Drobnoustki codzienności

Drobiazgi codzienności

Nie słuchając rad rodziców, Agnieszka wyszła za mąż za ukochanego Sławka, poważnego chłopaka. Wychowywała go babcia Serafina babcia Sima, jak nazywał ją od dziecka. Rodzice Sławka zginęli, gdy miał zaledwie dwa lata, więc w ogóle ich nie pamiętał.

Gdy Agnieszka przedstawiła Sławka rodzicom, pani Lucyna Stanisławska zajęła twarde stanowisko, oczywiście po wyjściu chłopaka:

Agnieszka, nie na takiego zięcia Cię wychowywaliśmy, jesteś na trzecim roku studiów, jaki mąż, jakie wesele? I tego Sławka w rodzinie sobie nie życzę. Co on może zaoferować? Pracuje w warsztacie samochodowym zwykły pracownik Zapamiętaj, nie będę Ci pomagać, jeśli podejmiesz tę decyzję.

Mamo, i tak go poślubię, przecież mnie znasz ojciec, jak zwykle milczał, zawsze starał się być neutralny między żoną a córką. Tym bardziej, że jestem w ciąży…

Ślub był skromny, choć rodzice Agnieszki mieli dostatek, Lucyna Stanisławska nie chciała organizować hucznego wesela. Gdyby tylko córka poślubiła syna jej przyjaciółki, wtedy Ale Agnieszka była bardzo uparta.

Posiedzi ze swoim mechanikiem w biedzie, wróci do domu, teraz w głowie jej tylko miłość i romantyzm mówiła do męża. Jeszcze wyprowadziła się do jakiejś jego babci, bo przecież nie chce, żebym poniżała zięcia, tak jej oznajmiła. Absolutnie nie zadowalała jej wiadomość, że córka spodziewa się dziecka.

Rodzice Agnieszki mieszkali w dużym mieszkaniu w Warszawie, córka była przyzwyczajona do wygód i pieniędzy, była jedynaczką. Ale odeszła ze Sławkiem do babci Serafiny, która mieszkała w niewielkim domku na wsi, siedem kilometrów od miasta.

Czas mijał, Agnieszka urodziła córkę. Babcia Sima pomagała jej we wszystkim, uczyła młodą mamę, wstawała w nocy do prawnuczki Kasi. Agnieszka kontynuowała studia, jednocześnie starała się być dobrą żoną i mamą, lecz niełatwo jej to szło była bardzo zmęczona. Codziennie wstawała wcześnie, biegła na autobus do miasta, potem przesiadała się na drugi do uczelni.

Wracała do domu wykończona, a babcia z Kasią witały ją już przy furtce dziewczynka bardzo tęskniła za mamą. Później przyjeżdżał Sławek, pracował do późna. Brał córeczkę na ręce, kręcił się z nią. Bardzo kochał swoje dziewczyny. Agnieszka chciała mieć więcej czasu dla męża, ale wracał późno ostatnim autobusem, był głodny i zmęczony.

A Agnieszka miała przed sobą obronę pracy dyplomowej. Coraz częściej marzyła o powrocie do rodziców, do komfortowego mieszkania i krótszej drogi na uczelnię. Ale Lucyna Stanisławska obraziła się na córkę, nie dzwoniła, nie interesowała się wnuczką.

Sławek miał starszego brata Antoniego, który od dawna był żonaty, mieszkał z żoną i synem w Warszawie, sam kupił mieszkanie, jeździł na kontrakty. Jednak ich małżeństwo się nie układało, żona Marzena wymagała coraz więcej.

Antoni dzwonił powiedział Sławek do babci i Agnieszki zostawił Marzenę, ciągłe kłótnie, wynajmuje mieszkanie.

Jak to? zmartwiła się babcia Sima, sam kupił mieszkanie, a teraz go zostawił.

Babciu, Antoni zachował się honorowo, wszystko zostawił żonie i synowi bronił brata Sławek.

Pewnego dnia Agnieszka poskarżyła się mężowi, że ten szalony rytm życia ją wykańcza, do uczelni jeździ na dwa autobusy. Nie mówiła wprost, że chodzi jej o przeprowadzkę do rodziców, bo sama zgodziła się mieszkać ze Sławkiem osobno.

Jestem zmęczona mówiła Agnieszka mam dość ciągłego dostosowywania się do rozkładów autobusów, długi czas, mnóstwo przesiadek. Ledwo zdążam…

Sławek wysłuchał ją w milczeniu, pocałował w policzek.

Mam pewien pomysł, później opowiem powiedział zagadkowo będzie niespodzianka. Agnieszka nie dopytywała, nie miała siły na ciekawość.

Kilka dni później, wieczorem przed domem zatrzymał się samochód.

Może rodzice przyjechali pomyślała Agnieszka, ale auto było nieznane, stare. To nie rodzice, nawet samochód… złom.

Wybiegła na podwórko i zobaczyła Sławka, który wysiadał z auta z dumą.

No i jak podoba się nasza piękność?

To… auto, czyli złom? Skąd ją masz?

Kupiłem odpowiedział Sławek za te pieniądze, które odkładaliśmy na wkład własny do mieszkania…

Agnieszka patrzyła na samochód, było jej żal tych pieniędzy, które zbierali na wkład własny do mieszkania, a on wydał je na ten złom. Teraz pewnie będą jeszcze długo mieszkać na wsi.

Sławek chwalił auto:

Sam je naprawiłem, jeździ normalnie, wsiadaj, pokażę ci złapał żonę za rękę. Trzeba tylko jeszcze pomalować, nie będziesz więcej męczyć się z autobusami. Auto jest prawie w porządku i naprawdę kupiłem je bardzo tanio.

Rzeczywiście jechało dobrze, ale Agnieszka bała się, że rozpadnie się po drodze. Po powrocie do domu zobaczyła babcię Simę z córką. Sławek podniósł Kasię i zakręcił nią, a Agnieszka szybko weszła do domu, przekroczyła próg i łzy popłynęły jej po policzkach. Płakała bez opamiętania, nagromadziło się tego dużo.

Agnieszko, co się stało, kochanie usłyszała przejęty głos babci Simy no, co się dzieje?

On wydał wszystkie nasze pieniądze, które odkładaliśmy na mieszkanie, na ten złom. Marzyliśmy o własnym lokum… a on… a on…

Uspokój się, kochanie przytuliła ją babcia Sima jesteś najwspanialszą i najmądrzejszą dziewczyną, po prostu się zmęczyłaś, dlatego płaczesz. To wszystko drobiazgi życia, najważniejsze, że wszyscy żyją i są zdrowi, nie warto się tak zamartwiać. Pieniądze to nic, najważniejsze miłość i zrozumienie.

Agnieszka słuchała mądrych słów babci, uspokoiła się. Potem nawet trochę jej było wstyd, że tak się zachowała. Wstała i wyszła na ganek, gdzie siedział mąż. Obok biegał kudłaty pies, a Kasia wesoło ścigała go za ogon. Usiadła cicho obok Sławka.

Czemu nie skonsultowałeś się ze mną, Sławek zapytała cicho.

Chciałem zrobić niespodziankę no, sprawiłem radość

Agnieszka spojrzała mu w oczy i zobaczyła w nich tyle niewypowiedzianej troski, że od razu zrozumiała wszystko. Przecież on ją kocha i kupił auto, żeby ułatwić jej dojazd na uczelnię, aby o nią dbać. W ten sposób chciał rozwiązać problem, na który go skarżyła. Nie wiedział, że chodziło jej o coś zupełnie innego.

Dobrze, Sławek, auto to auto pogodnie powiedziała tylko obiecaj mi, że zawsze będziesz się ze mną radził.

Zgoda odparł z radością przecież wiesz, zawsze podejmowałem decyzje sam, wybacz, od teraz będziemy wszystko ustalać razem.

To dobrze. To wszystko drobiazgi życia powtórzyła słowa babci Sima najważniejsze, że jesteśmy razem i mamy wspaniałą córkę.

Babcia Serafina patrzyła przez okno, ciesząc się:

Pierwsza rodzinna sprzeczka. Jak bez tego? Ile jeszcze ich będzie. Najważniejsze, by się rozumieli i kochali. A że Agnieszka ze Sławkiem naprawdę się kochają, nie mam wątpliwości… Ach, jak dwa gołąbki pogodzili się przeżegnała ich i uśmiechnęła.

Sławek pomalował auto, babcia Sima uszyła nową tapicerkę, choć nie było się czym cieszyć. Samochód dużo przeszedł. Jednak niedługo Agnieszka siedziała obok męża na przednim siedzeniu, jadąc do miasta.

Nie chciała prosić rodziców o pomoc.
Czas płynął. Kasia rosła, należałoby już oddać ją do przedszkola, babcia była coraz starsza i potrzebowała spokoju. Agnieszka ukończyła studia i znalazła pracę w Warszawie. Sławek dalej pracował do późna, starał się zarobić. Ponownie pojawił się temat mieszkania w mieście, lecz nadal nie mieli wystarczających środków na wkład własny. Agnieszka nie chciała prosić rodziców o pomoc, matka wciąż nie kontaktowała się z córką i wnuczką.

Pomoc przyszła niespodziewanie. Pewnego weekendu pies na podwórku zaczął szczekać donośnie. Agnieszka myślała, że sąsiadka przyszła, często przynosiła mleko dla Kasi.

Antoni! wykrzyknął radośnie Sławek, zobaczywszy starszego brata przez okno i wybiegł na podwórko. Siemka, brat, skąd się tu wziąłeś?

Siema, Sławek, siema!

Bracia mocno się objęli, widać było, że obaj się cieszą. Ciekawska Kasia przez uchylone drzwi patrzyła na nich.

Ach, siostrzenica, jaka śliczna zawołał Antoni chodź tu, przywiozłem Ci prezent.

Wyjął z torby dużego zająca z długimi uszami i kokardą na szyi. Kasia wzięła go z radością, obejrzała i zachwycona pobiegła pochwalić się babci.

Babcia Sima i Agnieszka powitały Antoniego serdecznie.

Dawno Cię nie było, Antoni zapytała przejęta babcia, nalewając już herbatę do filiżanek. Sławek mówił, że wynajmujesz mieszkanie.

U mnie wszystko dobrze mówił radośnie. Z Marzeną się rozwiedliśmy, znalazła kogoś innego i wyjechała pod Gdańsk. Alimenty płacę regularnie. A to, bracie wyjął z saszetki gruby kopertę właściwie dla Was z Agnieszką, mój prezent na ślub wtedy nie mogłem być, bo pracowałem na kontrakcie.

Co to? spiął się Sławek.

Pieniądze

Jakie pieniądze?

Na wkład własny do mieszkania wyjaśnił Antoni i wręczył kopertę bratu. Marzena wyjechała, zwolniła mieszkanie, teraz mam swoje. A to zbierałem, planowałem kupić drugie, ale przecież nie mogłem zabrać domu byłej żonie i synowi. Uznałem, że to mój prezent ślubny.

Zapadła cisza. Po chwili wszyscy się rozchichotali.

Dzięki, bracie, dziękuję, Antoni. Jakże w samą porę…

Agnieszka o mały włos się nie rozpłakała z radości, babcia Sima obejmowała starszego wnuka. Obaj bracia milcząc się przytulili wszystko było jasne bez słów.

Jesienią Sławek z Agnieszką i córką wprowadzili się do nowego, dwupokojowego mieszkania w Warszawie. Kasia poszła do przedszkola blisko domu. Szkoła także była niedaleko, świadomie wybrali mieszkanie z myślą o przyszłości, przecież Kasia niedługo pójdzie do szkoły.

Sławek dalej pracował w warsztacie samochodowym. Los wystawił ich młodą rodzinę na próbę. I babcia Sima miała rację mówiąc, że to tylko drobiazgi życia najważniejsze jest miłość i szczęście, by wszyscy byli zdrowi.

Dziękuję za przeczytanie, Wasze wsparcie i dobre słowa. Wszystkiego dobrego i powodzenia!.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 − dziesięć =

Drobnoustki codzienności