Fałszywe Dziecko

Kasia pracowała w uzdrowisku pod Krakowem, do którego dojeżdżała koleją podmiejską. Podróż męczyła, ale płacono przyzwoicie, a grafik był wygodny dało się pogodzić z przedszkolakiem. W ciepłe miesiące nic nie brakowało, ale zimą bała się biec do stacji: ciemno, mało ludzi, garaże wciąż W końcu wlał się do samochodu nie przy garażach, tylko przy samej stacji. Zatrzymał się duży czarny van, opuściło się okno i mężczyzna z gęstą brodą zapytał:

Pojedziemy, piękna?

Kasia nigdy nie była piękna i w innej sytuacji ten komentarz mógłby ją rozbawić. Lecz w starych kaloszach nie czuła zimna, nos kapał, a do pociągu zostało jeszcze siedem minut. Najbardziej na świecie chciała już być w ciepłym, ogrzanym domu. Najpierw rozgrzeje się w pociągu pół godziny, potem pobiegnie do przedszkola, do sklepu i do domu, rozgrzeje piec, ugotuje obiad. Mieliśmy tyle spraw na głowie, że gadanie nie wchodziło w grę. Więc odpowiedziała:

Oczy szeroko otwarte, jakaż jestem piękna!

I ruszyła wzdłuż drogi po wydeptanej ścieżce. Van wyprzedził ją, znowu zahamował, wysiadł inny mężczyzna bez brody, wysoki i potężny. Zgrabnie chwycił ją i wsadził na tylną kanapę.

Ten z brodą, z zadowoloną miną, powiedział:

Podobałaś mi się. Jedziesz więc ze mną na kolację.

Wtedy Kasia zrozumiała, że facet jest mocno pijany i nie przyzwyczajony do odmów. Zaczęła płakać.

Puśćcie mnie, czeka na mnie córka! Po co ja wam! Mam trzydzieści dwa lata, nie jestem ładna i nie potrafię rozmawiać. Nie patrzycie na futro, sąsiadka dała mi je z serca. A pod futrem mam starą koszulę i spodnie co za kolacja?

Silny gość, który wciągnął ją do auta, pochylił się i szepnął coś brodatemu. Ten pokręcił głową i odparował:

Spokojnie, nie płacz. Zatrzecię cię z uzdrowiska, nie widziałem twojej koszuli? Przypominasz mi moją mamę, a ona marzyła, żeby zaproszono ją do restauracji. Chodź, nie kombinuj. Chcesz, kupię ci sukienkę?

Chcę iść do domu warknęła Kasia. Muszę odebrać córkę.

Ile ma lat córka?

Cztery.

A ojciec?

Odeszło.

Tak jak mój. Może pod inną babcią?

Nie. Jego matka twierdzi, że to dziecko nie jest prawdziwe.

Co to znaczy nieprawdziwe?

Robiliśmy in vitro. Mąż początkowo się zgodził, potem żona powiedziała, że takie dzieci nie mają duszy. On jest dobry, ale łatwy do manipulacji tak broniła się Kasia, wspominając byłego męża.

Nieprawdziwe, więc? odpowiedział brodaty. Dobra, jedźmy zobaczyć. Powiedz, gdzie wasze żłobki albo tak to się nazywa. Wojtek, jedź.

Kasia usiadła w fotelu i gorączkowo myślała, co dalej. Było jasne, że brodaty nie zostawi ją tak po prostu. Jedyną nadzieją była silna pozycja drugiego faceta wydawał się patrzeć na nią ze współczuciem.

Kiedy dotarli na miejsce i spotkali wychowawczynię, rodziców wkładających dzieci w ciepłe kombinezoniki, wszyscy nagle zamilkli i spojrzeli na Kasię. W takiej grupie nie byłaby widziana wcześniej. Ale Irka, mała dziewczynka, nie przestraszyła się wcale. Od razu zapytała, czy to nie Mikołaj z brodą i czy nie widzieli jej tatę. O tatę pytała wszędzie, Kasia przyzwyczaiła się już do tego i nie robiła miny. Gdy wsiadły do auta, Irka zainteresowała się kierownicą i oznajmiła, że potrafi prowadzić.

Brodaty roześmiał się:

Zabawna dziewczynka. Mówisz, że nieprawdziwa. Chcesz lody?

Chcę! rozpromieniła się Irka.

Zabrali ją najpierw do lodziarni, potem do sklepu, gdzie brodaty załadował cały koszyk bezużytecznych produktów: solonej ryby, egzotycznych owoców i serów pleśniowych. Kasia wolałaby kurczaka i makaron, ale nie patrzy się darowanemu koniowi w zęby.

Dojechali pod dom, a brodaty, który już trochę przegryzł, nacisnął na herbatę. Kasia rozgrzewała piec, a on wpatrywał się w nią i powiedział:

Myślałem, że mam ciężkie dzieciństwo Naprawdę macie toaletę na zewnątrz?

Naprawdę uśmiechnęła się Kasia.

Brodaty już nie wydawał się straszny. Zrozumiała, że jest po prostu niezdarny. Jego pomocnik okazał się naprawdę miłym gościem: podsunął do koszyka mleko, chleb, normalny ser i dziecięce twarogówki. Pewnie ma własne dzieci.

Gdy pozbyli się nieproszonego gościa, Kasia nagle się zatrzęsła. Płakała, przestraszyła córkę, ale nie mogła przestać łzy same leciały, po raz pierwszy od dnia, gdy mąż spakował rzeczy i wrócił do mamy, zostawiając ją samą, ciężko w ciążą w nowym domu. I dziękowała, że nie podzielił tego domu. Powiedział, że choć dziecko nieprawdziwe, niech dom zostanie jego.

Następnego ranka przy wyjściu z uzdrowiska stał ten sam van. Brodata nie było, tylko jego kierowca Wojtek.

Siadaj rzekł. Zawożę cię do miasta.

Po co? zdziwiła się Kasia. Czy ja też wyglądam jak twoja mama?

Mam to już dość zirytował się Wojtek. I tak i tak jadę w tamtą stronę, myślałem, że po co mnie podróżować.

Dobra westchnęła Kasia. A właściciel? Gdzie on?

Odpoczywa. Nie gniewaj się, jest w porządku. Wczoraj urodziny jego mamy no, gdyby żyła. W skrócie, nie pije.

Kasia skinęła głową. Co ona ma z tym wspólnego? Wsiadła.

Na początku jechali w ciszy. Wojtek nie był typem, który potrafi podtrzymać rozmowę. W końcu jednak zapytał:

Czy naprawdę dziecko jest z probówki?

Tak.

Fajne. Co ludzie wymyślą, co nie?

A ty masz dzieci?

Nie. Nie chcę dzieci, mam troje młodszych, wszystko mi w głowie się miesza. Jeden mnie starcze.

Rozumiem przyznała Kasia.

Irka ucieszyła się z samochodu i zapytała, czy znów pojedziemy do lodziarni.

Nie przestraszyła się Kasia nie ma pieniędzy na lody.

No więc jedźmy zaproponował Wojtek.

To za mnie nie stać odparła prosto Kasia.

Ja zapłacę machnął ręką.

W drodze powrotnej Irka zasnęła. Kasia myślała, jak ją wyciągnąć z auta, kiedy Wojtek wziął dziewczynkę na ręce i zaniósł pod dom.

Delikatna, zauważył. I nie warta niczego.

Kilka dni Kasia nie widziała Wojtka. Potem znów spotkała van, ale już z brodatym.

Wiktor przedstawił się. Przepraszam za tamten raz, nie miałem kontroli. Chciałbym naprawdę zaprosić cię na kolację w restauracji. Nie dziś, kiedy ci pasuje.

Na początku Kasia chciała odmówić, ale pomyślała: czemu nie? Ma jeszcze jedną sukienkę. Tylko co zrobić z córką?

Wojtek od razu zaproponował:

Mogę się nią zająć.

Zostawić dziewczynkę z nieznajomym nie brzmiało najpewniej, ale Wojtek budził zaufanie. Kasia zasugerowała, że odprowadzi dziecko do pokoju zabaw i on będzie miał mniej pracy, a ona nie będzie martwić się, że zostanie sama z obcym.

Kolacja była zabawna. Wiktor był gadatliwy i trochę egocentryczny, ale miał urok. Kasia po raz pierwszy od dawna poczuła się kobietą! Kiedy zaproponował wyjście na wystawę w następnym tygodniu, zgodziła się.

Irka była zachwycona zarówno pokojem zabaw, jak i Wojtkiem. Gdy przywiózł torbę z zakupami, Kasia pomyślała, że to już za dużo, ale Wojtek rzekł:

To od Wiktora Lwowicza.

Torby pojawiały się co trzy dni, a Kasia nie wiedziała, czy dziękować Wiktorowi, czy już odmówić pomocy przecież ma stałą pracę, na bułkę z masłem starcza, jak mówią. Nie mogła znaleźć właściwych słów. Wiktor zaczął ją częściej zapraszać na restauracje i wydarzenia kulturalne, co przypominało randkę. Wojtek stał się de facto nianią, i wszyscy byli zadowoleni.

Pewnego dnia Wojtek odsapował:

Wiktor Lwowicz chyba się w tobie zakochał. Myśli o małżeństwie. Dziecko go przeraża, bo jest obce.

Kasia poczuła się dotknięta. Zakochał się? A sam nawet nie wziął jej za rękę. I to dziecko

Ciężko mi się żenić odpowiedziała.

A czemu nie? nagle ożywił się Wojtek. On jest bogaty, będziesz jak za murami zamku.

Nie potrzebuję bogactwa

A czego potrzebujesz?

Kasia wzruszyła ramionami, przypominając sobie byłego męża taki typ tata nie jest jej potrzebny.

Nie wiem szczerze przyznała.

Wojtek nagle podszedł, przyciągnął ją i pocałował. Kasia przestraszyła się, odskoczyła. Wojtek sam się przestraszył, zarumienił się.

Przepraszam, nie wiem Przepraszam

I odszedł. Kasia nie zdążyła nawet pojąć, czy to jej się podobało, czy nie. Było to nagłe, a potem nie wiedziała, jak dalej z nim rozmawiać.

Następnego dnia Irka zachorowała. Gorączka, miałam wrażenie apokalipsy! Musiała wziąć zwolnienie, a w uzdrowisku tego nie lubią. Wiktor się zdenerwował, bo mieli iść do teatru.

Może Wojtek z nią zostanie?

A nie zarazi się niepewnie odrzekła Kasia.

No nie, co z nim? zachichotał. Jedźmy, i tak chciałaś ten spektakl!

Dlaczego Kasia w końcu się zgodziła? Nie wiem. Było niewygodnie, że drogie bilety stracą, a może naprawdę chciała zobaczyć spektakl. Do wieczora Irce było lepiej W sumie zgodziła się. Wojtek przyjechał, nie patrząc na nią, czuła się niezręcznie. Kupiła nową sukienkę, rozczuwała się, że jest zbyt odsłonięta. W teatrze nie mogła znaleźć miejsca, myślała o córce, a gdy Wiktor wspomniał o wyjeździe na ośrodek narciarski, Kasia go zatrzymała:

Słuchaj, kupujesz mi jedzenie i bilety, ale to już za dużo. Nie jadę na twój koszt na kurort.

Jakie jedzenie? zapytał Wiktor.

To Wojtek przynosi.

Nie rozumiem. Żadne jedzenie On chyba ma dobre serce. Co do kurortu moja mama zawsze lubiła jeździć na nartach, więc kto mógłby ją zaprosić?

Wtedy Kasia poczuła nagłe olśnienie. Chwyciła Wiktora za ręce i powiedziała:

Twoja mama na pewno byłaby z ciebie dumna, widzę to. Ale nie rób tak. Znajdź kogoś, kogo naprawdę pokochasz. Ja zawsze będę sobą, tak jak twoja mama. I wydaje mi się, że kocham kogoś innego.

Wiktor się obraził, a nawet łzy popłynęły. Narzekał, że nie rozumie kobiet. Ale odwieźć do domu udał się i powiedział, że sam jedzie, niech Wojtek robi, co chce.

Rozumiem podsumował.

Irka spała przymieszana z małym misiem, który podarował jej Wojtek. Sam Wojtek też zasnął w fotelu. Kasia podeszła na palcach, pochyliła się i delikatnie pocałowała go w usta. On się obudził, najpierw nie rozumiał. Irka dodała:

Wczoraj uciekłeś za szybko. Nie spodziewałam się tego. Przestraszyłaś się, wiesz?

I pocałowała go jeszcze raz. Tym razem już nikt się nie bał.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + 10 =

Fałszywe Dziecko