NOWA DZIEWCZYNA

Twoje obowiązki obejmują także sprzątanie biura. I co, że jesteś księgową? Nie podoba ci się? Weź z powrotem umowę i żegnaj. Jesteś nowa, więc wytrwaj. I dziękujemy, że przyjęliśmy cię na takie stanowisko i płacimy taką pensję przy zerowym doświadczeniu!

Sekretarka, siedząc na swoim krześle, triumfalnie przyjrzała się nowicjuszce. Ta dziewczynka tu długo nie wytrzyma.

Jak często trzeba sprzątać? zapytała nieśmiało Eliza.

Wszystko wyjaśnię! uśmiechnęła się szeroko sekretarka. Chodź, pokażę ci miejsce pracy, przedstawię koleżankom

Eliza niepewnie podążyła za wysoką kobietą. Gdy dotarły do kolejnego pomieszczenia, sekretarka otworzyła drzwi. Wielka sala podzielona była na małe komórki, w których siedziały ludzie.

Dziewczyny, to jest Eliza, nowa. Nowa, oto dziewczyny!

Od razu na Elizę spojrzało dziesięć par oczu. Gęsta cisza wisiła w powietrzu, a Eliza, by nie wyglądać na przesadnie przestraszoną, uśmiechnęła się i przywitała. Dziewczyny szepnęły między sobą.

Ach, jak pięknie, że mamy nową. Bo w biurze od dawna nie było sprzątania.

To oczywiście wspaniale dodała kolejna tylko ona będzie siedzieć przy mnie. Będę musiała słuchać czyichś stuknięć klawiszy, krzyków i może płaczu.

No i super, czas wyjść ze strefy komfortu zauważyła trzecia.

A wcześniej słyszałyśmy tylko twoje płacze i krzyki wtrąciła czwarta teraz będziesz siedzieć w naszym miejscu.

Koleżanki, ciszej, proszę? uśmiechnęła się sekretarka. Elizo, oto twoje miejsce, w rogu. Na komputerze znajdziesz folder Instrukcje i zadania. Czytasz, uczysz się, zapamiętujesz. Oto Rudowłosa Wanda, pomoże ci. Jeśli będziesz miała pytania, od razu do niej. Zrozumiałaś?

Eliza skinęła głową. Sekretarka wyszła. Dziewczyny znów przyklepały się do ekranów. Wanda przyjrzała się Elizie.

Przypominasz mi moją młodszą siostrę, nowicjuszko mrugnęła z satysfakcją to da ci trochę przewagi w moich oczach. Nie popełniaj głupich i brutalnych błędów, a będziemy w porządku Dobrze, Elizo, zaczynaj pracę. Podczas przerwy obiadowej przyjdę, odpowiem na pytania. A teraz nie rozpraszaj się, zgoda?

Eliza usiadła w krześle, obejrzała biurko. Mały stół, tacki na papiery, szklanka z długopisami i markerami, monitor, podkładka pod mysz, myszka. Na podłodze kosz na śmieci i doniczka z ogromnym, starym, wyschniętym aloesem, który wyglądał jak kurza gałąź. Eliza od razu przypomniała sobie babcię, która hodowała aloesstół i wyciskała sok z mięsistych liści.

Apteczka w doniczce wyszeptała Eliza dlaczego nikt jej nie pilnuje? Przecież może umrzeć.

Usiadła wygodniej i rozejrzała się ponownie. Wszyscy intensywnie pracowali. Każdy zajęty swoimi sprawami, nie mieli czasu dla Elizy. Palcami stukali w klawiatury, odliczali w kalkulatorach, przegubowali długopisy po kartkach. Od czasu do czasu słychały się ciche, smutne westchnienia, gdy liczby nie zgadzały się.

Eliza nie była zachwycona. Dopiero co skończyła studia, nie miała doświadczenia. A tu idealne miejsce do budowania kariery. Firma świadczy usługi księgowe, więc będzie obsługiwać różnych klientów i różnorodne zadania. W krótkim czasie może zdobyć cenny praktyczny wgląd, a pensja w złotówkach jest naprawdę dobra dla młodego specjalisty.

Eliza nie mogła się doczekać przerwy. Wanda podeszła i czterdzieści minut odpowiadała na pytania nowicjuszki.

Wszystko, proszę! Mój mózg już zaraz się zagotuje Odpocznijmy trochę w końcu Wanda podciągnęła się na oparcie krzesła. A tak przy okazji, ta palma

To aloes sprostowała Eliza.

Tak, aloes. Wiem! kręciła oczami Wanda to pozostałość po naszej wielkiej i wszechmocnej patronce liczb, tabel i bilansów, Wiktorii Palnej. Była wybitną specjalistką. Prowadziła najważniejszych klientów Gdy tylko spojrzała na dokumenty, w głowie tworzyła niezwykłe schematy. Podatnicy płakali, gdy widzieli jej nazwisko w raportach. Szkoda, że przeszła na emeryturę. Z jej rad można było czerpać wiele.

Czy teraz to ty ją zastępujesz? spytała cicho Eliza.

Ja? Nie! Nie jestem jeszcze dorosła. Ma więcej doświadczenia niż moje lata Dobra, odszedłszy, zostawiliśmy ją w spoczynku. Wiktoria wyjechała na zasłużony odpoczynek, zorganizowaliśmy mały sabant w biurze, podarowaliśmy jej prezenty. I tak Dziewczyny, zostawiam wam mój aloes, pielęgnujcie go, podlewajcie. Coś w stylu: Baba, aloesie! Po co nam to? Nikt za nim nie czuwa. Rozumiesz, Wiktoria po prostu nie chciała zabierać go do domu, więc zostawiła go tutaj. Teraz decydujesz, wyrzucić do śmietnika czy trzymać przy biurku Dobra, nowicjuszko, do roboty!

Eliza patrzyła ze smutkiem na wygięte łodygi, które miały już dziesięć, może więcej lat. Ile ma lat stulecie?

Po miesiącu Eliza przychodziła dwa razy w tygodniu godzinę wcześniej, by sprzątać biuro. Myła podłogę w sekcji, w której siedziały wszystkie dziewczyny, w holu, w którym królową była sekretarka, i w gabinecie dyrektora. To zajmowało dużo czasu i sił. Na początku dnia była już zmęczona, ale nie mogła się poddać. Wysoka pensja w złotówkach wymagała, by pełniła też rolę sprzątaczki.

Starała się jak mogła. Liczyła, że jeśli pokaże się jako wartościowy specjalista i oddany pracownik, dodatkowe obowiązki sprzątania zostaną zredukowane. Zostawała po godzinach, rozpracowując zawiłości księgowości. Była jednak świeżo po studiach, z czerwonym dyplomem, brakowało jej praktyki z prawdziwymi klientami, więc praca szła powoli. Mimo to wierzyła, że da radę.

Jesienny przeziębienie wywróciło Elizę z tropu. Ból głowy i gardła nie pozwalały jej wstać rano, a apteka była za daleko, bo przed nią stało sprzątanie. Do przerwy obiadowej było jeszcze długo, a czerwone alerty na ekranach nie dawały spokoju.

Patrzyła na aloes, który już więdniał, i myślała, że może pomoże.

Babcia leczyła wszystko tym roślinnym sokiem. Może i mnie uzdrowi szarpnęła mięsisty liść i włożyła go do ust.

Powoli przeżuwając nieco gorzki miąższ, poczuła się lepiej. Po półgodzinie ból ustąpił.

Naprawdę? Wszystko załatwiłaś? z niedowierzaniem spojrzała Wanda na dokumenty. Nie ma błędów, wszystko się zgadza. Dobra robota, nowicjuszko!

Wanda wrzuciła nową porcję zadań i usiadła w swoim miejscu. Eliza nie zauważyła, jak wciągnęła się w dodatkową pracę. Zaskoczona własną wydajnością, zawołała Wandę do kontroli.

Nie rozumiem, jak tak szybko zrobiłaś te tabele, Elizo?

Spójrz, gdybyśmy połączyły te wskaźniki

Wanda patrzyła nieco przerażona, bo Eliza opowiadała o nieznanych jej trikach. Czyściółka zatrudniła jakiegoś korepetytora?

Rozumiem, jesteś świetna uśmiechnęła się Wanda dam ci jeszcze jedno trudne zadanie, nad którym siedzę od rana. Może ci się uda.

Wanda była przekonana, że Eliza wpadnie w tarapaty. Eliza, otrzymawszy zadanie, ruszyła w jego analizę. Gardło znów zaczęło dokuczać, więc kolejny liść aloesu wpadł jej do ust.

Waro, mam wszystko gotowe. Sprawdź! uśmiechnęła się pod koniec dnia.

Dziewczyny wstały ze stanowisk. Czy naprawdę nowa przewyższyła Wandę? Rudowłosa Wanda chwyciła mysz z rąk Elizy i przeszukała tabelę oczami.

Jak to zrobiłaś?

No jestem dobrym specjalistą, choć młody. Wystarczyło pomyśleć i zastosować

Stop! Ja jestem dobrym specjalistą. My jesteśmy dobrą ekipą. A ty po prostu młody specjalista. Co zrobiłaś? wpadła w gniew Wanda.

W tym momencie do gabinetu wdarła się sekretarka.

Dziewczyny, jutro przyjdzie Wiktoria Palna. Ma sprawy z dyrektorem, obiecała nas odwiedzić. Jeśli będą potrzebne rady, przygotujcie pytania.

Przygotujcie pytania wyszeptała Wanda, patrząc na Elizę.

Eliza nie wiedziała, co zapytać. W głowie miałaby wszystko, a jednocześnie nic. Dziewczyny grzebały w papierach, szeptały, kłóciły się, każda chciała, by Wiktoria poświęciła jej więcej czasu.

Następny poranek był równie burzliwy. Wanda i reszta dziewczyn przygotowywały się na spotkanie z Wiktorią. Eliza, skończywszy pilne zlecenia, żując kolejne liście aloesu, nie zauważyła, że w biurze pojawiła się gość.

To ty jesteś naszą nowicjuszką? usłyszała za sobą.

Dzień dobry odpowiedziała cicho, wkładając kolejny kawałek aloesu do ust.

Wiktoria Palna, szczupła, wysoka staruszka z eleganckim kokiem, poprawiła okulary na nosie i spojrzała krytycznie na Elizę, monitor i przytulony krzak rośliny.

Przepraszam, nie przygotowałam pytań. Miałam tyle roboty

Dobrze. Nie zamierzam rozdawać rad, jestem na emeryturze. Nie będzie dziś warsztatu. Nie pokazujcie mi swoich pytań. Może po prostu pogadamy

Podczas przerwy Eliza po raz pierwszy poszła do kawiarni na prawdziwy lunch. Gdy już miała usiąść przy stoliku, zawołała ją Wiktoria, też chcąca coś przegryźć.

Siadaj przy mnie, pogadamy Jak ci idzie? Widziałam, co robisz. Całkiem nieźle. Jesteś bystra. Doświadczenia masz mało?

Nie dopiero miesiąc Kocham księgowość Z każdym dniem lepiej wymamrotała Eliza.

Pilnujesz tej rośliny, tak? Żujesz liść? Smaczny? zaśmiała się Wiktoria.

Gardło bolało. Spróbowałam i od razu poczułam ulgę.

A praca od razu poszybowała? Co za cudowny aloes! Magiczny, prawda?

Magiczny? zmarszczyła brwi Eliza.

Wiktoria skinęła głową. Skok w karierze nastąpił właśnie wtedy, gdy Eliza wypiła sok ze stulecia.

To doping, co? mrugnęła. Cieszę się, że mój prezent trafił w twoje ręce. Z nim nie zginiesz. Gdyby dziewczyny były szybciej, miałbyś w rękach wspaniały środek.

Nie rozumiem, o co wam chodzi? zapytała zaskoczona Eliza.

Nie znasz legendy o Stuleciu? Potężny czarodziejlekarz, starzec, wędrujący po pustyni, spragniony, zobaczył gigantyczne drzewo z mięsistymi liśćmi i pomyślał, że może napić się jego soku. Po dziewiątym liściu wyzdrowiał, ciało się wyprostowało, znów poczuł się młodo. Drzewo oddało mu moc, a liście pokręciły się w podzięce. Lekarz wrócił do wioski i nauczył innych, jak pielęgnować roślinę.

To o właściwościach leczniczych, nie o księgowości mruknęła Eliza.

Wiem, ale zasada jest ta sama. Zamiast czarodzieja mamy księgowego, zamiast pustyni emeryturę Kiedyś byłam młodą dziewczyną, surowa kobieta uczyła mnie, aż oczy bolały mi od patrzenia. Potem poszła do sanatorium, a ja przypadkowo wzięłam aloes z parapetu. I tak stałam się specjalistą najwyższej klasy. Przekazała mi tę roślinę, kiedy odchodziła na emeryturę. Zabrałam ją ze sobą przez firmy. Teraz to ty, Elizo, masz klucz do skarbu. Stulecie ma chyba sto lat. Niesamowite, co?

Dlaczego nie odpowiedziałaś dziewczynom na ich pytania? Po prostu zapomniałaś, że wszystko wiesz?

Jestem zwykłym pracownikiem, nic nadzwyczajnego.

To nie fair!

Kto mówi o uczciwości? mrugnęła Wiktoria. Komu to szkodzi? Klientom? Nie! Tobie? Też nie!

Po kilku miesiącach Eliza już nie myła podłóg. Otrzymała najważniejszych klientów, zadania stały się ciekawą układanką, rozwiązywała je jednym kliknięciem.

Cały dzień rysuję patyczki, niczego nie rośnie. Nie chce mi się. Gdzie tu sens?W świetle księżycowego neonowego biurka, Eliza uśmiechnęła się do rosnącego w jej dłoni aloesu, który nagle przemienił się w klucz otwierający drzwi do nieskończonej, złotej przyszłości.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × pięć =

NOWA DZIEWCZYNA