu, trzymając się za ręce, potem Jadwiga wstaje, poprawia kołnierzyk koszuli i się uśmiecha.

Chodźmy. Stanisława Janina pewnie już wyszła. Nie lubi szpitali. Po nich długo płacze.

Wasza matka prawie nie robi postępów cicho mówi niski, siwy starszy lekarz w okrągłych okularach, gdy Aleksander pyta o stan matki.

Odchodzą na bok, by Stanisława Janina nie usłyszała. Jadwiga zostaje przy niej.

Rozumiecie Kiedy przychodziliście do mnie, byłem przekonany, że się odbuduje. Oczywiście szansa na odzyskanie po udarze jest mała, ale pani nie miała nawyków ani chorób przewlekłych. Miała wszystkie szanse.

Ale Nic się nie dzieje. Sam to widzę.

Wydaje mi się, że ona po prostu nie chce. Poddała się. W jej oczach nie ma ognia, iskry Nie chce żyć

Aleksander przytakuje w milczeniu. Widział to na własne oczy. Stanisława Janina schudła o piętnaście kilogramów, przestała być sobą. Cały dzień siedziała w miejscu i wpatrywała się w okno. Nie czytała książek, nie oglądała telewizji, nie rozmawiała z nikim. Tylko patrzyła w dal.

Po udarze mogą wystąpić zaburzenia zachowania z powodu uszkodzenia konkretnych obszarów mózgu dodaje lekarz. Myślałem, że u pani nie będzie tak wyraźne. Gdy przyjechaliście na pierwszą wizytę, nie zauważyłem nic takiego.

Myślę, że to inna sprawa mówi cicho Aleksander.

Łezko mówi Jadwiga do słuchawki, możesz odwołać delegację? Stanisława Janina naprawdę pogorszyła się. Boję się, że nie zdążysz

Mówi to z trudem. Wie, jak wiele znaczy dla męża jego matka. Sama patrzy z ciężkim sercem, jak teściowa ledwo się rusza na kanapie.

Wcześniej lubiła patrzeć przez okno, słuchać muzyki na płytach, które przywieziono z wioski z gramofonem były od jej ojca, nauczyciela muzyki.

Teraz Stanisława Janina leży, gapi się w jedną punkt i nic nie mówi. Przez kilka dni prawie nie dotyka jedzenia. Pije tylko mleko. Kiedyś mówiła, że mleko w mieście nie smakuje jak to z wsi. Teraz je pije

Aleksander przyjeżdża wieczorem i siada przy matce. Spędza całą noc przy jej łóżku.

Wiesz, co chcę. Obiecałeś mi.

Aleksander kiwa głową. Tak, obiecał. Następnego dnia jadą do wioski. Lekarz odmówił przyjęcia Stanisławy Janiny.

Nie chcę szpitala. Do domu.

Był marzec, ale drogi nie były jeszcze kompletnie roztopione, więc dotarli prosto pod dom. Aleksander otworzył drzwi samochodu i pomógł mamie wsiąść na wózek inwalidzki.

Na dworze kapanie śniegu powoli topiło się, odsłaniając ziemię spod białej, puszystej kołdry. Drzewa niechętnie zginały się pod lekkim wiatrem, a słońce już zaczęło ogrzewać.

Stanisława Janina siedziała w podwórku kilka godzin, wreszcie uśmiechając się. Oddychała pełną piersią, patrzyła w niebo i płakała łzy szczęścia.

Wreszcie była w domu. Patrzyła na swój skrzypiący domek, na jasne, ciepłe słońce, słyszała odgłosy przyrody, czuła chłód topniejącego śniegu

Wieczorem zjadła i jeszcze kilka godzin siedziała na dworze przed snem. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Nocą odeszła z tym samym uśmiechem. Odeszła szczęśliwa

Aleksander i Jadwiga wzięli urlop, by pożegnać Stanisławę Janinę i uporządkować sprawy: posprzątać dom i zdecydować, co z nim zrobić. Szczerze mówiąc, Aleksander chciał po prostu przebywać tutaj, wetchnąć wiejskim, wonnym powietrzem. Nie był tu dłużej niż dwa dni od kilku lat.

Przed wyjazdem do miasta Jadwiga poczuła się słabo. Poszła do toalety, gdzie nagle zwymiotowała. Gdy wróciła do męża, jej oczy były szerokie ze zdumienia, a w dłoniach miałaby test ciążowy. Noszona przy sobie prawie ciągle, zawsze na próżno. Tym razem dwie kreski. Dwie!

To wszystko ona, twoja mama To Stanisława Janina nam pomogła szepnęła Jadwiga, nie mogąc uwierzyć własnym oczom, łzami przerywając zdanie.

Aleksander spojrzał w niebieskie, bezchmurne niebo, skinął głową i mocno objął żonę. To był dar od jego matki. Ostatni i najcenniejszy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − 15 =

PROSZĘ, PUŚĆCIE MNIE WOLNO