Zajmij się babcią, to przecież nie jest dla ciebie problem!

Zajmij się babcią, nie powinno być ciężko mówi Walentyna, siostra męża, z powagą. Wiesz, że nasza mama już nie jest taka. Wiek, otępienie, pamięć ją zawodzi. Lekarze twierdzą, że potrzebuje stałej opieki. Chciałabym zrobić to sama, ale mam pracę, sprawy… A ty pracujesz z domu, prawda? Nie będzie ci trudno?

Jadwiga zaciska wargi. Rzeczywiście pracuje w domu, tłumaczy dokumenty i od czasu do czasu prowadzi konsultacje online. Harmonogram jest elastyczny, ale nie oznacza to, że ma jej pod dostatkiem.

Pani Walentyno, nie wiem, co mam zrobić zaczyna ostrożnie Jadwiga. Nigdy nie miałam takiej sytuacji. Może lepiej zatrudnić opiekunkę? Albo oddać ją do domu opieki, tam są specjaliści

Teściowa podskakuje, oczy jej płoną oburzeniem.

Do domu opieki?! Jak możesz tak mówić! To moja mama! Nie oddam jej do jakiegoś ośrodka, gdzie nikt nie będzie na nią patrzył. To obcy ludzie! My jesteśmy rodziną.

Jadwiga spogląda na Olka, szukając poparcia, ale mąż nie podnosi głowy.

Jadź, mama nie wymaga wiele w końcu mówi Olek, nie odrywając się od telefonu. Rano wpaść, wieczorem wpaść. Nakarmić, trochę pomóc. Nic trudnego, dasz radę.

Jadwiga wzdycha. Kłótnia byłaby bezcelowa. Poza tym mieszkają w mieszkaniu Walentyny, które poślubiła ich po ślubie, gdy jeszcze nie mieli własnego lokum. Odmawianie wydawało się niewdzięczne.

Dobrze mówi cicho Jadwiga. Spróbuję.

Walentyna rozpromienia się, podchodzi do stołu i mocno przytula synową.

Dziękuję, córeczko. Nie wiesz, ile mi pomagasz. Dam ci klucze, zapiszę adres. Mama mieszka niedaleko, piętnaście minut pieszo. Tylko, Jadziu, ona czasem jest wiesz, nerwowa. Nie przejmuj się, jeśli coś powie nie tak. Zrozumiesz?

Jadwiga kiwa głową, przekonana, że da radę. Co trudnego może być w opiece nad starszą kobietą?

Rankiem odkrywa, że jest to pytanie, na które odpowiedź przychodzi niebawem.

Mieszkanie Lidia Petrovny znajduje się w starej kamienicy na Pradze. Ściany podniszczone, schody skrzypiące. Jadwiga wchodzi na trzecie piętro, puka w drzwi i czeka. W środku najpierw coś hałasuje, potem słychać skrzypiące kroki i kliknięcie zamka.

Drzwi otwierają się. Na progu stoi skulona starsza kobieta w wyblakłym szlafroku. Lidia patrzy na Jadwigę zamglonym wzrokiem.

Co chcesz? pyta chrapliwie.

Dzień dobry, Lidio. Nazywam się Jadwiga, jestem żoną Olka. Walentyna poprosiła, żebym pomogła. Czy mogę wejść?

Stara kobieta mruczy, ale odsuwa się na bok. Jadwiga wchodzi do przedpokoju i ledwie nie dusi się od zapachu: rozkładana wilgoć, lekarstwa i coś kwaśnego. W mieszkaniu panuje chaos. Na podłodze leżą rzeczy, gazety, podarte kapcie. Na stoliku przy lustrze stoją pojemniki z tabletkami, a z kuchni unosi się zapach spalonego.

Co chcesz na śniadanie? Mogę coś przygotować pyta Jadwiga.

Lidia ostro odpowiada:

Nie potrzebuję nic! Kto cię tu wzywał? Walentyna? Znowu przywiozła jakiegoś szpiega!

Jadwiga gubi się. Szpiega?

Chcę tylko pomóc

Pomóc! drwi staruszka. Wszystkie jesteście tacy sami. Udajecie, że macie serce, a tak naprawdę czekacie, aż mnie nie będzie, żeby przejąć mieszkanie!

Jadwiga milczy, słowa Lidia brzmią tak żrąco, że nie ma już siły się bronić. Cicho przechodzi do kuchni, włącza czajnik i zaczyna szukać jedzenia. W lodówce znajdują się jajka, trochę kiełbasy i suchy chleb. Nic strasznego, da się zrobić jajecznicę.

Gdy gotuje, Lidia siada na stołek przy drzwiach i warczy bez końca.

Zawsze się spóźniacie. Wczoraj Walentyna obiecała przyjść, nie przyszła. Kłamczucha. Ty też taką jesteś. Chcesz mnie najedzić, a potem powiesz, że nic nie zostało.

Jadwiga nie odpowiada, przewracając jajka na patelni, starając się nie słuchać podłych uwag.

Gdy śniadanie jest gotowe, kładzie talerz przed Lidią. Starsza patrzy na jajecznicę, próbuje, potem marszczy nos i odsuwa talerz.

Nie smakuje. Za dużo soli. Nie potrafisz gotować!

Jadwiga przygryza wargę i spróbuje sama sól w sam raz.

Lidio, musisz coś zjeść. Bez jedzenia nie możesz brać tabletek.

Nie kazuj mi! Sama wiem, kiedy mam jeść!

Stara kobieta wstaje, tupiąc kapciami, i zamyka drzwi na kłódkę. Jadwiga zostaje w kuchni, patrząc na nieporuszony talerz. Wewnątrz rośnie gniew, ale go tłumi. Dzień dopiero się zaczyna.

Wieczorem, kiedy wraca do Lidii, sytuacja powtarza się. Starsza odmawia kolacji, nie chce brać leków i oskarża Jadwigę o kradzież. Jadwiga próbuje przekonać, tłumaczyć, lecz nic nie działa. Pod koniec dnia czuje, że pęka.

Olek wita ją w domu.

Jak tam? pyta, niefrasobliwie.

Ciężko odpowiada Jadwiga, siadając na krześle. Twoja babcia jest naprawdę trudna. Krzyczy, obraża, nic nie je.

Olek wzrusza ramionami.

To wiek. Mama tak mówiła. Wytrzymaj, Jadziu. To nie potrwa długo.

Jadwiga chciałaby zapytać, co ma na myśli, mówiąc nie potrwa długo, ale milczy. Olek zamyka drzwi w swoim pokoju.

Mija tydzień, potem kolejny. Jadwiga odwiedza Lidii dwa razy dziennie, gotuje, sprząta, stara się utrzymać choć odrobinę porządku. Pracę odkłada na wieczór, kiedy sił ma niewiele. Pracuje przy tłumaczeniach do północy, a rano znów jedzie do domu staruszki.

Lidia nie staje się łagodniejsza. Wręcz przeciwnie, codziennie coraz częściej krytykuje: jedzenie za zimne, za gorące, za głośne, za ciche. Rzuca rzeczami, krzyczy, nazywa synową leniwą i najedzoną. Jadwiga ściska pięści i milczy. Jednak cierpliwość nie jest nieskończona.

Miesiąc później Lidia zachowuje się bardzo słabo. Nie wstaje z łóżka, prawie nie je, tylko leży i narzeka na ból. Jadwiga wzywa lekarza. Ten bada staruszkę, wypisuje nowe leki i mówi, że stan jest poważny.

Wieczorem Jadwiga wraca do domu i pada na kanapę. Jest tak wyczerpana, że nie może nawet płakać. Po prostu leży, wpatrzona w jedną punkt.

Walentyna następnego dnia pyta:

Jadź, jak tam mama?

Źle odpowiada zmęczona Jadwiga. Lekarz twierdzi, że potrzebny jest stały opiekun. Nie dam rady, Walentyno. Jestem wyczerpana. Muszę pracować, muszę odpocząć. Nie daję rady.

Głos teściowej staje się lodowaty.

Czyli odmawiasz?

Nie odmawiam, proszę o pomoc. Zatrudnijmy opiekunkę lub

Zatrudnimy opiekunkę! przerywa Walentyna. Na co mam ci dawać pieniądze? Myślisz, że mam kasę? Poza tym to twoja obowiązek, Jadwiga. Wzięliśmy ci dach nad głową, a ty nie odwdzięczasz się choć trochę!

Jadwiga zaciska pięści.

Walentyno, miesiąc spędziłam przy twojej mamie. Gotowałam, sprzątałam, znosiłam jej obelgi. Pracowałam nocami, by zdążyć ze wszystkim. Nie mogę już dalej.

Nie możesz? To lecij stąd. Na wszystkie strony. Nie może ona! Olek, słyszysz?

Olek stoi w drzwiach, ręce skrzyżowane, twarz nieprzenikniona.

Jadź, mama ma rację mówi spokojnie. Musisz pomagać rodzinie. Jesteś kobietą. Musimy być wdzięczni mamie, że mieszkamy pod jej dachem.

Jadwiga wstaje. Oddech staje się lżejszy.

Dobrze mówi spokojnie. Rozumiem wszystko. Całe to szaleństwo.

Walentyna otwiera usta, Olek mruga, jakby nie rozumiał, co usłyszał.

Jadź, co? Dokąd zmierzasz? pyta zdezorientowany.

Jednak Jadwiga już kieruje się do sypialni. Zabiera torbę i zaczyna pakować rzeczy. Niewiele jej zostało: ubrania, dokumenty, laptop. Reszta leży u rodziców, kiedy przeprowadzała się do Olka. Wszystko mieści się w torbie.

Olek podąża za nią. Patrzy, jak żona pakująca się, najpierw zamieszanie, potem irytację.

Jadź, przestań. Nie możesz po prostu wyjść.

Mogę odpowiada krótko, zamykając torbę.

Dokąd? Do rodziców?

Tak. Potem znajdę mieszkanie. Rozwód. Nie mamy już nic wspólnego, mieszkanie nie jest nasze.

Olek otwiera usta, ale nic nie mówi. Jadwiga przechodzi obok niego i kieruje się ku wyjściu. Walentyna stoi w korytarzu, blada i zdezorientowana.

Jadź, dokąd idziesz?

Wyprowadzam się. Dziękuję za gościnę.

Wychodzi z mieszkania, bierze głęboki oddech i uśmiecha się. Ulga wypełnia ją jak fala.

Rozwód załatwiają szybko. Olek nie sprzeciwia się, nie przychodzi na rozprawę. Jadwiga dostaje odpis wyroku i wkłada go do szuflady. Nie myśli już o byłym mężu.

Mieszka w małym kawalerce, prowadzi własne życie. Spokojnie, bez krzyków i ciągłego napięcia. Rok mija niepostrzeżenie.

Pewnego dnia Jadwiga spotyka się z przyjaciółką Martą w kawiarni. Rozmawiają o pracy, planach na wakacje, a Marta nagle mówi:

Słyszałaś, co stało się z matką twojej byłej teściowej?

Jadwiga podnosi wzrok od filiżanki herbaty.

Nie, co?

Zmarła. Trzy miesiące temu. Walentyna potem zrobiła wielki skandal w całej dzielnicy. Okazało się, że babcia zapisała mieszkanie dalszej krewni siostrzenicy. Walentyna walczyła w sądzie, dowodziła, że matka była niepoczytalna, ale na nic. Testament spisała pięć lat temu, kiedy Lidia była jeszcze przytomna.

Jadwiga zastyga.

Zapisała mieszkanie? Dalekiej krewni

Marta kiwnęła głową.

Tak. Walentyna liczyła, że dostanie mieszkanie. Dlatego tak naciskała, żeby mama była w domu, nie w domu opieki. Chciała pokazać, że się troszczy, żeby nie było roszczeń. A tak to wygląda.

Jadwiga odciąga się na krzesło. Wewnątrz rozlewa się przyjemny ciężar. Wreszcie rozumie, że cała ta opieka była tylko narzędziem, by wyłudzić mieszkanie babci. Nie potrzebowała jej, tylko spadku.

Jadź, po co się uśmiechasz? zaskoczona pyta Marta.

Nic. Po prostu sprawiedliwość zwyciężyła.

Marta wzdycha.

No tak. Walentyna teraz jest jak diabeł. Mówią, że Olek wciąż z nią mieszka, nie wyprowadził się. Pracuje, ale ciągle brak pieniędzy. Życie nie układa się tak, jak chciała.

Jadwiga kończy herbatę i wstaje.

Marta, idźmy dalej? Chcę kupić ciasto, szampana i dobrą kawę.

Marta się śmieje.

Coś celebrujemy?

Tak przytakuje Jadwiga. Świętuję, że życie potrafi być nieprzewidywalne.

Po chwili wychodzą z kawiarni i idą w dół ulicy. Jadwiga idzie lekko, prawie unosi się. Może była zła, że cieszyła się cudzym nieszczęściem, ale Walentyna chciała ją wykorzystać, wyssać wszystkie siły i wyrzucić. Los odpłacił byłej teściowej. Mieszkanie nie trafiło w jej ręce. Syn został przy niej, ale nie przyniósł szczęścia. To już cała historia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście + 16 =

Zajmij się babcią, to przecież nie jest dla ciebie problem!