Lista moich marzeń

W przedpokoju panował tłok od kartonów. Wojciech, czerwony od wysiłku, wkładał kolejny z nich na półkę nad drzwiami. Kurz osiadał na jego łysiejącej czubku szarym szronem.

Po co to wszystko trzymać? To tylko śmieci mamrotał, schodząc po chybotliwych szczeblach drabiny.

To nie są śmieci odpowiedziała cicho, lecz stanowczo Zofia. Siedziała na podłodze, przeglądając stary walizkę wypełnioną papierami. To wspomnienia.

Wspomnienia zadrwił Wojciech. Od tych wspomnień mam plecy odpadną. i tak wszystko wyrzucisz po roku. Nie ma miejsca.

Zofia nie odpowiedziała. Jej palce przesunęły się po przetartej skórzanej okładce starego albumu. Otworzyła go.

Patrz rzekła, jakby nie słysząc jego zrzędzenia. Pierwszoklasistka. Pamiętasz?

Wojciech niechętnie podszedł bliżej. Na żółknącej fotografii mrugało w słońcu dziecko w białych wstążkach.

Pamiętam wykrztusił, nieco łagodniej. Płakała wtedy, że fartuch się drapie.

A to był obóz młodzieżowy

Junak skinął Wojciech, zaglądając przez jej ramię. Przyniosłaś stamtąd tę samą muszlę. Ta wciąż gdzieś tu leży.

Znowu zaczął grzebać w kartonach, ale już bez poprzedniego zapału. Zofia przewracała stronę po stronie. Młodość, studia, ich ślub Wojciec w niewyobrażalnie szerokim fraku, ona w koronkowej sukni matki. Młodzi, gładcy, szczęśliwi. Uśmiechali się do obiektywu, nie wiedząc, co przyniesie dwudziestolecie: ta ciasna kamienica, jego nieustanne warczenie, jej cicha uraza, że romantyzm został w szufladzie, na papierze.

Uważaj! nagle krzyknęła Zofia.

Wojciech potrącił małe kartonowe pudełko, a jego zawartość rozsypała się po podłodze. Gdy on szemrał i układał książki, Zofia podniosła z linoleum małą, aksamitną szkatułkę. Delikatnie otworzyła wieko.

Wewnątrz, na watolinie, leżała ta sama muszla z Junaka, kilka przygasłych odznak, zwiędła gałązka bzu i złożony na cztery list ze starej zeszytówki szkolnej.

Co to jest? zapytał Wojciech, kończąc porządkowanie.

Zofia rozwinęła kartkę. Dziecięcym, pilnym pismem wyczytano: Lista moich marzeń. 1. Zostać lekarzem. 2. Umieć grać na gitarze. 3. Odwiedzić Paryż. 4. Wyjść za mąż za prawdziwą miłość.

Milczeniem podała kartkę mężowi. Przejrzał ją oczami, złagodniał, po czym zrzędnął:

Z lekarzem nie wyszło. Na gitarze też nie grasz. Do Paryża nie pędzisz A co do miłości zaciął się, nie mogąc dokończyć, i pogłaskał krzywą pleców. Nie zostałaś lekarzem, a ja mam teraz plecy jak staruszek. Od twoich archiwów.

Zofia wzięła list z jego dłoni, przyjrzała się uważnie punktowi czwartemu, potem spojrzała na męża. Na jego zmęczoną, zasypiątą twarz, na ręce, które dopiero co dźwigały ciężkie kartony, aby zrobić w jej szafie choć trochę miejsca.

Wyjść za mąż za prawdziwą miłość to nie znaczy żyć w nieustannej romantyce, Wojciechu. To znaczy, że gdy mężowi boli kręgosłup, żona masuje go. A on w zamian myje naczynia.

Ostrożnie złożyła kartkę, położyła ją z powrotem do szkatułki i zamknęła wieko.

Dobrze westchnęła. Być może masz rację. Część tego naprawdę da się rozgryźć.

Odłożyła szkatułkę na bok, do stosu najcenniejszych rzeczy, które nigdy nie zostaną wyrzucone. Potem podeszła do Wojciecha, objęła go i przycisnęła policzkami do jego szorstkiej brody.

Dziękuję szepnęła. Za wszystko.

Wojciech najpierw zamarł ze zdumienia, potem niezręcznie pogłaskał ją po włosach.

No nie mów tak Co to znaczy? mruknął. Czy naprawdę masujesz moją plecy?

Pamiętam uśmiechnęła się Zofia, przytulając się do jego ramienia.

Wiedziała, że Paryż i gitara pozostały w przeszłości, na żółtej kartce. Lecz tutaj i teraz, w zakurzonej, ciasnej przedpokoju, pachniało nie marzeniami, a życiem. I to też było szczęściem, którego nie da się sfotografować ani przykleić do albumu. Po prostu było. I tego wystarczyło.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + 9 =

Lista moich marzeń