Mgła ustąpiła
Ostatnio Zofia coraz częściej rozmyślała o swoim życiu. Codzienność przygniatała ją każdy dzień był taki sam. Mimo że miała rodzinę: męża Marka i dwóch synów, którzy w szkole zawsze byli najlepszymi uczniami, czuła się znudzona.
Wstała wcześnie, kiedy w sypialni rozbrzmiał głośny, rytmiczny dźwięk zegara stojącego przy łóżku. Za oknem ledwie jaśniało. Nie mogła jednak zasnąć; leżąc, w głowie krążyły myśli o nadchodzącym dniu.
Teraz wstanę i dzień minie tak samo, jak poprzednie, pełen obowiązków myślała. Pójdę doić krowę Zosię, nakarmię ją i wypuszczę do stada, potem nakarmię pozostałe zwierzęta. Potem muszę przygotować śniadanie dla Marka i chłopców. Obudzę ich wszystkich, odprowadzę chłopców do szkoły, a Marka poślę do pracy. O tak, dziś muszę jeszcze podkopić ziemniaki, inaczej urośnie, więc chwycę motykę i ruszam do ogródka.
Zofia ruszyła do domowych obowiązków, a w głowie wciąż krążyły:
Dziś trzeba wyprać, posprzątać podwórko, wytrzeć kwiaty i zamiatać, już od dawna nie sprzątałam tam. Ech, moje życie jest nudne, same zajęcia i zajęcia Dzień się rozpoczął.
Marku, wstawaj, pora popchnęła go lekko w ramię, ale on jeszcze spał.
Tak, tak mruknął i przewrócił się na plecy.
Dzieci, wstawajcie, jedzcie śniadanie i idźcie do szkoły, Michaś, nie odwracaj się, i tak musisz wstać. Kto za ciebie pójdzie do szkoły, nie ja. Leżaku, powinieneś wcześniej iść spać zrzędziła matka, nie będąc naprawdę złośliwa. Najmłodszy Kacper już wybiegł, był lekki na nogę, a Michaś przeciągał się.
W końcu posłała ich w ich sprawy, wzięła się za pranie i powiesiła wyprane rzeczy na płocie. Nastrój tego ranka był dziwnie smutny, choć nie wiedziała dlaczego, ale od pewnego czasu czuła, że nie jest zadowolona ze swojego życia.
Zaczęła od kwiatuszków, gdy nagle podbiegła do podwórka Jadwiga, sąsiadka, energiczna i zadziorna. Zawsze krzyczała na swoje zwierzęta i rozgłaszała wszystko, co się u niej dzieje, nawet w domu Zofii.
Jadwigo, co wczoraj wieczorem znowu się kłóciłaś?
No wiesz mój syn Paweł wrócił, tak właściwie nie wrócił, tylko przyczołgał się do domu. Cały wieczór czekałam, musiałam przestawić szafę, a ona była ciężka rano go ostrzegłam, a on O nie, nie mogłam na niego patrzeć, znów poszedł do Ireny, a tam domówki i wódkę co chwilę A ty, twój Marek nie pije, nigdy go nie widziałam pijącego.
Jadwiga zazdrościła Zofii, jej spokój, brak hałasu i krzyku na podwórku, których Zofia nie miała. Widząc smutną sąsiadkę, zapytała:
Zosiu, dlaczego jesteś taka przygnębiona, czemu nie uśmiechasz się? Coś cię trapi?
Zofia westchnęła, usiadła na ławce, a Jadwiga usiadła obok.
Nie wiem, Jadwigo, coś mnie przytłacza. Mam wrażenie, że ciekawe życie przelatuje obok mnie, że wszystkie interesujące wydarzenia dzieją się gdzieś indziej, a inni żyją lepiej, szczęśliwiej, bardziej różnorodnie. Chciałabym czegoś innego, nie jak w kinie, ale przynajmniej jak u naszych sąsiadów.
Ojej, Zosiu, po co się zamartwiać? U ciebie wszystko płynie jak po maśle, spokojnie i cicho odparła sąsiadka. Czego ci jeszcze brak?
Patrzę na Małgorzatę, jej mąż Wojciech jest przystojny i dumny, chodzą razem wszędzie, przytulają się i całują w publicznych miejscach. Małgorzata jest główną księgową, ubiera się elegancko. To nie życie, to bajka Wojciech jeździ samochodem, na urodziny przynosi czerwone róże z Krakowa. Często wyjeżdża do miasta. Małgorzata nie ma nudnego życia.
No tak, znalazłaś komu zazdrościć przerwała ją Jadwiga. Siedząc w domu, nie widzisz, co się dzieje. A Wojciech to prawdziwy zalotnik, kobieciarz, nie przepuści żadnej pięknej dziewczyny. Małgorzata o tym wie, stara się wyglądać dobrze, kupuje nowe ubrania, ubiera się na męża. A on, jak kot marcowy kocha ją na pokaz, w domu może i rękę podać. Jego życie to wiersz, jeździ do miasta, tam ma kobiety i nawet młode dziewczyny.
Skąd to wiesz? Może chodzi o sprawy służbowe?
Oczywiście, że o sprawy służbowe! Po co jeszcze? Po dziesiątej wieczorem wyjeżdża, a rano wraca? Moja siostra, która mieszka u sąsiadów, przyjaciółka Małgorzaty, wszystko widzi i słyszy. Małgorzata prosi ją, by nie rozpowiadała plotki o wiosce Kiedyś zamalowała siniaki Małgorzacie podkładem. Żyje w ciągłym strachu, że Wojciech ją opuści lub pobije. A ty mówisz, że to bajka. Kto potrzebuje takiej bajki? zachęcała Jadwiga, a Zofia patrzyła na nią z niedowierzaniem.
Po chwili ciszy Zofia kontynuowała:
Dobrze, jeśli tak jest, nie powinnam zazdrościć Małgorzacie. Weźmy Urszulę. Nie powiem, że jej mąż Andrzej jej nie kocha. On uwielbia ją i ich syna. Zakazał jej nawet pracować, sam wszystko robi w domu. Czasem wywozi ją na kurort, to prawdziwa miłość. Szczęśliwa Urszula A ja mam mdłe, nudne życie.
No tak, Zosiu, i to nie jest prawda.
Dlaczego nie? Andrzej nie pije, nie hulający, oszczędny.
A wiesz, że ich najstarszy syn jest chory? Przynajmniej młodszy Antoś jest zdrowy, chodzi do szkoły, jest fajnym chłopcem.
Wiem odparła Zofia wiem, że syn choruje, nie wiem jaką chorobę. Mieszkają na Dolnej Księżycowej ulicy, na końcu wsi. Andrzeja znam, a mój mąż Marek mówi o nim dobrze. Urszulę znam, chodziliśmy razem do szkoły, zaraz po nauce wyszła za Andrzeja. W szkole ich miłość się rozkwitła.
Najstarszy syn, Witek, jest bardzo chudy, jego rówieśnicy już są w ósmym klasie. On zachowuje się jak siódmoletni chłopiec, nie rośnie w głowie. Nie wiem, jaka to choroba, ale regularnie jeżdżą z nim do sanatorium, dostają darmowy pobyt. Ty mówisz, że jeżdżą na kurort Niech Bóg nie dopuszcza takiego kurortu.
Rzeczywiście, niech Bóg nie dopuszcza. Skąd wszystko to wiesz? Co się dzieje w wsi, kto dokąd jedzie?
Pracuję na gospodarstwie, tam wszystkie plotki i nowiny. Wieczorne plotki zaczynają się od rana, gdzie jest dużo babek, tam i rozmowy Oksana, nasza pracownica, siostra Andrzeja, zna wszystkie szczegóły i ma długie języki.
Tak, nie warto zazdrościć. Jak mówi przysłowie: W każdej chacie swoje szczęście, a ja nie znam tych szczegółów mówiła Zofia.
Nie znasz, bo cały czas jesteś w domu, chodzisz do sklepu i nic więcej. Nie stoisz przy studni, nie rozmawiasz z babą przy studni. Po co ci studnia, skoro Marek przyniósł wodę do domu, wykopał studnię, a on jest gospodarzem, solidnym mężem. Ojej, Zosiu, pewnie wkurza cię twoja rutyna Nie widziałaś innego życia, więc myślisz, że wszyscy żyją wesoło drwiła Jadwiga.
Zofia skinęła głową. Może Małgorzata i Urszula nie mają cukru w życiu, ale Katarzyna jest kochana i rozpuszczona. Piękna Katarzyna, nie ma co do tego wątpliwości, wszyscy mężczyźni odwracają szyję, gdy przechodzi Mężczyźni marzą o niej uśmiechnęła się Zofia. W niedzielę wróciłam z sklepu i zobaczyłam ją, rozebrana, z bukietem kwiatów i dużą paczką czekoladek, uśmiecha się i mówi, że podarował jej Irek z sąsiedniej wsi.
Tak, Katarzyna to piękność, nie da się tego ukryć dodała Jadwiga mówią, że nawet nasz wójt podkrada się do niej potajemnie, gdy żona nie patrzy. Niech Bóg nie pozwoli, by jego żona się dowiedziała, bo Katarzyna skończyłaby bez włosów, a jego żona go rozgniewa.
To właśnie tak, Katarzyna żyje wesoło odpowiedziała Zofia.
Wesoło, tak? A ile ma lat? Trzydzieści pięć Tak, przyjeżdżają ją kawalerzy na motocyklach i w samochodach, ona z nimi przeskakuje. Dają jej prezenty. Czas płynie, a nikt nie woła jej do małżeństwa. Życie mija, młodość odchodzi, a ona wciąż jest sama.
Myślę, że Katarzyna też rozmyśla o tym, płacząc w poduszkę, choć nikt tego nie widzi.
O, Jadwigo, to prawda. Gdy tak przyjrzeć się, te kobiety nie są aż tak szczęśliwe, a ja właściwie im wszystkim zazdroszczę. Widzę, że mgła zasłania mi oczy
Długą chwilę rozmawiały, potem Jadwiga pobiegła do domu, a Zofia wzięła motykę i ruszyła do ogródka przykopać ziemniaki. Przyszli dzieci ze szkoły, nakarmiła je, przyprowadziła krowę ze pastwiska i odkarmiła. Marek wrócił z pracy, nakarmiła go, i tak minął kolejny dzień. Cicho, spokojnie, jak zawsze.
Tej nocy Zofia nie mogła zasnąć, z trudem uśpiła się, a w śnie zjawiła się jej zmarła babcia, Jadwiga. Pojawiła się nagle i rzekła:
Zosiu, nie gniewaj się na Boga, nie narzekaj na los. Próby przychodzą nam w miarę naszych sił, a w twoim życiu nie było ich aż tak wielu. Żyj więc swoim życiem
Obraz babci rozwiał się w mgle, a Zofia obudziła się. Poczuła wstyd, że narzekała na własne życie, współczuła sobie, zazdrościła innym, tak jakby ich szczęście było jedynym. Rozproszyła się mgła, a na trawie połyskiwała rosa, dzień zapowiadał się pięknie.
Jak pięknie żyć pomyślała radośnie wszystko jest w porządku. Przez całe życie widziałam świat przez mgłę zazdrości, przyglądając się innym i wyobrażając sobie ich życie jako własne. Nie miałam pojęcia, jak naprawdę żyją ludzie. Marząc o szczęściu sąsiadów, nie dostrzegałam, że mam własne szczęście już od dawna Kochającego męża Marka, który nigdy mnie nie zrani, ukochanych synów, którzy świetnie radzą sobie w szkole, i drobne sprawy, które kiedyś wydawały się wielkie, są niczym w porównaniu z prawdziwą radością. Jak dobrze, że mgła się rozproszyła.
Wróciwszy do domu, zdjęła płaszcz, zajrzała do pokoju, poprawiła kołdrę Michaśowi. Powoli wróciła do równowagi, a wszystko ułożyło się na swoje miejsce. Życie toczy się dalej, a prawdziwe szczęście nie kryje się w porównaniach, lecz w docenianiu tego, co już mamy.



