Doprowadziła byłego męża do szaleństwa

Aleksandr, usiądź przynajmniej na dwie godziny z Michałem Zuzanna spojrzała na męża z niezadowoleniem. Muszę iść do lekarza.

Nie mogę odpowiedział gwałtownie, wstając z kanapy. Spotykam się z kumplami. Niedługo wyjdę.

Aleksandr, naprawdę. Bóle głowy nie mijają, a plecy mnie bolą. Po porodzie tyle się wydarzyło, że

Zuzanno, powtórzę? spojrzał na nią sfrustrowany. Nie daję rady. Przesuń to na inny dzień. Już się umówiłem.

Aleksander już zapinał kurtkę, sprawdzając kieszenie.

Nie mogę przełożyć. Termin jest za trzy tygodnie.

Więc cierpliwie poczekaj jeszcze trzy tygodnie odrzekł, robiąc z ręki gest, jakby to była drobna sprawa. Nic ci się nie stało.

Drzwi trzasknęły. Z pokoju dziecięcego dobiegł cichy płacz Michał znów się obudził. Zuzanna westchnęła, sięgnęła po telefon i wybrała numer przychodni, wsłuchując się w długie, dźwięczne melodyjki, które zastąpiły zwykłe brzmienie dzwonka. W końcu jej kolej nadeszła.

Dzień dobry, muszę odwołać wizytę na dziś

Zsunęła się na kanapę. Po porodzie zdrowie stało się dla niej losową loterią. Raz plecy tak sztywne, że nie mogła się wyprostować, innym razem głowa waliła się, jakby ktoś w środku młotem walił. Lekarze kiwali głowami, mówiąc, że trzeba się zbadać, a na badania trzeba czas. Ktoś miał zająć się dzieckiem.

Aleksandrowi to nie grało w nos. Ostatnie dwa lata zdawały się, jakby zamieniły go w kogoś innego…

Podczas ciąży trzymał Zuzannę w ramionach w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ciągnął ciężkie torby, gotował, nawet masował jej stopy przed snem. Mówił, że jest najpiękniejsza, że jest najszczęśliwszy na świecie. Zuzanna wierzyła w każde jego słowo. Myślała, że ma szczęście z mężem.

A potem przyszedł Michał. I wszystko się rozpadło w proch.

Krzyki, niekończące się przewijanie, bezsenną noc to zdjąło z Aleksandra maskę, pod którą skrywał zupełnie innego człowieka. Krzyczał na Zuzannę, gdy nie zdążyła posprzątać mieszkania. Krzyczał na Michała, gdy ten płakał w nocy. Rzucał rzeczy, trzaskał drzwiami, uciekł do kumpli i wracał po północy.

Patrz na siebie! wykrzykiwał, wskazując palcem żonę. Czy w ogóle patrzysz w lustro? Gdzie podziała się moja piękna żona? Żabnica!

Zuzanna widziała ciemne kręgi pod oczami, potargane włosy, stary domowy T-shirt z plamami po jedzeniu dziecięcym. Dodatkowe kilogramy, które nie chciały iść w dół, mimo że jadła ledwie dwa razy dziennie. A kiedy znajdować czas dla siebie, gdy Michał miał gorączkę, bolące zęby, ból brzuszka?

Myślisz tylko o dziecku, on jest dla ciebie całym światem rzucał Aleksander, zakładając buty. Czy w ogóle cię potrzebuję?

Zuzanna milczała, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Tak, myślała o Michału. Jak nie myśleć o własnym synu? To przecież jej dziecko!

Zmęczona, dotarła do punktu, w którym po prostu chciała położyć się i nie wstawać. Była zamknięta w czterech ścianach, z krzyczącym dzieckiem i mężem, który uważał się za największą ofiarę w rodzinie.

Praca też nie rysowała się w jej przyszłości. Firma, w której kiedyś pracowała, zamknięta. Właściciel uciekł z długami, biuro pożegnane, pracowników zwolniono. Zuzanna była na urlopie macierzyńskim, więc to nie odbiło się mocno na niej. Michał miał wkrótce skończyć trzy lata. Zuzanna wiedziała, że będzie musiała szukać nowej pracy, a trzy przerwy w CV i mały synek nie były mile widziane przez pracodawców.

Mimo to marzyła o tym. Marzyła, by zabrać Michała do przedszkola, wyjść z domu, wsiąść do tramwaju i dojechać do biura. Rozmawiać z żywymi ludźmi, nie tylko z małym, który interesuje się wyłącznie kresówkami. Chciała żyć nie tylko domem i synem. Chciała sobie przypomnieć, kim była kiedyś.

Trzecią rocznicę Michała Zuzanna zorganizowała sama. Syn biegał po mieszkaniu w nowym śpioszku, radosny i różowy.

A Aleksandra nie było.

Zuzanno, gdzie jest Aleks? głos matki Aleksandra, Helena, rozbrzmiał, jakby oczekiwał, że syn wyjrzy zza zasłony.

Nie wiem Zuzanna uśmiechnęła się na siłę. Pewnie się spóźnia.

Spóźnia się? spytał ojciec Aleksandra, Jerzy, marszcząc brwi. Syn ma urodziny!

Zuzanna wzruszyła ramionami. Dzwoniła do Aleksandra dziesięć razy, pisała SMS-y, ale nie było odpowiedzi.

Goście patrzyli na siebie, nie mówiąc nic głośno. Matka Zuzanny, Maria, uścisnęła jej dłoń pod stołem cicha pomoc, która niewiele zmieniła

Święto przeszło w napiętej atmosferze. Michał był szczęśliwy, a reszta udawała, że wszystko w porządku.

Zuzanna kroiła tort, nalała herbatę, uśmiechała się do gości. Wewnątrz coś powoli się kruszyło. Na drobne kawałki i okruchy, które już nie da się poskładać.

Goście rozeszli się pod koniec wieczoru. Michał odleżał od razu, nie czekając, aż go przebiorą. Zuzanna położyła go w łóżeczku, poprawiła kołdrę i wróciła do salonu, gdzie panował chaos: brudne naczynia, porozrzucane kartony, pęknięte balony.

Zaczęła sprzątać mechanicznie, nie myśląc o niczym. Zmywała naczynia, składała je w zlewie, wycierała stół.

Dźwięk kluczy w zamku sprawił, że zatrzymała się. Zuzanna spojrzała na zegar. Północ. Zerknęła w korytarz.

Aleksander stał w drzwiach, kołysząc się. Oczy czerwone, koszula pomarszczona, a wokół niego leżał zapach tanich perfum, słodko-kwaśny, kobiecy. Na policzku czerwony ślad po szmince.

Zobaczył Zuzannę i zamarł.

Zuzanno, to nie tak, jak myślisz jego głos był chrypliwy. Wódkę wypiłem. Ktoś mnie zwodził Jeden raz Nie powtórzę, przysięgam!

Zuzanna powoli wydychała. Wewnątrz zrobiło się lodowato, jakby zamroził ją lód.

Gdzie byłeś? szepnęła.

Spotykałem się z kumplami. Weszliśmy do baru, były tam dziewczyny, a jedna

W dniu urodzin syna przerwała mu. Byłeś z jakąś dziewczyną, gdy Michał miał trzy lata!

Zuzanno, wybacz! Aleksander podszedł bliżej. Nie chciałem! Po prostu tak wyszło!

Po prostu tak wyszło? głos Zuzanny drżał. Jesteś zdrajcą. Oszustem. Zaufałam ci na sto procent. Mamy rodzinę. Mamy dziecko! Myślałam, że nie zejdziesz do zdrady!

To twoja wina! wybuchł nagle Aleksander. Patrz na siebie! Wokół pełno pięknych dziewczyn, a ja wracam do domu i widzę ciebie! Oczywiście, że się rozglądam! Jestem młodym mężem! Potrzebuję miłości!

Zuzanna odwróciła się i poszła do pokoju dziecięcego. Aleksander wołał za nią, ale ona nie odwróciła się. Zamknęła się w pokoju z Michałem, położyła się obok niego na wąskiej kołdrze i patrzyła w ciemność.

Rano spakowała rzeczy: swoje i syna. Aleksander próbował ją zatrzymać, chwytał za rękę, mówił o przebaczeniu i drugiej szansie. Zuzanna nie ugięła się. Zawołała taksówkę, włożyła walizki i odjechała do mamy.

Pierwsze tygodnie były ciężkie. Michał nie rozumiał, dlaczego mieszkają teraz u babci, płakał, wołał tatę. Zuzanna tuliła go, całowała w czoło i szeptała, że wszystko będzie dobrze, choć sama w to nie wierzyła.

Stopniowo życie zaczęło się układać. Maria pomagała przy Michału, opiekowała się nim, gdy Zuzanna szukała pracy. Po miesiącu znalazła zatrudnienie nie wielką firmę, ale stałą pensję i przyzwoitego szefa. Załatwiła rozwód. Aleksander nie sprzeciwiał się, tylko domagał się kontaktu z synem. Zuzanna się zgodziła. Michał kochał ojca.

Kilka miesięcy później wynajęła jednopokojowe mieszkanie. Nie wielkie, ale własne. Zuzanna urządziła je skromnie to było jej miejsce z Michałem. Dom.

Aleksander zaczynał zaglądać w gościnę. Najpierw rzadko, potem częściej. Pomagał naprawić kran, złożyć meble, wyprowadzić Michała na spacer. Zuzanna pozwalała. Nie dla siebie, lecz dla syna. Michał radośnie przytulał się do ojca, śmiał się, skakał na szyję. Zuzanna nie mogła tego zabrać.

Po pół roku od rozwodu Aleksander wziął nową żonę. Zuzanna zobaczyła ich przypadkowo w centrum handlowym piękną, szczupłą, zadbaną. Długie włosy, makijaż, krótką sukienkę.

Mimo to Aleksander wciąż przychodził, częściej niż wcześniej, i chwalił nową żonę.

Wika jest bardzo gospodynią mówił. W domu zawsze porządek, kolacja gotowa. Wygląda pięknie, jak modelka.

Zuzanna skinęła głową, choć w środku płonęła furia. Nawet po rozwodzie Aleksander potrafił ją drażnić.

W końcu przyszła myśl, jak mu się zemścić. Mała, podstępna, ale sprawiedliwa.

Zuzanna zaczęła dzwonić do Aleksandra, często i pod każdy pretekst.

Aleks, cześć. Michał chce się pobawić, możesz przyjechać?
Aleks, leci mi kropla w kuchni, pomożesz?
Aleks, Michał tęskni, kiedy przyjedziesz?

Aleksander przyjeżdżał za każdym razem. Okazało się, że wystarczyło zabrać syna, by ten go pokochał. Chodzili razem, rozmawiali, pili herbatę. Ich rozmowy ciągnęły się godzinami. Zuzanna opowiadała o przedszkolu, śmiała się, zadawała pytania. Aleksander odpowiadał ochoczo, jakby brakowało mu tego kontaktu.

W tle słychać było głos nowej żony Viki:

Aleks, znowu z nią rozmawiasz? Daj spokój!

Aleksander odrzucał to, ale Zuzanna słyszała rosnącą irytację w jej głosie. To dawało jej ulgę.

Kilka miesięcy później Aleksander pojawił się niespodziewanie wieczorem. Zuzanna otworzyła drzwi i zobaczyła jego wyczerpane, zmięte oblicze.

Rozwodzimy się powiedział, wchodząc.

Co? Zuzanna zamknęła drzwi, oprując się o nie.

Vika odeszła. Nie wytrzymała.

Nie wytrzymała czego?

Nas. spojrzał na nią. Naszej relacji.

Zuzanna uśmiechnęła się cynicznie, zimno.

Jaka relacja, Aleks?

Zuzanno, wiesz o co chodzi. Spędzamy ze sobą tyle czasu. Myślałem, że

Że znowu będziemy razem? skrzyżowała ramiona. Nie, Aleks. Od miesiąca jestem w innym związku i jestem szczęśliwa.

Aleksander zbladł, twarz się wykrzywiła.

Co? Z kim?

Ktoś nieistotny. Ważne, że nie z tobą.

Zuzanno, ale myślałem

Myślałeś, że będę czekać? roześmiała się. Na serio?

Więc będziesz mi płacić alimenty jak jakiś obcy facet?! krzyknął. Wciągnąłeś mnie w to! Pomagałem, jakby to była moja rodzinna sprawa, a ty

Nic nie obiecałam odpowiedziała spokojnie. To ty sam przychodziłeś, jak pies. Próbowałeś znów być częścią rodziny. Nie potrzebuję cię. Nie stać cię nawet na kota, nie mówiąc o człowieku.

Ty

Co? podeszła do drzwi i otworzyła je szeroko. Idź, Aleks. Nie wracaj bez zapowiedzi.

Nie jesteś kobietą! chwycił kurtkę i wybiegł. Mała, mściwa wężowa!

Może i tak wzruszyła ramiona. Ale sam siebie tak stworzyłeś.

Drzwi zamknęły się z hukiem. Zuzanna oprzyła się o nie, zamknęła oczy. Nie było w nich ani radości, ani ulgi. Tylko pustka.

Czuła, że postąpiła źle, lecz Aleksander zniszczył ją kiedyś. Zburzył jej godność, wiarę, miłość. Odpowiedziała tą samą monetą.

Zuzanna weszła do pokoju Michała. Syn spał, rozciągnięty z otwartymi ramionami. Usiadła obok, pogłaskała go po głowie i patrzyła w ciemność, wspominając odległe lata, kiedy jeszcze wierzyła w szczęśliwe zakończenie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × pięć =

Doprowadziła byłego męża do szaleństwa