Ciocia

CIOTKA

Ciotkę Marię przywieziono z małej wsi pod Lublinem. Starsza pani coraz gorzej radziła sobie z gospodarstwem, więc jej siostrzenica Malwina zabrała ją do siebie, do mieszkania w Warszawie.

Mąż Malwiny, Artur, nie protestował. Był cichy, drobny i nosił okulary. We wszystkim bez sprzeciwu słuchał swojej żywiołowej, energicznej i pełnej życia Malwinki.

Przecież to nasza rodzina, ciotka jednak. Nie miała własnych dzieci. A moja mama niedawno odeszła. Była od ciotki Marii trzydzieści lat młodsza, urodzona w drugiej rodzinie ojca. Tak się złożyło, że straciłam mamę tak wcześnie, eh… Szkoda ciotki! Musimy się zaopiekować! zadecydowała Malwina.

Jej dzieci Kuba i Jagusia nie znały cioci Marii.

A i sama Malwina widziała ją tylko kilka razy. Nie rozmawiały przez telefon, jedynie wymieniały się listami. Okazało się, że ciotka Maria nawet nie posiada żadnych nowoczesnych urządzeń.

I oto była tu, z nimi. Drobniutka, niczym krasnoludek (Kuba, trzynastoletni, był już od niej wyższy). Włosy miała puszyste, jak dmuchawiec. Na głowie kapelusz z kokardą. A oczy zadziwiająco młode, przenikliwie błękitne.

W rękach tradycyjny worek i siatka, jak za dawnych czasów. Dwa stare walizki.
Na rękach puchaty, rudzielec kot. Kot spojrzał leniwie na nowych właścicieli mieszkania, wskoczył na podłogę i ruszył zwiedzać teren.
To jest Piernik. Wzięłam go ze sobą. Żywa dusza, nie miejcie mi za złe powiedziała ciotka Maria.

Dodała:
O, jakie wy jesteście moje! Kochani moi!

Potem było małe przyjęcie. Staruszka przywiozła swoje przetwory konfitury, ogórki, leczo. Malwina ze zdumieniem patrzyła, jak jej wybredne dzieci zajadają wszystko ze smakiem.

Malwinko! Macie ogródek? Wszystko posieję, chociaż zdrowie już nie naj, ale trzeba! Bez swojego ani rusz! powiedziała ciotka Maria.

Malwina odpowiedziała, że nie mają ogródka. Po co im? Wszystko można kupić, a czasu brakuje. Pracuje na dwóch etatach, Artur też, dzieci widują na chwilę. Mieszkanie w kredycie jeszcze długo będą spłacać.

Ogródek potrzebny. Nie patrz tak na mnie, Malwina. Człowiek bez ziemi nie może! Kupimy. Poszukamy działeczki i ciotka Maria poszła do swojego pokoju.

Poszukamy, jasne… Żyjemy oszczędnie, ledwo wszystko ogarniamy. Ciotka chyba myśli, że jesteśmy milionerami! burknęła Malwina myjąc naczynia.

Następnego dnia był weekend. Artur leżał w łóżku czytając gazetę. Malwina krzyknęła do dzieci, żeby podgrzały gotowe dania, i postanowiła jeszcze trochę pospać.
Kuba i ośmioletnia Jagusia zajęli się telefonami jak zwykle.
Kot Piernik siedział obok nich i kiwał głową. Weszła ciotka Maria.

Co robicie? zapytała.

Kuba i Jagusia zaczęli tłumaczyć i pokazywać. Ciotka Maria pokiwała głową. Potem powiedziała:

O, u nas na wsi też takie widziałam. Może nie takie nowoczesne. Mi nie było potrzeby je mieć. Waszej mamie pisywałam listy, bo tak było mi wygodniej. To dobra rzecz. Można znaleźć człowieka w każdym zakątku. Wynalazek przydatny. No, odkładajcie i chodźcie ze mną!

Po co? Przecież gramy! zaprotestował Kuba.

Gdzie gracie? Same telefony macie w rękach, nikomu nie dzwonicie zdziwiła się ciotka Maria.

Gramy w gry w telefonie! pisnęła Jagusia.

Ciotka Maria zaczęła opowiadać, jak u nich na wsi się bawili. Potem dzieci dały się wciągnąć do kuchni.

Kiedy Malwina przyszła, aż zaniemówiła. Na stole stała miska z naleśnikami. Kuba popijał herbatę szczęśliwy, a Jagusia, pod okiem ciotki Marii, zwijała pierogi.

Patrz, mamo! Ten będzie szczęśliwy! Może tobie przypadnie! uśmiechnęła się.

Za nimi do kuchni wszedł Artur. Wąchał powietrze, mrużąc oczy.

Od teraz w weekend lepimy razem pierogi, smażymy naleśniki! Trzeba jeść swoje! oświadczyła ciotka Maria.

Po co? Teraz wszystko można kupić! odpowiedziała Malwina, która nie cierpiała gotować.

Kupowała głównie mrożonki i gotowe dania. Rodzina jakoś nie protestowała aż do dziś.

Nie, mamo. Zróbmy sami! Takich pierogów nigdy nie jadłem! powiedział Kuba.

Potem ciotka Maria, wzięła kawałek gumy, zaczepiła o krzesła. Pokazała Jagusi jak się skaczało w gumę w dzieciństwie.

Wy nie skaczecie? podpytuje.

Gdzie tam! Dzieci wyjdą na dwór i znowu w telefonach siedzą! Takie czasy! westchnął Artur.

Tak nie wolno! Trzeba rozmawiać twarzą w twarz! Telefony są potrzebne, ale trzeba je dobrze używać dzwonić lub wysyłać to, co potrzebne. I tyle! oznajmiła ciotka Maria.

Wieczorem dziergała na drutach, a obok na fotelu wylegiwał się kot Piernik.

Mamo, zobacz! zawołała kiedyś Jagusia, ciągnąc Malwinę.

Ta poszła do przedpokoju, potem zajrzała do łazienki.
Ciotka Maria głaskała bok pralki, mówiąc:

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet, pralko! Służ nam długo, droga!

Ciotko Maria, co robisz? szepnęła Malwina, myśląc, że ciotka postradała rozum.

Dziś 8 marca. Pralka to przecież „dziewczyna”. To ją postanowiłam świętować! roześmiała się ciotka Maria.

Ale ona nie żyje, ciotko. Głupstwo jakieś! burknęła Malwina.

Cała technika rozumie, nie mów tak. U nas na wsi u Władka traktor ciężko się zakopał. Zaczął go łagodnie zachęcać i udało się wyjechać z opresji. Kiedy Janek rusza swoją ciężarówkę, zawsze ją odprawia i nazywa „Klementyna”. Wy nie wiecie, jaką macie wygodę! Pranie ręczne to była plaga, wyprawy nad rzekę… A tu dla was wszystko łatwe, a wy chodzicie smutni! Telefony są, pralka piorąca, mikrofalówka grzeje cieszyła się jak dziecko, rozglądając się, ciotka Maria.

Zaczęła też odbierać dzieci ze szkoły.

Kuba miał kiedyś kłopoty w szkole. Nie mówił o tym ani mamie, ani tacie. Gdy płakał w kącie, weszła ciotka Maria. Wygadał jej wszystko. Następnego dnia nie poszedł na pierwsze dwie lekcje. W domu była cisza. Nawet nie było ciotki Marii.

Pewnie poszła na spacer pomyślał Kuba.

Zebrał się do szkoły. Przed klasą usłyszał znajomy głos! Zajrzał przez uchylone drzwi. Nauczycielka siedziała na krześle. Ticho. A pod tablicą ciotka Maria! Coś ciekawie opowiadała.

O nie! Po co ona przyszła! Będą się śmiać Kuba oparł się o drzwi.

Ale nikt nie śmiał się. Lekcja się skończyła. Koledzy otoczyli ciotkę Marię. On wszedł bokiem do klasy. Podszedł do niego Tomek, największy łobuz ten, który zawsze na Kubę.

Ej, czemu dziś tak późno? Słuchaj, fajna ta twoja babcia! Tyle opowiedziała. Szkoda, że nie mam takiej. Tak mi jej brakuje… Jutro obiecała iść z nami do parku. Tak ciekawie mówi o roślinach, o zwierzętach! Nauczycielka pozwoliła jej opowiadać Tomek się uśmiechał.

Tak… Ona fajna jest! zaśmiał się Kuba i pobiegł przytulić ciotkę Marię.

Tymczasem Malwina płakała wieczorem z przemęczenia. Znów obok była ciocia.

Nie płacz, kochana! Czemu płaczesz? Przecież wszystko masz!

Mam dość! Pracuję ciężko, życia nie widzę. Artur to taki cichy… U innych mężczyźni, twardzi! A ja… taka nijaka. Teraz takie jak ja są niemodne płakała Malwina, wtulając się w ramię ciotki.

Ciotka Maria dała jej się wypłakać. Zrobiła herbatę.

Zaczęła opowiadać, jak straciła trójkę dzieci, jeszcze niemowlęta. Jak się pożegnała z ukochanym, zdrowym mężem. Jak walczyła z ciężką chorobą, chudła, cierpiała, ale przetrwała choć bolało i nic nie jadła.

Co to za moda na ludzi? Każdy jest stworzony przez Boga inaczej. Jedni smukli, inni krągli. I gusta są różne, Malwinka. Kiedyś ceniło się damy o pełniejszych kształtach! Ty jesteś piękna! Włosy naturalnie kręcone, oczy niebieskie, nasza polska uroda. Figura w sam raz. Doceniaj, co masz. Inni i tego nie mają. Ilu ludzi samotnych! A Artur twój to skarb. Patrzy na ciebie z miłością, wszystko dla domu robi. Dzieci masz to szczęście! Reszta się poukłada. Przypomniałam sobie o czymś ważnym, ale już czas na spanie! i ciotka Maria poszła, zostawiając Malwinę w kuchni.

Malwina przestała płakać. Czuła, że ciotka miała rację. Miała wszystko, a zmartwienia są chwilowe…

Tego dnia Malwina czekała na męża miała wreszcie upragniony urlop. Ale Artura nie było.

Dzieci! Ojciec nie dzwonił? Gdzie wy? zapytała.

Kuba mieszał coś w misce w kuchni. Malwina zauważyła, że ostatnio polubił gotowanie i umiał już podrzucać naleśniki.

Jagusia budowała dom z krzeseł i pledów, rozstawiała zabawki.

Telefony dzieci leżały na półkach w ostatnim czasie rzadko ich używali, tylko odbierali rozmowy.

Malwina znów i znów wykręcała numer Artura. Głos „Abonent chwilowo niedostępny” brzmiał w słuchawce.

Wtedy poczuła niepokój. Ciotka Maria! Gdzie ona? Nie słychać jej kapci, spokojnego głosu.

Wpadła do jej pokoju. Na łóżku leniwie rozciągał się kot Piernik.

Kuba! Jagusia! Gdzie ciotka Maria?! zawołała Malwina.

Dzieci natychmiast się pojawiły.

Przyszliśmy ze szkoły z nią, potem gdzieś wyszła wyszeptała Jagusia.

Dawno? Jagusiu, dawno?! krzyknęła Malwina. Córka pokiwała głową i rozpłakała się.

O Boże! Kupiłam jej komórkę, a ona znowu jej nie zabrała. Jak można? Przecież jest już starsza! Malwina bezsilnie usiadła w fotelu.

Kuba pospieszył się ubierać.

Dokąd idziesz? dogoniła go matka.

Szukać! Mamo, nie damy rady bez niej! i pobiegł w dół po schodach.

Jagusia włożyła tenisówki i pobiegła za bratem.

Malwina, w biegu zakładając kurtkę, za dziećmi.

Stanęli pod blokiem. Dzieci szczęśliwe.

Co się dzieje? pyta Malwina.

Wskazali w lewo.

Szła, trzymając Artura pod ramię, ciotka Maria w kapeluszu ozdobionym makami.

Ciotko! Przestraszyłaś nas! Nie można tak znikać na kilka godzin! A ty gdzie byłeś? Malwina wtuliła się w ramię męża.

Poszliśmy zamknąć… tę twoją … przeciekającą rurę! oznajmiła ciotka Maria.

Co? Ale jak? tylko to zdołała powiedzieć Malwina.

Chcieliśmy zrobić ci niespodziankę. Ciotka Maria mistrzyni, uratowała nas! roześmiał się Artur.

Ciotka… Skąd miałaś pieniądze? Nie trzeba było… zaczęła Malwina.

Jak skąd? Po pierwsze, oszczędzałam. Emeryturę mam dobrą, gospodarstwo swoje, prawie nic nie wydawałam. Jaja, mleko zawsze były. Chleb piekłam sama. Dom sprzedałam. Na co mi pieniądze? W trumnie kieszeni nie ma. Naprawdę chciałam wam je zostawić. Lepiej przekazać je teraz, kiedy są potrzebne powiedziała bezpośrednio ciotka Maria.

Malwina zamilkła. Teraz nie musiała pracować na dwa etaty. Więcej czasu dla rodziny. Jak dobrze!

Jutro jedziemy pod Warszawę. Ogródek zobaczyć! Wybraliśmy już domek z Arturem! kontynuowała ciotka Maria.

Własny dom! Hurra! Ogródek! Obiecałaś nas nauczyć patrzeć na świetliki, pleść koszyki, robić tajemnice z szkiełek z kwiatami, które można potem odkopywać dzieci zaczęły tulić ciotkę Marię.

Wszyscy, przytuleni, wrócili do domu.

Malwina na chwilę zatrzymała się przed blokiem,
Spojrzała w niebo i ściszonym głosem szepnęła:
Dziękuję. Dziękuję za ciotkę Marię.

***
Warto pamiętać, że prawdziwe szczęście kryje się w rodzinnych relacjach, wspólnym czasie i rozmowie nie w rzeczach, które można kupić. Trzeba doceniać to, co się ma, i ludzi, którzy są obok.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × dwa =

Ciocia