Nieprawdziwy Potomek

Julia Kowalska pracowała w uzdrowisku w KrynicyZdroju, do którego dojeżdżała codziennie podmiejskim pociągiem. Droga męczyła, ale pensja była przyzwoita, a grafika umożliwiała łączenie pracy z przedszkolem. Lato nie sprawiało problemu, lecz zimą przerażało bieganie do stacji: ciemno, ludzie rzadko, a garaże wydawały się niekończącym się labiryntem. Tym razem jednak nie zostali przy garażach zaparkowano bezpośrednio przy peronie. Zbliżył się czarny jeep, okno opadło, a mężczyzna z gęstą brodą zagadał:

 Pochcesz przejażdżkę, piękna?

Julia nigdy nie uważała się za piękną, a w innym kontekście taki zwrot mógłby jej przypaść do gustu. Lecz w starych kaloszach nie czuła zimna, z nosa kapała woda, a do pociągu zostało jeszcze siedem minut. Najbardziej pragnęła znaleźć się w ciepłym, rozgrzanym domu, choćby sam nie mógł go podgrzać. W pociągu jeszcze pół godziny, potem bieg do przedszkola, zakupy, dom, rozpalanie pieca i gotowanie obiadu tyle trosk, że nie było czasu na gadanie. Z westchnieniem odpowiedziała:

 Rozwiń oczy, bo naprawdę nie wyglądam na piękną!

I ruszyła wzdłuż drogi po wydeptanej ścieżce. Samochód wyprzedził ją, ponownie zahamował, wysiadł mężczyzna bez brody, wyższy i mocniejszy. Chwycił ją zręcznie i wciągnął na tylną kanapę.

Ten z brodą, z zadowoloną miną, oznajmił:

 Podobałaś mi się. Dlatego pojedziesz ze mną na kolację.

Wtedy Julia pojąwszy, że mężczyzna jest mocno pijany i nie przyzwyczajony do odmów, rozszarpały ją łzy.

 Puśćcie mnie, czeka mnie córka! Po co mi to? Mam trzydzieści dwa lata, nie jestem piękna i nie potrafię rozmawiać. Nie patrzcie na futro, które dostałam od sąsiadki, pod którym mam starą koszulę i spodnie jaki kolacja?

Silniejszy, który ją wciągnął, pochylił się i coś szepnął brodatemu. Ten pokręcił głową i rzekł:

 Spokojnie, nie płacz. Zauważyłem twoją koszulę w sanatorium. Przypominasz mi moją matkę, a ona marzyła, by zaprosić ją do restauracji. Ruszaj, nie rób sceny. Chcesz, kupię ci sukienkę?

 Chcę wrócić do domu jęknęła Julia. Muszę odebrać córkę.

 Ile lat ma dziecko?

 Cztery.

 A ojciec?

 Wyszedł.

 Mój też odszedł. Może do innej babci?

 Nie. Jego matka twierdzi, że dziecko jest nienaturalne.

 Co to znaczy nienaturalne?

 Zrobiliśmy zapłodnienie in vitro. Mąż najpierw się zgodził, potem ona powiedziała, że takie dzieci nie mają duszy. On jest dobry, ale łatwo poddaje się presji tak broniła się Julia, wspominając byłego męża.

 Nienaturalne? odparł brodaty. Dobra, jedziemy sprawdzać. Powiedz, gdzie są wasze żłobki. Wójdź, jedź.

Julia wpadła w fotel, gorączkowo knąc, co zrobić dalej. Było jasne, że brodaty nie odpuści. Jedyną nadzieją był silny zdawał się patrzeć na Julię ze współczuciem.

Kiedy dotarli do grupy, w której znajdowały się wychowawczynie i rodzice wkładający dzieci w ciepłe kombinezony, wszyscy nagle zamilkli i spojrzeli na Julię. W takiej towarzyskiej krwi nie mieli jej wcześniej widziano. Jagoda, choć była mała, nie przestraszyła się obcych wujków; od razu zapytała, czy to nie Mikołaj z brodą i czy nie widzieli jej taty. O tatę pytała wszędzie, a Julia przyzwyczaiła się już do tego pytania i nie wstydziła się. Gdy wsiadły do samochodu, Jagoda zainteresowała się kierownicą i oznajmiła, że potrafi sama prowadzić.

Brodaty zaśmiał się:

 Rozkoszna dziewczynka. A ty mówisz, że jesteś nienaturalna. Chcesz loda?

 Tak! rozpromieniła się Jagoda.

Pojechali najpierw do lodziarni, potem do supermarketu, gdzie brodaty napełnił koszyk bezużytecznymi rzeczami: słoną rybą, egzotycznymi owocami i serami pleśniowymi. Julia wolałaby kurczaka i makaron, ale nie patrzy się koniowi w zęby.

Zabrali ich prosto pod dom, a brodaty, już nieco trzeźwiejszy, nalegał na herbatę. Gdy Julia rozgrzewała piec, on patrzył szeroko otwartymi oczami i rzekł:

 Myślałem, że mam ciężkie dzieciństwo Czy naprawdę macie toaletę na podwórku?

 Tak uśmiechnęła się Julia.

Brodaty przestał ją przerażać; zrozumiała, że jest po prostu niegroźny, choć nieco głupi. Jego pomocnik okazał się przyjazny: podrzucił do koszyka mleko, chleb, porządną serę i jogurty dla dzieci. Może i on ma własne pociechy.

Gdy wreszcie pozbyli się nieproszonych gości, Julia poczuła nagłe drżenie. Łzy popłynęły niekontrolowanie przypominały pierwszy raz po tym, jak mąż spakował rzeczy i wrócił do matki, zostawiając ją samą, ciężko w ciążą, w nowo zakupionym domu. Dziękowała, że nie podzielili domu, choćby dziecko było nienaturalne, to niech zostanie w domu.

Następnego ranka przy wyjściu z uzdrowiska stał ten sam jeep. Brodaty nie było, tylko jego kierowca Wojtek.

 Wsiadaj rzekł zawiozę cię do miasta.

 Po co? zdziwiła się Julia. Czy ja też przypominam twoją mamę?

 Daj spokój odparł Wojtek, obrażony. Nie obchodzi mnie to, jedziemy w tę stronę, myślałem, czemu nie podwieźć.

 Dobrze westchnęła Julia. A gdzie twój szef?

 Śpi. Nie gniewaj się, jest w porządku. Wczoraj urodziny jego matki no, gdyby żyła. Nie pije.

Julia skinęła głową. Nie miała co stracić. Wsiadła.

Jazda najpierw była milcząca. Wojtek nie był typem, który podtrzymuje rozmowę, ale w końcu zapytał:

 Czy naprawdę dziecko jest z probówki?

 Tak.

 Ciekawe. Co ludzie wymyślą jeszcze?

 Masz własne dzieci?

 Nie. Nie chcę dzieci, mam trójkę młodszych, a mój mózg już się rozpadł. Lepiej jedno.

 Rozumiem przyznała Julia.

Jagoda ucieszyła się z samochodu i zapytała, czy znów pojedziemy do lodziarni.

 Nie odparła Julia nie ma na to pieniędzy.

 No więc jedziemy zaproponował Wojtek.

 Nie stać mnie po prostu powiedziała Julia.

 Ja zapłacę machnął ręką.

W drodze powrotnej Jagoda zasnęła. Gdy Julia zastanawiała się, jak ją z samochodu wyjąć, Wojtek wziął dziewczynkę na ręce i położył pod dom.

 Cóż za lekka, westchnął i zupełnie nie warciowa.

Kilka dni minęło, a Julia nie widziała Wojtka. Potem znów natknęła się na auto, już z brodatym.

 Witold przedstawił się przepraszam za tamten raz, byłem nieobecny. Chciałbym naprawdę zaprosić cię na kolację w restauracji. Nie dziś, kiedy ci pasuje.

Julia najpierw chciała odmówić, ale pomyślała: czemu nie? Ma jeszcze jedną sukienkę. Tylko kogo zostawić z córką?

Wojtek, słysząc to, zaproponował:

 Mogę się zaopiekować.

Zostawić dziecko z obcym mężczyzną wydawało się ryzykowne, lecz Wojtek budził zaufanie. Julia zaproponowała, że zabierze Jagodę do pokoju zabaw wtedy nie było tak strasznie, że dziewczynka zostaje sama.

Kolacja była zabawna. Witold był gadatliwy i zarozumiały, lecz miał wdzięk. Julia po raz pierwszy od dawna poczuła się kobietą. Kiedy zaproponował wyjście na wystawę w następnym tygodniu, zgodziła się.

Jagoda zachwyciła się zarówno pokojem zabaw, jak i Wojtkiem. Gdy przywiózł torbę z zakupami, Julia pomyślała, że to już za dużo, ale Wojtek odezwał się:

 To od Witolda.

Paczki zaczęły pojawiać się co trzy dni, a Julia nie wiedziała, czy dziękować Witoldowi, czy już odmawiać pomocy przecież zarabia wystarczająco, by kupić chleb i masło. Nie znajdowała słów. Co więcej, Witold zaczął ją zaczepiać: woził ją do restauracji i na wydarzenia kulturalne, rzadko, bo miał dużo pracy, ale przypominało to randkę. Wojtek został przypadkowo nianią, a wszyscy byli zadowoleni.

Pewnego dnia Wojtek wypowiedział:

 Witold chyba się w tobie zakochał. Myśli o małżeństwie. Dziecko go przeraża, bo jest obce.

Julia poczuła ukłucie. Zakochany? On nawet ręki nie wziął. A dziecko obce

 Muszę wyjść za mąż rzuciła.

 A po co nie? ożywił się nagle Wojtek. On jest bogaty, będziesz jak za kamiennym murze.

 Nie potrzebuję bogactwa

 Czego więc potrzebujesz?

Julia wzruszyła ramionami. Przypomniała sobie byłego męża nie, taki typ już nie jest jej potrzebny.

 Nie wiem odpowiedziała szczerze.

Wojtek nagle podszedł, przyciągnął ją i pocałował. Julia przestraszyła się, cofnęła się, a on sam się przestraszył, zarumienił.

 Przepraszam, nie wiem Przepraszam

I uciekł. Julia nie zdążyła się rozstać, czy to było przyjemne, czy nie. Nieoczekiwanie. Jak teraz z nim rozmawiać?

Następnego dnia Jagoda zachorowała. Gorączka była straszna, trzeba było wziąć zwolnienie lekarskie, czego w uzdrowisku nie lubiano. Witold był rozczarowany: mieli iść do teatru.

 Może Wojtek zostanie z nią?

 Mogłoby się zarazić wahająco odpowiedziała Julia.

 Co z nim będzie! Jedziemy, chciała iść na ten spektakl!

Dlaczego Julia w końcu się zgodziła, nie wiadomo niewygodnie było stracić drogie bilety, a może naprawdę chciała zobaczyć spektakl. Do tej pory Jagodzie było lepiej W sumie się zgodziła. Wojtek przyjechał i nie patrzył na nią, było niekomfortowo. Kupiła nową, odkrytkową sukienkę, poczuła się zawstydzona. W teatrze nie mogła znaleźć miejsca dla siebie, myślała tylko o córce, a gdy Witold mówił o wyjeździe na ośrodek narciarski, Julia go zatrzymała:

 Posłuchaj, kupujesz mi jedzenie i bilety, ale to już za dużo. Nie pojedę na twój koszt na stoki.

 Jakie jedzenie? zdziwił się Witold.

 To Wojtek przynosi.

 Nic nie rozumiem. Brak jedzenia Pewnie Wojtek jest dobrym człowiekiem. A o kurort nie dyskutuj moja mama lubiła jeździć na nartach, niech ktoś ją tam zaprosi!

Wtedy Julia, jakby nagle oświecona, wzięła Witolda za ręce i rzekła:

 Twoja mama na pewno była dumna z ciebie, wiem to! Widzi, jaki jesteś dobry i jak się starasz. Ale nie musisz tak robić. Znajdź kogoś, którego naprawdę pokochasz. Co będziemy razem robić? Niezależnie od ubrań, zawsze będę sobą. Twoja mama też coś takiego mała. I wydaje mi się, że kocham kogoś innego

Witold był zraniony, nawet łza spłynęła po policzku. narzekał, że nie rozumie kobiet. Zabrał ją jednak do domu, a w drodze powiedział, że sam pojedzie, niech Wojtek robi, co chce.

Zrozumiano

Jagoda spała przytulona do pluszowego misia, którego podarował Wojtek. Sam Wojtek drzemał w fotelu. Julia weszła na palcach, pochyliła się i pocałowała go delikatnie w usta. Przebudził się, nie rozumiejąc. Jagoda rzekła:

 Wczoraj uciekłeś za szybko. Nie spodziewałam się tego. Bałaś się, rozumiesz?

I pocałowała go jeszcze raz. Tym razem już nikt się nieJulia wstała, spojrzała na Jagodę śpiącą przy misiu i po raz pierwszy uwierzyła, że przyszłość może być spokojna.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × pięć =

Nieprawdziwy Potomek