PRZYCZEPA
Kuba miał już serdecznie dosyć imprez, jednonocnych znajomości i niekończących się randek z aplikacji, więc kiedy poznał radosną, bystrą i zaskakująco zwyczajną Jagodę, zrozumiał oto ona, ta jedyna.
Poszli razem do knajpki na obiad, posłuchali pod Pałacem Kultury jazzowych grajków ulicznych, pogawędzili o jego awansie w pracy i jej fascynacji nową poezją polską.
Gdy okazało się, że oboje jedzą sałatkę jarzynową tylko z jabłkiem, wiedzieli już: czas przejść do konkretów.
Miejsce przyspieszonego rozwoju związku?
Oczywiście mieszkanie Jagody.
Zaprosiła go na kolację.
Kuba ubrał swoją najładniejszą koszulę, zgolił nawet te dwa włosy na brodzie, wykłuł z pamięci jakieś dziwne strofy z ulubionych poetów Jagody, kupił flaszkę wytrawnego wina i bukiet goździków.
Pędził podekscytowany niczym młody żubr na łąkę.
Wiedział, że wieczór będzie ciekawy.
Nie miał żadnych wątpliwości, pewność siebie Kubie mogłaby pozazdrościć byle kot, któremu czternasty raz dziennie napełnia się miskę.
Wszystko było dopięte na ostatni guzik aż do momentu czasu usłyszał zza drzwi: Dobry wieczór, jestem Stefan.
Mama jest pod prysznicem, proszę wejść.
Kuba zastygł.
Patrzyło na niego z góry szerokie, lekko piegowate oblicze ani dziecko, ani jeszcze dorosły.
Właściciel tej twarzy podał Kubie dłoń wielkości bochenka chleba, którą pewnie mógłby złapać Kubę za głowę jak jajko.
Kuba przez chwilę był przekonany, że pomylił mieszkania, ale gdy Stefan prychnął śmiesznie przez nos, nie otwierając ust dokładnie, jak robiła to Jagoda nie miał już wątpliwości, że trafił tam, gdzie trzeba.
Nastrój Kuby runął w przepaść, wino zaczęło kwaśnieć, a kwiaty wyglądały, jakby chciały same się wyrzucić do śmieci.
Wszedł do środka i zaniemówił, widząc przy drzwiach sportowe buty Stefana, ogromne jak kajaki.
Mógłby je założyć na własne trzewiki i dalej byłyby za duże.
Jagoda była synowi mniej więcej do pasa.
Kuba pomyślał, jak szkoda, że z pierścionkami nie działa to jak z dziećmi dasz pierścionek, dziesięć lat później masz już obrączkę XXXXL.
Niezła inwestycja Z tymi rozważaniami powlókł się do kuchni, gdzie już czekał stół zastawiony, a Stefan, bez użycia krzesła, zmieniał zasłony.
Pięć minut i jestem!
dobiegało spod prysznica.
Po pięciu seriach pięć minut drzwi w końcu się otworzyły i Jagoda, cała olśniewająca, wyłoniła się z łazienki w wieczorowej sukience i perfekcyjnym makijażu.
Rzut oka na skwaszoną minę Kuby wystarczył, żeby wiedziała, o co chodzi.
Całe napięcie nagle uleciało, a wraz z nim wszelki romantyzm.
Nałożyła jedzenie sobie i jemu, nalała też wino, i nie czekając nawet na Kubę zaczęła jeść.
Mogłaś powiedzieć, że masz syna wymamrotał Kuba z żalem w głosie.
I co, przestraszyłeś się przyczepy?
Jagoda uśmiechnęła się smutno.
Przyczepa?
To tutaj cały wagon.
No, duży, fakt.
To wszystko po ojcu chłop z Podlasia, wyższy od Stefka.
Gołymi rękami dzika łapał.
A te-sss-raz gdzie jest?
wydukał Kuba, czując, jak mu gulę ściska w gardle.
Kontynuuje tournée razem z tym swoim dzikiem.
Zostawił nas dla wielkiej sceny.
Czasem dzwoni, ale charakter pisma taki, że podejrzewam, że listy to sam dzik nam pisze i pewnie sumienie ma większe.
Ile on ma lat?
Kuba dyskretnie wskazał ścianę.
Czternaście, paszport niedawno odebrał.
Siłą?
Ha, bardzo śmieszne.
Potem jedli już bez słowa rozmowa była równie beznadziejna jak disco polo w radiu.
Mogłoby być jeszcze mięsa?
wykrztusił Kuba.
Smakuje?
Szczerze?
Lepszego nie jadłem.
Co to?
Łoś.
Mięsiwo przygotował Stefan.
O, chłopak ma dryg.
Od ojca, razem ze starym notesem kucharskim, zestawem noży, wędką i jeszcze jakąś łódką, którą nam wcisnął.
Łódką?
przełknął ślinę Kuba.
No, w piwnicy leży.
Synuś to zapalony wędkarz.
W tym momencie Jagodzie zadzwonił telefon.
Przeprosiła, zniknęła do pokoju.
Chyba czas się zbierać, pomyślał Kuba.
Tu nie było już czego szukać.
Kuba, słuchaj, jest sprawa Jagoda wróciła podenerwowana.
W pracy mam awarię.
Mógłbyś posiedzieć ze Stefanem parę godzin?
Ja?
Ze Stefanem?
Ale po co?!
zdębiał Kuba.
No, jest niepełnoletni, różne rzeczy mogą się wydarzyć.
Po ludziach teraz różne typki chodzą
Boisz się, że go ukradną i nie zauważę?
Dobra, zapłacę ci i za zmarnowany wieczór, i za opiekę nad synem, a potem więcej nie zadzwonię, zgoda?
A co mam z nim robić?
Nie wiem, przecież jesteście facetami, to pogadajcie o swoich męskich sprawach.
Ja muszę lecieć.
Zanim cokolwiek powiedział, Jagoda już zniknęła z mieszkania.
Posiedział chwilę, zjadł resztę mięsa, popił winem, doładował telefon a Jagody dalej nie było.
Podchodząc do drzwi Stefanowego pokoju, zamarł.
Zza drzwi dobiegały znajome dźwięki.
To niemożliwe, pomyślał.
Zapukał.
Otwarte.
Kuba nieśmiało wszedł.
Pierwsze, co zwróciło jego uwagę, to wielka, drewniana tarcza z nożami i strzałkami.
Na ścianach nie było śladów po chybionych rzutach młody snajper nigdy nie chybia.
Na stole stał gramofon, a z głośnika cicho leciała…
Lady Pank!
Kuba aż dostał gęsiej skórki to była jego ukochana kapela.
Stefan siedział w kącie i naprawiał sprzęt wędkarski.
Pokój jak z katalogu: półki z pucharami, gruszka bokserska, pod telewizorem nówka konsola.
Niezłą masz tutaj norę przygwizdał Kuba, z lekką zazdrością.
Takiego pokoju nigdy nie miał, nawet kiedy był nastolatkiem.
Latem pracuję mruknął Stefan i Kubie zrobiło się głupio.
Już sobie wyobrażał, jak Jagoda szuka studni bez dna na kieszonkowe dla syna, a ten tu sam na siebie zarabia.
Masz ładowarkę do telefonu?
zapytał Kuba, pokazując pustą baterię.
Leży przy kolejce.
Kolejka?
wyszeptał Kuba.
Gdy się obrócił, zaniemówił przez pół pokoju szła makieta kolejowa, model Polski z miastami, dworcami i mostami.
Sam złożyłeś?
spytał, nieśmiało.
Tak, powoli dokupuję elementy, marzę o drugim poziomie i paru wiaduktach.
Dopiero przyszła paczka z nowymi torami, ale nie mam kiedy ich zamontować.
Kuba poczuł mrowienie w głowie.
Aż ręce mu się trzęsły.
Można puścić pociąg w kółko?
wychrypiał.
Jasne, poczekaj sekundę Stefan odłożył sprzęt i jednym susem przemknął na drugi koniec pokoju.
***
Jagoda wróciła po godzinie.
Była pewna, że Kuba dawno się ulotnił.
Otworzyła pokój syna i…
zaniemówiła.
Przy kolejce dwa tryumfujące dzieciaki ciężko stwierdzić, który starszy, który młodszy.
Kuba, czas do domu powiedziała cicho.
No weź, maaaa…
Eee, to znaczy, jasne!
poderwał się Kuba.
Która godzina?
Wpół do jedenastej, padam na twarz.
Z rana znów muszę na awarię, więc pora spać.
Odprowadziła Kubę do drzwi, pocałowała w policzek i wystawiła banknoty.
Nie biorę od kobiet pieniędzy prychnął Kuba.
Jak chcesz.
Dzięki, że popilnowałeś mojej przyczepy.
Kuba uśmiechnął się i wyszedł.
***
Cześć, wiesz co…
Chciałbym znów wpaść zadzwonił po kilku dniach Kuba.
Kuba, u mnie w pracy armagedon, nie mam głowy do związków Poza tym ostatnie spotkanie…
Ale do Stefka mogę przyjść?
Do Stefka?
Jagoda była zdziwiona.
No, może potrzebuje opieki?
Pogadam z chłopakiem.
E, chyba muszę spytać jego…
Już pisałem do niego.
Nie ma nic przeciwko.
Mam dla niego nową grę na x-boxa, spokojnie posiedzimy, a ty sobie pracuj, doba będzie długa.
No dobrze, wpadaj dziś.
Tego samego wieczora Kuba pojawił się incognito zamiast koszuli, czarna koszulka z logo Lady Pank, na ramieniu plecak wypełniony chipsami i colą, a na twarzy szczerbaty uśmiech.
Tylko cicho bądźcie mam za chwilę wideokonferencję, na dwie godziny Jagoda przyjęła ich w szlafroku, z maseczką na twarzy i wonią duszonej cebuli unoszącą się w powietrzu.
Kuba skinął głową i już pognał do pokoju Stefana.
Wieczorem Jagoda ledwo rozkleiła tych dwóch tak się kłócili o to, czy lepszy jest Smarzowski czy Guy Ritchie.
Każdy obstawiał swoje.
Szykowali się już na sześciogodzinny maraton filmowy, ale Jagoda jakoś ich opanowała, wyprowadziła Kubę do wyjścia.
W sobotę nie zapomnij o zanęcie!
krzyknął Stefan z pokoju.
O jakiej zanęcie?
wycelowała Jagoda w Kubę podejrzliwe spojrzenie.
Idziemy na szczupaka, wiem, gdzie świetną zanętę sprzedają.
Tak się cieszę, sto lat nie byłem na rybach.
Taaa Wy to jak bracia syjamscy, a ja?
Ze mną nie chcesz spędzić czasu?
Możesz pójść z nami, zrobisz kanapki.
Ta, nie mam co robić, jak kanapki kroić.
No idźcie już, przynajmniej się dziecko nie nudzi.
***
Minął miesiąc.
Jagoda tak się poświęciła pracy, że nie miała czasu nawet krzywo spojrzeć na jakiekolwiek zaloty.
Za to Kuba i Stefan nie leniuchowali: skończyli kolejkę, pojechali na raki, nastawili kwas na tajnej recepturze znalezionej w starej książce Stefka.
Młody nauczył Kubę orientacji w lesie, a Kuba w zamian prowadził mu konsultacje z podrywania dziewczyn i pomógł umówić się z Wioletką z równoległej klasy.
Pełna symbioza, dopóki aż pewnego wieczoru do drzwi załomotał ktoś tak, że aż z sufitu poleciał tynk.
Jagoda otworzyła, a do mieszkania wjechał zapach pieczonego dzika.
Na progu stał jej były mąż, ojciec Stefana.
Wiesz, Jagódko, przemyślałem wszystko uklęknął, a i tak miał Jagodę głowę wyżej.
Ja i Burek mamy dość tej wędrówki, chcemy żyć jak normalna rodzina.
Odkładam, zabieram cię z chłopakiem na nasze rodzinne Mazury, rzucisz robotę.
Razem na ryby, razem na polowanie.
No pięknie, kabareciarz z ciebie jak zawsze.
Dziesięć lat cię nie było i nagle wszystko przemyślałeś.
Burek też wraca do rodziny?
Nie On podpisał kontrakt filmowy za moimi plecami.
No cham…
Aha, czyli to o to chodzi Jagoda skrzyżowała ręce.
Znaleźliście sobie nowe hobby?
No, można tak powiedzieć…
Ale nieważne!
Liczy się, że…
Nie dokończył, bo z pokoju wyszedł Kuba w Jagodowej bluzie.
Jagoda, pożyczyłem twój sweter, bo swój upaćkałem podczas malowania parowo
Ej, czy w tym mieszkaniu ktoś kiedyś powie zdanie do końca?
Jagoda patrzyła po kolei na obu facetów.
Kim on jest?
były wycelował swe pięści jak pocisk w Kubę.
To…
to…
Jagoda kompletnie się zawiesiła.
W tym momencie Stefan wpadł do przedpokoju, złapał ojca w klincz i przygwoździł go do ściany jak naleśnik.
To jest przyczepa!
warknął Stefan.
Stefuś!
Synu!
To ja, tata!
Jaka przyczepa, co ty gadasz?
sapał facet, wijąc się.
Normalna przyczepa, co pomaga nam z mamą wywieźć ten cały bajzel, który po sobie zostawiłeś.
Ale ja przecież wam nic nie zostawiłem powiedział ojciec i sam zrozumiał absurd własnych słów.
Kuba i Jagoda popatrzyli na siebie z kąta salonu, śledząc pojedynek tytanów.
Dobra, dobra, poddaję się, zajęczał tatuś, a Stefan odpuścił.
No, widzę, wszedłeś w mojego stylu.
Można cię już puścić z dzikiem na łowy masował ramię były.
Właśnie, idźmy razem na polowanie.
Pogadamy, może uda się coś jeszcze zbudować?
W końcu jestem ojcem, a nie randomem!
Jagoda zawiesiła wzrok raz na byłym, raz na Kubie.
Tak, rozumiem…
Kuba skinął głową i ruszył do drzwi.
Przepraszam
***
Następnego dnia tata i Stefan ruszyli bladym świtem do lasu.
Wieczorem wrócił tylko Stefan.
A gdzie tata?
spanikowała Jagoda.
Odszedł zamamrotał Stefan, zdejmując buty.
Jak to odszedł?
Ot tak?
Niezupełnie pokręcił głową Stefan.
Poszedł z dzikiem…
Zapakował go w przyczepę i uciekł tresować.
Znalazł sobie nowego kompana do show.
Zawiózł mnie do miasta i pojechał dalej.
Boże, ale jestem głupia walnęła się Jagoda w czoło.
Muszę zadzwonić do Kuby!
Nie trzeba, właśnie mnie odprowadził pod drzwi.
Jutro obiecał wpaść.
Ale przecież telefon zostawiłeś w domu!
Skąd wiedział, gdzie cię złapać?
Powiedział, że szedł za nami.
Chciał się upewnić, że wszystko w porządku ze mną i z tobą.
Tak powiedział?
Tak.
I jeszcze dodał, że tak się do nas przyczepił, że już nigdy nie zamierza się odczepić.


