30 listopada 2025 dziennik
Nie pamiętam moich rodziców. Ojciec opuścił mamę w ciąży, a potem zniknął bez śladu. Matka zmarła, gdy miałam rok. Wkrótce po tym wykryto u mnie nowotwór zgasłam niczym świeca.
Wychowywała mnie babcia Hania, matka mojej matki. Jej mąż zmarł już w młodym wieku, więc całą swoją energię poświęciła mnie i mojej córce. Już od pierwszych dni między mną a babcią zrodziło się głębokie duchowe połączenie. Babcia Hania od razu wyczuwała, czego potrzebuję, i zawsze rozumiałyśmy się bez słów.
Wszyscy kochali babcię Hanię od sąsiadów po nauczycieli w szkole. Nie plotkowała, nie oceniałaby nikogo, a kiedy ktoś potrzebował rady, zwracali się właśnie do niej. Czułam ogromną wdzięczność, że mam taką babcię.
Moje własne życie miłosne nie układało się łatwo. Szkoła, studia, praca ciągle gdzieś spieszyłam, coś załatwiać. Chłopcy przychodzili i odchodzili, ale żaden nie był ten właściwy. Babcia drwiła: A co ty, Łucjo, wciąż wędrujesz po barbach, a nie znajdziesz żadnego porządnego faceta? Przecież jesteś piękna i mądra!. Odpowiadałam żartobliwie, lecz w sercu czułam, że nadszedł czas na rodzinę, bo mam już trzydzieści lat.
Niespodziewanie babcia przestała otwierać oczy. Nie obudziła się, serce odszalało w nocy. Byłam w szoku, nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Szła do pracy, do sklepu, ale wszystko robiłam na autopilocie. W domu czekała na mnie jedynie kotka Misia. Czułam się przeraźliwie samotna.
Pewnego popołudnia jechałam koleją podmiejską, czytając książkę. Naprzeciw mnie usiadł mężczyzna w czterdziestce, elegancko ubrany, o miłym spojrzeniu. Patrzył na mnie, a ja nie potrafiłam wyjaśnić, dlaczego to mnie uspokajało.
Zaczął rozmawiać o literaturze temat, o którym mogłabym mówić godzinami. To jak w Moskiewskim deszczu łez pomyślałam. Nie chciało mi się iść do domu, więc Aleksander, tak miał na imię, zaprosił mnie do pobliskiej kawiarni. Zgodziłam się z radością.
Od tego dnia rozpoczął się nasz wirujący romans. Codziennie dzwoniłyśmy, pisałyśmy, spotykaliśmy się rzadziej. Aleksander był często zajęty w pracy, nie chciał mówić o przeszłości, rodzinie, niczym nie zdradzał. Nie przeszkadzało mi to po raz pierwszy czułam się szczęśliwa z mężczyzną.
Pewnego weekendu zaprosił mnie do restauracji i dał do zrozumienia, że to będzie wyjątkowy dzień. Zrozumiałam, że chce mi zrobić oświadczyny. Byłam w siódmym niebie. W końcu będę miała męża, dzieci, rodzinę, taką jak wszyscy. Tylko szkoda, że babcia nie przeżyje tego dnia.
Wieczorem, leżąc na kanapie, zastanawiałam się, co założyć. Zwykle kupuję ubrania w internecie, więc przeglądałam aplikację w telefonie. Zasypiając, wybrałam kilka sukienek.
Nagle zobaczyłam, jak do pokoju wchodzi babcia w swoim ulubionym sukience, siada na kanapie i głaszcze mnie po głowie. Byłam zdumiona. Babciu, skąd jesteś? Przecież nie ma cię już! zapytałam. Łucjo, nigdy nie odszedłam. Jestem zawsze przy tobie, widzę i słyszę wszystko. Nie spotykaj się z tym człowiekiem, jest zły, posłuchaj babci odpowiedziała i zniknęła w powietrzu.
Obudziłam się, nie rozumiejąc. Właśnie widziałam babcię, a teraz jej nie ma Uznałam to za jedynie sen, ale niepokój nie opuszczał mnie. Dlaczego babcia powiedziała, że Aleksander jest zły? Nie znała go wcale. Nie mogłam wybrać sukienki, a w głowie krążyły jej słowa. Nie wierzyłam w prorocze sny, ale duchowa więź z babcią wydawała się prawdziwa.
Sobota nadeszła. Ubrałam się w nieco inną sukienkę, ale nie nową, i poszłam do restauracji. Nie miałam nastroju, co Aleksander od razu zauważył. Coś się stało, kochanie? zapytał. Nic, wszystko w porządku odpowiedziałam, starając się udawać spokój. Rozbawiał mnie dowcipami, próbował mnie rozweselić.
Pod koniec kolacji, niczym z filmu, ukląkł i wyciągnął małą szkatułkę z pierścionkiem. Wtedy zawrociło mi się w głowie, usłyszałam szum w uszach i zobaczyłam babcię, patrzącą przez okno. Stała i wpatrywała się w mnie. To był znak. Przepraszam, Aleksandrze, nie mogę, wymamrotałam, ale nie wiedziałam dlaczego. Wyszedłam z restauracji.
Aleksander gonił mnie, oczy wypełnione gniewem. Zaczął mnie szarpać i krzyczeć: A więc nie chcesz, to wiesz, że jestem kiepski? No to siedź przy swojej kotce Misia, kurwa, nikt ci nie potrzebny, kurczak wykluty! I odszedł.
Szok. Ten mój ukochany Aleksander, inteligentny, czytający, kochający Teraz tylko miałem marzenie o mężu, dzieciach, rodzinie
Następnego dnia poszłam do kolegi ze szkoły, Andrzeja Kwiatkowskiego, który pracuje w komendzie przestępczej i zawsze pomaga dawnym znajomym. Poprosiłam go, żeby sprawdził Aleksandra w bazie, podając zdjęcie i dane.
Dzień później Andrzej zadzwonił. Łucjo, nie mam dla ciebie dobrej wiadomości. Twój Aleksander to oszust, szarlatan. Zawiązuje małżeństwa z samotnymi kobietami, potem wymusza na nich kredyty, rzekomo na rozwój firmy, a potem wyrzuca je z mieszkania i rozwodzi. Był już karany wielokrotnie. To były wiadomości, które wstrząsnęły mną. Skąd babcia mogła o tym wiedzieć? Cuda, tylko cuda. Dziękuję ci, Babciu, że nie zostawiłaś mnie samej i uratowałaś przed zgubą.
Po rozmowie poszłam do sklepu, kupiłam jedzenie i karmę dla Misia, po czym wróciłam do domu z podniesionym krokiem, wiedząc, że nie jestem sama babcia zawsze jest gdzieś w pobliżu.
Mówią, że dusze bliskich ludzi czuwają nad nami po ich odejściu, stają się naszymi aniołamistrażnikami, chroniąc przed nieszczęściem. Chciałabym w to wierzyć, bo może naprawdę tak jest.



