CIOTKA
Ciotkę Marię przywieziono z małej wsi pod Suwałkami. Starszej kobiecie już ciężko było radzić sobie z gospodarstwem, więc jej siostrzenica Zuzanna zabrała ją do siebie, do Warszawy.
Mąż Zuzanny, Janusz, nie protestował. Był człowiekiem spokojnym, szczupłym, nosił okulary. We wszystkim zgadzał się ze swoją stanowczą i pełną energii żoną.
No przecież to rodzina. Ciotka, mimo wszystko. Nie ma własnych dzieci, a ja mamę straciłam. Mama była od ciotki Marii młodsza o trzydzieści lat, urodzona w drugim małżeństwie ojca. Musiało się tak zdarzyć, że moja mama odeszła tak wcześnie… Szkoda ciotki. Musimy ją wziąć! postanowiła Zuzanna.
Jej dzieci, Tomek i 8-letnia Malinka, nie znały ciotki Marii.
Prawdę mówiąc, Zuzanna sama spotkała ciotkę tylko kilka razy. Przez telefon nie rozmawiały, kontaktowały się jedynie listownie. Jak się okazało, ciotka Maria nie miała żadnej nowoczesnej techniki, nawet telefonu.
Teraz jest tutaj, w ich mieszkaniu. Mała, niczym krasnoludek (13-letni Tomek przewyższa ją wzrostem). Włosy puszyste jak dmuchawiec, na głowie okrągła beretka. A oczy młode, zaskakująco błękitne.
W rękach trzymała woreczek i siatkę, jakich używano dawno temu. Dwa stare, pobrudzone walizki.
Na rękach miała rudy, puszysty kota. Kot leniwie spojrzał na nowych domowników, zeskoczył na podłogę i zaczął badać nowe miejsce.
To Mandarynek. Wzięłam ze sobą. Żywa istota, nie miejcie mi za złe powiedziała ciotka Maria.
Dodała:
Ale wy mi urośliście! Moje kochane!
Następnego dnia urządzono małą biesiadę. Starsza pani przywiozła własne przetwory. Zuzanna była zdumiona, jak jej wybredne dzieci zajadają dżem, ogórki, leczo i inne smakołyki.
Zuzanno! Macie działkę? Wszystko posadzę, choć zdrowie już nie takie, ale trzeba uprawiać! Bez własnych warzyw ani rusz! oznajmiła ciotka Maria.
Zuzanna odparła, że działki nie mają. Po co, skoro wszystko można kupić? Czasu za mało pracuje na dwa etaty, Janusz również. Dzieci widzą na chwilę. Mieszkanie wzięli na kredyt, jeszcze długo będą spłacać.
Działka to podstawa. Nie patrz tak na mnie, Zuzanno. Człowiek nie może żyć bez ziemi. Kupimy ją. Znajdziemy odpowiednią! i ciotka Maria ruszyła do swojego pokoiku.
Znajdziemy… Tylko kręcimy się, oszczędzamy na wszystkim. Ciotka myśli, że jesteśmy milionerami? burknęła Zuzanna, myjąc naczynia.
Następnego dnia był wolny. Janusz błogo leżał z gazetą w łóżku. Zuzanna powiedziała dzieciom, żeby same przygotowały sobie mrożonki i również chciała się zdrzemnąć.
Tomek i Malinka utkwili wzrok w smartfonach.
Kot Mandarynek usiadł przy nich i kiwał głową. Weszła ciotka Maria.
Co wy tu robicie? zapytała.
Tomek i Malinka zaczęli tłumaczyć i pokazywać. Ciotka Maria kiwała głową, po czym dodała:
U nas na wsi też widziałam takie urządzenia. Może nie takie nowoczesne, bardziej proste. Sama nie miałam. Potrzeby nie było. Waszej mamie pisałam listy, dla mnie to wygodniejsze. Przydatna rzecz, dobra. Można znaleźć człowieka wszędzie. Dobra rzecz. Ale wystarczy już, odłóżcie wszystko i chodźcie ze mną!
Po co? Przecież gramy! oponował Tomek.
Gdzie gracie? Przecież tylko siedzicie z telefonami, nie dzwonicie nawet zdziwiła się ciotka Maria.
Gramy w środku telefonu! pisnęła Malinka.
Ciotka Maria zaczęła opowiadać, jak oni bawili się na wsi. Potem porwała dzieci do kuchni.
Kiedy Zuzanna pojawiła się w progu, oniemiała: na stole stała miska z naleśnikami. Szczęśliwy Tomek pił herbatę, a Malinka, stojąc przy ciotce, zawijała pierogi.
Mama, zobacz! Może szczęście tu będzie! Może tobie się trafi? uśmiechnęła się Malinka.
Zaraz dołączył Janusz, zadowolony wciągając nosem zapachy.
Teraz w wolne dni będziemy robić pierogi, smażyć naleśniki! Tylko własne jedzenie się liczy! powiedziała ciotka Maria.
Przecież nie ma sensu, cokolwiek można kupić! odrzekła Zuzanna, która gotować nie znosiła.
Kupowała wszystko zamrożone i gotowe. Rodzina niby nie protestowała. Do dziś.
Mamo, zróbmy sami. Takich pierogów nigdy nie jadłem! powiedział Tomek.
Potem ciotka Maria wzięła gumę, obwiązała ją wokół krzeseł i zaczęła pokazywać Malince, jak na wsi grały w gumę.
Nie skaczecie tak? pytała.
Gdzie tam! Nawet jak wyjdą na podwórko, to też z telefonami! Nowe pokolenie! zgrzytnął Janusz.
Tak nie można! Trzeba rozmawiać na żywo! Telefony są potrzebne, ale korzystać trzeba z nich rozsądnie tylko do dzwonienia i tego, co konieczne. I tyle! orzekła ciotka Maria.
Wieczorami dziergała na drutach, a Mandarynek wygodnie rozciągał się na fotelu.
Mamo, chodź! kiedyś zawołała Zuzannę Malinka.
Ta wyszła do przedpokoju, zajrzała do łazienki.
Ciotka Maria głaskała pralkę i mówiła:
Z okazji Dnia Kobiet, święta ci życzę, pralko! Długich lat nam służ, kochana!
Ciociu, co ty robisz? szepnęła Zuzanna, myśląc, że staruszka oszalała.
A co? Dziś 8 marca. Pralka to przecież dziewczyna, więc chciałam ją poświętować! roześmiała się ciotka Maria.
Ale ona przecież nie żyje, ciociu. Kto tu rozmawia z pralką! prychnęła Zuzanna.
A skąd wiesz, czy maszyna nie rozumie? U nas we wsi Staszek traktorowi zawsze mówił miłe słowa, gdy zakopał się w błocie i udało się wyjechać. A Kazio do swego auta zawsze zwraca się Pani Halino. Wy nie zdajecie sobie sprawy, jakie szczęście macie! Dawniej ubrania się ręcznie prało dużo! Chodziło się nad rzekę, żeby płukać. Teraz wszystko takie łatwe, a wy chodzicie smutni! Telefony macie, jak są potrzebne. Pralka pierze, mikrofalówka grzeje! cieszyła się ciotka Maria, ogarniając wzrokiem wszystko wokół.
Zaczęła odbierać dzieci ze szkoły.
Tomek miał kiedyś trudności w klasie. Rodzicom nie mówił. Płakał w kącie w domu, aż stanowczo weszła ciotka Maria. Wszystko jej wyznał, nawet nie wiedział jak. Następnego dnia nie poszedł na dwie pierwsze lekcje. W domu było cicho i ciotka Maria zniknęła.
Pewnie wyszła na spacer pomyślał chłopiec.
Gdy dotarł pod klasę, usłyszał znajomy głos. Zajrzał przez uchylone drzwi. Nauczycielka siedziała na krześle, cisza. Pod tablicą ciotka Maria. Opowiadała coś z pasją.
Ojej! Po co ona przyszła? Będą się śmiać! Tomek przylgnął do drzwi.
Ale nikt się nie śmiał. Lekcja się skończyła. Koledzy otoczyli ciotkę. Wszedł boczkiem do środka. Przeszedł przy nim Kuba, największy żartowniś i rozrabiaka.
Hej, czemu dziś tak długo? Ale super masz babcię! Opowiedziała nam tyle rzeczy. Szkoda, że nie mam babci. Chciałbym… tak tęsknię. Jutro twoja pójdzie z nami do parku. Tyle wie o roślinach i zwierzętach! Tak ciekawie mówi! Nauczycielka pozwoliła jej opowiadać cieszył się Kuba.
Tak Ona naprawdę jest wyjątkowa! Tomek uśmiechnął się i pobiegł objąć ciotkę.
Zuzanna wieczorem rozryczała się. Zmęczona wszystkim, znów została sama z ciotką.
Nie płacz, kochanie. Czemu? Masz wszystko, nie warto płakać!
Mam dość! Pracuję za dużo, życia nie widzę. Janusz jak cień, a inni mają mężów jak należy! Stałam się… taka przezroczysta. Dziś takie, jak ja, są niemodne płakała Zuzanna na ramieniu ciotki.
Ciotka Maria pozwoliła jej się wypłakać. Zaparzyła herbatę.
Zaczęła opowiadać, jak straciła troje dzieci, zanim dorosły. Jak umarł jej piękny i zdrowy mąż. Jak walczyła z ciężką chorobą, tracąc na wadze, ale przetrwała, choć cierpiała i nic nie jadła.
Co to za moda na ludzi? Każdy przez Boga stworzony. Jedni szczupli, inni krągli. Smaki różne, Zuzanno. Dawniej odwrotnie, panie o kształtach były cenione! Jesteś piękna! Naturalnie kręcone włosy, duże, błękitne oczy. Masz fajną figurę. Ciesz się z tego, co masz. Inni tego nie mają. Ile ludzi jest samotnych! Twój Janusz jest złoty. Kocha rodzinę, wszystko dla was robi. Dzieci masz cudowne! Wszystko się poukłada. Ale już późno, idę spać! i ciotka Maria poszła do pokoju.
Zuzannie już się nie chciało płakać. Co ona robi? Ciotka miała rację. Ma wszystko. A rozpacz wyolbrzymia.
Zuzanna czekała na powrót męża (była na wymarzonym urlopie). Nie wracał.
Dzieci! Tata dzwonił? Gdzie wy? zapytała.
Tomek coś mieszał w misce w kuchni. Ostatnio wykazywał niebywałe zainteresowanie gotowaniem. Już nauczył się podrzucać naleśniki nad patelnią.
Malinka budowała dom ze stołów, rozwieszała koce, sadzała misie.
Telefony dzieci leżały na półkach. Odkąd ciotka Maria jest z nimi, używali ich tylko do odbierania połączeń.
Zuzanna dzwoniła do męża raz po raz. Abonent czasowo niedostępny.
Nagle ją przeniknął zimny dreszcz. Ciotka Maria! Gdzie jest? Nie słychać charakterystycznego szurania kapci ani jej spokojnego głosu.
Wpadła do pokoju ciotki. Na łóżku leniwie przeciągał się Mandarynek.
Tomek! Malinka! Gdzie ciotka Maria?! spanikowała Zuzanna.
Dzieci przybiegły.
Przyszliśmy z nią ze szkoły. Potem wyszła wyszeptała Malinka.
Kiedy, Malinka? Kiedy? Zuzanna wybuchnęła. Córka pokiwała głową i rozpłakała się.
O Boże! Przecież kupiliśmy jej komórkę, a ona nie wzięła! Jak tak można? Przecież jest już starsza! Zuzanna bezsilnie usiadła.
Tomek zaczął się ubierać.
Gdzie idziesz? pobiegła za nim.
Szukać! Mamo, nie damy rady bez niej! i Tomek zbiegł po schodach.
Malinka wkręciła się w trampki, pobiegła za bratem.
Zuzanna, ubierając się w biegu, za nimi.
Przy klatce stanęli. Szczęśliwi.
Co się stało? spytała Zuzanna.
Dzieci wskazały na lewo.
Tam, trzymając Janusza pod rękę, szła ciotka Maria w beretce z makami.
Ciociu! Przestraszyłaś nas! Tak się nie robi! Na kilka godzin znikasz! A ty gdzie byłeś? wtuliła się w ramię męża.
Chodziliśmy naprawiać coś… twoją kanalizację, zamknięte już! oznajmiła ciotka Maria.
Jak to? Ale skąd… tylko tyle zdołała powiedzieć Zuzanna.
Chcieliśmy zrobić niespodziankę. Ciotka Maria jest niesamowita, uratowała nas! zaśmiał się Janusz.
Ciociu… Skąd miałaś na to pieniądze? Nie trzeba było… zaczęła Zuzanna.
Jak to skąd? Oszczędzałam. Emeryturę mam dobrą, na gospodarstwo mało wydawałam. Jajka, mleko, chleb piekłam sama. Poza tym dom sprzedałam. Po co mi? W trumnie nie ma kieszeni. I tak chciałam wam je zostawić. Lepiej od razu wam dać, bo wam bardziej potrzebne powiedziała prosto ciotka Maria.
Zuzanna milczała. Nie trzeba już pracować na dwóch etatach. Będzie więcej czasu na rodzinę. Jak dobrze!
Tak, jutro jedziemy za miasto. Szukamy działki! Z Januszem już wybraliśmy domek! dodała ciotka Maria.
Swój dom! Hurra! Działka! A obiecałaś nas nauczyć obserwować świetliki! I pleść koszyki! I robić sekrety ze szkiełek i kwiatków, które można potem odkopywać dzieci rzuciły się, by objąć ciotkę.
Wszyscy razem, przytuleni, wrócili do domu.
Zuzanna zatrzymała się przy wejściu, spojrzała w górę, na chmury, i szepnęła:
Dziękuję. Dziękuję za ciotkę Marię.


