Nie z tej ziemi

Kiedyś, od małego dziecięcia, Jadwiga rosła taka dobra i delikatna. Mama zawsze powtarzała:

Nasza córka wziąła po ojcu Grzegorzu on był człowiekiem, który pomagał każdemu, choć nie długo żył. A Ty, Jadwiga, kontynuujesz jego dobre uczynki, choć jesteś jeszcze dzieckiem, uratujesz każdą biedną robaczkę.

Jadwiga dorosła, skończyła szkołę, podjęła pracę i zamieszkała samodzielnie w mieszkaniu swojego dziadka Grzegorza na Pradze. Nadal była tak życzliwa, sprawiedliwa i pomocna ludziom i zwierzakom, choć niektórzy patrzyli na nią krzywo.

Musi być jakaś zjawa, bo ona nie jest z tego świata tak się mówiło.

Pewnego deszczowego, jesiennego weekendu wracając z marketu, Jadwiga zobaczyła przed sobą staruszkę z dwoma niewypełnionymi torbami, które ledwo ciągnęła.

Boże, jak drżą jej starcze ręce, jak zgarbiona jest jej sylwetka pomyślała z troską ile lat już ma na barkach.

Podbiegła i rozpoznała ją jako Marię Iłyniczną, sąsiadkę z podwórka.

Dzień dobry, pozwól, że pomogę zaproponowała, przejmując torby.

Staruszka najpierw się wycofała, ale po chwili uśmiechnęła się niepewnie.

Dziękuję, kochana, ale ja mieszkam na czwartym piętrze

Wiem, ja mam mieszkanie na drugim odparła Jadwiga, uśmiechając się.

Kiedy wprowadziła torby do jej mieszkania, zauważyła, że mieszkanie jest w dużym nieładzie i dawno nie sprzątało się w nim.

Mario Iłyniczo, może pomogę Ci w sprzątaniu? Widać, że jest ciężko. Mogę przyjść trochę później, bo najpierw muszę odłożyć zakupy zaproponowała.

Nie, nie musisz tracić czasu na mnie odpowiedziała staruszka.

Nie sprawi mi to trudności, mieszkam sama, a dziś mam wolne odpowiedziała Jadwiga.

Od tego czasu Jadwiga regularnie pomagała Marii Iłynicznej, wieczorami przy herbacie. Najbardziej uwielbiała słuchać, jak babcia grała na starym pianinie, które według niej kupił jej mąż, kiedy urodził się ich syn. Jadwiga sama potrafiła grać uczęszczała do szkoły muzycznej, lecz nigdy nie wybrała tej drogi, bo tak chciała mama.

Idąc wzdłuż klatki schodowej, natknęła się na jeszcze starszą Tamarę Sieradzka z piątego piętra.

Jadwiga, widzę, że wzięłaś się za Marię. Dobrze robisz. Szkoda tej starszej babci. Mimo że jej syn z żoną mieszkają w Niemczech, bogaci, a wnuki w Moskwie, przyjeżdżają rzadko, tylko czekają na jej śmierć i mają nadzieję na spadek westchnęła Tamara.

Jadwiga skinęła głową i weszła dalej.

Boże, co to za bogactwo ma Maria Iłyniczna? Jedno pianino i trochę solidnych mebli pomyślała, a w jej głowie krążyły plotki.

Tamtego samego wieczoru Jadwiga przyniosła babci ciasto.

Zaparzę herbatę, zaraz będziemy radośnie powiedziała, wchodząc do kuchni.

Nie musisz się tak męczyć, kochana odpowiedziała Maria, ale w jej oczach błyszczała wdzięczność.

Po prostu chciałam zrobić Ci przyjemność odparła Jadwiga z uśmiechem.

Herbata płynęła, a Maria opowiadała o dzieciństwie w czasie wojny, o mężu, który dawno odszedł, o synu, który wyjechał do Niemiec z żoną, i o rzadkich wizytach wnuków, które wydawały się jedynie czekaniem na koniec. Jadwiga przypomniała się, że ma jeszcze wnuki.

Wnuki zadrżał głos Marii uważają mnie za starą babcię, której umysł umiera. W zeszłym roku przyjechał Garik, niegrzeczny, ale przyniósł owoce. Na pożegnanie rzekł:

Och, babciu, już cię mam dosyć, idź tam, gdzie nie ma już kłopotów i odszedł.

Nadszedła zima. Maria zachorowała, a Jadwiga codziennie po pracy odwiedzała ją, przynosząc jedzenie, lekarstwa i zakupy. Pewnego dnia poprosiła:

Kochana, zagraj na pianinie, bardzo chcę posłuchać.

Jadwiga usiadła przy instrumencie, jej palce delikatnie dotknęły klawiszy i wypełnił pokój piękny dźwięk. Maria zamknęła oczy, słuchała i chyba wspominała dawne chwile.

Tak stało się ich małym rytuałem: po opowieściach Marii Jadwiga grała ciche, kojące melodie.

Z czasem zdrowie babci słabło coraz bardziej. Jadwiga dbała, podawała lekarstwa, które wypisywał lekarz rodzinny. Pewnego popołudnia, kiedy ścierała kurz i myła podłogę, Maria spojrzała na nią i rzekła:

Wiesz, Jadwigo, napisałam testament. Mieszkanie zostawię wnukom, bo i tak i tak go czekają, ale pianino chcę, żeby trafiło do Ciebie.

Jadwiga zamarła.

Ja nic nie potrzebuję, nie jestem obcą w twoim domu, nie chcę, żeby wnuki mnie obwiniały odparła.

Wszystko już załatwiłam, kochanie zapewniła.

Wiosną Maria nie wstawała już z łóżka, często dzwoniła po lekarza, a Jadwiga czuwała, by podawać leki na czas. Pewnej nocy, w samotności, Maria umarła. Tuż przed śmiercią szepnęła:

Nie zapomnij o pianinie, zostanie przy Tobie naprawdę tego chcę.

Rano Jadwiga, po szybkim śniadaniu, pobiegła do mieszkania, ale Babcia już nie żyła. Zadzwoniła do Garika, syna, używając telefonu Marii.

Na pogrzebie Jadwiga płakała, jakby straciła własną babcię. Wnuki przyjechały, by załatwić sprawy, i poprosiły Jadwigę, by weszła do pustego mieszkania. W środku stało jedyne, pośrodku pokoju, pianino. Wszystko było puste.

Kiedy przyjdą pracownicy, przeniosą pianino do Twojego mieszkania oznajmił Garik, przystojny, zarozumiały młodzieniec, patrząc z góry. Pamiętaj naszą babcię, ona naprawdę chciała, żebyś je dostała dzięki, że się nią opiekowałaś.

Garik milczał, ale widać było, że myśli o tym, że zawsze żartowali z Jadwigą:

Nie z tej ziemi, jak nasza babcia

Jadwiga była zdziwiona, że w końcu ktoś podziękował.

Pianino stało w jej mieszkaniu. Delikatnie przetrząsnęła kurz, łzy spływały po policzkach może z żalu, może z wdzięczności, bo to jedyny kawałek pamięci o Marii.

Dziękuję, Mario Iłyniczno szepnęła za tak dobrą duszę.

Kilka dni nie siadała przy pianinie, nie miałaby ochoty. Pewnego wieczoru, po pracy, usiadła, otworzyła pokrywę i dotknęła klawiszy. Wśród strun znalazła mały pakiec owinięty w delikatną tkaninę. Rozwinęła go i zobaczyła małą szkatułkę. W środku błyskotki i list:

Jadwigo, kochana, to dla Ciebie. Dla takiej dobrej osoby, jaką jesteś. Dziękuję za ostatni rok mojego życia byłem szczęśliwy, nie byłem sam, byłaś przy mnie. Bądź szczęśliwa, naprawdę tego chcę. Jeśli zechcesz sprzedać, sprzedaj, ale zostaw sobie przynajmniej jedno pierścionek w pamięci o mnie.

W szkatułce były pierścionki, kolczyki, bransoletki, dwa naszyjniki i zdjęcie młodej Marii Iłynicznej. Jadwiga rozpłakała się nad tym bogactwem, które spadło jej w ręce. Uspokoiwszy się, wybrała jeden pierścionek, założyła na palec i znów dotknęła klawiszy wybrzmiała delikatna melodia.

Szkatułka stała otwarta. Jadwiga zastanawiała się, co dalej zrobić z biżuterią. Rankiem w sobotę wzięła ją, wsunęła do torby i pojechała do lombardu.

To są rodzinne kosztowności spytał zaskoczony rzeczoznawca.

Tak, są bardzo cenne odpowiedziała.

Widać, że bardzo drogie.

Gdy pieniądze znalazły się w jej rękach, przywiozła je do domu, a potem pojechała na przedmieścia Warszawy, gdzie stał opuszczony, wielki dom z dwupiętrowym ogrodem, poobijany farbą, ale wciąż solidny. Obejrzała go dokładnie, usiadła przy pianinie i zagrała klasyczną muzykę.

Po kilku tygodniach skontaktowała się z pośrednikiem nieruchomości, mówiąc, że chce kupić ten dom. Pośrednik zdumiony pytał:

Naprawdę chcesz to kupić? Potrzeba tu ogromny remont

Ten dom, właśnie ten potwierdziła Jadwiga.

Ośmiu miesięcy później po remontach otwarto w tym domu dom opieki dla samotnych seniorów. W przestronnym salonie stało pianino otoczone wygodnymi sofami i fotelami. Pierwszymi mieszkańcami byli dziadek Janusz Seweryn i dwie babcie, Anna i Grażyna, oraz dwie siostry, które straciły dom po pożarze. Z czasem przybyło kolejnych.

Często Jadwiga siadała przy pianinie i grała klasykę, bo mieszkańcy prosili:

Jadwigo, zagraj coś dla nas

Grała z oddaniem, a w jej sercu czuła, że wciąż obecna jest Maria Iłyniczna, a między nutami słychać był jej pochwalny szept: Brawo, kochana

Jadwiga stała się właścicielką tego przytulnego domu, który mieszkańcy nazywają Naszym Domem. Przychodzą tu dziennikarze, piszą artykuły i są zdumieni.

Sprzedałaś kosztowności i otworzyłaś dom dla seniorów. Nie żałujesz?

Ani trochę uśmiechnęła się Czyż nie jest pięknie patrzeć na tych starszych, zadowolonych ludzi? Babcia Grażyna robi skarpetki, a Janusz gra w szachy, czekając na partnera, dziadka Ignacego. Wiem, że Maria Iłyniczna jest dumna, że tak rozporządziła swoimi skarbami. Ja dostałam coś więcej miłość i dobroć.

Po dwóch latach Jadwiga wyszła za mąż za Stasia, który ochoczo pomagał jej w prowadzeniu domu, także ma wielkie serce. Teraz razem prowadzą gospodarstwo i dalej dbają o seniorów.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 4 =

Nie z tej ziemi