Drobiazgi codzienności

Drobiazgi codzienności

Nie posłuchałam rad rodziców i wyszłam za mąż za ukochanego Szymona, poważnego chłopaka. Wychowywała go babcia Stefania od zawsze mówił na nią Babcia Fela. Rodzice Szymona zginęli, gdy miał zaledwie dwa lata, więc kompletnie ich nie pamiętał.

Gdy przedstawiłam Szymona moim rodzicom, mama pani Krystyna zaraz po jego wyjściu nie mogła się powstrzymać i zaczęła wykładać swoje racje:

Marto, nie dla niego cię wychowywaliśmy! Studiujesz na trzecim roku, jaki mąż, jakie wesele? Tego Szymona na zięcia nie chcę. Co on sobą prezentuje? Pracuje w warsztacie samochodowym pracownik fizyczny Zapamiętaj sobie, nie będę ci pomagać, jeśli zdecydujesz się na ten krok mówiła.

Mamo, i tak wyjdę za Szymona. Przecież mnie znasz tata jak zwykle milczał, starał się zawsze zajmować neutralną pozycję między żoną a mną. Poza tym spodziewam się dziecka

Wesele nie było przesadnie wystawne, chociaż rodzice mieli pieniądze, mama nie chciała świętować z rozmachem. Powtarzała, że gdybym wyszła za syna jej przyjaciółki, byłoby inaczej. Ale ja zawsze byłam uparta.

Niech tam żyje ze swoim mechanikiem, w biedzie, szybciutko wróci do domu. Teraz w głowie jej tylko miłość i romantyzm mówiła do taty. Jeszcze wyprowadziła się do jego babci! Bo nie chce, żebym poniżała Szymona, tak mi powiedziała. Nie cieszy ją, że będzie miała wnuczkę.

Rodzice mieszkali w dużym mieszkaniu w Warszawie i bardzo dbali o wygody. Byłam ich jedynym dzieckiem, przywykłam do komfortu i pieniędzy. Ale wyprowadziłam się z Szymonem do Babci Feli, która mieszkała w małej miejscowości, siedem kilometrów od miasta.

Z czasem urodziłam córkę. Pomagała mi Babcia Fela nauczyła mnie wszystkiego, nocami sama wstawała do małej Kasi. Ja wróciłam na studia, próbowałam być dobrą żoną i matką, ale ledwie dawałam radę zmęczenie było ogromne. Codziennie rano wstawałam wcześnie, biegłam na autobus do Warszawy, potem przesiadałam się na drugi, żeby dojechać na uczelnię.

Wracałam wykończona. Przy bramie czekały na mnie Babcia Fela i Kasia. Mała bardzo tęskniła za mamą. Wieczorem przyjeżdżał Szymon, pracował do późna. Brał córkę na ręce, wirując z nią po pokoju, bardzo kochał swoje dziewczyny. Chciałam mieć czas dla męża, ale wracał bardzo późno, głodny i zmęczony.

Tymczasem zbliżała się obrona pracy dyplomowej. Nieraz myślałam, żeby wrócić do rodziców, do wygodnego mieszkania, bez konieczności długiego dojazdu. Ale mama obraziła się na mnie, nie dzwoniła ani nie interesowała się wnuczką.

Szymon miał starszego brata Andrzeja, który od dawna był żonaty, mieszkał z żoną i synem w mieście. Ciężko pracował, jeździł na kontrakty. Małżeństwo mu się nie układało, żona Monika coraz więcej wymagała.

Andrzej dzwonił poinformował Szymon Babcię Felę i mnie. Odszedł od Moniki, ciągłe kłótnie, wynajmuje mieszkanie.

Jak tak można zmartwiła się Babcia Fela. Kupił mieszkanie i sam z niego odszedł?

Babciu, Andrzej postąpił jak należy zostawił wszystko żonie i synowi bronił go Szymon.

Pewnego dnia żaliłam się mężowi, że ten ciągły pośpiech mnie wykańcza. Trasa na studia to dwa autobusy, mnóstwo przesiadek. Nie mówiłam wprost, że marzę o przeprowadzce do rodziców, bo już sama zgodziłam się mieszkać z Szymonem z dala od nich.

Jestem do granic zmęczona mówiłam. Ciągłe przesiadki, rozkład jazdy, wieczny pośpiech. Ledwo nadążam…

Szymon wysłuchał mnie w ciszy i pocałował w policzek.

Mam pewien pomysł, ale jeszcze ci nie powiem rzucił tajemniczo będzie niespodzianka. Nie naciskałam, nie miałam już sił na dociekania.

Po kilku dniach wieczorem pod naszym domem zatrzymał się samochód.

Może rodzice przyjechali pomyślałam, lecz auto było nieznane, stare. Nie, to nie rodzice, do tego taki grat…

Wybiegłam na podwórko z auta wysiadł Szymon, dumny jak paw.

No i jak ci się podoba nasza ślicznotka?

To samochód? Skąd go masz?

Kupiłem odparł z uśmiechem za te pieniądze, które odkładaliśmy na wkład własny na mieszkanie…

Patrzyłam na auto i było mi żal tych złotych. Marzyliśmy przecież o mieszkaniu, a on wydał wszystko na rzęcha. Znów długo będziemy tu tkwić w tym małym domku.

Szymon od razu zachwalał samochód.

Sam ją naprawiałem, jeździ jak marzenie, wsiadaj, przejażdżka! i zaraz posadził mnie obok. Muszę tylko ją pomalować, nie będziesz się już mordować w autobusach. Prawie jak nowa, a kosztowała naprawdę niewiele.

Rzeczywiście, auto jechało sprawnie, choć bałam się, że zaraz się rozleci. Wróciłam do domu i przy bramie czekała Babcia Fela z Kasią. Szymon podniósł córkę i kręcił z nią w kółko, a ja szybko weszłam do domu. Przekroczyłam próg i łzy zaczęły mi cieknąć ciurkiem. Wszystko się we mnie nazbierało.

Co się stało, Martuśka, kochanie usłyszałam głos Babci Feli. Dlaczego płaczesz?

Wydał wszystkie pieniądze, które odkładaliśmy na mieszkanie, na ten grat. Marzyliśmy o własnym kącie

Uspokój się, dziecko przytuliła mnie babcia jesteś najwspanialsza i najmądrzejsza na świecie, po prostu się zmęczyłaś i wybuchłaś. To drobiazgi życia, najważniejsze że wszyscy mamy zdrowie, nie warto się tak przejmować. Pieniądze to tylko papiery, liczy się miłość i zrozumienie.

Słuchałam mądrych słów Babci Feli, w końcu się uspokoiłam. Zrobiło mi się trochę wstyd, że aż tak się rozpłakałam. Wyszłam na ganek, gdzie siedział Szymon. Obok biegał kudłaty pies, a Kasia śmiała się, próbując złapać go za ogon. Usiadłam cichutko obok męża.

Czemu ze mną nie porozmawiałeś, Szymonie? spytałam cicho.

Chciałem zrobić niespodziankę Cieszyć cię…

Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam tam tyle niewypowiedzianego bólu. Zrozumiałam wszystko. On kupił samochód, żeby mi ulżyć w codzienności, zadbać o mnie. Tak jak potrafił, próbował rozwiązać mój problem nie zauważył, że miałam na myśli coś innego.

Dobrze, Szymek, niech będzie samochód pogodnie powiedziałam tylko obiecaj, że zawsze będziesz ze mną wszystko uzgadniał.

Zgoda! ucieszył się zawsze decydowałem sam, przepraszam, następnym razem ustalimy razem.

No i super. To tylko drobiazgi codzienności powtórzyłam za Babcią Felą najważniejsze, że jesteśmy razem i mamy cudowną córkę.

Babcia Stefania patrzyła przez okno, ciesząc się w duchu.

Rodzinna kłótnia, pierwsza, ale jak bez tego? Będą kolejne, byle się ze sobą rozumieli i kochali. A że Martusia z Szymonem się kochają, to wiem na pewno… Patrz, jak dwa gołąbki pogodziły się przeżegnała ich i uśmiechnęła się.

Szymon pomalował samochód, Babcia Fela uszyła nowe pokrowce, nie było się z czego cieszyć, auto przeżyło już swoje. Ale już wkrótce siedziałam obok Szymona na przednim siedzeniu i jechałam do miasta nie chciałam już prosić rodziców o pomoc.

Mijały miesiące. Kasia rosła, czas ją oddać do przedszkola, Babcia Fela była coraz starsza, potrzebowała odpoczynku. Ja skończyłam studia, zaczęłam pracę w Warszawie. Szymon nadal pracował do późna, ciężko zarabiał. Znów wypłynął temat mieszkania, ale nie uzbieraliśmy jeszcze na wkład własny. O wsparcie rodziców nie chciałam prosić, mama wciąż nie kontaktowała się ze mną ani z wnuczką.

Ale niespodziewanie pomoc przyszła z miejsca, o którym nie myślałam. W pewien weekend pies w ogrodzie głośno szczekał. Myślałam, że to sąsiadka przyniosła mleko dla Kasi.

Andrzej! krzyknął radośnie Szymon, zobaczywszy brata w oknie. Wypadł z domu. Cześć, brat, jak leci?

Hej, Szymek, hej!

Bracia serdecznie się objęli, widać było, że cieszą się na spotkanie. Kasia ciekawie uchyliła drzwi i patrzyła na nich.

Ach, moja siostrzenica, jaka z ciebie ślicznotka! wykrzyknął Andrzej chodź, mam dla ciebie prezent.

Wyciągnął z reklamówki dużego zająca z długimi uszami i kokardką na szyi. Kasia zdziwiona, z radością, przyjęła prezent i pobiegła pochwalić się Babci Feli.

Babcia i ja przyjęłyśmy Andrzeja bardzo serdecznie.

Dawno cię nie było, Andrzejku, jak tam u ciebie Szymon mówił, że wynajmujesz mieszkanie dopytywała babcia, nalewając herbatę.

Wszystko dobrze zapewniał. Rozwiodłem się z Moniką, ona znalazła kogoś i wyjechała pod Gdańsk. Alimenty płacę regularnie. A to dla ciebie, bracie wyciągnął z saszetki gruby kopertę właściwie dla ciebie i Marty, mój ślubny prezent. Byłem na kontrakcie, nie byłem na waszym weselu.

Co to? spięty zapytał Szymon.

Pieniądze…

Jakie pieniądze?

Na wkład własny wyjaśnił Andrzej, wręczając kopertę bratu. Monika wyprowadziła się, zwolniła mieszkanie, znów mieszkam u siebie. Odkładałem, myśląc o kupnie nowego, nie chciałem odebrać mieszkania byłej żonie i synowi. To mój prezent powtórzył.

Przy stole zapadła cisza, potem wybuchła radość.

Dziękuję, bracie, dziękuję, Andrzejku. Przyszedłeś w samą porę…

Miałam łzy szczęścia w oczach, Babcia Fela przytulała starszego wnuka. Bracia milcząco objęli się słowa nie były potrzebne.

Na jesieni Szymon, ja i Kasia wprowadziliśmy się do nowego dwupokojowego mieszkania w Warszawie. Kasia poszła do przedszkola tuż obok domu. Szkoła była też blisko, wybraliśmy mieszkanie myśląc o przyszłości, żeby Kasia miała blisko do szkoły.

Szymon nadal pracował w warsztacie. Los wystawił naszą rodzinę na próbę. I tak, jak mówiła Babcia Fela to wszystko drobiazgi codzienności, najważniejsza jest miłość i szczęście, żeby wszyscy byli zdrowi.

Dziękuję za przeczytanie i waszą życzliwość. Uśmiechu i dobra wszystkim!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + 6 =

Drobiazgi codzienności