Opiekowałam się teściową, a mieszkanie zapisała komuś innemu

Dziennik: Czerwiec

Zosia, podaj mi wodę, w gardle mi zaschło! Wołam już od godziny, a ty dalej hałasujesz garnkami, jakbyś specjalnie robiła zamieszanie!

Ten przenikliwy, marudny głos rozbrzmiewał z pokoju mojej teściowej tak często, że nawet już nie reaguję nerwowo. Dziś jednak zaskoczyła mnie ledwo nie upuściłam chochli. Zacząłem liczyć w myślach do dziesięciu, jak nauczyłam się przez trzy ostatnie lata mieszkania tutaj, w tym dusznym, pełnym pretensji domu. W kuchni pachniało gotowaną kurą i lekarstwami zapach, który przeniknął ściany i firanki. Wyłączyłam gaz pod rosołem, nalałam letnią, przegotowaną wodę do szklanki, bo zimnej jej nie wolno, gorącej też nie.

Weszłam do pokoju teściowej pani Felicja Majewska leżała na wysokich poduszkach, przypominając starą, wiecznie niezadowoloną sowę. Jej przenikliwe, szare oczy śledziły każdy mój ruch. Na szafce obok łóżka, między butelkami po kroplach, blistrami tabletek i stosami krzyżówek, leżał gruby papierowy kopert, którego wcześniej nie widziałam.

Proszę, pani Felicjo, woda. Nie słyszałam, bo pracowałam w kuchni. Rosół już gotowy, zaraz przecedzę warzywa, jak lekarz zalecił.

Teściowa wypiła kilka łyków, skrzywiła się jakby to był ocet, i odstawiła szklankę.

Tylko wymówki, jak zwykle! mruknęła. Raz wyciąg, raz odkurzacz, raz przez telefon się wykłócasz. A matka męża leży, cierpi, niech łaskawie umrze z pragnienia.

Jestem zawsze obok, nie trzeba tak mówić odpowiedziałam, próbując zachować spokój. Zobaczyłam kątem oka kopertę z dokumentem z pieczęcią chyba urzędową.

Co to za papiery? Znów jakieś skierowanie od lekarza? Może trzeba po leki polecieć?

Teściowa natychmiast przykryła kopertę ręką ruch szybki, zaskakujący jak na kogoś, kto ledwo podnosi łyżkę.

Nie ruszaj! To moje sprawy, nie twoje.

Byłam zaskoczona zwykle wymagała, by wszystko sprawdzać: bilans leków, opłaty za mieszkanie, pisma z ZUS-u. A tu nagle tajemnica.

Nie chciałam nic złego zaczęłam, ale wtedy drzwi wejściowe trzasnęły i usłyszałam ciężkie kroki.

Maciek wrócił! Twarz teściowej rozjaśniła się słodkim uśmiechem. Synku, chodź szybko, uratuj mamę od tej strażniczki więziennej!

Maciej, mój mąż, wszedł zmęczony, marynarka zgnieciona, krawat krzywo zawiązany. Pracuje jako kierownik sprzedaży, ostatnio większość czasu spędza w biurze, by jak najmniej być w tym domu.

Cześć, mamo. Cześć, Zosia burknął, całując matkę w policzek, nawet na mnie nie spojrzał. Co się stało? Jakiej strażniczki? Zosia chodzi za tobą jak za dzieckiem.

O, chodzi, chodzi Felicja zaciągnęła usta. Chodzi i czeka, kiedy zwolnię miejsce. Myślisz, że nie widzę? Oczy zimne, puste. Nie miłość, tylko obowiązek.

Z poczucia krzywdy ścisnęło mnie w gardle. Przed trzema laty, gdy Felicja doznała udaru, stanęliśmy przed wyborem opiekunka, czy dom opieki. Na opiekunkę nie było pieniędzy, Maciek stanowczo odrzucił dom opieki co ludzie powiedzą, oddaliśmy matkę. Zrezygnowałam z pracy w bibliotece, przeprowadziłam teściową z jej dwupokojowego mieszkania do naszej trzypokojowej, a jej mieszkanie wynajęliśmy na pokrycie kosztów leczenia i rehabilitacji.

Idę nakryć do stołu powiedziałam cicho i wyszłam.

Na kolacji Maciek bez entuzjazmu dłubał w kotlecie.

Smakuje? zapytałam, licząc choćby na odrobinkę czułości.

Jest ok nie odrywając wzroku od telefonu. Słuchaj, Zosia, mama prosiła, żeby zaprosić Kamilę na kawę. Mówi, że tęskni.

Kamila to siostrzenica Felicji, córka jej zmarłej siostry. Głośna, kolorowa, zupełnie nieużyteczna w domu, przychodzi raz-dwa razy do roku, przynosi tani tort, godzinę siedzi u łóżka, opowiada o romansach, zostawia po sobie zapach perfum i stertę brudnych naczyń.

Po co? zdziwiłam się. Felicja ma skoki ciśnienia, potrzebuje spokoju, a Kamila to jak tornado. Znowu ją rozstroi.

Mama prosi. Mówi, że ma jakąś sprawę. Niech przyjdzie jutro, przecież godzinę wytrzymasz.

Kamila pojawiła się punktualnie w południe. Wpadła do mieszkania bez zdejmowania butów, przeszła po dywanie i od progu rzuciła:

Zośka, witaj! Przytyłaś? Ten szlafrok cię pogrubia. Gdzie ciocia Felicja? Mam jej cukierki!

Trzymała paczkę z cukrowymi piankami, których Felicja nie mogła jeść przez cukrzycę.

Wskazałam jej drzwi do sypialni. Zniknęła tam i momentalnie usłyszałam ożywiony szept okraszany szlochami. Poszłam do kuchni, zabrałam się za przebieranie kaszy, ale nie mogłam przestać myśleć o tej kopercie.

Po godzinie Kamila wyszła, promienna, z tym kopertem w ręku i wsadziła go do wielkiej torby.

No, Zośka, lecę! Mam mnóstwo spraw, wiesz jak to jest. Ciocia Felicja śpi, nie budź jej. Dobra robota, dbasz o nią, czysto tu masz. Choć firanki czas zmienić, te są ze starych lat.

Zniknęła równie szybko, jak przyszła.

Wieczorem, podczas zmieniania pościeli, zebrałam się na odwagę:

Pani Felicjo, jakie dokumenty dała pani Kamili? Może kopie będą potrzebne? Albo do ZUS-u?

Teściowa spojrzała chytrze, jej wzrok był triumfalny.

To, Zośka, moja wdzięczność. Kamila to jedyna, która mnie kocha bezinteresownie. Nie dla mieszkania, nie dla spadku, tylko dla rodziny. Krew nie woda.

Poczułam chłód w środku.

Jakie mieszkanie? Przecież pani dwupokojowe wynajmujemy na pani leczenie. Miało trafić do wnuków, dzieci naszych i Maćka.

Felicja zaśmiała się sucho, gardłowo.

Umawiać się można! A ja zdecydowałam inaczej. Był dziś notariusz, jak byłaś w sklepie. Podpisałam akt darowizny. Na Kamilę.

Zamarłam z pościelą w rękach.

Jak… darowizny? Na Kamilę? Tę, która nigdy nie podała pani szklanki wody? Nie wie nawet, jakie pani bierze tabletki?

Ale nie robi mi wyrzutów! zapiszczała teściowa. Ty chodzisz ze smutną miną, jakbyś łaskę robiła! Czekasz tylko, aż umrę, by przejąć mieszkanie! Nic z tego, Kamila jest teraz właścicielką. Oficjalnie. Artykuł 888 Kodeksu cywilnego akt darowizny. Nie odwrócisz tego.

Usiadłam na brzegu krzesła, nogi się pode mną ugięły. Trzy lata wyjęte z życia. Zastrzyki, pampersy, kaprysy, bezsenne noce. Rezygnacja z kariery. A wszystko po to, żeby usłyszeć, że jestem obca i wyrachowana?

A Maciek? Wie o tym?

Dowie się, kiedy przyjdzie czas. Mój majątek, dam komu chcę. Idź, podgrzej rosół, zgłodniałam. Pampersa popraw, uwiera mnie.

Wyszłam z pokoju, w uszach dźwięczały słowa. Wzięłam kurtkę, torebkę i wyszłam z mieszkania. Musiałam złapać oddech.

Chodziłam po Warszawie dwie godziny, aż zmarzłam. W głowie jedno zdrada. Nie oczekiwałam miłości od teściowej, ale od męża, bo przecież notariusz musiał mieć otwarte drzwi, dostęp do dokumentów.

Gdy wróciłam, Maciek był już w domu. Siedział w kuchni, jadł rosół z garnka.

Gdzie byłaś? Mama krzyczy, pampers mokry, a ciebie nie ma! Mam ją teraz myć ja? Jestem facet, nie znoszę tego!

Patrzyłam na niego pierwszy raz naprawdę, bez złudzeń. Siedział przede mną nie ukochany, nie oparcie tylko wygodny, egoistyczny człowiek.

Maciek, mama przepisała mieszkanie Kamili. Zrobiła darowiznę. Wiedziałeś?

Maciek zakrztusił się rosołem, zaczerwienił.

Jaką darowiznę? Bzdury gadasz!

Nie bzdury, sama przyznała. Kamila zabrała dokumenty. Notariusz był jak mnie nie było. Kto go wpuścił? Ty masz duplikaty kluczy, mogłeś przyjechać na przerwie?

Maciek spuścił wzrok.

No… Byłem. Mama prosiła. Chciała, żeby coś do ZUS-u podpisać. Wpuściłem notariusza, wydawał się spoko. Nie pilnowałem, musiałem wracać do pracy!

Nie pilnowałeś? Twoja mama pozbawiła nasze dzieci dziedziczenia, przekazała mieszkanie obcej kobiecie, a ty nie pilnowałeś? Kto teraz będzie płacił za jej leki? Z wynajmu już nie będzie, Kamila mieszkanie sprzeda albo zabierze. Na czyją pensję? Może znów pójdę do pracy, by utrzymać matkę, która splunęła mi w twarz?

Nie panikuj! Maciek uderzył w stół. Mama chora, może jej się pomieszało! Wszystko odzyskamy, sąd stwierdzi, że niepoznawalna!

Niepoznawalna? Przecież sam mówiłeś, że jest bystra, kiedy cię chwaliła. Notariusz nie głupi, wymagał pewnie zaświadczenia. Kamila wszystko zaplanowała.

Z pokoju teściowej rozbrzmiał krzyk:

Czy jest ktoś żywy? Mokra jestem! Zośka! Przyjdź!

Maciek skrzywił się.

Zosia, idź do niej. Potem się zastanowimy. Nie może tak leżeć…

Coś pękło we mnie. Ta nitka, która trzymała moje poczucie obowiązku, wytrzymałość, poświęcenie. Spojrzałam na swoje zniszczone dłonie, pomyślałam, kiedy ostatnio byłam u fryzjera. Marzyłam o wyjeździe nad morze, a zawsze: gdzie Felicję zostawisz.

Nie powiedziałam.

Co nie? zaskoczył się Maciek.

Nie pójdę. Nie będę już jej myć. Nie będę gotować rosołków, słuchać wyzwisk. Ma właścicielkę mieszkania Kamilę. Akt darowizny to bezpłatna umowa, ale moralność… Kamila dostała aktywa, niech bierze również zobowiązania. Dzwoń do niej, niech przyjeżdża i myje.

Zwariowałaś? Kamila nie odbierze o tej porze! Ona nie potrafi! Zosia, to przecież moja mama!

Właśnie. Twoja. Nie moja. Mieszkanie dała swojej siostrzenicy. Ja jestem obca. Strażniczka, jak się wyraziła.

Poszłam nie do teściowej, tylko do naszej sypialni, sięgnęłam po walizkę.

Co robisz? Maciek stał w drzwiach, blady, przestraszony.

Odchodzę. Przeprowadzam się do mamy. Tam ciasno w kawalerce, ale powietrze czyste.

Zosia, przestań! Felicja się zagalopowała! Wykleimy wszystko! Nie zostawiaj nas! Jak ja sobie poradzę z nią? Pracuję!

Zatrudnij opiekunkę. Ach, nie stać… Mieszkanie już przepadło. Zostaje ci samotność popołudniami, nocami, w weekendy. Witamy w moim świecie, Maciek.

Wrzucałam rzeczy do walizki niedbale: swetry, bieliznę, książki. Płakałam, ale było mi wszystko jedno. Liczyło się tylko, by szybko wyjść.

Zosia, nie pozwolę ci! próbował mnie zatrzymać Jesteś żoną! Powinnaś być w biedzie i radości!

Byłam w biedzie, trzy lata. Radości nie widzę. I jeszcze jedno złożyłam wniosek o rozwód.

Przez mieszkanie?! Jesteś taka materialistka?!

Nie przez mieszkanie, głupku! Przez to, że zrobiłeś ze mnie niewolnicę! Przez to, że pozwoliłeś na przepisywanie majątku, przez to, że nie prosisz o wybaczenie, a martwisz się tylko o pampersa!

Wyciągnęłam walizkę do korytarza. Z pokoju teściowej dochodziło już nie wołanie, lecz lament:

Maciusiu! Odeszła! Chce mnie zabić! Wody!

Maciek biegał między mną i drzwiami matki.

Zosia, proszę Zostań chociaż na noc!

Klucze zostawię na szafce powiedziałam zimno Żegnaj.

Wyszłam na klatkę schodową i zamówiłam windę. Gdy drzwi kabiny się zamknęły, oparłam czoło o zimne lustro i rozpłakałam się z ulgi.

Pierwszy tydzień u mamy był jak w półśnie. Spałam po dwanaście godzin, jadłam, chodziłam na spacery. Telefon wyłączyłam, nowy numer dałam tylko dzieciom i mamie. Wieści jednak dochodziły.

Z koleżanki dowiedziałam się, że Maciek próbował dzwonić do Kamili. Ta przez kilka dni nie odpowiadała, w końcu oznajmiła, że prezent to prezent, żadnych obowiązków w umowie nie ma. Zdecydowała się sprzedać mieszkanie, potrzebuje pieniędzy na rozwój biznesu, dała dwa miesiące na wyprowadzkę lokatorów. Najlepsze: zasugerowała, że Felicji czas na dom opieki.

Maciek wziął urlop bezpłatny, potem L4, dzwonił do dzieci syna Piotra i córki Marii, studiujących w innych miastach. Prosił, by przyjechali do babci. Zadzwonili do mnie.

Mamo, tata mówi, że jesteś zdrajczynią powiedział Piotr. Ale my wiemy, ile dla nich robiłaś. Nie przyjedziemy. Mamy egzamin. Zresztą babcia sama wybrała Kamilę.

Byłam dumna.

Po miesiącu wróciłam do pracy w bibliotece. Pensja niewielka, ale spokój i zapach książek leczyły duszę. Złożyłam pozew o rozwód, Maciek nie pojawił się na rozprawie.

Pewnego wieczora, wracając z pracy, zobaczyłam Maćka przed moim blokiem. Wyglądał na starszego o dekadę, nieogolony, w brudnej koszuli, pachniał alkoholem i starością, którą znałam aż za dobrze.

Zośka… podszedł. Pomóż. Nie daję rady. Mama krzyczy dzień i noc. Kamila sprzedała mieszkanie, wyobraź sobie! Jakimś szemranym pośrednikom, za bezcen. Nie mamy już pieniędzy z wynajmu. Opiekunki nie stać. Z pracy mnie wyrzucili

Spojrzałam na niego, czułam tylko obrzydzenie.

A co ja mam do tego?

Przecież potrafisz Znasz się na tym. Wróć, proszę. Wybaczę wszystko. Sprzedamy mieszkanie, kupimy mniejsze, zatrudnimy kogoś.

Wybaczysz wszystko? powtórzyłam. To ja mam wybaczać. Ale nie chcę.

Zośka, mama płacze, wspomina cię, mówi, że najlepiej gotowałaś owsiankę.

Trzeba było wspominać wcześniej. Kiedy zapraszała notariusza.

Ale Kamila nas oszukała! Jest oszustką!

Kamila zrobiła, co jej pozwolono. Felicja chciała kupić miłość za mieszkanie. Handel się odbył. Reklamacji nie przyjmuję.

Stałaś się zimna wyszeptał.

Stałam się wolna poprawiłam go. Idź, Maciek. Nie przychodź więcej. Sprawa rozwodowa za tydzień. Liczę na szybkie rozstanie.

Obeszłam go, otworzyłam drzwi do klatki.

Zośka! zawołał za mną. A jeśli oddam mamę do DPS-u? Tam kolejka, dokumenty, ja nie wiem jak! Pomóż chociaż z papierami!

Zatrzymałam się.

Internet ci pomoże, Maciek. Byłeś kierownikiem, dasz radę. Swoją wędrówkę już odbyłam.

Zamknęłam za sobą drzwi.

Wchodząc do mieszkania, spojrzałam przez okno. Maciek dalej stał na dole, mały, żałosny człowiek przygnieciony ciężarem obowiązków, które zawsze zrzucał na innych. Zaciągnęłam zasłony.

W kuchni gwizdał czajnik. Mama piekła paszteciki z kapustą.

Kto był, Zośka? zapytała mama, zaglądając z kuchni.

Pomylili adres, mamo. Po prostu pomylili adres.

Usiadłam do stołu, ugryzłam ciepły pasztecik. Pierwszy raz od trzech lat poczułam smak jedzenia. Życie toczy się dalej i należy tylko do mnie. Felicja dostała dokładnie to, na co zasłużyła kochaną siostrzenicę z gotówką i syna, który wreszcie dojrzał, choćby i w wieku pięćdziesięciu lat. Sprawiedliwość danie, które najlepiej smakuje na zimno, ale wciąż daje poczucie sytości.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × jeden =

Opiekowałam się teściową, a mieszkanie zapisała komuś innemu