Byłem świadkiem, jak moja żona, piękna blondynka Kasia, i mój czarny jak węgiel mąż, Jan, kochali się po uszy. Po dwóch latach małżeństwa przyszła nam córeczka.
Poród nie był łatwy dziecko trochę się zaplątało w pępowinę i nie mogło od razu wyjść na świat. Zaraz po porodzie anestezjolog wciągnął noworodkowi dodatkowy tlen, a ja został przeniesiony do oddzielnego pokoju. Dopiero po dziesięciu godzinach po raz pierwszy zobaczyłem naszą dziewczynkę. Gdy ją ujrzałem, zamarł mi oddech ze zdumienia. Pielęgniarka przyniosła ją, owiniętą jak lalkę, i zanim oddała mi ją do karmienia, położyła na stole i rozwinęła. Na blacie leżała
mała, ruda dziewczynka o długich, kręconych włosach.
– Czy nie pomyliła Pani dziecka? zapytała nieśmiało Kasia.
– Mam sto procent pewności, że to jest Wasze dziecko odpowiedziała siostra położnej, przy czym dodała, że nasz syn, Jan, też ma rude włosy i zniknęła za drzwiami.
Kasia patrzyła na naszą maleńką, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Wtedy dziewczynka, jakby niezadowolona, zaczęła wykrzykiwać w powietrzu, szukając wargi mamy, i zaraz wydała donośny płacz, który odbił się echem po całym oddziale. Kasia niezdarnie próbowała ją owinąć w kocyk, a dziecko krzyczało coraz głośniej, aż w końcu uspokoiło się, gdy przytuliłam ją do piersi.
Kiedy Jan przyjechał odebrać nasze dziewczynki, również z niedowierzaniem spojrzał na malucha, ale nic nie powiedział.
W domu zaczęliśmy przeglądać drzewa genealogiczne, dzwonić do krewnych i pytać się o przodków. Okazało się, że po stronie ojca Janowskiej była prapraprapraprababcia ognista, kręcona Polka. Po niej już nie rodziły się rude dzieci, a jedynie ciemnowłosi, jak sam Jan.
Po pierwszych kąpielach, kiedy Kasia wytrzećła córkę suchym ręcznikiem i wzięła w ramiona, Jan zobaczył ją i zawołał:
– Wyglądasz jak majowy dmuchawiec! i chociaż mieliśmy już wybrane imię Alicja, nazwaliśmy ją Maja, a rodzice wołali ją po prostu Dmuchawiec.
Maja rosła wesołą dziewczynką, sąsiedzi nazywali ją Śmiechotką, a płakała tylko przy wyraźnym powodzie.
Gdy skończyła cztery lata, wiosną pojawiły się na jej nosie pierwsze piegi.
– Mamo, co to takiego? zapytała niewinnie.
– To piegi odpowiedziała Kasia, całując ją w policzek i mówią, że anioły je noszą. Im więcej ich masz, tym więcej ludzi masz pomóc. powiedziała z miłością. Nie zdawała sobie sprawy, że Dmuchawiec wziął te słowa na poważnie i nosi je w sercu do dziś.
Gdy bawiła się w piaskownicy i zobaczyła płaczące dziecko, zostawiła swoje zamki i podbiegła, by je uspokoić, głaszcząc włosy i łagodząc słowami. Dziecko natychmiast przestawało płakać, a Maja coraz mocniej wierzyła, że jest aniołem.
Gdy małe dzieci widziały w jej rękach dużą lalkę i zaczynały żądać takiej samej od rodziców, wymawiając krzykliwe żale na cały blok, Maja podbiegła i podarowała im swoją ulubioną zabawkę. Kiedy wracała do domu, lalka już czekała na swoje miejsce. Nie wiedziała, jak jej mama i mama płaczącej dziewczynki przekonywały, kupowały lody i podstępnie sprowadzając lalkę z powrotem. Maja sądziła, że tak właśnie powinno być, bo była aniołem.
W piątej klasie, wracając ze szkoły, zobaczyła starszego pana na chodniku, który potknął się o rozwiązały sznurowadło. Powoli schylał się, by je zawiązać, a Maja zauważyła chłopca na piątym piętrze budynku, który wystając przez okno patrzył na ulicę. Ten niechcący łokciem potrącił duży donicznik z fikusem, który poleciał w dół. Dmuchawiec nie zdążyła nawet krzyknąć od razu pobiegła do starszego pana i mocno go popchnęła. Pan stracił równowagę, a Maja upadła na niego. Nie mieliśmy czasu się zorientować, bo ogromny donicznik roztrzaskał się na kawałki właśnie przy miejscu, gdzie pan wiązał sznurowadło.
Złość i zdziwienie starszego zamieniły się w wdzięczność.
– Dziecino, jesteś aniołem, uratowałaś mnie przed śmiercią powiedział zadziwiony, a jego słowa jeszcze mocniej utwierdziły Maję w przekonaniu, że jest anielskim dzieckiem.
Co wiosnę jej piegi przy nosie przybywały. Pewnego dnia, patrząc w lustro, przyglądała się swoim radosnym, rudym lokom, dużym niebieskim oczom, czerwonym ustom i nowym piegom na małym nosku. Z powagą zapytała:
– Mamo, gdzie znajdę tyle nieszczęśliwych ludzi, którzy czekają na moją pomoc?
Zaskoczona odpowiedziała:
– Córeczko, o co ci chodzi? Nie rozumiem.
– Popatrz na mój nos nie przestawała ile tu piegów, a wiosną ich będzie coraz więcej. To znaczy, że pojawi się coraz więcej osób, którym muszę pomóc…
– Twoje piegi to znak, że słońce cię kocha i całuje cię co raz częściej próbowała wytłumaczyć Kasia choć sama nie do końca pojęła własne słowa.
– Wiesz, mamo, może słońce naprawdę mnie całuje, ale pamiętam, jak mówiłaś, że jestem aniołem i każdy nowy pieg to kolejna osoba, której muszę pomóc podsumowała Maja.
Kasia przypomniała sobie, jak odpowiedziała, gdy po raz pierwszy pojawiły się te piegi, spojrzała na córkę, objęła ją i pomyślała: To niesamowite, że czterolatka pamięta, co jej mówimy. Bez ukrywania zdziwienia w twarzy powiedziała:
– Mój dmuchawcu, naprawdę jesteś aniołem! i przytuliła ją mocniej, całując w złotą czapkę.
Jako nastolatka Dmuchawiec nie omijała starszych ludzi pomagała przechodzić przez ulicę, nosiła ich torby, nawet jeśli mieszkali po drugiej stronie miasta. Czasem wpadła do marketu po lody i czekoladki, zobaczyła starszą panią przy półce, niepewnie patrzącą, co dziś kupić mleko czy masło i bez wahania kupiła oba produkty, oddając jednocześnie jedną starszej, rezygnując z własnej przyjemności.
Pewnego razu, idąc po chodniku, przejechała obok eleganckiej kobiety w sukni z koronki, otoczonej zapachem nieziemskiego perfumu. Kobieta minęła jej luksusowego Lexusa. Maja, dręczona ciekawością, chciała zapytać o ten zapach, ale wahała się, bo wydawało się to niegrzeczne. Gdy kobieta otworzyła drzwi własnego auta, samochód zawykał, a Maja, nieświadomie zbierając odwagę, złapała ją za rękaw. Kobieta spojrzała na nią z oburzeniem:
– Co pan sobie pozwala, młoda damo?
– Przepraszam! Przepraszam! mamrotała Maja nie potrafię wyjaśnić, dlaczego tak postąpiłam. Ale ten zapach jest niezwykły, chciałam się dowiedzieć…
Zanim zdążyła dokończyć, usłyszeli szczęk hamulców i głośny trzask. Samochód, w którym jechał pijany kierowca, wpadł w pośpiechu w auto eleganckiej pani. Drzwi kierowcy roztrzaskały się, kierownica się wygięła, a siedzenie odleciało na bok.
Kobieta objęła Maję i szepnęła na ucho:
– Jesteś aniołem! Jesteś moim aniołem!
Gdy dorosła, poznała chłopaka. Była głęboka jesień, padał drobny deszcz, który wyglądał jak śnieg. Założyła czapkę z pomponem, schowała włosy pod nią i stała przy wejściu do metra, rozmyślając, czy wsiąść do metra czy tramwaju. Zza rogu dobiegło pytanie:
– Przepraszam, czy mogłaby pani podpowiedzieć, jak dojechać na ulicę Wawelską?
Odwróciła się i zobaczyła złotego chłopaka. Jego rude, kręcone włosy były całe przemoczone, a piegi na nosie błyszczały jak wiosna, mimo że już była jesień, a oczy miał brązowe.
Uśmiechając się, nie mogła powstrzymać się od głośnego śmiechu. On patrzył na nią, zakłopotany, a ona zdjąła czapkę, wciąż śmiejąc się. On też wybuchł śmiechem. Stały i śmiały się pod delikatnym deszczem, który przypominał śnieg.
Po dwóch latach mieli małego, kręconego, rudeńkiego synek. Nowy dmuchawiec. Nowy anioł. Kiedy miał cztery lata, pojawiły się mu piegi na nosku i zapytał:
– Mamo, co to jest?
– To piegi, a anioły je mają odpowiedziała Maja im ich więcej, tym więcej ludzi potrzebuje twojej pomocy.



