Kto, jeśli nie ja?

Kwiecień 2025 wtorek

Dziś znowu przypomniało mi się, że w naszej kamienicy przy ulicy Jana Pawła II w Poznaniu każdy znał babcię Alwinę Petronelę. Niewysoką, chudą, z siwymi włosami splecionymi w ciasny kok, szła po podwórku na lasku, ale tak zgrabnie, że młodzież nie nadążała za jej krokami.

Alwina Petronela mieszkała w tym bloku od chwili, kiedy wzniesiono go w latach pięćdziesiątych. Znała wszystkie osoby winda, a mieszkańcy szanowali ją nie tylko za wiek, ale przede wszystkim za cięty język i żelazną wolę. Gdy któryś z sąsiadów popadał w tarapaty, babcia Ala (tak mówili do niej wszyscy) była pierwsza pod rękę, a gdy ktoś naruszał porządek natychmiast dawała mu do zrozumienia, że tak nie będzie.

W zeszłym tygodniu w nasze podwórko wprowadziła się nowa rodzina młoda para z nastoletnim synem. Chłopiec, Pawełek, szybko znalazł kompanię podobnych łobuzów i niedługo po tym wzniósł się chaos: połamane żarówki w klatce schodowej, wulgarne napisy na murach, a raz nawet rozbili okno w piwnicy, gdzie babcia Alwina hodowała koty i karmiła swoje kocięta.

Pawełek nie był zwykłym awanturnikiem, miał wyobraźnię pełną niecnych pomysłów. Raz napinał żyłkę między drzewami, by rowerzyści przewracali się, innym razem wrzucał do piaskownicy niespodzianki od sąsiedzkich psów. Rodzice wzdychali: To tylko okres dojrzewania, ale babcia Ala nie zamierzała tego tłumaczyć.

Hej, Pawełku! zawołała go pewnego ranka, kiedy próbuje przywiązać petardę do ławki. Podejdź tutaj.

Co chcesz? mruknął nastolatek, ale podszedł.

Jesteś mądrym chłopcem?

No zmarszczył brwi.

Bo widzę, że twoje wybryki są już nie w porządku. Mądry nie zachowuje się tak.

Daj spokój!

Nie dam, bo jeśli nie ja, to kto powie ci prawdę?

Pawełek zmarszczył nos, ale petardę odłożył.

Następnego dnia babcia Ala przyłapała go na nowym wyczynie malował sprayem niecenzuralne słowo na ścianie garażu.

O, o, o odezwała się ze śmiechem. Mamy artystę.

Co? uśmiechnął się lekko Pawełek. To piękne!

Piękne, ale uwaga właściciel garażu, pan Kolik, zaraz wróci z pracy. Jeśli cię złapie

Nieważne, mnie to nie obchodzi!

Dobrze westchnęła Ala. Pamiętaj: jeśli pan Kolik cię nie ukarze, to ja.

Pawełek wzruszył brwi, ale puszcza spray i odchodzi. Wieczorem pan Kolik, czerwonawy ze złości, biegł po podwórku z pasem w ręku.

Kto to zrobił?!

Pawełek schował się za rogiem, ale babcia Ala stała tuż obok.

No i co, artysto? Biegniesz czy przyznasz się?

On mnie zabije!

Myślałeś, że farba nie ma konsekwencji?

W efekcie Pawełek musiał sam sprzątać garaż pod czujnym okiem pana Kolika i babci Ali.

Widzisz? rzekła, gdy prace dobiegły końca. Teraz garaż lśni, a ty żyjesz. Mogło być gorzej.

Idźcie sobie mruknął chłopak, ale w jego głosie nie było już tej pewnej bezczelności.

Czas minął, a Pawełek wciąż się wymyślał, lecz już nie tak zawzięcie. Pewnego dnia babcia Ala zobaczyła, jak popycha w podwórku młodsze dzieci.

Znowu dla własnej przyjemności? zapytała surowo.

Bo one wchodzą w moje sprawy!

Masz już lat, powinieneś być mądrzejszy.

Co mam z nimi zrobić?

Nie napędzaj ich, ale naucz czegoś.

Pawełek spojrzał na nią zdziwiony.

Co?

Pomyśl Może pokażesz im, jak gra się w piłkę albo jak gra się w Kozłów i barana.

Są za małe!

Spróbuj.

Z niechęcią wziął piłkę z domu. Po pół godziny podwórko wypełniło się śmiechem uczył maluchy, jak strzelać z karnego.

Od tej pory Pawełek był inny. Nie był świętym, ale już nie był tym diabelskim chłopakiem, przed którym wszyscy się chowali. Kiedy babcia Ala złamała rękę, to właśnie on niósł jej torby z marketu.

Co, Pawełku, już dorosłeś? drwiła.

Po prostu żebyście się nie kłócili mamrotał.

Wszyscy na podwórzu wiedzieli: babcia Ala potrafiła być surowa, ale zawsze na miejscu, dlatego jej słuchało się. Bo jeśli nie ona to kto?

Lato minęło. Pawełek już nie gonił dzieci, a te same biegały za nim, nazywając go starszym. Pokazywał im, jak wbić gwóźdź, naprawić rower i nawet założył w podwórku tajne stowarzyszenie z hasłem: Prawdziwi mężczyźni nie hulają chronią słabszych!.

Pewnego popołudnia babcia Ala siedziała na ławce i patrzyła, jak Pawełek rozdziela bój dwóch chłopców.

Głupiec Artur! krzyknął jeden. Bij go!

Bez pięści powiedział Pawełek, stawiając się jako mur. Rozwiążemy to po ludzku.

Babcia uśmiechnęła się.

No i co, Pawełku, teraz jesteś prawie bohaterem?

No, babciu, tylko oni są mali i głupi.

A ty już dorosły.

Pawełek zamyślił się.

Babciu, po co tak ze mną było? Przecież byłem… cóż, niegrzeczny.

Bo w tobie dostrzegłam człowieka.

A inni go nie widzieli?

Inni wolą krzyczeć. Ja przymrużyła oczy. W młodości byłam podobna do ciebie.

Pawełek otworzył szeroko oczy.

Naprawdę?

Tak. A potem nawet w policję mnie wzywano.

I co?

Pewien staruszek rzekł: Młoda dziewczyno, po co głupoty? I wtedy się zastanowiłam.

Pawełek roześmiał się.

A ja mam się teraz zastanawiać?

Już się zastanawiasz. Widzę to.

Zawahał się.

Babciu, a co jeśli znowu zrobię coś źle?

Nie będziesz coś robił. A jeśli jednak, to naprawiaj.

Od tego dnia Pawełek stał się człowiekiem podwórka. Pomagał starszym, naprawiał huśtawki i namawiał kolegów, by nie śmiecili. Kiedy babcia Ala znów zachorowała, codziennie przynosił jej lekarstwa i opowiadał najnowsze plotki ze sklepu spożywczego.

Pawełku, całkiem mnie rozpuszczasz szeptała, ale w jej oczach błyszczał śmiech.

To ja was uczę, babciu odpowiedział.

Niedługo na podwórzu pojawił się nowy chłopiec, taki sam buntowniczy, jakim był Pawełek kilka lat temu.

Hej, chłopcze! zawołał Pawełek. Chodź tutaj

Babcia Ala, siedząc na ławce, mrugnęła oczkiem.

Kto, jeśli nie ja?

Lekcja, którą wyniosłem z tych lat, brzmi tak: nie ważne, jak bardzo ktoś się potknie, zawsze można podać mu rękę i pokazać drogę. Bo prawdziwa siła leży w zdolności do przemiany, nie w bezsilnym gniewie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć + 6 =

Kto, jeśli nie ja?