Stary przyjaciel
Przepraszam, Jasiu, ale zakochałem się w twojej żonie.
Mówi to, patrząc w bok, jakby słowa wyrywały się z niego przeciw woli.
Jacek zastyga. Na jego twarzy przemyka cała gama uczuć, trudno mu oddychać.
Zapewniam, nic między nami nie było szczerzy przyjaciel w pośpiechu Kasia nie ma pojęcia o niczym.
Jacek milczy. Czas zdaje się zatrzymać.
A kiedy wpadłeś na pomysł, że muszę to wiedzieć? pada zimny, równy głos.
Jesteśmy przyjaciółmi odpowiada, wciąż odwracając wzrok myślałem, że pomożesz mi się jakoś rozwiązać jego głos drży, zdradzając wewnętrzne rozterki.
Czekasz rad od mnie? Jacek uśmiecha się gorzko wtrąciłeś się w moją żonę i chcesz, żebym was pobłogosławił? Żenująco!
Nie, nie rozumiesz! Gdybym chciał ją zabrać, już bym to zrobił. Nie wątp, znasz mnie. Ale nie mogę. Jesteś dla mnie jak brat.
Brat? Jacek wstaje z kanapy a pamiętasz, jak uciągnąłeś Darię od Wiktora? Wtedy przysięgałeś wieczną przyjaźń.
No właśnie! Kiedy to było? W szkole! Kasia to już zupełnie inna sprawa.
Tak, inna. Ona jest moją żoną! I jest w ciąży, jeśli nie zauważyłeś. Więc znikaj z naszego życia!
Na serio? Gotów zdradzić przyjaźń z powodu kobiety? w jego głosie brzmi zdziwienie i gniew.
Z powodu rodziny. Rozumiesz różnicę? Poza tym: czy to ja mam cię oskarżać o zdradę?
A to nie ty wszystko zaczynałeś? pada żarłoczny przyjacielski pytanie. Idź z Kasią do kina, nie mam czasu, pomóż jej przy remoncie, odwieź ją do rodziców. Sam mi podrzucałeś swoją żonę! Sam! A ja lubiłem być potrzebny! Rozumiesz?
Wyjdź otwiera drzwi Jacek. Jego spokój przeraża. I nie wracaj więcej. Zapomnij o nas.
Dobrze. Tylko wiesz, przyjacielu, oczekiwałem innej rozmowy. Teraz mam czyste sumienie.
Gość wychodzi, a gdy drzwi trzaskają, od razu dzwoni do Kasi.
Musimy się spotkać. To ważne.
Co się stało? dopytuje z niepokojem wpadnij, Jacek jeszcze w pracy. Poczekamy razem.
Nie mogę. On on zabronił mi wchodzić do was.
Jak? Dlaczego?
Nie wiem. Myślałem, że wyjaśnisz mi to.
Nic nie rozumiem mówi Kasia, zagubiona więc spotkajmy się w parku
Spotykają się. Kasia słucha, nie przerywając, a on opowiada, jak Jacek nagle wybuchł, oskarżając go o niejasne rzeczy, mówiąc o nieistniejących relacjach między nim a Kasią Nie kłamie po prostu pomija kluczowe szczegóły.
Twój mąż uważa, że niszczę waszą rodzinę kończy, wpatrując się w jej zdezorientowane oczy.
To absurd szepcze ona.
Jacek po prostu zazdrości mówi łagodnie naprawdę nie zauważyłaś?
Widzi, jak w jej głowie układa się układanka: nagłe pytania męża, jego niezadowolenie z przyjaciółek, ciągłe podejrzenia. Idealna gleba do wątpliwości
Co mam zrobić? pyta ze smutkiem w głosie.
Porozmawiaj z nim. Powiedz, że się myli. Że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Nie uwierzy.
Wtedy nic nie mów dotyka jej delikatnie ręki. Zostań dziś u mnie. Niech poczuje, jak to jest być sam
Kasja patrzy na niego przerażona. W jej oczach toczy się walka: wątpliwość, strach, gniew na męża i coś nowego, niebezpiecznego.
Dobrze w końcu mówi. Ale liczę na twoją integralność
Pierwszy krok zostaje postawiony.
Cały wieczór udaje troskliwego przyjaciela. Piją herbatę, przypominają zabawne historie, a on łapie jej niepewny, lecz coraz bardziej zainteresowany wzrok.
Gdy Kasia zasypia na kanapie, nie budzi jej.
Rano dzwoni Jacek, chrapliwy, niewyspany.
Kasia u ciebie?
Tak odpowiada spokojnie, nie mrugając. Wszystko w porządku. Po prostu postanowiła nie wracać.
Cisza wisi w powietrzu. Wyobraża sobie twarz Jacka i czuje satysfakcję.
Przekaż jej Jacek milczy, jakby szukał słów. Że drzwi są zamknięte na zawsze.
Kończy rozmowę.
Kasja budzi się, słysząc fragmenty dialogu:
Co się stało?
Jacek nie chce cię już widzieć. Powiedział, że wybrałaś swoją drogę.
Płacze. On przytula ją, mówi pocieszające słowa, ale nic nie czuje. Dlaczego płacze o stare szczęście, które tak łatwo zniszczył?
Po tygodniu Kasia robi walizki:
Jadę do mamy nie patrzy na niego muszę być sama, przemyśleć wszystko.
Jasne kiwa głową jedź.
Odjeżdża, zostawiając pożegnalny szepcz:
Nie wierzę już ani tobie, ani jemu, ani sobie przy was
***
Sam zostaje w pustym mieszkaniu. Cisza przygniata, odwracając myśli na lewą stronę. Plan, tak klarowny i elegancki, pęka. Ona miała wahać się między nimi! Chciał zniszczyć Jacka, trzymać ją przy sobie, cieszyć się jego upokorzeniem. A ona wyjechała i zepsuła wszystko!
***
Leży na kanapie, wpatrzony w sufit. W głowie przewijają się obrazy z dzieciństwa. Wieczny szczęściarz Jacek! Zawsze strzelał gola, zaliczał egzaminy bez nauki, przyciągał spojrzenia dziewczyn. Wszystko przychodziło mu z łatwością!
Zazdrość rosła latami, cicha i żrąca, aż zamieniła się w nienawiść.
Potem los ich rozdzielił. Spotkanie przypadkowe. Jacek jest już odnoszącym sukcesy przedsiębiorcą, piękną żoną i dzieckiem w drodze. Jego spokojny uśmiech, pewność jutra wzbudzają w nim dawno ukrytą złość. Nie może już dłużej czekać. Chce powalić tego szczęściarza, odebrać choć odrobinę jego szczęścia choćby na chwilę! Nie spodziewa się, że będzie tak prosto
***
Telefon przerywa ciszę. Nieznany numer. Głos informuje o wypadku. Kasia została potrącona w drodze do mamy
Siedzi oszołomiony, nie może się ruszyć. To już nie jest sprytny plan ani zemsta. To tragedia!
***
Jacek, po usłyszeniu wieści, spędza dni i noce w szpitalu.
Po wybudzeniu Kasia, przez łzy i ból, opowiada mu wszystko jak ją namawiano, że mąż zazdrości bez powodu, jak namawiano do tylko rozmowy, by go ukarać. Jacek trzyma jej dłoń, nie przejmując się już tym, co się stało. Cieszy się, że żona żyje. Zdał sobie sprawę, że mógł ją stracić na zawsze.
Kilka dni później Jacek wraca do domu, aby się przebrać. Przed wejściem stoi dawny przyjaciel z dzieciństwa. Jego twarz blada, oczy nerwowo skaczą.
Jak ona? wypowiada z wydechem.
Jacek, zmęczony, z przygasłym spojrzeniem, odpowiada, mając na myśli utratę dziecka:
Wszystko skończyło się.
Przyjaciel blaknie jeszcze bardziej. Wydaje mu się, że Kasi już nie ma.
Nie chciałem! wycieka mu fala słów. Zazdrościłem ci całe życie! Miałeś wszystko, a ja nic! Widząc twoje szczęście, nie wytrzymałem! Postanowiłem cię ukarać, zniszczyć rodzinę, byś cierpiał! Nie przewidziałem, że ona odejdzie, że tak to skończy się! Nie chciałem jej śmierci!
Jacek słucha w milczeniu tego chaotycznego wyznania, po czym mówi:
Nigdy nie liczyłem na cokolwiek dobrego od ciebie. Ale zaskoczyłeś mnie. Przyznałeś się. Czy trochę ci lżejszy?
Przepraszam brzmi osłabiony szept. Nie przewidziałem, że to tak daleko
Myśleć trzeba częściej przerywa Jacek. Mówią, że to pomaga. Do zobaczenia.
Odchodzi w korytarzu.
Przyjaciel zostaje sam, długo stoi, nie wiedząc, w którą stronę iść. W końcu powoli podąża gdzieś w ciemność



