Nie Mogę W To Uwierzyć!

Nie mogę w to uwierzyć. Znowu, po dwudziestu latach, wiruję w walc z tobą. Pamiętasz nasz ostatni bal? To był szkolny bal w Warszawie, a my tańczyliśmy pod gwiazdami, a szczęście unosiło się w powietrzu niczym zapach wiosennych jabłoni. Topiłam się w głębinie twoich niebieskoniebieskich oczu. Tamtego wieczoru chciałam wyznać ci najważniejsze że już wkrótce zostaniemy rodzicami. Kiedy tylko wypowiedziałam to słowo, wpadłeś w gniew niczym burza nad Wisłą. Wyszeptałeś, przerywając:

Zbyt wcześnie, poczekajmy.

Wpadłam w szał, jak w wirze karuzeli. Wiedziałam, że to niewłaściwy moment, ale nie mogłam nic zrobić. Rozstaliśmy się, a jednak uczucie do ciebie przetrwało jeszcze długo. Złamałeś mi serce roztrzaskałeś duszę na tysiąc kawałków. Wiedziałam, że nie odmienisz zdania, nie zrozumiesz, nie poczujesz żalu. Twój charakter był twardy jak granit, a właśnie to mnie w tobie fascynowało.

Nasze koleżanki z klasy, Jadwiga i Zofia, przekazywały mi wieści o twoim życiu. Wiedziałam, że jesteś żonaty, masz dwóch dorosłych synów, jesteś rozwódką i wciąż przychodzisz na spotkania absolwentów, zawsze pytasz, co u mnie. A jednocześnie nikt z dawnych kolegów nie wie nic o mnie. Nie chodziłam na szkolne zjazdy bałam się twoich oczu, bałam się, że spojrzę w nie i zatonę, nie wypłynę już nigdy. To strach trzymał mnie przez dziesięć lat.

Potem pojawił się on mój mąż, Piotr. Zrzułam się w małżeństwo, nie czując wobec niego nic oprócz wdzięczności. On to wyczuł i nie spieszył się. Przyjął moją córkę, którą nazwałam Miłosława, jak własną. Jej włosy lśnią tak, jakby odbijały twoje niebieskie spojrzenie. Mój mąż kocha mnie całym sercem, czuję to w każdej komórce. Jego gesty, słowa, nawet spojrzenie mówią jedno delikatność wobec mnie. Po pięciu latach małżeństwa po prostu odkryłam, że zakochałam się w własnym mężu. Stał się dla mnie kotwicą, niepostrzeżenie odnalazł klucz do mojej duszy i wprowadził mnie do drzwi dobra i zrozumienia. Nikt nie zdoła wdarzyć się w naszą miłość.

Miłość ratuje wszystko, Waldek. Ty mnie nigdy naprawdę nie kochałeś byłem dla ciebie jedynie młodzieńczym kaprysem.

Co ja ciągle gadam o sobie? pytam. A ty, Waldek, jak żyjesz?

Och, Jadźka żyję w nieładzie, jakby szalik wiatru. Bez upragnionego spokoju. Synowie mają własne sprawy, ja sam sobie radzę. Często myślę o tobie

Wiesz, mój mąż i ja mamy troje dzieci: Miłosława i bliźniaczki, które mają po sześć lat. Pamiętasz jeszcze naszego przyjaciela, Jana Ustynowicza?

Ustyn? Oczywiście, pamiętam! Był nie tylko najlepszym, ale i jedynym przyjacielem. Po szkole zerwał kontakt, nie odbierał telefonów, unikał spotkań nie wiem, co się z nim stało.

Waldek, chodźmy do okna, spójrzmy na szkolny dziedziniec.

Waldek podszedł do otwartego okna i nie odrywał wzroku od tego, co zobaczył.

Rozumiem, Jadźka. Wszystko rozumiem Co za splątane losy!

Na podwórku, przy starej ławce, stał Jan Ustynowicz, trzymając w ręku dwie małe dziewczynki. Obok niego stała dziewczyna w okolicach dwudziestu lat, a jej oczy były niebieskieniebieskie, jak dwa szmaragdy po deszczu.

Żegnaj, Waldek! Idę do swojej rodziny.

Jadźka, dlaczego tak naprawdę przyszłaś na spotkanie w tym roku?

Przestałam się bać, Waldek! Patrzę na ciebie, a dusza milczy, lecz bije mocniej niż kiedykolwiek.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiem − pięć =

Nie Mogę W To Uwierzyć!