Nienasycona rodzina

Nienasycona rodzina
No i co, drodzy goście? Najedliście się? Napiliście? Zadowoliłam was? pytała Julia, wstając na czele wielkiego stołu.
Tak, siostro, odparł Borys, zawsze jesteś w formie!
Zgadzam się w stu procentach! dodała siostra Zuzanna. My dwie z matką uczyłyśmy się gotować, a ja nigdy nie potrafiłam tak smacznie. Dlatego zawsze wzywam cię na moje święta!
Mamo, powiedziała Nastazja, a ja znowu nie mogę wyjść z siłowni! Nie mogłam jednak przestać!
Mamusi, wyślę ci żonę, żebyś jej gotowanie wytłumaczyła, zaśmiał się Andrzej.
Dlatego wziąłem cię za żonę! odezwał się Wacław i sycąco odchrząknął. Przepraszam!
Zatem udało się! Julia szeroko się uśmiechnęła. A teraz, moi drodzy i kochani położyła dłoń na sercu, a uśmiech zniknął wynoście się ze mnie!

To był ostatni obiad, który dla was przygotowałam, i ostatni raz, kiedy się męczyłam. Nie chciałam już was widzieć ani słyszeć, a nawet o was nie myśleć. Sięgnęła po masywną salaterkę i z całej siły rzuciła nią o podłogę.

Dość, maluchy! Koniec tańców! rzekła z surowym uśmiechem. Nie pozwolę już nikomu jeździć na moich barkach, zwłaszcza wam!

Cisza spowiła stół, goście byli w głębokim szoku. Mogli się spodziewać takiego gestu od kogokolwiek, ale zdecydowanie nie od Julii spokojnej, pomocnej, poddanej i sumiennej.

Coś cię dopadło? zapytał Wacław, po czym dostał od żony policzek.
Zadzwońcie natychmiast, ma pani napad psychiczny! krzyknęła Zuzanna.

Julia chwyciła karafkę z resztą soku:
Kto podniesie słuchawkę, niech natychmiast dostanie szok w głowę! uśmiechnęła się łagodnie. Dlaczego tak stoicie? Rozpraszajcie się! Jesteście moimi niepohamowanymi natrętnikami!

Julio! rzekł stanowczo Borys. Mówię ci jako brat: uspokój się i weź się w garść!
Nie! odparła Julia z uśmiechem. Nie chcę już wam służyć! Nie będę! Nie będę zaspokajać waszych potrzeb! Nie będę biec za wódką, bo ktoś nie potrafi zrobić nic sam! Dość!

Co cię tak gryzie? zapytał Wacław, pocierając zaróżowiałą policzkę. Wszystko było w porządku!
Nie zebrałam was po prostu bez powodu, usiadła na krześle i odsunęła się w tył. Wasza bezczelność przeszła wszystkie granice. A właściwie to już dawno temu!

Ostatni wasz protest pokazał mi, jak bardzo się rozrabialiście, i dlatego już nie chcę was w swoim życiu!

My nic nie zrobiliśmy, odparł Andrzej.
Dokładnie tak, synku! potwierdził Wacław.

***

Mówi się, że trzeba przeżyć życie dobrze. Nie ma co się kłócić. Ale co właściwie oznacza dobrze? Każdy, kogo zapytasz, ma własną odpowiedź.

Julia przeżyła czterdzieści pięć lat, pewna, że żyje właściwie. Najwyżej mogła samą siebie skrytykować. Urodziła się trzecią z czwórki, drugą córką. Rodzice kochali ją, brata uwielbiał, siostry nie przeszkadzała. Ukończyła szkołę, podjęła pracę. Nie doszła do gwiazd, ale nie szukała ich w ogóle.

W młodości wyszła za mąż, urodziła dwoje dzieci. Była wierną, kochającą żoną, wspierała męża we wszystkim, nie kłóciła się bez powodu. Była dobrą matką, wychowała dzieci, wyedukowała je i wypuściła w świat.

Dorosła nie traciła kontaktu z bratem i siostrą. Pomagała, świętowała, rozwiązywała problemy, dzieliła się radością. Uważano ją za dobrą, empatyczną i rozsadną. Dlatego sama uważała, że żyje dobrze.

Jednak w czterdziestym piątym roku dowiedziała się, że zostaje porzucona w samotności, i to w najgorszym momencie.

***

Pani Juliu Michałowo, wtrącił lekarz po obiedzie, wyniki są gotowe, nie ma przeciwwskazań. Umawiamy operację?
Oczywiście, doktorze, odpowiedziała smutno Julia, decyzja już podjęta.
Rozumiem, zauważył lekarz, widząc przygnębienie pacjentki, ale nigdy nie wiadomo
Proszę ustalić termin, odrzekła, machając ręką. Im szybciej, tym lepiej.
Dobrze, zapisałem. Dziś jeszcze kolacja, jutro nic, pojutrze operacja. lekarz zapisał w kartotece, po czym zwrócił się do sąsiadki z łóżka: Katarzyno, wyniki pana Oskara nie są w porządku, będziemy musieli się tym zająć.
Dobrze, panie Oskarze, odpowiedziała Katarzyna.

Gdy lekarz odszedł, zapytała Julię:
Co cię tak przygnębia? Obawiasz się operacji?
To też, skinęła głową Julia. Mąż jeszcze spojrzała na telefon.

Mój mąż odchodził z piosenkami, zaśmiała się Katarzyna. Myślę, że dzieci przyjadą do matki, a on sam zorganizuje przyjęcie! Nic nie szkodzi, potem się napracuje! Być może i on odszedł w stronę?
Z ostatniej wiadomości głosowej wynika, że jest pełnoletni, Julia zaciśnęła wargi. Wie, że mam operację! I co? Nie wspiera! A on już z kumplami przy barze!
Ach, wszyscy tak odrzuciła Katarzyna. Kot w domu, myszki w ogródku!

I tak szkoda, przyznała Julia. Usunięcie macicy to poważna sprawa. Chociażby odrobinę wsparcia! Mówiłam mu, że boję się i potrzebuję pomocy, a on po dwóm krótkich SMS-ach przestał odpowiadać!

Katarzyna była o dziesięć lat młodsza od Julii i nie miała doświadczenia, by pocieszyć i podnieść na duchu, więc rozmowa ucichła sama. Julia nie poszła na kolację, nie wzięła ze sobą nic, bo przed operacją trzeba było pościć. Leżała cicho, wpatrując się w sufit.

Przypomniała sobie, jak jej przyjaciel Wacek w pracy złamał nogę w dwóch miejscach. Codziennie jeździła do szpitala, autobusem po pracy, przynosiła mu jedzenie, czyste ubrania. Siedziała z nim do późna, wspierała, a sama wracała dopiero po północy do domu. Gdy go wypuszczono, wzięła urlop, żeby pomóc mu w pierwszych dniach prawie jak wiewiórka w kołowrotku. Nie odmówiła mężowi pomocy: nosiła wodę, karmiła łyżką, myła, wycierała, czesała.

Dlaczego on tak ze mną? zapytała Julia, gdy Katarzyna wróciła z kolacji.
Nie tylko twój tak się zachowuje! uśmiechnęła się Katarzyna. Wszystko to taki konsumpcjonizm! W szkole ich uczą, żeby siedzieć na szyi kobiet!

Ja trzy lata wciągałam go do pracy, przez znajomych szukałam lepsze miejsce, a on wciąż narzekał. Dopóki nie zagroziłam rozwodem i alimentami, nie chciał pracować!

Mój pracuje, odparła Julia.
Twój ma swoją słabość, wymamrotała Katarzyna ręką. To wszystko eksploatatorzy! Gdy nie przywiążesz ich od razu, usiądą ci na szyi, wyciągną nogi i będą cię połykać! Tak ja to rozgryzłam!

Julia zaczęła zastanawiać się, czy nie przesadza w wyobcowaniu męża.

Może zbytnio go obwiniam? spytała, nerwowo szukając w sobie uspokojenia. Czy to operacja mnie stresuje? Czy to ja się przejęła?
To nie wyklucza siebie nawzajem, odparła Katarzyna. A fakt, że nie słychać od niego miłych słów, jest oczywisty! Mój mąż choćby trochę, codziennie przynosi soki, owoce, dzwoni, wysyła serca w telefonie.

Julia odwróciła się i okryła kołdrą.

***

Głodzenie się, nawet gdy jest potrzebne, nie jest łatwe. Julia planowała odwrócić uwagę rozmową z sąsiadką, ale od rana ciągłe badania i badania sprawiały, że Katarzyna pojawiała się w przelotnych wizytach.

Telefon w ręku:
Bliscy nie odmawiają rozmowy, żeby zabić czas, pomyślała Julia.

Syn Andrzej nie odebrał telefonu, wysłał tylko wiadomość, że oddzwoni. Córka Nastazja dwa razy nie podjęła połączenia, potem numer stał się niedostępny.

Dobre dzieci, mruknęła Julia, będąc zakłopotaną.
Nie biorą telefonu? zapytała Katarzyna, łapiąc oddech między badaniami.
Pomyśl! odparła Julia. Czy naprawdę trudno odpowiedzieć matce?
Dorośli?
Już mieszkają osobno.
Nie, mamo, zapomnij! Spotkasz ich tylko, gdy będziesz potrzebować pomocy! Z gniazda wyleciały ptaszki, a wiatr już ich uniesie!

Mój najstarszy ma szesnaście lat, już mnie nie liczy za grosz. A jak żyją osobno, to rodzice już nie są potrzebni! Chyba że przychodzi się na pogrzeb.

Nie, tak nie! Mamy świetne relacje! zapewniła ją Julia.
Dlaczego więc nie odbierają?
Katarzyna pospieszyła dalej, a Julia zamyśliła się.

Naprawdę tak trudno znaleźć chwilę, by porozmawiać z mamą? Ostatnie wizyty były po to, by pożyczyć pieniądze, nie dla przytulenia.

***

Smutno było niezmiernie. Katarzyna powiedziała: Ptaszki odleciały. Teraz żyją własnym życiem. O rodzicach wspominają tylko, gdy coś potrzebują.

Znowu zadzwoniła do męża. Nie było odpowiedzi. Wysłała wiadomość, która pozostała nieprzeczytana.

Ach, Wacek! westchnęła. Nie powinien tak zwlekać!

Wieczorem jednak odezwał się z wiadomością: Gdzie są nasze oszczędności? Płace się skończyły, nie ma na co żyć!. A pensja skończyła się trzy dni wcześniej.

Ależ! oceniła Julia zdolności męża. Impreza jak góra, wino jak rzeka!

Jednak nie odpowiedziała mu. Gdyby choćby w pół zdania naznał, że o nią się martwi, powiedziałaby. Niech sam sobie radzi.

***

Brat Borys odebrał telefon, ale powiedział, że jest zajęty i rozłączył się.

No i on, zajęty, zamyśliła się Julia.

Katarzyny nie było, więc Julia nie usłyszała kolejnych ripost. Przypomniała sobie, jak pół roku mieszkała w dwóch domach, kiedy żona Borisa wyrzuciła go i zostawiła dzieci. To ja opiekowałam się nimi, i matką, i kucharką, i sprzątaczką, i wszystkim, dopóki Borys nie znalazł nowej partnerki. Teraz musiał negocjować miłość do własnych dzieci, a ja chciałam swojej, a jego dzieci były dla niego przeszkodą.

Półtora roku łagodziłam go, a nie było ani słowa podziękowania. A teraz znowu zajęty.

Kiedy Julia oddzwoniła wieczorem, usłyszała jedynie krótkie brzęczenie i rozłączenie.

Dzięki, braciszku, za czarną listę!

Warto dodać, że Borys też wiedział o trudnej operacji Julii. Kiedy poprosił dzieci, by przywiodły się na miesiąc, Julia po raz pierwszy odmówiła, tłumacząc się operacją.

***

Siostra Zuzanna poświęciła Julii zaledwie pięć minut. Nawet nie dopytała o zdrowie, a o przyszłe plany:

Kiedy będziesz zdolna? Do mnie przyjedzie krewny męża, dziesięciu ludzi. Zakwaterujemy ich w hotelu, ale musimy ich wyżywić i zapewnić gościnę! To jedyny nasz ratunek!

Nie wiem, Zuzanno, odparła Julia. Operacja trudna. Potem dwa czy trzy tygodnie w szpitalu, a potem zwolnienie na pięćdziesiąt dni.

Nie, nie, siostro! Nie tak się robi! Musisz się przyspieszyć, jak w walcu, żeby za trzy tygodnie być w formie! To krewni męża, najważniejsi!

Zuzanno, boję się, wyznała Julia.

No dalej, nie bądź pierdolona! Szybko i z hukiem! Muszę iść!

To było obraźliwe. Szybko i z hukiem!

A co, jeśli operacja się nie uda? Komplikacje! Co może pójść nie tak! rzeczała Julia, patrząc na telefon. A kucharka mi się przyda! Mam prawie pięćdziesiąt lat, a w gotowaniu nie czuję się w domu!

Zuzanna ciągle wzywała młodszą siostrę, by gotowała na przyjęcia. Goście, przyjaciele męża, współpracownicy wszystko wymagało jej usług. Julia nie odchodziła od kuchenki dwa dni, a nikt nie zaprosił jej przy swoim stole.

Co ty robisz? oburzyła się ZuzannaJulia wstała, rozbiła ostatni talerz i zamknęła drzwi za sobą, decydując, że od tej chwili będzie żyć wyłącznie dla siebie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × pięć =

Nienasycona rodzina