Gruszeńka

Grusieńka

Miał ojciec trzy córki. Dwie były piękne jak z obrazka ludzie aż się zatrzymywali na ich widok. Trzecia zaś, Grusieńka, była drobniutka, chudziutka i przygarbiona. Tylko oczy miała wielkie i błyszczące. Ani w polu jej łatwo pracować, ani w domu nadążyć za starszymi trudno jej było w każdej robocie.

Starsze dziewczyny Jagusia i Wiesia kawalerów ustawicznie miały pod oknami, sąsiedzi aż tłumili się w sieni, a do Grusieńki nikt nawet nie chciał spojrzeć. Więc siostry powiedziały:
Nie pójdziemy za mąż, dopóki Grusieńki nie wydamy! Najpierw ona!

Mija czas, a nikt Grusieńki nie swata. Ustroiły ją, umalowały policzki, a tu nic nie pomaga. Już i koleżanki drwić zaczęły:
Długo będziecie czekać z wydaniem Gruski, to i same bez kawalerów zostaniecie!

Grusieńka nie tyle nad sobą, co nad siostrami rozpacza. Słysząc te śmiechy, zapada w smutek. Pewnej nocy postanawia:
Nie mogę dłużej życia sióstr blokować! Odejdę z domu, niech one do ślubu dochodzą. Pójdę do miasta i poszukam pracy jako służąca.

Poczekała, aż wszyscy zasną, spakowała węzełek, zarzuciła chustkę na głowę i wymknęła się z chaty. Całą noc szła księżyc jasno świecił, droga prowadziła przez las. Nie bała się, lecz przy wejściu do boru zrobiło się trochę strasznie: a jeśli jaki niedźwiedź nie śpi? Nic jednak, weszła między drzewa, szła ścieżką dalej.

Wreszcie świtać zaczęło. Stryżona już była zmęczona, a do miasta jeszcze daleko. Usiadła więc pod leszczyną, głowę oparła na węzełku, zarzuciła chusteczkę i przysnęła. Nie wiadomo, ile minęło czasu obudził ją stukot siekiery. Grusieńka usiadła i nasłuchuje. Nagle suchy pień runął tuż obok! Wystraszyła się, zerwała na równe nogi, patrzy: idzie staruszek. Niziutki, za to krzepki, z białą brodą i siekierą w ręku.

Grusieńka jeszcze bardziej przestraszona, ale dziadzio mówi:
Nie bój się, wnuczko, nic złego ci nie zrobię.

Kim jesteś, dziadku? pyta Grusieńka. Ledwo nie przywaliłeś mnie czymś!

Jestem leśniczy odpowiada staruszek. Mieszkam tu niedaleko, właśnie wycinam suche drzewo. A ty co sama po lesie?

Opowiedziała mu Grusieńka o swoim smutku. Staruszek podumał, pogładził brodę i rzecze:
Widzę, że jesteś dobra i litościwa dziewczyna. Zostań u mnie w leśniczówce, będziesz dla mnie wnuczką. A jak ci się znudzi, to sam cię do miasta odprowadzę.

Ucieszyła się Grusieńka i zgodziła się zamieszkać z leśniczym. Tak żyli we dwoje. Dziadek chodził po borze, Grusieńka w domu robiła, a że zajęć było niewiele radziła sobie śpiewająco.

Dobry był staruszek i wesoły, umiał opowiadać bajki do późnej nocy. Przyuczał Grusieńkę powoli: tu pokazał zioła, tam nauczył rozpoznawać korzenie, tu opowiedział, jak suszyć jagody i przyrządzać lecznicze mikstury. Wszystkiego, co wiedział, jej nie zataił.

Gdy przyszedł czas odejść dziadkowi z tego świata, Grusieńka zapłakała, a leśniczy rzekł:
Nie płacz, wnuczko, wszystko w życiu ma swój czas. Pogrzeb mnie zacnie i wracaj do siebie. Wszystkiego cię nauczyłem. Ja pomagałem lasowi, a ty, córuś, żyj i ludziom pomagaj.

Gdy umarł leśniczy, Grusieńka porządnie go pochowała, wypłakała się i zebrała do powrotu.

Gdy wróciła do rodzinnej wioski, siostry już były mężatkami, obie wyszły za braci zamieszkali razem w dużym domu. Ucieszyły się niezmiernie, że Grusieńka wróciła cała i zdrowa! Wydzieliły jej izdebkę, a Grusieńka zabrała się do pomocy: jak żyzną ziemię uczynić, jak każdą chorobę wyleczyć, jak chwastów się pozbyć dużo nauczyła się u leśniczego! Siostrom zawsze plon piękny obrodził, bydło zdrowe, a w domu nikt nie chorował. Radość gościła pod dachem.

Wieść o Grusieńce niosła się szerokim echem. Ludzie zaczęli przychodzić po rady i pomoc. Grusieńka każdemu bez wyjątku pomagała, nie chciała żadnej zapłaty. Kto mógł, przyniósł jajek, kawałek płótna, a od biednych nie wzięła nigdy nic.

We wsi mieszkała jeszcze starucha Kłębowa, znana z czarów i złośliwości. Wiele umiała, tymczasem ludzie jej unikali, bo siły złego miała w sobie. Gdy Grusieńka zaczęła pomagać wszystkim, do niej właśnie popłynęły ludzkie sprawy, a drogę do chaty Kłębowa omijano szerokim łukiem. Starucha rozzłościła się, knuła już, jak do Grusieńki się zbliżyć. Myślała, wymyśliła. Przyszła do niej raz i mówi:
Dzień dobry, Grusiu, kochaneczko!
Dzień dobry, babciu serdecznie powitała ją Grusieńka.
Przyszłam po pomoc, duszyczko moja jęczy babka. Ręki podnieść nie mogę, cała prawa mi drętwieje.

Usiądź babciu, zaraz cię obejrzę.

Posadziła Grusieńka babcię, wymacała rękę.
Na pewno to ta ręka boli? Możeś się, babciu, pomyliła z przemęczenia? Daj, drugą obejrzę.
Ta, duszyczko, jak nie ta! Tak boli, tak boli, jeść i pić nie dam rady!

Grusieńka pokręciła głową.
Ależ babciu, nie widzę tu żadnego bólu.

Co ty gadasz! wrzasnęła babka. Popatrz, jak wszystkie palce powykręcane!

Zdumiała się Grusieńka, ale przy swoim zostaje.
Jak wolisz, babciu, ale ręka cię nie boli!

No to nie boli w końcu przytakuje babka. Bo może porozmawiałam z tobą, to mi ulżyło. Dziękuję ci, Grusiu! Mam tu dla ciebie podarek. I podaje jej lusterko: Jesteś jeszcze młoda, będziesz się przeglądać do woli!

Dziękuję, babciu odpowiada Grusieńka. Niech ci dobre słowo wróci po stokroć!

A na lusterko to Kłębowa nadmówiła i zaczarowała…

Mija czas, a u Grusieńki jakby garb zginął. Ludzie patrzą, dziwią się wyprostowała się prawie zupełnie, przestała utykać. Przegląda się w lusterko i cieszy. Ale starucha widzi, że jej czary nie działają, więc znów do Grusieńki przychodzi. Twierdzi, że kręgosłup ją boli, że w nogach siły brak. A w rzeczy samej sama już się źle czuje, jej zło do niej wraca!

Dała jej Grusieńka korzenie, nauczyła przygotować napar, a Kłębowa znowu wciska jej prezent kościany grzebyk.
Dziewczęca uroda lubi troskę mówi. A ty przecież śliczna, to czemu się nie rozpieścić!

Grusieńka przyjmuje grzebień i odpowiada:
Dziękuję, babciu, dobre ci twoje serce! Niech wszystko po twoim słowie się dzieje!

Znów czas leci, ludzie widzą: Grusieńka pięknieje, rumieńce wracają, warkocz gęstnieje, cała postawa kwitnie. A Kłębowa usycha! Ręce jej jak gałązki, kręgosłup stwardniał, nogi nie niosą. Leży, jęczy, woła Grusieńkę.

Jagusia i Wiesia zaczynają ostrzegać:
Nie chodź, siostro! Babka czarownica, w jej domu złe dzieje.

Nie martwcie się odpowiada Grusieńka rano mądrzejszy wieczora.

O świcie umyła się żywą wodą, ubrała nowe ubranie. Do koszyka nazbierała smakołyków: miodu leśnego, jabłuszek z sadu, ziół wonnych i leczniczych.

Siostry aż westchnęły na jej widok:
Jakaś piękna się stała, Gusiuniu! To sukienka cię tak zdobi, czy to cud prawdziwy?

Grusieńka idzie do chaty Kłębowa. Chce otworzyć furtkę, ta jak zatrzaśnięta, nie może jej ruszyć.
Babciu! woła. Otwórz, nie mogę wejść.

A w izbie hałas, stukanina, jakieś głosy:
Nie wpuszczaj! Nie zapraszaj! Nic jej nie zaszkodzi, przekleństwo ją omija, a dobro wraca!

Grusieńka znów puka:
Babciu dobra! Jak zdrowie? Przyniosłam ci miód, jabłka i zioła!

Przegina się przez płot, stawia koszyk na ścieżce. Widać czarny dym leci z komina, kraczą wrony z okien i ulatują, dom się zwęglił, jakby ogień go pochłonął. Ludzie polecieli po wodę, próbowali ratować, lecz dom stopniał, jakby rozpadł się w proch.

W tej chwili zza chmur pojawiło się słońce. Jeden promień padł na ziemię, dym się rozproszył. Po chacie Kłębowa nie zostało nic prócz garści popiołu.

Widzicie rzekli ludzie Kłębowa sama się własnym złem zniszczyła! Chciała Grusieńce zaszkodzić, lecz ta serce czyste, więc cała złość do niej wróciła!

Od tego dnia Grusieńka zrobiła się jeszcze piękniejsza, nie można było jej poznać. Wkrótce znalazł się i kawaler chłopak z tej samej wioski. Żyli w zgodzie, nie było między nimi żadnych waśni. Jagusia i Wiesia cieszyły się szczęściem Grusieńki!

A na miejscu po chatce Kłębowa, gdzie Grusieńka zostawiła koszyk z podarunkami, zaczęły rozrastać się maliny. Owoc wielki, pachnący, pełno go co roku! Cała wieś chodziła go zbierać, nikt się już tego miejsca nie bał. Mówią ludzie, że od tej pory wioskę Malinówką nazwali.

Źródło: gotovim-samy.ru/rasskazy/grushenka.htmlI tak Grusieńka, która nie wiedziała, że nosi w sobie więcej dobra i mocy niż ktokolwiek z okolicy, sprawiła, że rozpierzchło się wszelkie zło, a zamiast niego zakwitły tam słodkie maliny. Kiedy dzieci wybiegały w pole, zawsze wracały z koszykami pełnymi owoców, z których babcie robiły najlepszy dżem. Mówiono, że kto zje malinę spod chatki Kłębowa, temu szczęście w życiu się przydarzy.

A Grusieńka choć już piękna i lubiana zawsze była taka sama: pomocna, cicha, nigdy nie przechwalała się ziołami ani urodą. Kochali ją wszyscy. Na pytanie, jak poradzić ze zmartwieniem czy nieszczęściem, odpowiadała łagodnie:

Wszystko wraca, jak promień do słońca: co dasz dobrego, wróci do ciebie stokroć.

I tak w Malinówce ludzie przestali się bać, nauczyli się życzliwości, a stara legenda jeszcze długo była opowiadana przy ogniu w chłodniejsze noce. Tam, gdzie kwitły maliny, rosła już tylko dobroć.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć − 10 =

Gruszeńka